Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Uczestnik ocenia wydarzenie z pamięci, a pamięć przechowuje z całego dnia dwa punkty: moment najmocniejszy i moment ostatni. Reszta programu, łącznie z blokiem, nad którym zespół pracował trzy tygodnie, trafia do ogólnego wrażenia albo znika. Psychologia poznawcza opisuje ten mechanizm od ponad trzydziestu lat, a harmonogramy konferencji nadal układa się tak, jakby każda minuta ważyła tyle samo.
Zebrałem pięć ustaleń z badań, które przekładają się na decyzje projektowe: gdzie postawić szczyt programu, czym zamknąć dzień, kiedy wysłać materiały, co dać ludziom do zrobienia własnymi rękami i ile treści zmieścić w jednym bloku. Przy każdym podaję źródło, liczby i granice, w których wynik obowiązuje.
Krótka odpowiedź: uczestnik zapamiętuje szczyt i zakończenie, a długość wydarzenia ma na ocenę niewielki wpływ. Treść podana przy pobudzeniu emocjonalnym utrwala się lepiej niż ta sama treść podana neutralnie. Po dobie z materiału bez powtórki zostaje około jednej trzeciej. Zaplanuj więc szczyt, zakończenie i pierwszy kontakt w ciągu 24 godzin po wydarzeniu.
Dwa momenty. Daniel Kahneman, Barbara Fredrickson, Charles Schreiber i Donald Redelmeier opisali to w 1993 roku w „Psychological Science”. Badani zanurzali dłoń w wodzie o temperaturze 14 stopni na 60 sekund. W drugiej próbie trzymali ją tak samo długo, po czym zostawali w wodzie kolejne 30 sekund, a temperatura rosła w tym czasie do 15 stopni. Druga próba oznaczała obiektywnie więcej dyskomfortu. Zapytani, którą chcieliby powtórzyć, w większości wskazywali dłuższą, bo kończyła się łagodniej.
Redelmeier i Kahneman sprawdzili ten sam mechanizm poza laboratorium. W 1996 roku opublikowali w czasopiśmie „Pain” analizę ocen pacjentów po kolonoskopii i litotrypsji. Zapamiętana uciążliwość zabiegu wynikała z bólu w najgorszym momencie oraz z bólu w końcówce. Czas trwania zabiegu prawie się w tej ocenie nie liczył.
Dla organizatora wynikają z tego dwie decyzje. Pierwsza: wskaż w scenariuszu jeden moment, który ma być szczytem, i przydziel mu najmocniejszego prelegenta, porę, w której sala jest w komplecie, oraz rezerwę budżetu. Program z pięcioma równorzędnymi punktami szczytu w praktyce nie ma. Druga decyzja dotyczy ostatnich dwudziestu minut. Ankieta wypełniana na kolanie, komunikat o odbiorze kurtek i kolejka do szatni tworzą zakończenie, które uczestnik zabierze do domu jako ocenę całości. Zakończenie projektuje się tak samo starannie jak otwarcie: ostatnie słowo ze sceny, ostatnia czynność uczestnika, sposób wyjścia z budynku. Cały przebieg rozpisuję w tekście o mapie doświadczeń uczestnika.
Pobudzenie emocjonalne wzmacnia zapis w pamięci długotrwałej. Larry Cahill i James McGaugh pokazali to w 1995 roku w „Consciousness and Cognition”. Dwie grupy oglądały te same slajdy. Jedna słyszała do nich opowieść neutralną, druga opowieść o wypadku. Po dwóch tygodniach grupa z opowieścią poruszającą pamiętała więcej szczegółów, i to z tej części historii, w której napięcie było największe.
Na wydarzeniu ten wynik zmienia kolejność w scenariuszu. Komunikat, na którym firmie zależy najbardziej, zwykle trafia na początek dnia, razem z powitaniem i sprawami organizacyjnymi. Lepsze miejsce jest tuż po momencie, który wywołał reakcję sali: po historii klienta, po demonstracji na żywo, po wyniku głosowania. Wtedy ta sama treść dostaje mocniejszy zapis.
Ograniczenie jest jedno i dość niewygodne. Pobudzenie wzmacnia pamięć tego, co znajduje się w środku uwagi, kosztem szczegółów z obrzeża. Pokaz laserowy puszczony równolegle z ogłoszeniem strategii utrwali pokaz.
Mało, a większość ubytku przypada na pierwszą dobę. Hermann Ebbinghaus zmierzył to w 1880 roku na sobie samym. Jaap Murre i Joeri Dros powtórzyli jego procedurę i opublikowali wyniki w 2015 roku w „PLOS ONE”. Po dwudziestu minutach została u nich nieco ponad połowa materiału, po godzinie mniej więcej dwie piąte, po dobie jedna trzecia. Po miesiącu prawie nic.
Zastrzeżenie jest istotne: oba badania dotyczyły sylab bez znaczenia, czyli materiału najtrudniejszego do zapamiętania. Treść, która łączy się z pracą uczestnika, trzyma się lepiej. Kształt krzywej pozostaje jednak ten sam: stromy spadek w pierwszych godzinach, potem wypłaszczenie.
Stąd harmonogram kontaktu po wydarzeniu. Pierwsza wiadomość wychodzi w ciągu 24 godzin i zawiera trzy rzeczy do zastosowania, bez galerii zdjęć. Druga wychodzi po tygodniu i prosi o jedno konkretne działanie. Trzecia, po miesiącu, pyta o efekt tego działania. Materiały wysłane dwa tygodnie po konferencji trafiają do ludzi, którzy większość treści zdążyli już stracić. Tę samą logikę w wersji handlowej opisuję w tekście o follow-upie po targach.
Podnosi wartość, jaką człowiek przypisuje wynikowi. Michael Norton, Daniel Mochon i Dan Ariely opisali to w 2012 roku w „Journal of Consumer Psychology” jako efekt IKEA. Badani, którzy sami złożyli prosty mebel, wyceniali go o 63 procent wyżej od osób, które oceniały identyczny egzemplarz złożony przez kogoś innego.
Autorzy podali też warunek, który w branży eventowej zwykle się pomija. Efekt pojawiał się wyłącznie przy zadaniu doprowadzonym do końca. U osób, które nie skończyły pracy albo musiały rozebrać swoje dzieło, znikał.
Dla warsztatu oznacza to regułę: blok kończy się gotowym wytworem, który uczestnik zabiera ze sobą. Może to być plan na jedną stronę, mapa, decyzja zapisana i podpisana przez zespół. Burza mózgów, po której kartki lądują w koszu, działa w odwrotnym kierunku. Edward Deci i Richard Ryan w teorii autodeterminacji („Psychological Inquiry”, 2000) wskazują trzy potrzeby, od których zależy motywacja wewnętrzna: autonomię, poczucie kompetencji i więź z innymi. W programie wygląda to tak: uczestnik wybiera przynajmniej jedną ścieżkę sam, dostaje zadanie o trudności dopasowanej do swojego poziomu i wykonuje je z kimś, z kim potem ma powód rozmawiać. Rozmowy w kuluarach też da się zaprojektować, o czym piszę w tekście o networkingu na wydarzeniu.
Około czterech elementów naraz. Nelson Cowan zestawił w 2001 roku w „Behavioral and Brain Sciences” kilkadziesiąt badań nad pamięcią roboczą i doszedł do pojemności trzech do pięciu jednostek u dorosłych. Popularna „siódemka plus minus dwa” George'a Millera z 1956 roku okazała się zawyżona.
Agenda z dwunastoma prelekcjami po dwadzieścia minut przegrywa z tą liczbą już przed przerwą kawową. Praktyczna reguła: jeden blok, jedna teza, najwyżej cztery punkty ją wspierające, po czym przerwa albo zmiana formy pracy. Prelegent, który chce przekazać dziesięć rzeczy, przekaże cztery, a które to będą, rozstrzygnie przypadek. Lepiej, żeby wybrał je sam.
Ankieta satysfakcji rozdana przy wyjściu mierzy nastrój z ostatnich minut, co wynika wprost z pierwszego z opisanych badań. Więcej mówią trzy pomiary rozłożone w czasie:
Trzeci punkt bywa bolesny. Ludzie potrafią zapamiętać awarię mikrofonu albo kolejkę do cateringu zamiast zaplanowanego szczytu, i taka informacja jest dla organizatora cenniejsza niż średnia 4,6 w pięciostopniowej skali. Pełny zestaw wskaźników opisuję w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
Żadne z nich nie dotyczyło konferencji ani imprezy firmowej. Reguła szczytu i końca powstała na badaniach bólu i dyskomfortu, efekt IKEA na składaniu pudełek i origami, krzywa zapominania na sylabach bez znaczenia. Przenoszę mechanizmy, a wielkości efektu traktuję jako orientacyjne.
Sama reguła szczytu i końca ma też krytyków. Simon Kemp, Christopher Burt i Laura Furneaux sprawdzili ją w 2008 roku w „Memory & Cognition” na wspomnieniach z urlopów. Przy dłuższych i bardziej złożonych przeżyciach lepiej od szczytu i końca przewiduje ocenę moment najbardziej charakterystyczny, a wpływ szczytu słabnie z upływem tygodni. Dla projektanta wniosek pozostaje podobny: o ocenie przesądza kilka wyrazistych momentów, a średnia z całego dnia ma znaczenie drugorzędne.
Nie znam polskiego badania, które mierzyłoby pamięć uczestników wydarzeń biznesowych po 7 i po 30 dniach. Organizator, który zrobi taki pomiar u siebie, będzie miał dane, jakich nie ma dziś nikt na rynku.
Zaznacz w scenariuszu dwa miejsca: moment, który ma być szczytem, i ostatnie dwadzieścia minut. Dopisz przy każdym, co uczestnik wtedy robi, a przy zakończeniu także to, z czym wychodzi z sali. Scenariusz, w którym nie potrafisz wskazać szczytu, wymaga jeszcze pracy projektowej. Możemy ją wykonać razem na konsultacji 1:1: 60 minut, 250 zł netto, z pisemnym podsumowaniem po spotkaniu.
Długość słabo wpływa na zapamiętaną ocenę, ale wpływa na zmęczenie, a zmęczona sala gorzej przyjmie zakończenie. Bezpieczniej skrócić środek programu i zostawić ludziom energię na finał. Dodatkowa godzina treści w środku dnia niczego w pamięci nie dokłada, a słaby finał potrafi zepsuć ocenę całości.
Szczyt wymaga kontrastu z resztą dnia, a kontrast bywa tani. Wystarczy zmiana formy: po trzech prelekcjach rozmowa z klientem na żywo, po części oficjalnej wręczenie wyróżnień z historią każdej nagrodzonej osoby, po prezentacji danych głosowanie sali z wynikiem na ekranie. Koszt takich rozwiązań to głównie czas przygotowania.
Tak, mechanizm jest ten sam i w badaniu Cahilla i McGaugha chodziło o historię wypadku. Na wydarzeniu firmowym działa to przeciwko organizatorowi: awaria, publiczna krytyka zespołu albo długie czekanie na transport zapisują się równie mocno jak zaplanowany finał. Dlatego lista ryzyk w scenariuszu chroni także pamięć uczestników.
Trzy wystarczą: w ciągu 24 godzin, po tygodniu i po miesiącu. Każda ma jedno zadanie. Pierwsza przypomina trzy rzeczy do zastosowania, druga prosi o jedno działanie, trzecia pyta o efekt. Większa liczba wiadomości obniża odsetek otwarć i nie poprawia zapamiętania.


W skrócie: Piotr Kalewski projektuje wydarzenia firmowe jako narzędzie sprzedaży i marketingu. Zaczyna od celu biznesowego zapisanego w jednym zdaniu i od miernika, potem układa scenariusz doświadczenia pod jedno zachowanie gości, a po wydarzeniu oddaje raport: kto z właściwej grupy przyszedł, co zrobił dalej i ile kosztowała każda rozmowa handlowa.
Wydarzenie jest kosztem, gdy budżet powstaje z faktury za salę, catering i scenę, a cel dopisuje się na końcu. Jest inwestycją, gdy przed pierwszym zamówieniem ktoś zapisze, co ma się zmienić w sprzedaży albo w relacjach z klientami, i do kiedy.
Różnicę widać w jednym dokumencie. Brief kosztowy zaczyna się od daty i liczby gości. Brief inwestycyjny zaczyna się od zdania w rodzaju: do końca kwartału chcemy dwudziestu rozmów handlowych z dyrektorami zakupów z trzech wskazanych segmentów. Resztę budżetu da się wtedy obronić albo skreślić, bo każda pozycja jest pytaniem, czy przybliża to zdanie.
Bizzabo w raporcie „2025 State of Events”, opartym na ankiecie ponad 1500 organizatorów i uczestników z listopada 2024 roku, podaje, że 70% organizatorów miało trudność z wykazaniem ROI konferencji B2B. Według Certain z 2025 roku 94% marketerów mówi, że ich firma nie zamienia leadów z eventów w szanse sprzedażowe.
Z mojej praktyki po obu stronach stołu za takim wynikiem stoi najczęściej jedno: miernik wybrany po wydarzeniu. Skoro przed eventem nikt nie zapisał, co ma być wynikiem, po evencie zostają frekwencja i ankieta zadowolenia. Zarząd nie przeliczy ich na przychód i słusznie nie próbuje.
Rachunek jest krótki. Koszt całego wydarzenia dzielę przez liczbę rozmów handlowych z gośćmi z listy, które odbyły się w uzgodnionym oknie po evencie. Wychodzi koszt jednej rozmowy. Dalej liczę, ile rozmów przeszło w ofertę i ile w sprzedaż.
Do tego potrzebny jest CRM, w którym każdy gość z rejestracji dostaje znacznik źródła „event” i datę. Bez znacznika po trzech miesiącach nikt nie odróżni sprzedaży z wydarzenia od sprzedaży, która i tak by się wydarzyła. Pełny pomiar po wydarzeniu rozpisałem w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
Targi dają zasięg, własny event daje kontrolę. Na targach listę gości tworzy ktoś inny, a o uwagę konkurujesz z setkami stoisk. Na własnym wydarzeniu sam decydujesz, kto wchodzi i co widzi, ale płacisz za zebranie ludzi, którzy sami by się nie spotkali.
Własny event wygrywa, gdy decydentów jest niewielu i znasz ich z nazwiska. Targi wygrywają, gdy dopiero ustalasz, kto jest w twoim segmencie. Jak z targów zrobić rozmowy zamiast pliku wizytówek, opisuję w tekście o leadach z konferencji i targów.
Dla Grupy Topex projektowałem cykle wydarzeń w całej Polsce dla handlowców i dystrybutorów: prezentacje nowych produktów i linii oraz aktywacje wokół nich. W TedGifted prowadziłem trasę po targach europejskich razem z liczeniem wyników, od produktu i katalogu po rozliczenie rozmów.
Jestem projektantem doświadczeń biznesowych. Prowadzę Event Marketing Institute w Poznaniu, wykładam na WSB Merito Poznań, należę do Rady Sektorowej ds. Kompetencji Komunikacji Marketingowej. Jestem autorem książki Event Management dla początkujących (i nie tylko) z 2025 roku. Pracuję też jako interim marketing director po stronie klientów, więc brief znam z obu stron stołu.
Planujesz wydarzenie i chcesz, żeby ktoś odpowiadał za jego wynik? Umów konsultację, a przejdziemy przez cztery decyzje na twoim przypadku.
Zacznij od listy decydentów, których chcesz poznać, nie od programu. Ustal jedno zachowanie po wydarzeniu, na przykład umówione spotkanie, i ułóż scenariusz tak, żeby każdy punkt do niego prowadził. Po evencie licz rozmowy z gośćmi z listy w uzgodnionym oknie.
Podziel koszt wydarzenia przez liczbę rozmów handlowych z właściwymi gośćmi, a potem śledź, ile z nich przeszło w ofertę i sprzedaż. Wymaga to znacznika „event” przy kontaktach w CRM i daty pierwszej rozmowy.
Zależy od tego, czy znasz swoich odbiorców z nazwiska. Gdy znasz, własne wydarzenie daje kontrolę nad listą gości i scenariuszem. Gdy dopiero szukasz segmentu, targi dają zasięg przy niższym koszcie pierwszego kontaktu.
Sprawdź trzy rzeczy: czy ktoś pyta o cel biznesowy i miernik, zanim poda cenę, czy oferta zawiera raport po wydarzeniu i kto po stronie firmy odpowiada za wynik. Agencja realizuje zlecenie, doradca ustala, co zlecenie ma przynieść.
Doświadczenia dla marek projektują agencje, studia kreatywne i niezależni konsultanci. Piotr Kalewski robi to jako projektant doświadczeń biznesowych: od celu i miernika, przez scenariusz, po raport z wyniku wydarzenia.
Piotr Kalewski jest projektantem doświadczeń biznesowych z Poznania, CEO Event Marketing Institute, wykładowcą WSB Merito Poznań i autorem książki „Event Management dla początkujących (i nie tylko)” z 2025 roku. Pracuje także jako interim marketing director po stronie klientów.

W artykule znajdziesz: godzinowy scenariusz śniadania biznesowego na 90 minut, sposób liczenia kosztu na osobę obecną, a nie zaproszoną, oraz zasady rozsadzenia, które decydują o tym, czy goście w ogóle ze sobą porozmawiają.
Śniadanie biznesowe ma dwie przewagi nad konferencją: kosztuje mniej i kończy się przed dziewiątą, więc nikt nie traci dnia. Ma też słabość, której organizatorzy nie widzą, dopóki nie przeprowadzą trzeciego: dziewięćdziesiąt minut przy stole z obcymi ludźmi to czas, w którym rozmowa albo ruszy w pierwszym kwadransie, albo nie ruszy wcale.
Krótka odpowiedź: śniadanie biznesowe zorganizuj na 20 do 40 osób, w dziewięćdziesiąt minut, z jednym wystąpieniem do 20 minut i co najmniej 30 minutami rozmów przy stołach z zadanym pytaniem. Koszt licz na osobę obecną, nie zaproszoną, bo przy dwudziestoprocentowej nieobecności koszt jednostkowy rośnie o jedną czwartą. Rozsadzenie przygotuj z góry.
Pierwsze dwadzieścia minut decyduje o reszcie. Freeman i IMEX przebadali w 2025 roku ponad 2600 uczestników i organizatorów wydarzeń: 51 procent uczestników wraca na wydarzenia ze względu na networking, a 30 procent ma problem z rozpoczęciem rozmowy. Ludzie przychodzą po rozmowy i jednocześnie nie wiedzą, jak zacząć.
Dlatego przy wejściu ustaw dwie rzeczy: kartę z przypisanym stolikiem i jedno pytanie na kartce, na przykład „nad czym pracujesz w tym kwartale”. Moja opinia: takie pytanie otwiera rozmowę lepiej niż „czym się zajmujesz”, bo wymaga odpowiedzi zdaniem, nie nazwą stanowiska. Osoba przy drzwiach wita po imieniu i kieruje do stołu, a nie do bufetu.
Gospodarz mówi, po co ludzie się spotkali, jak wygląda plan i co się stanie o 8:15. Pięć minut, bez historii firmy i bez przedstawiania wszystkich sponsorów. Najważniejsza informacja to godzina zakończenia, bo ona uspokaja osoby z poranną rozmową o dziewiątej.
Jeśli prowadzisz wydarzenie sam, przećwicz ten fragment na głos z zegarem. Zasady prowadzenia dyskusji z sali opisałem w tekście o moderowaniu panelu.
Jedno, nie trzy. Prelegent dostaje temat zawężony do jednej decyzji, którą goście mogą podjąć w tym kwartale. Zalecam 45 minut rozmowy przygotowawczej z prowadzącym. Dwadzieścia minut kończy się wcześniej niż koncentracja, a zostawia miejsce na pytanie z sali.
Prelegent nie rozdaje materiałów i nie prezentuje oferty firmy. Po wystąpieniu prowadzący zadaje jedno pytanie, które stół będzie omawiał przez następne pół godziny. Zaplanowanie pytania razem z prelegentem to najważniejszy element programu.
Dla tego bloku goście przyszli. Przy każdym stole pięć lub sześć osób, jedno pytanie na kartce i prowadzący stołu, który dba o to, żeby wszyscy powiedzieli co najmniej jedno zdanie. Prowadzący stołu może być osobą z zespołu organizatora albo zaproszonym gościem, który wcześniej dostał trzy zdania instrukcji.
Rozsadzenie zmienia najwięcej. Rozdziel osoby z tej samej firmy i osoby, które przyszły razem. Z moich obserwacji rozsadzenie czterdziestu gości zajmuje około pół godziny i zwiększa szansę, że ktoś wyjdzie z nowym kontaktem. Opis projektowania pierwszej rozmowy między uczestnikami znajdziesz w tekście o networkingu na wydarzeniu.
Każdy stół mówi jedno zdanie: co z rozmowy zabiera ze sobą. Prowadzący zbiera zdania i dopisuje kolejny krok, na przykład termin następnego śniadania albo listę uczestników, którzy zgodzili się na udostępnienie kontaktu. Dziesięć minut wystarczy, a zamknięcie daje poczucie, że spotkanie coś wyprodukowało.
Po zamknięciu zostaw piętnaście minut wolnych rozmów i kawy. Z moich obserwacji goście, którzy zaczęli dobrą rozmowę przy stole, chcą ją skończyć na stojąco, więc nie wyłączaj muzyki i nie zaczynaj sprzątania.
Koszt wydarzenia licz na osobę obecną. Scenariusz liczbowy, hipotetyczny: koszty stałe wynoszą 6 000 zł, zmienne 90 zł na zaproszonego, a zaproszonych jest 40. Przy pełnej frekwencji koszt na osobę wynosi 240 zł. Gdy przychodzi 30 osób, a catering zamówiono na 40, koszt na obecną osobę rośnie do 320 zł. Różnica wynosi jedną trzecią i wynika wyłącznie z nieobecności.
Jak ograniczać nieobecność, opisałem w tekście o no-show na wydarzeniu firmowym, a projekt rejestracji, który zmniejsza liczbę osób zapisanych bez zamiaru przyjścia, w tekście o rejestracji na wydarzenie. Nie znalazłem publicznie dostępnego benchmarku kosztu śniadania biznesowego w Polsce, więc powyższe kwoty to przykład struktury, nie cennik.
Mniejszą wersję tego formatu, od dwudziestu osób, opisałem w tekście o tym, jak zacząć budowę kapitału relacyjnego od dwudziestu osób.
Od 20 do 40. Poniżej dwudziestu trudno o różnorodność rozmów, powyżej czterdziestu trzeba drugiej osoby do prowadzenia stołów, a koszt koordynacji rośnie szybciej niż liczba gości.
To zależy od celu. Z moich obserwacji wydarzenie bezpłatne łatwiej zapełnić, ale ma wyższą nieobecność, a opłata, nawet symboliczna, zmniejsza liczbę osób zapisanych bez zamiaru przyjścia. Nie mam badania, które by to potwierdzało. Przy zaproszeniach indywidualnych płatność zwykle nie jest potrzebna.
Moja rada: raz w miesiącu lub raz na kwartał, w stałym dniu tygodnia. Rytm ważniejszy jest od jednego dobrego wydarzenia, bo goście wracają na format, który znają, a nie na pojedyncze spotkanie.
Planujesz cykl spotkań branżowych i chcesz zaprojektować format pod swoich gości? Umów konsultację 1:1 (250 zł netto za 60 minut, pakiet 850 zł) i przejdziemy przez scenariusz godzina po godzinie.

Z tekstu dowiesz się: co włożyć do welcome packa, żeby nowa osoba w poniedziałek rano wiedziała, gdzie siedzi, z kim zaczyna i co ma zrobić do piątku, oraz które elementy klasycznego pudełka z gadżetami możesz zostawić w szufladzie.
Scenariusz A. Poniedziałek, godzina dziewiąta. Nowa osoba dostaje karton: bluza z logo, kubek, notes, smycz, długopis. Laptop jeszcze jedzie od IT, opiekun jest na urlopie, a kalendarz na ten tydzień jest pusty. Karton zajmuje dziesięć minut. Resztę dnia spędza przy kawie z firmowego kubka.
Scenariusz B. Poniedziałek, godzina dziewiąta. Nowa osoba dostaje kopertę: kartkę z planem pierwszego tygodnia, imię i numer opiekuna, listę pięciu osób, z którymi spotka się do piątku, i jedno zdanie od przełożonego o tym, co ma być zrobione do końca miesiąca. Bluzy nie ma. Laptop stoi włączony.
Obie sceny są hipotetyczne, a różnica między nimi dotyczy pierwszego dnia w pracy, nie budżetu. Scenariusz B kosztuje mniej niż A i robi większą część roboty, której firma oczekuje od onboardingu.
Krótka odpowiedź: welcome pack powinien zawierać plan pierwszych trzydziestu dni, imię i kontakt opiekuna, listę osób do poznania, jedno zadanie na koniec pierwszego miesiąca i dostęp do narzędzi w dniu startu. Przedmioty z logo są dodatkiem, nie rdzeniem. Pierwszego dnia nowa osoba chce wiedzieć, co jej wolno i czego się od niej oczekuje.
Gallup podaje w publikacji o onboardingu z 2019 roku, że tylko 12 procent pracowników silnie zgadza się, że ich organizacja świetnie wdraża nowych pracowników. Dane dotyczą Stanów Zjednoczonych i nie sprawdzałem, czy w Polsce wynik jest podobny.
Ten sam materiał pokazuje, że gdy menedżer aktywnie uczestniczy w onboardingu, nowi pracownicy 3,4 raza częściej silnie zgadzają się, że ich onboarding był znakomity. Tekst Gallupa o wdrażaniu przy pracy zdalnej z 2021 roku wskazuje, że tylko 29 procent nowych pracowników czuje się w pełni przygotowanych i wspieranych w nowej roli. Według Gallupa osiągnięcie pełnej wydajności zajmuje nowej osobie zwykle około dwunastu miesięcy.
Wniosek dla welcome packa jest praktyczny. Wartość pakietu rośnie, gdy zawiera element, który angażuje przełożonego, a spada, gdy jest paczką od działu HR. Koszty, jakie firma ponosi, gdy ktoś odchodzi po kilku miesiącach, policzyłem w tekście o kosztach rotacji pracowników.
Pięć elementów wystarczy, żeby pierwszy tydzień miał strukturę:
Każdy z elementów odpowiada na jedno pytanie, które nowa osoba ma w głowie, ale rzadko zadaje: co mam robić, do kogo pójść, kogo poznać, po czym mnie ocenią i czy mogę zacząć pracę. Rozpisany proces onboardingu na pierwsze trzydzieści dni znajdziesz w tekście o onboardingu nowego pracownika.
Przedmioty z logo mogą być miłym dodatkiem, ale nie niosą informacji, której nowa osoba potrzebuje. Bluzę, kubek i długopis możesz wręczyć drugiego dnia, na kolejnym spotkaniu, albo wcale. Jeśli przedmiot ma sens, wybierz taki, którego ta osoba użyje w pracy: dobry notes, przydatny element wyposażenia stanowiska.
Moja opinia: im więcej przedmiotów w pierwszym pakiecie, tym mniej uwagi na rzeczy, które decydują o pierwszym miesiącu. Nie mam badania, które porównywałoby welcome packi z gadżetami i bez nich pod kątem retencji, więc to wniosek z logiki, nie z danych. Obietnicę, którą firma składała w ogłoszeniu, powinien potwierdzić pierwszy dzień. Jak przełożyć propozycję wartości dla pracownika na doświadczenie, opisałem osobno, a kandydatom na etapie rekrutacji poświęciłem tekst o candidate experience na wydarzeniu rekrutacyjnym.
Pakiet z przedmiotami mówi nowej osobie, że jest mile widziana. Pakiet z planem mówi jej, co ma robić, a to pierwsze pytanie, na które szuka odpowiedzi. Zacznij od planu, a przedmiot dołóż, jeśli zostanie budżet.
Nie ma ogólnej stawki. Sam plan na kartce kosztuje czas przełożonego i opiekuna, a przedmioty zależą od wyboru. Zacznij od czasu, który przełożony poświęci w pierwszym tygodniu, bo to on decyduje o wyniku.
Ma, i to większy. Pakiet wysłany przed startem może zawierać plan, kontakty i sprzęt, a nowa osoba nie widzi wtedy sali i ludzi. Plan i imię opiekuna zastępują to, co w biurze nowa osoba zobaczyłaby sama.
Przełożony i HR razem. HR odpowiada za dostępy i formalności, przełożony za plan, zadanie i listę osób. Pakiet przygotowany wyłącznie przez HR traci element, który według Gallupa wyraźnie podnosi ocenę onboardingu: udział menedżera.
Budujesz proces wdrożenia i chcesz przejść przez pierwsze trzydzieści dni własnego zespołu? Umów konsultację 1:1 (250 zł netto za 60 minut, pakiet 850 zł) i przynieś obecny plan onboardingu.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.