Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Doświadczenie jest metodą pracy projektanta, a zarząd płaci za nazwany wynik, mniejsze ryzyko i zwrot, który da się obronić przy kolejnym budżecie. Rozmowę o wydarzeniu wygrywa ten, kto każdą decyzję projektową przypisze do jednej z tych trzech rzeczy.
Spotkanie w sali zarządu, czterdzieści minut w kalendarzu. Osoba odpowiedzialna za wydarzenie mówi przez dwadzieścia minut o przeżyciu uczestnika, o emocjach, o tym, że ludzie zapamiętają ten dzień. Prezes słucha uprzejmie, a potem pyta, ile to kosztuje i co firma z tego będzie miała. Odpowiedź brzmi „zbudujemy zaangażowanie" i w tym momencie rozmowa się kończy, choć potrwa jeszcze kwadrans.
Drugie spotkanie, ta sama skala wydatku. Ktoś otwiera trzema zdaniami: to wydarzenie ma domknąć trzy procesy handlowe do końca kwartału, ograniczyć ryzyko odejścia czterech osób z zespołu technicznego i dać materiał, który obsłuży rekrutację przez pół roku. Kosztuje tyle. Oto, czego nie obiecuję. Decyzja zapada w dwadzieścia minut.
W obu przypadkach mówimy o tym samym wydarzeniu. Różni je język, w którym zostało opisane.
Krótka odpowiedź: zarząd nie kupuje doświadczenia, bo doświadczenie jest metodą, nie produktem. Kupuje trzy rzeczy: wynik, który da się nazwać, ryzyko, które maleje, i zwrot, który da się obronić przed kolejnym budżetem. Twoim zadaniem jest pokazanie, które decyzje projektowe odpowiadają za każdą z tych trzech rzeczy.
Słyszy koszt bez przypisanego rezultatu. To nie jest złośliwość ani brak wyobraźni. To jest zawodowy nawyk osoby, która co tydzień ocenia wnioski konkurujące o ten sam pieniądz, a doświadczenie jako kategoria nie ma w tej konkurencji własnego miejsca.
Problem jest językowy tylko z pozoru. Głębiej leży różnica w tym, co obie strony uważają za rezultat. Dla osoby projektującej wydarzenie rezultatem jest zmiana w zachowaniu uczestnika. Dla zarządu rezultatem jest zmiana w wynikach firmy. Te dwie rzeczy są połączone, ale łańcuch między nimi ma cztery ogniwa i to ty musisz go pokazać, bo nikt inny go nie zna.
Z mojej perspektywy najczęstszy błąd w tej rozmowie polega na obronie środka zamiast celu. Prezentacja idzie w atrakcje, scenografię i program, czyli w rzeczy, które są konsekwencją decyzji, a nie samą decyzją. Zarząd słyszy wtedy listę wydatków i reaguje dokładnie tak, jak na listę wydatków się reaguje.
Branża, wielkość firmy i to, czy przy stole siedzi prezes, dyrektor finansowy czy właściciel, niczego tu nie zmieniają: padają te same trzy pytania. Przygotuj na nie odpowiedzi przed spotkaniem, bo improwizacja przy każdym z nich kosztuje wiarygodność.
Po pierwsze: co się zmieni. Nie co się wydarzy, tylko co będzie inaczej w poniedziałek po. To jest pytanie o rezultat i odpowiedź musi mieć podmiot: kto konkretnie zrobi coś inaczej.
Po drugie: co może pójść źle. Zarząd zawodowo myśli ryzykiem i osoba, która przychodzi wyłącznie z obietnicą, budzi nieufność. Wymienienie trzech ryzyk i sposobu ich ograniczenia działa lepiej niż zapewnienie, że wszystko jest dopięte.
Po trzecie: skąd wiadomo, że to zadziałało. To pytanie pada na końcu i najczęściej rozbija rozmowę, bo odpowiedź brzmi „zrobimy ankietę". Ankieta mierzy zadowolenie, a zadowolenie to warunek minimalny, który wyniku biznesowego jeszcze nie daje.
Przygotowanie odpowiedzi na te trzy pytania zajmuje godzinę i zmienia charakter spotkania. Przestaje być prezentacją pomysłu, a staje się rozmową o decyzji, czyli o czymś, co zarząd robi codziennie i w czym czuje się swobodnie.
Przez łańcuch, w którym każde ogniwo da się nazwać. Cel biznesowy, konkretne zachowanie uczestnika, mechanika, która to zachowanie wywoła, i ślad, który po nim zostanie.
Przykład z klastra sprzedażowego. Cel: skrócić czas od pierwszego kontaktu do oferty w segmencie, w którym proces ciągnie się miesiącami. Zachowanie: klient rozmawia na wydarzeniu z osobą techniczną, poza handlowcem, i wychodzi z ustalonym terminem kolejnego kroku. Mechanika: format, w którym rozmowa techniczna jest zaplanowana, a nie przypadkowa. Ślad: zapisany kontekst rozmowy i termin w kalendarzu obu stron.
Ten sam łańcuch działa po stronie pracowniczej i po stronie rekrutacyjnej, zmienia się tylko treść ogniw. Istotne jest to, że żadne ogniwo nie jest opisane słowem „doświadczenie", choć całość jest właśnie nim.
Cztery poziomy rezultatu, które warto rozróżnić w rozmowie:
Dwa pierwsze poziomy zbiera się łatwo i dlatego najczęściej trafiają do raportu jako dowód sukcesu. Zarząd rzadko mówi to wprost, ale traktuje je jako metryki potwierdzające, że impreza się odbyła. Rozmowa o pieniądzach zaczyna się na poziomie trzecim.
Nazwać je i pokazać, jak je ograniczacie. Ryzyko nienazwane nie znika, tylko przenosi się na osobę, która podpisuje budżet, a ona to czuje.
W wydarzeniach ryzyka układają się w trzy grupy. Operacyjne, czyli awaria, pogoda, nieobecność osoby, na której opiera się program. Wizerunkowe, czyli sytuacja, w której wydarzenie zostanie odebrane inaczej, niż zakładaliście, na przykład w roku po zwolnieniach. I ryzyko jałowego biegu, czyli takie, w którym wszystko przebiegnie poprawnie i nic z tego nie wyniknie.
Trzecie jest najczęstsze i najrzadziej omawiane. Ograniczają je decyzje podjęte przed wydarzeniem: przypisanie właściciela każdemu ustaleniu, zaplanowanie tego, co dzieje się w kolejnym tygodniu, i zgoda na to, że część programu służy pracy, a nie oprawie.
Pomaga jedna zasada, którą stosuję konsekwentnie: przy każdym projekcie wypisuję, czego to wydarzenie nie załatwi. Ta lista brzmi w rozmowie z zarządem lepiej niż jakakolwiek obietnica, bo pokazuje, że rozmawiacie o narzędziu, a nie o cudzie.
Kiedy cel da się osiągnąć taniej innym kanałem, kiedy w firmie trwa proces, który wydarzenie zamieni w scenę konfliktu, i kiedy nikt nie jest gotów zająć się tym, co po.
Ta trzecia sytuacja jest najbardziej praktyczna. Bez odpowiedzi z imienia i nazwiska na pytanie „kto w poniedziałek przejmie wnioski i zadania z tego spotkania" wydarzenie wyprodukuje energię, która rozejdzie się w ciągu tygodnia. Lepiej powiedzieć to przed, niż tłumaczyć po.
Odradzenie klientowi wydatku jest krótkoterminowo kosztowne i długoterminowo najtańszą inwestycją w relację, jaką znam. Osoba, która raz usłyszała „w tej sytuacji to nie ma sensu", wraca z projektem, który sens ma, i wraca z zaufaniem, którego nie da się kupić prezentacją.
Nie da się przypisać wydarzeniu zmiany w wynikach, na które wpływa jednocześnie kilkanaście czynników. Nie da się oddzielić efektu spotkania od efektu podwyżki, zmiany przełożonego i sytuacji na rynku. Kto twierdzi inaczej, sprzedaje pewność, której nie ma.
Da się natomiast pokazać trzy rzeczy: czy zaplanowane zachowania wystąpiły, czy ślad po wydarzeniu istnieje i czy koszt kontaktu jest porównywalny z innymi kanałami. To jest uczciwy zakres i w mojej praktyce wystarcza zarządom, bo one też wiedzą, jak wygląda przypisywanie skutków w marketingu.
Tło rynkowe warto mieć pod ręką. Polska Organizacja Turystyczna wspólnie z Poland Convention Bureau podaje w raporcie „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025", dla danych za rok dwa tysiące dwudziesty czwarty, że wydarzeń korporacyjnych i motywacyjnych odbyło się dziewięć tysięcy dwieście jeden, a wzięło w nich udział ponad dwa miliony uczestników. Sześćdziesiąt cztery procent z nich trwało jeden dzień. To znaczy, że większość decyzji budżetowych w tej kategorii dotyczy formatów krótkich, w których cała wartość musi zmieścić się w kilku godzinach.
Przydaje się też jedna rzecz z badań nad pamięcią. Daniel Kahneman i Barbara Fredrickson pokazali w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku, że ocena doświadczenia zależy nieproporcjonalnie od jego najmocniejszego momentu i od zakończenia, a nie od sumy wszystkich minut. Dla rozmowy z zarządem ma to bardzo praktyczną konsekwencję: budżet rozłożony równo na cały dzień pracuje słabiej niż budżet skoncentrowany w dwóch momentach.
Uważam, że w ciągu kilku lat rozmowa o wydarzeniach w firmach przesunie się z działu marketingu i HR do tej samej kategorii, w której są dziś inwestycje w narzędzia: wniosek, uzasadnienie, wskaźnik, przegląd po roku. Wymuszą to rosnące kwoty i rosnąca liczba osób, które muszą je zatwierdzić.
Argument za: w firmach, które przeszły tę drogę, wydarzenia przestały być cięte jako pierwsze przy korekcie budżetu, bo miały przypisany rezultat i właściciela.
Argument przeciw: sformalizowanie ma cenę i widziałem ją kilka razy. Kiedy każdy element musi mieć wskaźnik, z programu wypadają rzeczy trudne do zmierzenia, a to zwykle one odpowiadają za to, co ludzie zapamiętują. Granica przebiega tam, gdzie pomiar zaczyna projektować wydarzenie zamiast je oceniać.
Krócej, niż przewiduje kalendarz. Przy czterdziestu minutach w kalendarzu sensowna prezentacja trwa dziesięć, a reszta to rozmowa i pytania, bo to w pytaniach zapada decyzja. Materiał przygotowujesz w dwóch warstwach: jedna strona z celem, kosztem i rezultatem oraz załącznik ze szczegółami, do którego sięgasz tylko wtedy, gdy ktoś zapyta.
Podać koszt kontaktu i porównać go z innym kanałem, którym firma dociera do tej samej grupy, a następnie wprost powiedzieć, czego ten wskaźnik nie obejmuje. Udawanie, że da się policzyć pełny zwrot z wydarzenia, kończy się utratą wiarygodności przy pierwszym pytaniu pogłębiającym. Uczciwa odpowiedź z jasno wskazaną granicą przechodzi lepiej niż efektowna prezentacja z wymyślonym wskaźnikiem.
Dwoma wariantami. Pierwszy pokazuje pełny zakres z realnym kosztem, drugi mieści się w przyznanej kwocie i wprost wymienia, czego w nim nie ma. Decyzja o zakresie wraca wtedy tam, gdzie powinna, czyli do osoby dysponującej budżetem, i nie zamienia się w milczącą zgodę na to, że zrobicie to samo za mniej.
Zapytać o cel, którego oni nie nazwali, bo zwykle istnieje. Za wnioskiem o galę stoi czasem potrzeba pokazania stabilności po trudnym roku, a za pomysłem na wyjazd potrzeba naprawienia relacji w konkretnym zespole. Nazwanie tego celu zmienia projekt, nawet jeżeli format zostaje ten sam.
Osoba, która będzie odpowiadać za rezultat, a nie za produkcję. To rozróżnienie jest istotne, bo rozmowa dotyczy decyzji biznesowej, a nie harmonogramu. Producent wchodzi do rozmowy na etapie, w którym pytania dotyczą wykonania.
Pokazywać, w trzech punktach, razem ze sposobem ograniczenia każdego z nich. Ryzyko, o którym nie powiedziałaś, i tak wystąpi, tylko wtedy będzie twoim błędem, a nie wspólną decyzją. Poza tym lista ryzyk jest najszybszym dowodem, że projekt był przemyślany, a nie wymyślony.
Czego świadomie nie podaję: wskaźników zwrotu z inwestycji w wydarzenia. Nie znam metody, która oddzielałaby wpływ jednego wydarzenia od pozostałych czynników działających na wynik firmy, a podawanie takiej liczby byłoby sprzedażą pewności, której nie mam.
Napisz trzy zdania: co się zmieni i u kogo, jakie trzy ryzyka widzisz i jak je ograniczasz, po czym poznacie za trzy miesiące, że to zadziałało. Zdanie, którego nie potrafisz napisać, pokazuje, że masz jeszcze pracę projektową do zrobienia i lepiej zrobić ją przed spotkaniem niż w jego trakcie.
Praktyczną stronę tej rozmowy rozbieram w kilku miejscach. Od pieniędzy zaczyna tekst o budżecie imprezy firmowej, od diagnozy istniejącego formatu tekst o audycie eventu przed budżetem. Jeżeli twoim tematem jest to, co zostaje po wydarzeniu, zajrzyj do mapy doświadczeń uczestnika, a jeżeli rozmawiasz o wydarzeniu cyklicznym, do tekstu o tym, dlaczego konferencja co roku zaczyna od zera. Kwestię tego, czy robić to samodzielnie, rozstrzyga materiał o agencji i event managerze.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.