Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Firmy, które nie korzystają z event marketingu, najczęściej nie tłumaczą tego pieniędzmi. Tłumaczą to tym, że narzędzie nie pasuje do ich sytuacji, i w części przypadków mają rację. Umiejętność odradzenia wydarzenia jest po stronie doradcy warta więcej od umiejętności jego sprzedania, bo wydarzenie bez celu bywa najdroższą formą spotkania firmowego.
- W raporcie Event marketing 2025/2026 powodem niekorzystania jest najczęściej nieadekwatność narzędzia (48), potem brak potrzeby (35), a finanse dopiero na trzecim miejscu (16).
- Korzystanie z event marketingu spadło w badanej próbie z 84 procent w 2024 roku do 71 w 2025, przy czym próba jest mała i niereprezentatywna.
- Pięć sytuacji, w których wydarzenie nie jest właściwym narzędziem, i to, co w nich działa zamiast niego.
- Trzy pytania, które rozstrzygają, czy problem da się rozwiązać wydarzeniem, czy wydarzenie odłoży go o kwartał.
Prowadzę rozmowę o wydarzeniu, które ma odbudować zaangażowanie zespołu po trudnym roku. W trzydziestej minucie okazuje się, że w firmie od ośmiu miesięcy nie odbyły się rozmowy oceniające, a dwa działy nie wiedzą, kto za co odpowiada po reorganizacji. Wydarzenie w takiej sytuacji nie odbuduje zaangażowania. Zbierze ludzi w jednej sali i pokaże im, że problem nie został rozwiązany, tylko oprawiony w scenografię.
To rozmowa, którą przeprowadzam kilka razy w roku i po której czasem nie ma projektu. Nie uważam tego za porażkę sprzedażową. Uważam za porażkę sytuację, w której wydarzenie się odbywa i nie zmienia niczego, bo wtedy firma zapisuje sobie, że event marketing nie działa, i ma rację co do swojego przypadku.
Raport Event marketing 2025/2026 przygotowany przez IQS i MeetingPlanner.pl, badanie z października i listopada 2025 roku, zapytał o powody niekorzystania z event marketingu grupę, która z niego nie korzystała. Kolejność odpowiedzi: narzędzie nieadekwatne do potrzeb 48 procent, brak takiej potrzeby 35, powody finansowe 16.
Trzeba od razu powiedzieć, na czym ta liczba stoi. Podgrupa niekorzystających liczyła 29 osób. Przy takiej liczebności pojedyncze wskazania przesuwają procenty o kilka punktów, więc traktuję te dane jako kierunek, nie jako pomiar. Kierunek jest jednak czytelny i zgodny z tym, co słyszę w rozmowach: ludzie nie mówią, że nie mają budżetu. Mówią, że to nie ich narzędzie.
Dla rynku dostawców jest to informacja niewygodna. Oferta budowana pod obiekcję cenową trafia w powód, który jest trzeci, i mija się z dwoma pierwszymi. Przy obiekcji o nieadekwatności narzędzia obniżenie ceny nie pomaga, bo odpowiada na pytanie, którego nikt nie zadał.
Dwa działy przeszkadzają sobie w pracy, bo mają sprzeczne wskaźniki. Wydarzenie integracyjne poprawi nastroje na tydzień i nie zmieni wskaźników. Po powrocie do biura ci sami ludzie nadal będą rozliczani z rzeczy, które się wykluczają. Tu działa warsztat z decyzją na końcu albo zmiana w sposobie rozliczania, nie wspólny wyjazd.
Rozpoznanie jest proste: zapytaj, co konkretnie uczestnicy mają móc zrobić w poniedziałek, czego nie mogli w piątek. Przy odpowiedzi dotyczącej uprawnień, danych albo priorytetów masz problem procesowy.
Osiem godzin prezentacji dla dwustu osób nie przenosi wiedzy do pracy. Metaanaliza szkoleń organizacyjnych Arthura i współautorów z 2003 roku, opublikowana w Journal of Applied Psychology i oparta na ponad dwustu badaniach, pokazuje prosty rozjazd: uczestnicy na szkoleniu uczą się wyraźnie, a w wynikach firmy widać z tego ponad dwa razy mniej.
Przegląd Cochrane z 2021 roku, obejmujący 215 badań z losowym przydziałem i ponad dwadzieścia osiem tysięcy pracowników ochrony zdrowia, podaje dla spotkań edukacyjnych medianową poprawę zgodności z pożądaną praktyką na poziomie czterech punktów procentowych. To inna branża i inny rodzaj spotkań, więc nie przenoszę liczby na konferencję firmową. Przenoszę wniosek: samo spotkanie zmienia praktykę mało, a dołożenie materiałów i powtórzeń zmienia ją bardziej. Szerzej rozpisałem to w tekście o tym, dlaczego wiedza nie jest rezultatem eventu.
Termin jest zaklepany, obiekt zarezerwowany, a na pytanie o cel pada odpowiedź, że robimy to co roku. Takie wydarzenie i tak się odbędzie, bo zaliczka już poszła. Moja rola sprowadza się wtedy do wyciągnięcia z niego czegokolwiek, a to jest praca znacznie droższa od pracy nad projektem rozpoczętym od celu.
Przy wydarzeniach cyklicznych warto raz na trzy lata zadać pytanie, czy ta edycja miałaby się odbyć, gdyby nie było poprzedniej. Mechanikę takiego przeglądu opisałem w materiale o audycie wydarzenia przed budżetem.
Dwunastu decydentów z całej Polski, z czego czterech przyjedzie. Koszt na uczestnika przy dominacji kosztów stałych robi się absurdalny, a efekt relacyjny byłby taki sam po czterech spotkaniach u klienta. Wydarzenie ma sens przy liczbie, przy której koszt jednostkowy spada, albo przy grupie, której nie da się zebrać inaczej.
Odwrotna sytuacja też się zdarza: grupa jest duża, ale rozstrzelona pod względem potrzeb. Jedna sala i jedna agenda dla czterech różnych ról zawodowych daje program rozcieńczony do poziomu, przy którym nikt nie dostaje nic użytecznego.
Pracownicy dowiadują się o decyzjach z rynku, zanim powie im zarząd. Wydarzenie z wystąpieniem prezesa nie odwróci tego, bo brakuje nie sceny, a rytmu komunikacji między wydarzeniami. Tego rytmu wydarzenie nie zastąpi, tylko przez jeden dzień przykryje.
Tu dochodzi do tego ryzyko, które widzę regularnie: wydarzenie buduje oczekiwanie zmiany. Gdy po nim nie następuje nic, zaufanie spada niżej, niż było przed nim, bo ludzie usłyszeli obietnicę i zweryfikowali ją w ciągu miesiąca.
Odradzanie bez alternatywy jest bezużyteczne, więc wymieniam, co w tych sytuacjach proponuję.
Przy problemie procesowym: sesja robocza dla ośmiu do dwunastu osób z decyzją i właścicielem każdego ustalenia na końcu. Trwa pół dnia, nie wymaga obiektu i daje zapis, do którego da się wrócić.
Przy oczekiwaniu przeniesienia wiedzy: rozłożenie materiału na kilka krótkich spotkań z zadaniem między nimi. Metaanaliza praktyki rozłożonej w czasie, Cepeda i współautorzy 2006 w Psychological Bulletin, obejmująca 839 ocen w 317 eksperymentach, pokazuje przewagę rozłożenia nad skumulowaniem przy wszystkich badanych odstępach. Dotyczy zadań z materiałem słownym, nie szkoleń firmowych, i tak to podaję, ale kierunek jest jednoznaczny.
Przy małej grupie decydentów: cykl spotkań jeden na jednego albo jedno spotkanie w formacie kolacji dla ośmiu osób. Taniej, bliżej i z wyższą jakością rozmowy.
Przy problemie komunikacyjnym: ustalony rytm, choćby krótki, ale dotrzymywany. Materiał marketingowy bez wydarzenia opisałem osobno w tekście o marketingu doświadczeń bez eventu.
Używam ich na początku każdej rozmowy o nowym projekcie i w połowie przypadków jedno z nich kończy temat szybciej, niż oczekiwał klient.
Pytanie pierwsze: jakie zachowanie konkretnej grupy ma się zmienić i do kiedy. Zdanie o wzmocnieniu relacji nie przechodzi. Przechodzi natomiast zdanie o czterdziestu dealerach, którzy złożą zamówienie przedsezonowe do 15 lutego, bo da się je sprawdzić w marcu.
Pytanie drugie: co już próbowaliście i dlaczego nie zadziałało. Przy odpowiedzi, że nic nie próbowaliśmy, wydarzenie jest kosztownym pierwszym krokiem. Zwykle istnieje tańszy test tej samej hipotezy.
Pytanie trzecie: co się stanie między wydarzeniem a kolejnym kontaktem z tą grupą. Brak odpowiedzi oznacza, że wydarzenie będzie jednorazowym impulsem, a to rzadko wystarcza do zmiany zachowania.
Wiem, że teza jest wygodna dla kogoś, kto sprzedaje doradztwo, więc podaję rachunek. Projekt bez ustalonego celu generuje zmiany zakresu w trakcie, bo cel domyka się dopiero przy scenariuszu. Zmiany zakresu zjadają marżę po stronie wykonawcy i budżet po stronie zamawiającego. Po takim projekcie nie ma referencji, bo nikt nie wie, co osiągnął.
Druga strona rachunku jest prostsza. Firma, której raz odradzono wydatek, wraca z projektem, w którym cel jest ustalony, i wraca do tej samej osoby. Z mojej praktyki to najtańszy sposób budowania relacji w tej branży, znacznie tańszy od oferty z rabatem.
Rynek nie odrzuca event marketingu z powodu ceny. Odrzuca go, bo w swoich sytuacjach nie widzi dopasowania, i część tych ocen jest trafna. Dostawca, który tego nie przyjmuje, sprzedaje narzędzie do problemów, których ono nie rozwiązuje, i buduje w ten sposób rynkowe przekonanie, że wydarzenia nie działają.
Praktyczny następny krok dotyczy twojego najbliższego projektu. Zapisz jednym zdaniem, jakie zachowanie ma się zmienić i do kiedy. Gdy tego zdania nie da się napisać, masz odpowiedź, i lepiej dostać ją teraz niż w marcu.
Z tego badania tego nie da się wyczytać. W próbie IQS korzystanie spadło z 84 procent w 2024 roku do 71 w 2025, ale próba liczy około stu osób z bazy jednego portalu branżowego, więc nie opisuje polskich firm w ogóle. Jednocześnie 75 procent badanych zapowiada korzystanie w 2026 roku, co przy deklaracjach trzeba czytać jako intencję, nie prognozę.
Pytaniem o problem, nie o narzędzie. Przedsiębiorstwo, które mówi, że nie potrzebuje wydarzeń, a jednocześnie opisuje trudność z utrzymaniem kontaktu z najważniejszymi klientami między przetargami, ma potrzebę i nie łączy jej z tym narzędziem. Firma, która opisuje wyłącznie problemy produktowe i cenowe, zwykle rzeczywiście nie ma potrzeby, którą załatwia się spotkaniem.
Zapytać, co ma być w podsumowaniu dla zarządu po wydarzeniu. To samo pytanie postawione od końca zwykle ujawnia, że cel istnieje, tylko nie został nazwany. Gdy nadal nie ma odpowiedzi, zaproponuj mniejszy format w tym roku i pełny projekt w kolejnym, gdy cel będzie ustalony.
Celem tak, formatem nie. Cykliczność ma wartość sama w sobie, bo buduje rytm i rozpoznawalność, więc nie proponuję kwestionowania jej co dwanaście miesięcy. Proponuję natomiast raz na kilka lat sprawdzenie, czy cel z pierwszej edycji nadal jest aktualny, bo zdarza się, że wydarzenie przetrwało problem, który je wywołał.
Gdy potrzebujesz jednocześnie trzech rzeczy: zebrania grupy, której nie da się zebrać inaczej, doświadczenia, którego nie da się opowiedzieć, i decyzji podjętej w obecności wszystkich stron. Przy dwóch z trzech trzeba policzyć alternatywy. Gdy zostaje jedna z trzech, alternatywa zwykle wygrywa.
Masz pomysł na wydarzenie i chcesz go przetestować przed wydaniem pieniędzy? Godzina rozmowy zwykle wystarcza, żeby ustalić, jakie zachowanie ma się zmienić, czy wydarzenie jest do tego właściwym narzędziem i co byłoby tańszą alternatywą.
IQS i MeetingPlanner.pl, Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń, badanie CAWI, próba 102 osób z bazy MeetingPlanner.pl, październik i listopad 2025, publikacja styczeń 2026. Wykorzystane liczby: powody niekorzystania z event marketingu, narzędzie nieadekwatne 48, brak potrzeby 35, powody finansowe 16, podstawa n = 29 (bardzo mała podgrupa, dane traktowane jako kierunek); korzystanie z event marketingu 71 procent w 2025 wobec 84 w 2024, spadek istotny statystycznie (N = 102); zamiar korzystania w 2026 roku 75 procent. Raport nie jest próbą reprezentatywną polskich firm i został współtworzony przez osiem agencji eventowych. Arthur W., Bennett W., Edens P., Bell S., Journal of Applied Psychology 2003, tom 88, numer 2: metaanaliza efektów szkoleń organizacyjnych, wielkości efektu dla uczenia się 0,63 (234 badania) i dla wyników organizacyjnych 0,26 (26 badań). Forsetlund L. i inni, Cochrane Database of Systematic Reviews 2021: przegląd 215 badań z losowym przydziałem, ponad 28 tysięcy pracowników ochrony zdrowia, medianowa poprawa zgodności z pożądaną praktyką po spotkaniach edukacyjnych na poziomie 4 punktów procentowych. Cepeda N., Pashler H., Vul E., Wixted J., Rohrer D., Psychological Bulletin 2006, tom 132, numer 3: 839 ocen praktyki rozłożonej w czasie w 317 eksperymentach ze 184 artykułów, przewaga rozłożenia nad skumulowaniem przy wszystkich badanych odstępach, dotyczy zadań z materiałem słownym.
Piotr Kalewski, projektant doświadczeń biznesowych i CEO Event Marketing Institute. Projektuje wydarzenia firmowe jako proces, który zaczyna się tygodnie przed datą, zostawia ślad długo po niej i ma wywołać jedną konkretną zmianę: w sprzedaży, postawach, kulturze organizacji albo wizerunku marki. Od 12 lat pracuje przy wydarzeniach B2B z trzech stron stołu: jako event manager w agencji, Head of Marketing po stronie klienta i szef własnej firmy. Ma za sobą ponad 700 wydarzeń i ponad 400 wystąpień na scenie. Autor książki „Event Management dla początkujących (i nie tylko)” (2025), wykładowca WSB Merito Poznań, twórca kanału „Wejście od zaplecza” o kulisach branży.
Z tego badania tego nie da się wyczytać. W próbie IQS korzystanie spadło z 84 procent w 2024 roku do 71 w 2025, ale próba liczy około stu osób z bazy jednego portalu branżowego, więc nie opisuje polskich firm w ogóle. Jednocześnie 75 procent badanych zapowiada korzystanie w 2026 roku, co przy deklaracjach trzeba czytać jako intencję, nie prognozę.
Pytaniem o problem, nie o narzędzie. Przedsiębiorstwo, które mówi, że nie potrzebuje wydarzeń, a jednocześnie opisuje trudność z utrzymaniem kontaktu z najważniejszymi klientami między przetargami, ma potrzebę i nie łączy jej z tym narzędziem. Firma, która opisuje wyłącznie problemy produktowe i cenowe, zwykle rzeczywiście nie ma potrzeby, którą załatwia się spotkaniem.
Zapytać, co ma być w podsumowaniu dla zarządu po wydarzeniu. To samo pytanie postawione od końca zwykle ujawnia, że cel istnieje, tylko nie został nazwany. Gdy nadal nie ma odpowiedzi, zaproponuj mniejszy format w tym roku i pełny projekt w kolejnym, gdy cel będzie ustalony.
Celem tak, formatem nie. Cykliczność ma wartość sama w sobie, bo buduje rytm i rozpoznawalność, więc nie proponuję kwestionowania jej co dwanaście miesięcy. Proponuję natomiast raz na kilka lat sprawdzenie, czy cel z pierwszej edycji nadal jest aktualny, bo zdarza się, że wydarzenie przetrwało problem, który je wywołał.
Gdy potrzebujesz jednocześnie trzech rzeczy: zebrania grupy, której nie da się zebrać inaczej, doświadczenia, którego nie da się opowiedzieć, i decyzji podjętej w obecności wszystkich stron. Przy dwóch z trzech trzeba policzyć alternatywy. Gdy zostaje jedna z trzech, alternatywa zwykle wygrywa.


Najważniejsze tezy: sztuczna inteligencja rozszerza przestrzeń możliwych rozwiązań, ale nie przejmuje odpowiedzialności za wybór jednego z nich, a projektowanie wydarzeń polega głównie na wyborze i jego konsekwencjach. Granica kompetencji modelu jest ruchoma i niewidoczna z wnętrza rozmowy z nim, więc odpowiedzialność za jej przekroczenie zostaje po stronie człowieka.
Narzędzie generuje mi trzydzieści wariantów formatu w dwie minuty. Nazwy, strukturę dnia, pomysły na aktywację, listę ryzyk, scenariusz kryzysowy. Dwa lata temu zajęłoby mi to trzy dni. I w tym samym narzędziu nie ma niczego, co powie mi, czy wariant numer siedemnaście wytrzyma obecność zarządu i przedstawicieli związków zawodowych w jednej sali przez cztery godziny. To jest dokładnie ta granica, o której chcę napisać, bo przebiega w miejscu, w którym nikt jej nie oznaczył.
Najmocniejszy materiał w tej sprawie pochodzi z eksperymentu terenowego Harvard Business School, Boston Consulting Group, MIT, Wharton i Warwick. Fabrizio Dell'Acqua z zespołem przebadał 758 konsultantów BCG, czyli około siedmiu procent wszystkich indywidualnych konsultantów firmy.
Przy osiemnastu realistycznych zadaniach doradczych mieszczących się w zasięgu modelu grupa z dostępem do narzędzia ukończyła o 12,2 procent więcej zadań, pracowała o 25,1 procent szybciej i uzyskała ponad 40 procent wyższą jakość wobec grupy kontrolnej. Konsultanci wypadający poniżej średniej zyskali 43 procent, powyżej średniej 17 procent. Brzmi jak koniec dyskusji.
Tylko że w tym samym badaniu było jedno zadanie zaprojektowane celowo poza zasięgiem modelu, wymagające pogodzenia danych liczbowych z wywiadami jakościowymi. Przy nim konsultanci korzystający z narzędzia byli o 19 punktów procentowych mniej skłonni dostarczyć poprawne rozwiązanie niż ci bez niego. To samo narzędzie, ci sami ludzie, kilkanaście centymetrów dalej.
Rozdzielanie tych dwóch liczb jest nieuczciwe, a robi się to nagminnie. Pierwszą cytują dostawcy technologii, drugiej nie cytuje prawie nikt. Dla projektanta doświadczeń istotniejsza jest druga, bo opisuje sytuację, w której pracuje się najczęściej: dane ilościowe z rejestracji, wypowiedzi uczestników, polityka wewnętrzna klienta i trzy sprzeczne oczekiwania interesariuszy.
To jest sedno problemu. Model odpowie tak samo pewnie na pytanie o typowy układ sali i na pytanie, czy wywołanie dyrektora finansowego na scenę po ogłoszeniu restrukturyzacji jest dobrym pomysłem. Odpowiedź przyjdzie w tym samym tonie, z tą samą płynnością, w tym samym czasie. Projektant ma sygnał z doświadczenia, że właśnie wszedł na cienki lód. Jeżeli go nie ma, zwykle dlatego, że przestał sprawdzać.
METR przeprowadził w 2025 roku badanie z losowym przydziałem na szesnastu doświadczonych programistach open source, 246 zadaniach w dojrzałych repozytoriach. Uczestnicy przed badaniem prognozowali, że narzędzia skrócą im czas o 24 procent. Po badaniu szacowali, że skróciły o 20 procent. Faktycznie czas wydłużył się o 19 procent. Eksperci ekonomii prognozowali skrócenie o 39 procent, eksperci uczenia maszynowego o 38.
Ten wynik obrósł w internecie legendą i wymaga uczciwego zastrzeżenia, bo sam METR je sformułował. W lutym 2026 roku zespół opublikował aktualizację: przeprojektowują eksperyment z powodu silnych efektów selekcji. Od 30 do 50 procent programistów nie zgłaszało zadań, o których sądzili, że narzędzie zrobi je szybko. Deweloperzy coraz rzadziej godzą się na udział, bo nie chcą pracować bez wsparcia. METR pisze, że ich pomiar jest słabym przybliżeniem realnego wpływu, a obecne szacunki to raczej dolna granica efektu.
I właśnie to zastrzeżenie jest dla mnie najciekawszą częścią całej historii. Rozjazd między odczuciem a wynikiem został zmierzony. Pojedyncze badanie nie przejmuje jednak odpowiedzialności za wniosek. Zespół badawczy musiał sam wyjść i powiedzieć, gdzie jego narzędzie pomiarowe zawodzi. Dokładnie tego nie zrobi za nikogo żaden model.
Microsoft Research z Carnegie Mellon przebadali 319 pracowników wiedzy i 936 realnych przykładów użycia narzędzi generatywnych w pracy. Wynik: wyższa pewność co do modelu wiąże się z mniejszą ilością myślenia krytycznego, a wyższa pewność siebie użytkownika z większą. Charakter pracy umysłowej przesuwa się w stronę weryfikacji, scalania odpowiedzi i nadzoru nad zadaniem.
Anil Doshi i Oliver Hauser opublikowali w Science Advances w lipcu 2024 roku eksperyment na 300 osobach piszących mikroopowiadania i 600 oceniających. Przy dostępie do pięciu podpowiedzi modelu nowość tekstu rosła o 8,1 procent, a użyteczność o 9 procent. U osób o niskiej kreatywności własnej nowość rosła o 10,7 procent, jakość pisania o 26,6 procent. Jednocześnie teksty wspierane modelem były do siebie bardziej podobne o 10,7 procent niż teksty pisane bez niego.
Autorzy nazywają to dylematem społecznym: zysk indywidualny, strata zbiorowa. Anil Doshi komentuje, że przy wzroście kreatywności jednostki istnieje ryzyko utraty zbiorowej nowości.
Przełóż to na rynek wydarzeń. Każdy event manager sięgający po narzędzie działa racjonalnie, bo dostaje lepsze warianty szybciej. Suma tych racjonalnych decyzji to rynek wydarzeń, które wyglądają jak swoje wzajemne kopie. Nikt za to nie odpowiada, bo nikt tego nie wybrał. Problem leży poza technologią. Dotyczy tego, kto bierze na siebie decyzję „nie, tego wariantu nie robimy, mimo że jest poprawny".
Miejsce na planszę: dwie osie. Oś pionowa nowość pojedynczego projektu, oś pozioma różnorodność rozwiązań na rynku. Strzałka pokazuje kierunek, w którym przesuwa rynek masowe korzystanie z modeli generatywnych.
Dane pokazują coś przewidywalnego: narzędzia wchodzą tam, gdzie zadanie jest powtarzalne, a nie tam, gdzie trzeba rozstrzygać. Rozkład zastosowań mówi o branży sporo, a sam wskaźnik adopcji niewiele.
UFI w trzydziestej szóstej edycji Global Exhibition Barometer, na próbie 378 firm z 57 krajów, badanie zakończone w grudniu 2025, podaje, że 87 procent firm wystawienniczych używa dziś tych narzędzi, przy czym 68 procent korzysta ze standardowych rozwiązań w części funkcji, 15 procent ma je zintegrowane z systemami, a 4 procent trenuje własne algorytmy. 79 procent bada albo testuje je w obszarze usprawniania procesów, 70 procent w doświadczeniu klienta, 57 procent w generowaniu przychodów.
American Express Global Business Travel w prognozie na 2026 rok, badanie YouGov z lipca 2025 na 601 profesjonalistach z ośmiu krajów, podaje, że 50 procent planuje użyć modeli generatywnych do budowy agendy, komunikacji i chatbotów, 35 procent do kojarzenia uczestników i sponsorów, 34 procent do generowania koncepcji kreatywnych, 29 procent do optymalizacji logistyki. Budowa agendy i komunikacja prowadzą w tym rankingu z dużą przewagą.
PCMA z Gevme przebadało 92 osoby z branży. Próba jest mała i samoselekcyjna, więc czytam ją jako wskazówkę, nie wskaźnik. Rozkład zastosowań: tworzenie i streszczanie treści 46 procent, analiza danych i raportowanie 35 procent, marketing i sprzedaż 25 procent, planowanie i logistyka 18 procent, obsługa klienta 11 procent. Najczęstsze obawy: bezpieczeństwo danych 59 procent, brak kompetencji technicznych 48 procent, utrata ludzkiego pierwiastka 30 procent.
Amex GBT podaje jeszcze jedną liczbę i to ona powinna budzić niepokój. 50 procent planerów deklaruje korzystanie z modeli generatywnych. Zasady korzystania z nich wpisało do polityki spotkań 28 procent firm. Różnica 22 punktów procentowych to przestrzeń, w której odpowiedzialność jest niczyja aż do pierwszej wpadki.
Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady o sztucznej inteligencji nakłada w artykule czwartym obowiązek wspierania kompetencji w zakresie tych narzędzi u personelu i innych osób obsługujących je w imieniu organizacji. Obowiązek obowiązuje od 2 lutego 2025 roku a adresatem jest obok dostawcy modelu również podmiot, który model stosuje. Czyli firma, która narzędzia używa. Twoja agencja. Twój dział marketingu.
Harmonogram pozostałych obowiązków był w 2026 roku zmieniany, a źródła prawne rozchodzą się co do niektórych dat, więc konkretnych terminów dla systemów wysokiego ryzyka nie podaję i odsyłam do aktualnego tekstu rozporządzenia w bazie EUR-Lex. Dla tego tekstu istotne jest co innego i to się nie zmieniło: przy reklamacji klienta nikt nie zapyta modelu, dlaczego zaproponował ten format.
Justin Hamilton, prezes firmy produkcyjnej Pro Connect Group, napisał to w felietonie dla Newsweeka w październiku 2026 roku najzwięźlej, jak się da: technologia potrafi zautomatyzować procesy, ale nie zastąpi odpowiedzialności. I dodał zdanie, które zapisałem sobie na później: realne niebezpieczeństwo nie polega na tym, że maszyny usuną ludzkie role, tylko na tym, że ludzie oddadzą swój osąd tak stopniowo, że przestaną zauważać, co oddali.
Pierwsza zasada, którą stosuję i polecam zespołom: pytaj o warianty, nie o wybór. Kate Goddard z zespołem w przeglądzie systematycznym opublikowanym w JAMIA w 2012 roku, opartym na 74 pracach wyłonionych z blisko czternastu tysięcy, wykazała, że sposób projektowania systemu zmienia zachowanie człowieka. System podający informację wywołuje inne decyzje niż system podający rekomendację. Pytanie „który wariant mam wybrać" to oddanie decyzji, której i tak nie da się oddać.
Druga: zapisuj uzasadnienie wyboru, a nie sam wybór. Jedno zdanie w notatce projektowej, dlaczego odrzuciłeś wariant, który wyglądał lepiej. Za pół roku, przy ewaluacji, to jedno zdanie okaże się cenniejsze od całej dokumentacji produkcyjnej.
Trzecia: wyznacz w zespole obszary, w których narzędzie nie wchodzi do procesu. U mnie są to trzy: decyzja o tym, czy wydarzenie w ogóle jest właściwym narzędziem dla celu klienta, dobór osób do ról scenicznych oraz komunikacja kryzysowa w trakcie realizacji. Wszystkie trzy mają wspólną cechę: konsekwencja błędu spada na konkretną osobę, a nie na budżet.
Czwarta: napisz politykę, zanim będzie potrzebna. Trzy strony wystarczą. Co wolno wrzucać do narzędzia, czego nie wolno wrzucać pod żadnym pozorem, kto odpowiada za weryfikację, jak oznaczamy materiały powstałe z udziałem modelu. Skoro połowa branży już korzysta, a niecała jedna trzecia ma zasady, dokument na trzy strony stawia cię w lepszej pozycji niż większość rynku.
Klient prosi o koncepcję gali na dwudziestopięciolecie, 600 osób, w tym rodzina założycieli i dwóch byłych prezesów skłóconych od lat. Narzędzie poda ci sto pomysłów na oprawę i żaden z nich nie uwzględni tego konfliktu, bo o nim nie wie. Jeżeli mu o nim powiesz, zaproponuje rozwiązania ostrożne i poprawne. Decyzja o tym, czy obaj wchodzą na scenę, czy żaden, czy jeden z nagraniem, zapada w głowie człowieka, który zna napięcie i poniesie konsekwencje złego wyboru. Praca koncepcyjna kończy się wcześniej. Zaczyna się praca decyzyjna i stanowi ona większą część zawodu.
Nie twierdzę, że narzędzia obniżają jakość pracy. Badanie BCG pokazuje coś przeciwnego w obszarze, w którym model radzi sobie dobrze, a różnica 43 procent u osób wypadających poniżej średniej jest realnym argumentem za wdrożeniem w zespole. Nie twierdzę też, że obniżają kreatywność. Doshi i Hauser pokazali wzrost na poziomie jednostki. Spadek dotyczy różnorodności zbioru i mylenie tych dwóch poziomów jest najczęstszym błędem w cytowaniu ich pracy.
Uczciwie trzeba dodać, że większość danych branżowych w tym tekście pochodzi z prób poniżej dwustu osób albo z badań dostawców technologii. Nie ma polskiego badania adopcji tych narzędzi w branży wydarzeń. Dane UFI są najsolidniejsze, ale dotyczą firm wystawienniczych, nie agencji eventowych.
Zastąpi część jego zadań, głównie tych powtarzalnych i opisowych. Dane PCMA i Amex GBT pokazują, że branża używa tych narzędzi przede wszystkim do tworzenia treści, raportowania i komunikacji. Projektowanie wydarzenia polega jednak na wyborze między wariantami i na ponoszeniu konsekwencji tego wyboru, a tego nie da się przekazać narzędziu, które nie odpowiada przed klientem.
Nadają się do generowania wariantów, streszczania materiałów, przygotowania list kontrolnych, pierwszych wersji komunikacji i analizy danych rejestracyjnych. Granica przebiega tam, gdzie błąd ma konsekwencje dla konkretnej osoby albo relacji z klientem: dobór osób do ról, decyzje o kolejności wystąpień, komunikacja w sytuacji kryzysowej, ocena, czy wydarzenie w ogóle jest właściwym narzędziem.
Organizacja, która z modelu korzysta. Rozporządzenie unijne o sztucznej inteligencji nakłada obowiązki na dostawcę systemu oraz na podmiot stosujący go w swojej działalności. Niezależnie od przepisów przy reklamacji klienta rozmowa toczy się z agencją, a nie z dostawcą narzędzia.
Dane z badań nad pisaniem wskazują na takie ryzyko. Doshi i Hauser zmierzyli wzrost podobieństwa tekstów o 10,7 procent przy jednoczesnym wzroście nowości pojedynczego tekstu. Przełożenie na wydarzenia nie zostało zbadane, ale mechanizm jest ten sam: wszyscy pytają podobnie i dostają warianty z podobnego rozkładu. Dlatego wartością staje się decyzja o odrzuceniu poprawnego wariantu.
Zacznij od spisania na trzech stronach zasad: co wolno wrzucać do narzędzia, czego nie wolno pod żadnym pozorem, kto odpowiada za weryfikację, jak oznaczamy materiały. Potem od wyznaczenia dwóch albo trzech obszarów, w których narzędzie nie wchodzi do procesu. Dopiero na końcu od szkolenia z promptowania, bo bez pierwszych dwóch kroków szkolenie przyspiesza wyłącznie tempo powstawania problemów.
Badania nad granicą kompetencji: Fabrizio Dell'Acqua i współautorzy, Harvard Business School Working Paper 24-013, wrzesień 2023, eksperyment terenowy na 758 konsultantach BCG. METR, badanie z lipca 2025 na szesnastu programistach i 246 zadaniach, wraz z aktualizacją metodologiczną opublikowaną przez ten sam zespół w lutym 2026. Microsoft Research z Carnegie Mellon, materiał konferencyjny CHI 2025, ankieta na 319 pracownikach wiedzy i 936 przykładach użycia. Kate Goddard, Abdul Roudsari i Jeremy Wyatt, JAMIA 2012, przegląd systematyczny 74 prac.
Kreatywność i homogenizacja: Anil Doshi i Oliver Hauser, Science Advances, lipiec 2024, 300 osób piszących i 600 oceniających, wraz z komentarzem autora w materiale UCL. Dane branżowe: UFI, Global Exhibition Barometer, trzydziesta szósta edycja, 378 firm z 57 krajów, badanie zakończone w grudniu 2025. American Express Global Business Travel, prognoza na 2026 rok, badanie YouGov z lipca 2025 na 601 profesjonalistach. PCMA z Gevme, próba 92 osób, badanie od grudnia 2024.
Ramy prawne: Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady o sztucznej inteligencji, artykuł czwarty, stosowany od 2 lutego 2025 roku. Harmonogram pozostałych obowiązków był w 2026 roku zmieniany i podaję go wyłącznie z odesłaniem do aktualnego tekstu w bazie EUR-Lex, bez przytaczania konkretnych dat. Wypowiedzi Justina Hamiltona pochodzą z jego felietonu opublikowanego w Newsweeku w październiku 2026 roku. Zasady pracy zespołowej i obserwacje z projektów są moje.
Usiądźcie na pół godziny i wypiszcie trzy obszary, w których narzędzie nie wchodzi do procesu. Powód nie brzmi „bo sobie nie poradzi", tylko „bo konsekwencja błędu spada na konkretną osobę". Te trzy pozycje są początkiem polityki i jednocześnie najkrótszą definicją tego, za co klient wam płaci.
Chcesz przejść przez to z zespołem i ułożyć zasady korzystania z narzędzi w procesie projektowym, umów godzinę konsultacji. Warto też zajrzeć do tekstów o sztucznej inteligencji w organizacji wydarzeń, o jej wpływie na planowanie i promocję, o projektowaniu wydarzenia metodą Event Canvas oraz o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

Najważniejsze tezy: klient rzadko płaci za informację, bo informacji ma w nadmiarze. Płaci za diagnozę, wybór rozwiązania, kontekst, egzekucję i za to, że ktoś bierze na siebie konsekwencje rekomendacji, więc chronienie know-how w sprzedaży usług eventowych nie broni przewagi, tylko wypisuje z krótkiej listy.
Słyszę to na każdym szkoleniu dla agencji. Po co oddawać strukturę kosztorysu, skoro klient weźmie ją i pójdzie do tańszego wykonawcy. Albo listę pytań, które zadajemy na briefie, skoro konkurencja i tak je przepisze. Rozumiem ten odruch, bo sam przez kilka lat tak pracowałem. Zmieniło to dopiero zderzenie z tym, jak faktycznie wygląda proces zakupowy po drugiej stronie stołu.
Gartner w materiale opartym na badaniu Digital B2B Buyer Survey z 2017 roku na próbie 750 kupujących podaje, że klienci B2B poświęcają 17 procent czasu całego procesu zakupowego na spotkania z potencjalnymi dostawcami. To 17 procent rozłożone na wszystkich rozważanych dostawców łącznie, więc na jednego przypada około pięciu albo sześciu procent. Brent Adamson powtórzył tę liczbę w Harvard Business Review w 2022 roku. Reszta procesu dzieje się bez ciebie.
6sense w raporcie o doświadczeniu kupującego B2B za 2025 rok, na blisko czterech tysiącach odpowiedzi z Ameryki Północnej, Europy i regionu Azji oraz Pacyfiku, podaje, że pierwszy kontakt kupującego z dostawcą następuje po 61 procentach ścieżki zakupowej, przy średnim cyklu trwającym 10,1 miesiąca. W edycji z 2023 roku, na ponad dziewięciuset kupujących, kontakt inicjował kupujący w 83 procentach przypadków.
TrustRadius w raporcie z 2024 roku, na 2164 kupujących technologie i 243 dostawcach, dokłada dwie liczby, które powinny domykać dyskusję. 78 procent kupujących zaczyna research od wyszukiwarki. 78 procent wybiera produkty, o których słyszało jeszcze zanim zaczęło szukać, a w segmencie korporacyjnym 86 procent. Chronienie wiedzy nie zatrzymuje tego procesu. Wyłącza cię tylko z puli firm, o których klient zdążył usłyszeć.
John Dawes z Ehrenberg-Bass Institute opisał w 2021 roku zasadę nazwaną potem regułą 95 do 5. W danym momencie nawet 95 procent klientów biznesowych nie jest na rynku wielu towarów i usług. To nie jest wynik ankiety, tylko przeliczenie ze średnich odstępów między zakupami w kategorii. Korporacje zmieniają głównego dostawcę usług bankowych albo prawnych mniej więcej raz na pięć lat, co daje około 20 procent rocznie i około 5 procent kwartalnie.
Dla event marketingu oznacza to rzecz prostą i trudną do zaakceptowania dla zarządu: tekst, który dziś nie wygeneruje żadnego zapytania, pracuje na decyzję, która zapadnie za czternaście miesięcy. Dawes pisze, że żeby markę budować, trzeba docierać do ludzi, którzy teraz nie są na rynku. Treść ekspercka jest w tym układzie zapisem pamięciowym, a nie narzędziem sprzedaży bezpośredniej.
Tu wchodzi ekonomia i to ona daje odpowiedź na zarzut o oddawaniu know-how za darmo. Odpowiedź jest ostrzejsza, niż obie strony sporu zakładają.
Michael Spence opisał w Quarterly Journal of Economics w 1973 roku warunek działania sygnału: koszt jego wytworzenia musi być ujemnie skorelowany ze zdolnością produkcyjną nadawcy. Inaczej mówiąc, sygnał działa, gdy łatwiej go wytworzyć komuś kompetentnemu niż niekompetentnemu. George Akerlof trzy lata wcześniej, w tym samym czasopiśmie, opisał rynek, na którym kupujący nie potrafi odróżnić jakości, i wskazał instytucje kompensujące ten brak: gwarancje, marki, licencje.
Przełóż to na naszą branżę. Lista dziesięciu rzeczy, o które zapytać agencję, jest tania do wytworzenia dla każdego, więc nie jest sygnałem. Opis tego, co poszło źle na trzech projektach i jak wyglądała rozmowa z klientem po tych wpadkach, jest kosztowny i nie da się go wygenerować bez przeżycia. Własna struktura kosztorysu z nazwanymi pozycjami ryzyka, zbudowana na dwustu realizacjach, też jest kosztowna. I dokładnie dlatego oddanie jej działa.
Pytanie, które proponuję zadać przed publikacją czegokolwiek, brzmi więc inaczej niż zwykle. Nie „czy to zbyt dużo zdradza", tylko „czy ktoś bez mojego doświadczenia potrafiłby to napisać". Jeżeli tak, publikacja niczego nie udowadnia. Przy odpowiedzi przeczącej publikacja staje się najtańszym dowodem kompetencji, jaki masz.
Edelman z LinkedIn w raporcie o wpływie treści eksperckich w B2B, edycja 2024, na blisko 3500 osobach na stanowiskach menedżerskich i wyżej z siedmiu krajów, podaje zestaw liczb, który czytam jako najmocniejszy argument w całej tej dyskusji. Warto je zobaczyć obok siebie.
60 procent deklaruje gotowość zapłacenia wyższej ceny za współpracę z organizacją tworzącą dobre treści eksperckie. Blisko 73 procent uznaje treści eksperckie organizacji za bardziej wiarygodną podstawę oceny jej kompetencji niż jej materiały marketingowe. 86 procent zaprosiłoby taką firmę do procesu zapytania ofertowego. Ponad 75 procent potwierdza, że tekst ekspercki skłonił ich do zbadania usługi, której wcześniej nie rozważali.
A teraz liczba, która zmienia perspektywę. Tylko 15 procent badanych ocenia jakość czytanych treści eksperckich jako bardzo dobrą albo doskonałą. 48 procent ocenia ją jako dobrą. Rynek jest zalany materiałem, w którym prawie nikt nie widzi klasy. To oznacza, że poprzeczka, którą trzeba przeskoczyć, żeby się wyróżnić, jest zdumiewająco nisko.
W edycji 2025, na 1934 osobach kadry zarządzającej, pojawia się 95 procent deklarujących, że mocne treści eksperckie zwiększają ich otwartość na kontakt handlowy, oraz 79 procent gotowych orędować wewnątrz organizacji za ofertami firm, które konsekwentnie publikują. Zastrzeżenie metodologiczne: slajd z opisem tej edycji podaje geografię Stanów Zjednoczonych, mimo że raport mówi o globalnej kadrze, więc te liczby traktuję ostrożniej niż liczby z edycji 2024.
Miejsce na planszę: lejek zaufania w zakupie usługi eventowej. Treść ekspercka jako wejście na krótką listę, diagnoza jako kwalifikacja, odpowiedzialność za rekomendację jako moment podpisania umowy.
Teza „dziel się wiedzą" wymaga w tym miejscu istotnego zastrzeżenia. Bez niego prowadzi prosto w produkcję szumu.
Gartner opublikował w lipcu 2019 roku wyniki badania na ponad tysiącu kupujących B2B. 89 procent uznało informacje napotkane w procesie zakupowym za wysokiej jakości. Mimo to kupujący zasypani dużą ilością dobrych, ale wzajemnie sprzecznych informacji byli o 153 procent bardziej skłonni wybrać zakres mniejszy i ostrożniejszy, niż pierwotnie planowali. Brent Adamson komentuje, że klienci dochodzą do punktu nasycenia informacją, w którym każdy nowy pomysł obniża wartość całej reszty i zamienia rozsądną decyzję w zgadywanie.
Demand Gen Report w badaniu preferencji treściowych za 2024 rok podaje, że 56 procent kupujących czuje się przytłoczonych ilością materiałów, 54 procent uznaje je za nieobiektywne albo nadmiernie promocyjne, a 51 procent za zbyt ogólne, przy czym ta ostatnia liczba wzrosła z 38 procent rok wcześniej. Wydawca nie podaje wielkości próby, więc czytam to jako sygnał kierunkowy.
Wniosek jest taki, że samo dokładanie treści przestało działać dawno temu. Działa porządkowanie. Gartner podaje, że 80 procent handlowców pracujących w trybie porządkowania informacji zamykało transakcje wysokiej jakości, z niskim poziomem żalu pozakupowego. A żal pozakupowy jest mierzalny: w badaniu Gartnera na 1120 respondentach 56 procent organizacji deklarowało wysoki żal przy największym zakupie technologicznym z ostatnich dwóch lat, a te organizacje potrzebowały średnio od 7 do 10 miesięcy dłużej na domknięcie zakupu.
Tekst, który dodaje kolejne dwadzieścia pomysłów na atrakcje, pogarsza sytuację klienta. Materiał, który mówi, których trzech rzeczy nie robić i dlaczego, poprawia. Pierwszy konkuruje z nadmiarem. Drugi ten nadmiar redukuje. W moich tekstach odsiew jest ważniejszy od katalogu i to jest jedyny powód, dla którego ktokolwiek wraca po kolejny.
Instytut Rozwoju Sprzedaży i Marketingu zrealizował w 2023 roku we współpracy z Openfield, WiseGroup i Sellwise badanie o tym, jak kupuje B2B w Polsce, metodą ilościową i jakościową, na próbie obejmującej firmy małe, średnie i duże. Ustalenia: cena ma zaskakująco niskie znaczenie na wczesnym etapie decyzji, wyżej plasuje się zrozumienie koncepcji i wykazanie efektu biznesowego, a kupujący oczekują zrozumiałego cennika i jasno nazwanych korzyści. Pełnej metryczki badania instytut nie publikuje, więc podaję to jako ustalenia, nie jako wskaźniki.
Stowarzyszenie Content Marketing Polska w raporcie o kondycji rynku za 2025 rok, na 235 osobach zajmujących się tą dziedziną, podaje, że 86,81 procent organizacji ma strategię contentową, a cele to budowa świadomości marki u 59,57 procent, budowa zaangażowania u 49,79 procent i wzrost sprzedaży u 35,32 procent. To badanie marketerów, nie kupujących, więc mówi o tym, co robimy, a nie o tym, co działa.
Nie twierdzę, że publikowanie zastępuje sprzedaż. Gartner podaje, że 61 procent kupujących woli proces bez handlowca, i jednocześnie, że kupujący korzystający z narzędzi cyfrowych dostawcy w połączeniu z handlowcem są 1,8 raza bardziej skłonni domknąć transakcję wysokiej jakości. Samodzielność ma cenę, a płaci ją klient.
Nie twierdzę też, że każda wiedza nadaje się do oddania. Rzeczy objęte umową o poufności, dane klientów, szczegóły cenowe konkretnych kontraktów zostają po twojej stronie i to nie jest kwestia strategii, tylko uczciwości wobec zamawiającego.
I ostatnia uczciwość wobec czytelnika. Nie znalazłem badań pokazujących, że dzielenie się know-how szkodzi sprzedaży usług doradczych, ani żadnych badań o tym zjawisku w branży eventowej w Polsce. Literatura o przenikaniu wiedzy dotyczy badań i rozwoju w przemyśle, nie doradztwa. Uczciwy kontrargument nie brzmi więc „dzielenie się szkodzi", tylko „dzielenie się bez jakości i bez porządkowania szkodzi". Tę wersję dane potwierdzają w pełni.
Oddaj strukturę myślenia:
jak dochodzisz od celu biznesowego do formatu, jakie pytania zadajesz na briefie, jak sprawdzasz, czy wydarzenie w ogóle jest właściwym narzędziem. To najtańsze w publikacji i najdroższe do podrobienia.
Oddaj własne liczby:
ile kosztuje pozycja w kosztorysie, jakie masz rozkłady frekwencji, jaki procent projektów zmienia zakres w trakcie. Liczba z twojego projektu jest sygnałem, którego konkurencja nie przepisze, bo go nie ma.
Oddaj błędy
Opis wpadki, która kosztowała pieniądze, i tego, co zmieniłeś w procesie, robi dla wiarygodności tyle, ile nie zrobi dziesięć opisów udanych realizacji. Hinge Research Institute w badaniu na 495 respondentach, w tym 275 klientach, podaje, że 53,8 procent klientów ceni u ekspertów rozwiązania, o których sami by nie pomyśleli, a 56,1 procent to, że czegoś się uczy.
Oddaj kryteria wyboru, także takie, które czasem wskażą kogoś innego. Hinge podaje też, że 37,5 procent najbardziej rozpoznawalnych ekspertów w badanych branżach w ogóle nie staje do przetargów konkurencyjnych. Klient, który dostał od ciebie kryteria i sam doszedł do wniosku, że jesteś właściwym wyborem, nie porównuje już ofert po cenie.
Nie oddawaj natomiast odpowiedzialności za rezultat, bo tego nie da się oddać w tekście. Dokładnie w tym miejscu zaczyna się umowa.
Pomaga tej części konkurencji, która i tak nadrabia dystans, a nie szkodzi tej relacji, na której ci zależy. Zgodnie z teorią sygnałów Spence'a sygnał odróżnia nadawcę wtedy, gdy jego wytworzenie jest tańsze dla kompetentnego. Jeżeli publikujesz rzeczy, które ktoś bez twojego doświadczenia napisałby równie dobrze, nie tracisz przewagi, bo jej w tym miejscu nie miałeś.
Nie przez bezpośrednią atrybucję, bo ścieżka zakupowa trwa miesiącami i w 83 procentach przypadków to klient inicjuje kontakt. Sensowniejsze miary to udział zapytań od firm, które wcześniej nie miały z tobą kontaktu, długość rozmowy wstępnej przed pierwszą ofertą oraz liczba zapytań, w których klient używa twoich pojęć. Ostatnie jest najtrudniejsze do zmierzenia i najbardziej wiarygodne.
Mniej, niż sugeruje większość poradników, i o wyższej jakości. Edelman z LinkedIn podaje, że tylko 15 procent decydentów ocenia jakość czytanych treści jako bardzo dobrą, a jednocześnie 56 procent kupujących w badaniu Demand Gen Report czuje się przytłoczonych ilością materiałów. Rynek nie potrzebuje kolejnego wpisu. Potrzebuje tekstu, który coś rozstrzyga.
Część tak i to jest w porządku, bo ta część i tak nie zostałaby klientem. Reszta zobaczy skalę zagadnienia i wróci lepiej przygotowana. Gartner pokazał, że nadmiar informacji zwiększa o 153 procent szansę wyboru mniejszego zakresu, więc rola doradcy nie polega na dostarczaniu wiedzy, tylko na ograniczaniu liczby decyzji, które klient musi podjąć sam.
Zacznij od zapisania trzech pytań, które zadajesz na każdym pierwszym spotkaniu z klientem, i wyjaśnienia, dlaczego akurat te. To materiał, którego nikt bez twojej praktyki nie napisze, zajmuje jedno popołudnie i od razu działa jako filtr: klienci, którym te pytania przeszkadzają, odpadają przed pierwszą rozmową.
Dane o procesie zakupowym: Gartner, materiał oparty na Digital B2B Buyer Survey z 2017 roku, próba 750 kupujących, oraz artykuł Brenta Adamsona w Harvard Business Review ze stycznia 2022. 6sense, B2B Buyer Experience Report za 2025 rok, blisko cztery tysiące odpowiedzi, oraz edycja z 2023 roku na ponad dziewięciuset kupujących. TrustRadius, B2B Buying Disconnect 2024, 2164 kupujących i 243 dostawców, badanie z marca i kwietnia 2024. Gartner, komunikat z lipca 2019 roku, ponad tysiąc kupujących, oraz Technology Buying Survey z przełomu 2021 i 2022 roku, próba 1120 respondentów. Do tego komunikat Gartnera z czerwca 2025 roku, próba 632 kupujących.
Treści eksperckie: Edelman z LinkedIn, B2B Thought Leadership Impact Report 2024, blisko 3500 respondentów z siedmiu krajów, teren z przełomu listopada i grudnia 2023, oraz edycja 2025 na 1934 osobach, teren z marca i kwietnia 2025. Demand Gen Report, Content Preferences Benchmark Survey 2024, bez podanej wielkości próby. Hinge Research Institute, The Visible Expert Study, podsumowanie z 2020 roku, 495 respondentów, w tym 275 klientów.
Teoria: Michael Spence, Quarterly Journal of Economics 1973, oraz George Akerlof, Quarterly Journal of Economics 1970. Reguła 95 do 5: John Dawes, Ehrenberg-Bass Institute, raport z maja 2021, wyprowadzona z odstępów między zakupami, a nie z pomiaru ankietowego. Dane polskie: Instytut Rozwoju Sprzedaży i Marketingu z Openfield, WiseGroup i Sellwise, badanie z 2023 roku, oraz Stowarzyszenie Content Marketing Polska, raport o kondycji rynku za 2025 rok, 235 respondentów. Obserwacje z pracy z klientami i rekomendacje są moje.
Wypisz pięć rzeczy, których nie publikujesz, bo uważasz je za swoją przewagę. Przy każdej zadaj jedno pytanie: czy ktoś bez mojego doświadczenia napisałby to równie dobrze. Tam, gdzie odpowiedź brzmi tak, nie masz czego chronić. W pozostałych przypadkach masz gotowy materiał na mocny tekst kwartału.
Chcesz przerobić to na własnej liście tematów i ułożyć z tego plan publikacji powiązany ze sprzedażą, umów godzinę konsultacji. Przydadzą się przy okazji teksty o marce osobistej i granicach regularności, o dobrym briefie eventowym, o zapytaniu ofertowym na event oraz o wystąpieniach publicznych w budowaniu marki osobistej.

Najważniejsze tezy: późne zapisy na wydarzenie przestały być odstępstwem i stały się normalnym wzorcem zachowania, pod który trzeba projektować sprzedaż, komunikację i operacje wydarzenia. Branża wciąż planuje tak, jakby krzywa zapisów była równomierna, i karze rabatem zachowanie, które przynosi więcej pieniędzy.
- Maritz na ponad trzystu sześćdziesięciu tysiącach rejestracji z 30 targów: 45 procent zapisów spływa w ostatnich czterech tygodniach, 22 procent w tygodniu wydarzenia.
- PheedLoop na 216 282 rejestracjach z 467 wydarzeń: po kontroli wydarzenia różnica we frekwencji między wczesnymi a późnymi wynosi 0,6 punktu procentowego.
- Maritz: najpóźniej rejestrujący się wydają na dodatki wyższe kwoty niż zapisujący się ponad trzy miesiące wcześniej.
- Bizzabo: 59 procent organizatorów konferencji stacjonarnych raportuje wzrost liczby późnych rejestracji rok do roku.
Znam ten telefon na pamięć. Dwadzieścia dni do wydarzenia, sprzedaż stoi na czterdziestu procentach celu, ktoś w zarządzie zaczyna rozmawiać o przesunięciu terminu albo o cięciu zakresu. Potem przychodzi ostatni tydzień i sala się zapełnia. Co roku to samo, co roku ten sam stres, co roku ta sama konkluzja, że ludzie są nieodpowiedzialni. Dane mówią coś innego. Ludzie zachowują się przewidywalnie. To nasze modele planowania pochodzą z innej epoki.
Maritz opublikował raport oparty na ponad trzystu sześćdziesięciu tysiącach rejestracji z 30 targów i 90 edycji, dane z lat 2019 do 2023, rynek amerykański. Rozkład wygląda tak: 55 procent zapisuje się wcześniej niż cztery tygodnie przed wydarzeniem, 9 procent na cztery tygodnie, 7 procent na trzy, 7 procent na dwa, 13 procent w ostatnim tygodniu i 9 procent na miejscu. Po zsumowaniu: 45 procent wolumenu przypada na ostatnie cztery tygodnie, 29 procent na ostatnie dwa, 22 procent na tydzień wydarzenia.
Niezależny zbiór danych potwierdza kształt. PheedLoop w raporcie Event Data Lab z września 2026 roku przeanalizował 216 282 ukończone rejestracje z 467 wydarzeń stacjonarnych z danymi check-in. W ostatnich 30 dniach spływa 44,2 procent rejestracji, mediana wyprzedzenia wynosi 35 dni. Dwa niezależne źródła, dwa różne zbiory, ten sam obraz.
Bizzabo w badaniu na 1558 odpowiedziach z listopada 2024 podaje, że 59 procent organizatorów konferencji stacjonarnych raportuje wzrost liczby późnych rejestracji rok do roku, 17 procent brak zmian, 24 procent spadek. Czyli organizatorzy to widzą. Pytanie brzmi, co z tym robią w planie mediowym i w harmonogramie produkcji.
Maritz podaje profil i jest on istotny dla każdego, kto chce rosnąć. Debiutanci: 47 procent późnych rejestracji wobec 25 procent wśród powracających. Dojeżdżający samochodem do około 400 kilometrów: 62 procent późno. Przylatujący samolotem: 39 procent. Wystawcy rejestrują się jeszcze później niż uczestnicy, 48 procent w ostatnich czterech tygodniach. Branżowo rozpiętość jest duża: targi spożywcze i gastronomiczne 54 procent późno, medyczne 29 procent.
Późno zapisuje się więc ten, kogo najbardziej chcesz na sali, czyli nowy uczestnik, i ten, kto ma najniższy koszt dotarcia, czyli lokalny. Obie grupy decydują szybko, bo mogą. Nie muszą kupować biletu lotniczego z trzymiesięcznym wyprzedzeniem ani przekonywać przełożonego do delegacji.
Tu zaczyna się najciekawsza część i to ona powinna zmienić sposób, w jaki traktujemy ostatni tydzień sprzedaży. Bo przekonanie, które nią rządzi, nie wytrzymuje kontaktu z danymi.
Intuicja organizatora brzmi: kto zapisuje się trzy dni przed, ten nie przyjdzie. Dane zbiorcze zdają się to potwierdzać. PheedLoop podaje no-show 42,4 procent przy rejestracji w tym samym tygodniu i 18,4 procent przy rejestracji ponad pół roku wcześniej, czyli rozpiętość 24 punktów procentowych. Wygląda to na dowód, dopóki nie skontroluje się wydarzenia.
Po kontroli wydarzenia mediana różnicy między wczesnymi a późnymi rejestrującymi wewnątrz jednego wydarzenia wynosi 0,6 punktu procentowego. W 44 procentach wydarzeń późni przychodzą częściej niż wcześni. Mechanizm jest prosty: późne rejestracje kumulują się na wydarzeniach bezpłatnych, a wydarzenia bezpłatne mają problem z frekwencją niezależny od momentu zapisu. Mediana wyprzedzenia przy bezpłatnych to 16 dni, przy płatnych 41. Na bezpłatne 69 procent rejestracji spływa w ostatnich 30 dniach, przy płatnych 38.
Autorzy raportu ujmują to jednym zdaniem: przekonanie wygląda na słuszne, dopóki nie skontroluje się wydarzenia. Z mojej perspektywy to jedna z ważniejszych korekt w myśleniu o sprzedaży wydarzeń z ostatnich lat. To, co bierzemy za brak zobowiązania u człowieka, jest w rzeczywistości cechą samego wydarzenia.
Maritz podaje wydatki dodatkowe poza opłatą rejestracyjną w zależności od momentu zapisu. Rejestracja od 31 do 60 dni przed wydarzeniem: 370 dolarów, czyli szczyt całego rozkładu. Do 30 dni: 338 dolarów. W przedziale od 61 do 90 dni: 301. Przy zapisie od 91 do 120 dni: 281. Powyżej 120 dni: 278. Różnica między najpóźniejszymi a najwcześniejszymi sięga około 59 dolarów na osobę.
Emily Laufgraben z Maritz komentuje to zdaniem, które powinno kończyć dyskusję: późni uczestnicy nie są złymi uczestnikami, są zmotywowani, żeby zmaksymalizować swoją inwestycję. I drugim, ostrzejszym: wydaje się, że istnieje realny rozdźwięk między zestawem reguł, pod którymi działa branża, a tym, jak uczestnicy faktycznie się zachowują.
Miejsce na planszę: krzywa rejestracji według Maritz w podziale na tygodnie przed wydarzeniem. Druga oś pokazuje wydatki dodatkowe w zależności od momentu zapisu.
Maritz formułuje tu tezę, która kosztuje organizatorów realne pieniądze. Najwcześniej rejestrujący się to w przeważającej części weterani wydarzenia, czyli ludzie, którzy przyjechaliby bez żadnej zniżki. Rabat obniża więc przychód, zamiast przyspieszać decyzję. Laufgraben nazywa ten model przestarzałym.
Do tego dochodzi błąd operacyjny, który widuję regularnie. Rejestracja otwiera się, zanim strona ma pełny program, bo zespół chce „zacząć zbierać". Raz zarejestrowany uczestnik rzadko wraca po resztę oferty. Czyli sprzedajemy w najgorszym możliwym momencie: wtedy, gdy mamy najmniej do pokazania, i dajemy za to największy rabat.
Sensowne użycie early bird wygląda inaczej. Zniżka ma nagradzać ryzyko podjęcia decyzji przy niepełnej informacji i segmentować, a nie ratować słabą sprzedaż. Dla grupy z jednej firmy, dla organizacji pozarządowej, dla osób, które zapisały się na poprzedniej edycji. Rabat dostępny dla każdego, kto napisze mejla, jest komunikatem, że cena wyjściowa była wymyślona.
David Laibson opisał w Quarterly Journal of Economics w 1997 roku dyskontowanie quasi-hiperboliczne. Krótko: dyskonto między dziś a jutro jest dużo ostrzejsze niż między odległymi terminami, więc preferencje odwracają się, gdy data się przybliża. Z perspektywy dzisiejszego uczestnika decyzja „zapiszę się później" jest racjonalna, a nie niedbała. Udział nabiera wagi dopiero wtedy, gdy wydarzenie wchodzi w horyzont najbliższych dni.
Organizator odpowiada na to terminami. Zapisy do końca miesiąca, cena rośnie od poniedziałku, ostatnie miejsca. I tu jest druga niespodzianka. Susan Knowles z zespołem przeprowadziła eksperyment terenowy na 3276 osobach z rejestru wyborczego Nowej Zelandii, wysyłając listowne zaproszenia do ankiety z darowizną na cel charytatywny w trzech wariantach terminu. Przy terminie tygodniowym odpowiedziało 6,59 procent, przy miesięcznym 5,53 procent, a przy braku terminu 8,32 procent.
Zależność jest niemonotoniczna. Najgorzej wypadł termin średniej długości, bo daje pozwolenie na odłożenie i prowadzi do zapomnienia. Przeniesienie tego na wydarzenia daje konkretną hipotezę do sprawdzenia: komunikat „zapisy do końca października" przy wydarzeniu w grudniu może działać gorzej niż brak terminu w ogóle.
Zobowiązanie, które coś kosztuje. Jason Fried z 37signals opisał we wrześniu 2026 roku prosty test: to samo wydarzenie raz bezpłatnie, raz z kaucją 100 dolarów zwracaną gotówką przy wejściu. Bezpłatnie: 84 rejestracje, 38 osób, frekwencja 45 procent. Z kaucją: 55 rejestracji, 50 osób, frekwencja 90 procent. Fried podsumowuje to zdaniem, że nieobecność kosztuje pieniądze.
Sam dodaje zastrzeżenie, które dla rynku B2B jest istotniejsze niż cały wynik: gdy za udział płaci pracodawca, a nie uczestnik, mechanizm słabnie. W wydarzeniach firmowych to reguła. Zobowiązanie trzeba więc budować inaczej: imiennym miejscem, zadaniem do przygotowania, potwierdzeniem udziału na 48 godzin przed, rolą przypisaną uczestnikowi w programie.
Po pierwsze, odwróć rozkład budżetu mediowego. Jeżeli 45 procent wolumenu przypada na ostatnie cztery tygodnie, a ty wydajesz 70 procent budżetu na start sprzedaży, finansujesz najmniej produktywny odcinek. Przesunięcie ciężaru na ostatnie trzy tygodnie jest najtańszą zmianą, jaką możesz zrobić w tym sezonie.
Po drugie, przygotuj operacje na skok. Druk identyfikatorów, catering, układ sali, obsada rejestracji. Jeżeli 22 procent ludzi zapisze się w tygodniu wydarzenia, a 9 procent na miejscu, umowa z obiektem i z cateringiem musi mieć to wpisane w terminy, a nie być renegocjowana w panice w czwartek.
Po trzecie, zbuduj osobną komunikację na ostatnie 28, 14 i 7 dni, opartą na innych argumentach niż ta początkowa. Na starcie sprzedajesz temat i prelegentów. W ostatnim tygodniu sprzedajesz konkret: kto już będzie, jak wygląda dzień co do godziny, co uczestnik zabierze ze sobą, jak dojechać i gdzie zaparkować. Dla osoby decydującej w ostatniej chwili bariery są logistyczne, nie merytoryczne.
Po czwarte, przestań mierzyć sprzedaż wobec zeszłorocznego tempa i zacznij mierzyć ją wobec zeszłorocznej krzywej. Jeżeli w zeszłym roku na 20 dni przed miałeś 48 procent, a dziś masz 46, nie masz problemu. Masz normę. Panika na 20 dni przed wydarzeniem generuje rabaty, które psują wynik finansowy i nic nie zmieniają w decyzji uczestnika.
Nie istnieje publiczne polskie badanie mierzące krzywą rejestracji. Poland Convention Bureau przy Polskiej Organizacji Turystycznej publikuje skalę rynku: raport o przemyśle spotkań i wydarzeń podaje 19 807 spotkań i wydarzeń biznesowych w 2024 roku, w tym 9201 korporacyjnych i motywacyjnych oraz 8784 konferencji i kongresów. To mówi o wielkości rynku i nic o tym, kiedy Polacy się zapisują.
Jedyna polska liczba, która ma tu jakikolwiek związek, dotyczy zachowań zakupowych online. Izba Gospodarki Elektronicznej z Mobile Institute w badaniu na 2418 internautach podaje, że 82 procent kupujących online deklaruje porzucanie koszyków, o 7 punktów procentowych więcej rok do roku. Globalny benchmark Baymard Institute, oparty na metaanalizie 50 badań z lat 2006 do 2025, wynosi 70,22 procent. Formularz rejestracyjny na wydarzenie jest koszykiem i rządzi się podobnymi prawami, choć nikt tego dla polskich eventów nie zmierzył.
Nie twierdzę, że wczesna sprzedaż jest bez wartości. Pieniądze w kasie na sto dni przed wydarzeniem finansują produkcję i obniżają ryzyko. Twierdzę, że cena tego finansowania, czyli rabat dla ludzi, którzy przyjechaliby i tak, bywa wyższa, niż się ją liczy.
Nie twierdzę też, że dane amerykańskie opisują polski rynek. Opisują zachowanie ludzi w sytuacji zakupu wydarzenia i w tym zakresie są najmocniejszym materiałem, jaki publicznie istnieje. Jeżeli ktoś w Polsce zbierze dane z kilkudziesięciu wydarzeń i policzy naszą krzywą, chętnie skoryguję połowę tego tekstu.
Według raportu Maritz, opartego na ponad trzystu sześćdziesięciu tysiącach rejestracji z 30 targów, 13 procent przypada na ostatni tydzień przed wydarzeniem, a dodatkowe 9 procent na rejestrację na miejscu, co daje 22 procent w tygodniu wydarzenia. Niezależne dane PheedLoop z 467 wydarzeń wskazują 14,4 procent w tym samym tygodniu. Obie liczby pochodzą z rynków zagranicznych, polskiego odpowiednika nie ma.
W danych zbiorczych tak to wygląda, ale efekt znika po kontroli wydarzenia. PheedLoop na 216 282 rejestracjach podaje medianę różnicy wewnątrz jednego wydarzenia na poziomie 0,6 punktu procentowego, a w 44 procentach wydarzeń późni przychodzą częściej. Późne zapisy kumulują się na wydarzeniach bezpłatnych, które mają problem z frekwencją niezależny od momentu rejestracji.
Jako narzędzie segmentacji i nagrody za decyzję przy niepełnej informacji tak. Do przyspieszenia sprzedaży raczej nie, ponieważ według Maritz najwcześniej rejestrujący się to głównie powracający uczestnicy, którzy przyjechaliby bez zniżki. Rabat obniża wtedy przychód, nie zmieniając decyzji.
Proporcjonalnie do krzywej rejestracji, a nie równomiernie. Skoro 45 procent zapisów przypada na ostatnie cztery tygodnie, ciężar budżetu i intensywność komunikacji powinny rosnąć w tym okresie, z osobnym zestawem argumentów logistycznych. Start sprzedaży ma budować świadomość i zbierać powracających, nie wyczerpywać budżet.
Nie w każdym przypadku, a eksperyment Knowles i współautorów na 3276 osobach pokazał zależność niemonotoniczną: termin tygodniowy dał 6,59 procent odpowiedzi, miesięczny 5,53 procent, a brak terminu 8,32 procent. Termin średniej długości wypadł najgorzej, ponieważ daje przyzwolenie na odłożenie decyzji. Lepiej działa realny koszt rezygnacji niż sztuczna data.
Krzywa rejestracji i profil późnych uczestników: Maritz, Registration Insights Report, ponad trzysta sześćdziesiąt tysięcy rejestracji z 30 targów i 90 edycji, dane 2019 do 2023, rynek amerykański. Cytaty Emily Laufgraben pochodzą z materiałów o tym raporcie opublikowanych przez Smart Meetings oraz Skift Meetings. Drugi zbiór: PheedLoop Event Data Lab, raport z września 2026, 216 282 rejestracje z 467 wydarzeń stacjonarnych z danymi check-in, oraz wcześniejszy raport tej samej serii o frekwencji na ponad 1070 wydarzeniach.
Deklaracje organizatorów: Bizzabo, State of Events and Industry Benchmarks 2025, 1558 odpowiedzi, badanie online z listopada 2024. Eksperyment z kaucją: Jason Fried z 37signals, relacja Skift Meetings z września 2026. Podstawa teoretyczna odkładania decyzji: David Laibson, Quarterly Journal of Economics 1997. Eksperyment terenowy nad terminami: Susan Knowles, Maroš Servátka, Trudy Sullivan i Murat Genç, Economic Inquiry 2022, próba 3276 osób z rejestru wyborczego Nowej Zelandii.
Dane o porzucaniu koszyków: Baymard Institute, metaanaliza 50 badań z lat 2006 do 2025, oraz Izba Gospodarki Elektronicznej z Mobile Institute, badanie na 2418 internautach. Skala rynku spotkań w Polsce: Polska Organizacja Turystyczna i Poland Convention Bureau, raport o przemyśle spotkań i wydarzeń z sierpnia 2025, dane za 2024 rok. Rekomendacje operacyjne i obserwacje z projektów są moje.
Wyciągnij dane rejestracyjne z dwóch ostatnich edycji swojego wydarzenia i narysuj krzywą w podziale na tygodnie przed terminem. Potem nałóż na nią rozkład wydatków mediowych. Jeżeli te dwa wykresy nie są do siebie podobne, masz gotową listę rzeczy do zmiany na najbliższy sezon i nie potrzebujesz do tego żadnego nowego narzędzia.
Chcesz przejść przez własną krzywą, plan komunikacji na ostatnie 28 dni i scenariusz na rejestrację na miejscu, umów godzinę konsultacji i przynieś surowe dane z rejestracji. Przydadzą się też teksty o projektowaniu rejestracji na wydarzenie, o przedsprzedaży jako teście popytu, o poleceniach uczestników i frekwencji oraz o atrybucji frekwencji.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.