Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: co badania nad czasem reakcji na leada mówią o pierwszej godzinie po rozmowie, skąd wzięła się popularna liczba o osiemdziesięciu procentach zmarnowanych kontaktów targowych i dlaczego nie da się jej potwierdzić, jak zaprojektować follow-up przed targami zamiast po nich, kto konkretnie odpowiada za który kontakt i co policzyć po trzydziestu i dziewięćdziesięciu dniach.
W skrócie: Wartość targów rozstrzyga się nie na stoisku, tylko w kilkudziesięciu godzinach po nim. Badanie opublikowane przez Harvard Business Review pokazało, że firmy odpowiadające na leada w ciągu godziny mają blisko siedmiokrotnie większą szansę na jego zakwalifikowanie niż te, które odpowiadają później. Follow-up trzeba więc zaprojektować przed wyjazdem, z nazwiskami i terminami, a nie ustalać w poniedziałek po powrocie.
Dwie sceny z tego samego tygodnia targowego. W pierwszej handlowiec wraca do hotelu o dwudziestej pierwszej, otwiera laptopa i wysyła trzy maile do osób, z którymi rozmawiał po południu. W drugiej zespół pakuje stoisko, wrzuca plik z kontaktami na dysk współdzielony i umawia się, że „w przyszłym tygodniu to ogarniemy”.
Obie firmy zapłaciły za powierzchnię podobne pieniądze. Tylko jedna z nich kupiła sobie szansę na rozmowę handlową. Ten tekst jest o tym, co dzieje się między demontażem a pierwszym spotkaniem. Przygotowanie samego udziału opisuję osobno, w tekście o tym, jak przygotować udział w targach.
Najmocniejszy materiał na ten temat pochodzi z artykułu „The Short Life of Online Sales Leads”, opublikowanego w Harvard Business Review w marcu dwa tysiące jedenastego roku przez Jamesa Oldroyda, Kristinę McElheran i Davida Elkingtona. Autorzy przeanalizowali milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy leadów obsłużonych przez czterdzieści dwie firmy i osobno zmierzyli czas reakcji w dwóch tysiącach dwustu czterdziestu jeden amerykańskich przedsiębiorstwach.
Trzy liczby z tego badania warto mieć w głowie przed każdymi targami.
Co pokazały dane:
Średni czas odpowiedzi wśród tych, które w ogóle zareagowały w ciągu trzydziestu dni, wyniósł czterdzieści dwie godziny. Czyli mniej więcej tyle, ile trwa podróż powrotna z targów plus jeden dzień na uporządkowanie biurka.
W branżowym internecie krąży liczba mówiąca, że osiemdziesiąt procent leadów targowych nigdy nie doczekuje się kontaktu. Widziałem ją w kilkunastu artykułach i prezentacjach. Sprawdziłem, skąd pochodzi, i nie udało mi się dotrzeć do badania, które by ją potwierdzało. Kolejne teksty cytują siebie nawzajem albo nie podają źródła w ogóle.
Nie twierdzę, że jest fałszywa. Twierdzę, że nie ma umocowania, którego można by użyć w rozmowie z zarządem. Jeśli ktoś wstawi ją do prezentacji, a prezes zapyta o źródło, nie będzie czego pokazać.
Druga uczciwa uwaga dotyczy badania z Harvard Business Review. Dotyczyło ono leadów przychodzących z formularzy internetowych, nie kontaktów zebranych przy stoisku. Mechanizm jest podobny, bo w obu przypadkach chodzi o świeżość intencji po stronie kupującego, ale nie jest to ten sam materiał. Traktuję te liczby jako mocną wskazówkę, nie jako dowód dotyczący wprost targów.
Trzecia rzecz to skala rynku, na którym o tym mówimy. Polska Izba Przemysłu Targowego w raporcie „Targi w Polsce w 2024 roku” podaje sto dwadzieścia dziewięć imprez targowych, siedemnaście tysięcy siedemset wystawców i milion trzysta osiemdziesiąt tysięcy zwiedzających. To jest realna liczba rozmów, które każdego roku kończą się albo kontaktem, albo plikiem na dysku.
Bo po targach nie ma na to czasu ani energii. Zespół wraca zmęczony, ma tydzień zaległości w skrzynce, a osoba, która rozmawiała z konkretnym człowiekiem, następnego dnia jedzie do klienta.
Z mojego doświadczenia to jest ten sam mechanizm, który psuje większość wydarzeń firmowych. Wszyscy projektują to, co widać, i nikt nie projektuje tego, co dzieje się potem. Przy targach konsekwencja jest jednak twardsza, bo tu da się policzyć pieniądze.
Pięć rzeczy do ustalenia przed wyjazdem:
Ostatni punkt bywa traktowany jak biurokracja i jest najważniejszy. Bez niego zadanie rozmywa się między ludźmi, którzy wszyscy uważają, że ktoś inny się tym zajął.
Wysyłanie tej samej wiadomości do wszystkich jest tańsze i daje wyniki proporcjonalne do włożonej pracy. Przy targach warto rozdzielić kontakty na trzy koszyki jeszcze na miejscu, na stoisku, a nie po powrocie.
Trzy koszyki i co z nimi robić:
Podział na trzy koszyki ma jedną zaletę, której nie ma żadna automatyzacja: zmusza handlowca do zapisania notatki w momencie, w którym jeszcze pamięta rozmowę. Dwa dni później zostaje samo nazwisko.
Różnica między kontaktem, na który ktoś odpowiada, a kontaktem ignorowanym rzadko wynika z długości czy grzeczności. Wynika z tego, czy odbiorca poznaje w wiadomości swoją własną rozmowę.
Pierwsze zdanie ma odtworzyć konkret: co zostało powiedziane, przy jakiej okazji, czego dotyczyło pytanie. Drugie ma zaproponować następny krok, który jest mniejszy niż spotkanie handlowe. Trzecie ma podać termin. Tyle wystarczy.
Czego nie robić: nie wysyłać katalogu, nie zaczynać od historii firmy, nie pisać, że „było nam miło gościć Państwa na stoisku”. Odbiorca był na dziesięciu stoiskach i dostał dziesięć takich maili.
Frekwencja na stoisku i liczba zebranych wizytówek to metryki operacyjne. Mówią, że stoisko działało, nie że targi się opłaciły.
Cztery wskaźniki ustalone przed wyjazdem:
Ostatni wskaźnik jest jedynym, który pozwala rozmawiać o zwrocie. Wymaga jednak, żeby koszt udziału był policzony uczciwie, razem z czasem zespołu. Jak to zrobić, rozpisuję w tekście o tym, ile realnie kosztuje udział w targach.
Spodziewam się, że w najbliższych latach różnica między wystawcami będzie się przesuwać z jakości stoiska na jakość procesu po targach. Dwa argumenty za. Pierwszy: stoiska wyrównały się wizualnie, bo wszyscy korzystają z podobnych wykonawców i podobnych materiałów. Drugi: narzędzia do skanowania i zapisu kontaktu potaniały na tyle, że nie są już barierą, więc przewagę daje to, co firma z tym kontaktem robi w ciągu doby.
Argument przeciw jest równie poważny. Proces po targach wymaga dyscypliny zespołu sprzedaży, a ta jest trudniejsza do kupienia niż ładna zabudowa. Część firm będzie dalej wybierać to, co widać na zdjęciach z hali, bo to łatwiej obronić w rozmowie o budżecie.
Przy rozmowach z konkretną potrzebą tego samego dnia, najlepiej w ciągu kilku godzin. Badanie opublikowane przez Harvard Business Review dotyczyło wprawdzie leadów z formularzy internetowych, a nie kontaktów targowych, ale mechanizm jest ten sam: intencja kupującego jest najświeższa zaraz po rozmowie. Przy kontaktach rozpoznawczych wystarczą dwa dni. Przy zwykłej wymianie wizytówek jeden mail i zapis do bazy.
Tak, jeśli macie kogo do tego wyznaczyć. Najlepiej działa podział: osoba na stoisku rozmawia i zapisuje notatki, osoba w biurze wysyła wiadomości tego samego dnia po południu. Wysyłanie maili przez handlowca, który za dziesięć minut ma kolejną rozmowę, kończy się zwykle tym, że nie robi ani jednego, ani drugiego dobrze.
Sama liczba nic nie mówi, dopóki nie wiadomo, ile z nich miało realną potrzebę. Dwadzieścia rozmów z konkretem jest warte więcej niż trzysta zeskanowanych identyfikatorów. Dlatego sensowniejszym celem przed targami jest liczba rozmów kwalifikowanych, a nie liczba zebranych kontaktów. Zmienia to też zachowanie zespołu na stoisku, bo przestaje się opłacać zatrzymywanie każdego przechodnia.
Ustalić przed wyjazdem, kto jest właścicielem którego typu kontaktu, i zapisać to na kartce powieszonej na zapleczu stoiska. Najczęstszy błąd polega na tym, że marketing zbiera kontakty, sprzedaż uważa je za swoje, a nikt nie ma obowiązku odezwania się pierwszy. Osoba pilnująca procesu w środę po targach rozwiązuje ten problem taniej niż jakikolwiek system.
Rozwiązuje problem szybkości i zapisu, nie rozwiązuje problemu treści. Automatyczna wiadomość wysłana w ciągu godziny jest lepsza niż brak wiadomości, ale gorsza niż trzy zdania odnoszące się do konkretnej rozmowy. Rozsądny układ to automatyczne potwierdzenie kontaktu plus wiadomość osobista od człowieka, który rozmawiał, w ciągu tej samej doby.
Liczbami z dwóch momentów: trzydziestu i dziewięćdziesięciu dni po wydarzeniu. Frekwencja i liczba wizytówek nie są argumentem, bo nie przekładają się na nic, co widać w wyniku. Sposób budowania takiego raportu opisuję w tekście o ewaluacji eventu firmowego, a logikę całego procesu sprzedażowego wokół wydarzenia w materiale o tym, jak zamienić event w leady.
Trzy próby w ciągu miesiąca, każda z inną treścią i inną propozycją następnego kroku, potem przeniesienie do bazy do kampanii długoterminowej. Dalsze dopisywanie się co tydzień nie zwiększa szans, a psuje markę w oczach kogoś, kto po prostu nie ma teraz potrzeby. Brak odpowiedzi bywa informacją, że kwalifikacja na stoisku była zbyt optymistyczna.
Świadomie nie podaję popularnej liczby o osiemdziesięciu procentach niewykorzystanych leadów targowych. Nie znalazłem badania, które by ją potwierdzało, a powtarzanie jej bez źródła osłabiałoby argument, zamiast go wzmacniać.
Wypiszcie na jednej kartce dwie rzeczy: kto pisze do kogo i w jakim czasie. Jeśli tej kartki nie ma, targi kończą się w momencie demontażu, a to, co zostaje, jest plikiem, nie procesem.
Planujecie udział w targach i chcecie, żeby proces po wydarzeniu był rozpisany razem ze stoiskiem? Napiszcie, jaka to branża i ilu ludzi jedzie, a powiem, jak rozłożyć role i co policzyć po trzydziestu dniach. Jeśli dopiero rozstrzygacie sens samego udziału, zacznijcie od tekstu o tym, dlaczego obecność konkurencji jest najdroższym powodem wyjazdu, a potem sprawdźcie, kogo wysłać na stoisko.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.