Blog
Event Marketing

Onboarding, po którym nowy pracownik nie chce odejść w pierwszym miesiącu

Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego pierwsze trzydzieści dni decyduje o retencji mocniej niż cała rekrutacja, czym różni się standardowy onboarding od zaprojektowanego doświadczenia, jak wygląda harmonogram pierwszego miesiąca, kiedy warto zrobić wydarzenie wdrożeniowe i co mierzyć po dziewięćdziesięciu dniach.

W skrócie: onboarding nowego pracownika przestaje działać w momencie, w którym sprowadza się do szkolenia BHP, haseł do systemów i obiadu z zespołem. Człowiek, który przez pierwszy miesiąc nie dostał roli, nie poznał nikogo spoza własnego działu i nie zobaczył firmy od środka, zostaje w niej z rozpędu, nie z decyzji. Zaprojektuj pierwsze trzydzieści dni tak, jak projektujesz wydarzenie: z celem, rólą uczestnika i pomiarem.

Rekrutacja trwała sześć tygodni, kosztowała kilkanaście tysięcy złotych i zaangażowała cztery osoby. Nowy pracownik przychodzi w poniedziałek, dostaje laptopa, hasła do trzech systemów i teczkę z regulaminem. W środę je obiad z zespołem. W piątek nikt już nie pamięta, że jest nowy.

Trzy miesiące później składa wypowiedzenie, a firma wraca do punktu wyjścia i płaci za rekrutację drugi raz. Rozpisałem tę matematykę w tekście o tym, ile realnie kosztuje rotacja. Tutaj zajmę się momentem, w którym da się jej zapobiec najtańszym kosztem.

Dlaczego pierwsze trzydzieści dni waży tyle, co cała rekrutacja?

Bo w tym okresie człowiek weryfikuje wszystko, co usłyszał na rozmowie. Każda obietnica z ogłoszenia i każde zdanie o kulturze organizacji zostaje sprawdzone na własnej skórze w ciągu kilku tygodni.

Nowa osoba jest w tym czasie wyjątkowo uważna. Zauważa rzeczy, których reszta zespołu przestała widzieć lata temu: że nikt nie wita się na korytarzu, że spotkania zaczynają się kwadrans po czasie, że przełożony mówi o współpracy i jednocześnie nie odpowiada na wiadomości. Po trzydziestu dniach ta uważność znika i człowiek adaptuje się do tego, co zastał. Albo zaczyna rozglądać się dalej.

Z perspektywy firmy to jedyny moment, w którym stosunkowo małym wysiłkiem buduje się przywiązanie. Później robi się to samo za wielokrotnie większe pieniądze, w formie podwyżek i programów retencyjnych.

Jak wygląda standardowy onboarding i czego w nim brakuje?

Typowy proces składa się z trzech elementów: szkolenie BHP, dostępy do systemów, obiad albo kawa z zespołem. To nie jest zły zestaw. To jest zestaw obsługowy, który załatwia formalności i nie załatwia niczego poza nimi.

Czego nie ma w standardowym wdrożeniu

  • Roli od pierwszego dnia. Nowa osoba przez dwa tygodnie czyta dokumenty i czeka, aż ktoś znajdzie dla niej zadanie. W tym czasie traci poczucie sensu, które przyniosła ze sobą z rozmowy rekrutacyjnej.
  • Kontaktu spoza własnego działu. Poznaje sześć osób z zespołu i nikogo więcej. Pół roku później nadal nie wie, kto pracuje piętro niżej.
  • Widoku firmy od środka. Handlowiec, który nigdy nie stał na hali produkcyjnej, sprzedaje produkt, którego nie widział w powstawaniu.
  • Kogoś, kto odpowiada za wdrożenie z imienia. „Zespół się zaopiekuje" oznacza w praktyce, że nie zaopiekuje się nikt.

W większości firm onboarding jest procesem HR, który kończy się na liście zadań do odhaczenia. Wystarczy potraktować go jak doświadczenie z zaplanowanym przebiegiem, żeby przestał być formalnością.

Jak zaprojektować onboarding jak doświadczenie?

Zasada jest ta sama co przy wydarzeniu: liczy się, co uczestnik robi, a nie co mu się opowiada. Poniżej rozkład na cztery tygodnie, który sprawdza się niezależnie od wielkości firmy.

Pierwszy tydzień: kontekst i pierwsza rola

  • Zadanie, które nowa osoba wykonuje samodzielnie w pierwszych trzech dniach i które ma widoczny efekt.
  • Spotkanie z osobą z zupełnie innego działu, umówione wcześniej, nie zostawione przypadkowi.
  • Wizyta tam, gdzie powstaje produkt albo gdzie obsługuje się klienta, niezależnie od stanowiska.

Drugi i trzeci tydzień: sieć kontaktów

  • Krótkie rozmowy z pięcioma osobami spoza zespołu, z konkretnym pytaniem do każdej.
  • Udział w spotkaniu innego działu w roli obserwatora.
  • Pierwsze zadanie wymagające współpracy z kimś, kogo nowa osoba nie zna.

Czwarty tydzień: domknięcie i informacja zwrotna

  • Rozmowa podsumowująca prowadzona przez osobę odpowiedzialną za wdrożenie, nie przez dział kadr.
  • Pytanie, które warto zadać tylko raz w życiu pracownika: co cię tu zaskoczyło, pozytywnie i negatywnie.
  • Ustalenie celu na kolejny kwartał, żeby człowiek wiedział, po czym pozna, że mu idzie.

To pytanie o zaskoczenia jest najtańszym źródłem wiedzy o własnej organizacji, jakie masz. Po pół roku ta sama osoba już go nie odpowie, bo przestanie widzieć.

Kiedy warto zrobić wydarzenie wdrożeniowe?

Przy pojedynczych rekrutacjach wystarczy dobrze ułożony miesiąc. Wydarzenie ma sens w trzech sytuacjach: gdy firma zatrudnia większą grupę naraz, gdy przejmuje inną organizację i trzeba zszyć dwie załogi, oraz gdy nowi ludzie są rozproszeni po lokalizacjach i inaczej nigdy się nie spotkają.

Format nie musi być kosztowny. Jeden dzień, w którym nowe osoby wspólnie rozwiązują realne zadanie z życia firmy i kończą prezentacją przed zarządem, robi więcej niż tydzień prezentacji o historii marki. Warunek jest jeden i ten sam co przy każdym wydarzeniu: większość uczestników ma mieć rolę, nie miejsce na widowni. Rozpisałem tę zasadę przy okazji doboru atrakcji na spotkania firmowe.

Uczciwie: wydarzenie wdrożeniowe nie naprawi złego onboardingu. Jeżeli po nim człowiek wraca do biurka, przy którym nikt na niego nie czeka, jeden dzień nic nie zmieni.

Co mierzyć, żeby wiedzieć, czy wdrożenie zadziałało?

Ankieta „czy jesteś zadowolony z onboardingu" mierzy grzeczność nowej osoby. Potrzebujesz danych o zachowaniach i o czasie.

Cztery wskaźniki, które mają sens

  • Retencja po dziewięćdziesięciu dniach. Podstawowa liczba. Odejścia w tym oknie są niemal zawsze błędem wdrożenia albo rekrutacji, rzadko wynagrodzenia.
  • Czas do pierwszej samodzielności. Po ilu dniach nowa osoba wykonuje typowe zadanie bez pytania kogokolwiek o pomoc.
  • Liczba kontaktów spoza własnego działu. Proste pytanie po miesiącu: z iloma osobami spoza zespołu rozmawiałeś dłużej niż pięć minut.
  • Ocena wdrożenia po trzech miesiącach. Nie w pierwszym tygodniu, kiedy wszyscy są mili, tylko wtedy, gdy człowiek zna już realia.

Metodykę zbierania takich danych opisałem osobno w tekście o ewaluacji wydarzeń firmowych — mechanizm jest ten sam, zmienia się tylko przedmiot pomiaru.

Podsumowanie

Onboarding jest najtańszym momentem, w którym firma może zatrzymać człowieka, którego właśnie kosztownie zrekrutowała. Wystarczy potraktować pierwsze trzydzieści dni jak zaprojektowane doświadczenie: z rolą od pierwszego dnia, kontaktem poza własnym działem, widokiem firmy od środka i jedną osobą odpowiedzialną z imienia.

Zapamiętaj!

  • Pierwsze trzydzieści dni weryfikuje wszystkie obietnice z rekrutacji.
  • Standardowy onboarding załatwia formalności i nie buduje przywiązania.
  • Rola od pierwszego dnia działa mocniej niż folder powitalny.
  • Wydarzenie wdrożeniowe ma sens przy grupie, po fuzji albo przy rozproszeniu, nie przy pojedynczej rekrutacji.
  • Mierz retencję po dziewięćdziesięciu dniach i czas do pierwszej samodzielności.

FAQ: onboarding nowego pracownika

Ile powinien trwać onboarding?

Część intensywna około miesiąca, pełne wdrożenie do samodzielności od trzech do sześciu miesięcy, zależnie od stanowiska. Błędem jest zamykanie procesu po tygodniu formalności i uznawanie, że reszta ułoży się sama.

Kto powinien odpowiadać za wdrożenie nowej osoby?

Jedna osoba z imienia i nazwiska, najlepiej z zespołu, do którego trafia nowy pracownik, a nie dział kadr jako instytucja. Kadry odpowiadają za proces i dokumenty, opiekun za to, żeby człowiek miał do kogo pójść z pytaniem, które wydaje mu się głupie.

Czy onboarding zdalny może działać tak samo dobrze?

Może, ale wymaga więcej zaplanowanych spotkań. W biurze część kontaktów powstaje przypadkiem, przy kawie i na korytarzu. Zdalnie nie powstaje nic, czego ktoś wcześniej nie umówił, więc rozmowy z osobami spoza zespołu trzeba wpisać do kalendarza.

Co zrobić, gdy nowa osoba przychodzi w środku gorącego okresu?

Skrócić program, nie rezygnować z niego. Nawet w szczycie sezonu da się zapewnić jedno zadanie z widocznym efektem, jedno spotkanie poza działem i jedną wizytę tam, gdzie powstaje produkt. Resztę przenieś, ale ustal termin.

Jak wdrażać kilka osób naraz?

Wspólna część poznawcza i osobne ścieżki stanowiskowe. Grupa daje efekt uboczny, którego nie ma przy pojedynczym wdrożeniu: nowi ludzie tworzą własną sieć wsparcia i część pytań zadają sobie nawzajem, zamiast czekać na opiekuna.

Czy warto robić onboarding dla osób awansowanych wewnątrz firmy?

Warto i prawie nikt tego nie robi. Człowiek, który po awansie zarządza wczorajszymi kolegami, potrzebuje wsparcia w nowej roli bardziej niż osoba z zewnątrz potrzebuje haseł do systemów.

Chcesz, żeby pierwsze trzydzieści dni w Twojej firmie miało scenariusz, a nie listę zadań do odhaczenia? Umów konsultację: przejdziemy przez obecny proces i zaprojektujemy wdrożenie jako doświadczenie. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak