Blog

Networking na wydarzeniu firmowym: jak zaprojektować pierwszą rozmowę

Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego część uczestników unika networkingu z powodu, który nie ma nic wspólnego z nieśmiałością, kto w organizacji ma z tym najtrudniej i dlaczego to akurat ta grupa, jakie zastrzeżenia trzeba postawić wobec najczęściej cytowanego badania w tym obszarze, siedem mechanik obniżających koszt pierwszej rozmowy oraz czego nie robić, choć wszyscy to robią.

W skrócie: Ludzie nie unikają networkingu dlatego, że są nieśmiali. Unikają go dlatego, że rozmowa podjęta z wyrachowania sprawia im moralną przykrość, a właśnie tak wygląda networking, do którego ich zapraszacie. Rozwiązaniem jest pretekst: powód do rozmowy, który nie jest interesem. Waszą robotą jest ten pretekst dostarczyć, a nie zachęcić ludzi hasłem „networkujcie się".

Pierwsza scena: przerwa kawowa na konferencji dla dwustu osób. Przy wysokim stoliku stoi kobieta z kawą i telefonem. Wygląda na zajętą i nie jest. Przez dwadzieścia minut nie odzywa się do nikogo, po czym wraca na salę i myśli o sobie, że jest słaba w networkingu.

Druga scena: ta sama osoba, inne wydarzenie. Przy wejściu dostała kartkę z jednym pytaniem i prośbą, żeby znaleźć kogoś, kto odpowiada inaczej niż ona. Po siedmiu minutach rozmawia z dwiema osobami o tym, jak ich firmy rozliczają budżet szkoleniowy. Wieczorem wymienia się kontaktami z jedną z nich.

Nic się w tej osobie nie zmieniło. Zmieniło się to, że za drugim razem miała powód, żeby się odezwać, i ten powód nie brzmiał „chcę coś od ciebie".

Dlaczego networking tylu osobom nie wychodzi?

Krótka odpowiedź: bo nawiązywanie kontaktów dla korzyści zawodowej wywołuje u ludzi poczucie moralnego dyskomfortu, i to na tyle silne, że wpływa na ich zachowanie.

To nie jest publicystyczna teza, tylko przedmiot badań. Tiziana Casciaro, Francesca Gino i Maryam Kouchaki opisali w 2014 roku serię czterech badań pod tytułem „The Contaminating Effects of Building Instrumental Ties". Rozdzielili w nich dwa wymiary kontaktu: treść, czyli zawodową albo osobistą, oraz sposób nawiązania, czyli instrumentalny, podjęty celowo dla korzyści, albo spontaniczny.

Wyniki, w skrócie i z liczbami, jakie podają autorzy:

  • W pierwszym badaniu na 306 osobach uczestnicy przypominający sobie instrumentalne kontakty zawodowe generowali średnio 1,21 skojarzeń związanych z myciem i czystością wobec 0,66 w grupie wspominającej kontakty spontaniczne.
  • W drugim, na 85 osobach, deklarowane poczucie zabrudzenia wyniosło 2,13 wobec 1,43 dla kontaktów spontanicznych i osobistych.
  • W trzecim, na 165 prawnikach, poczucie zabrudzenia obniżało częstotliwość nawiązywania kontaktów, a ta z kolei przekładała się dodatnio na oceny efektywności zawodowej.

Ostatni punkt jest tu najważniejszy dla biznesu. Dyskomfort prowadzi do unikania, unikanie do gorszych wyników. Koszt nie rozkłada się równo.

Kto ma z tym najtrudniej?

Czwarte badanie z tej serii odpowiada na to pytanie w sposób, który powinien zmienić projektowanie każdego firmowego wydarzenia.

Osoby o wysokiej pozycji zawodowej nie wykazywały różnicy między kontaktem zawodowym a osobistym. Osoby o pozycji niższej owszem, i to wyraźnie. Autorzy raportują istotny efekt pozycji: im wyższy szczebel, tym mniejsze poczucie dyskomfortu przy kontaktach instrumentalnych.

Wytłumaczenie jest proste i niewygodne. Dyrektor, który podchodzi do kogoś na konferencji, ma poczucie, że ma coś do zaoferowania. Specjalista z trzyletnim stażem ma poczucie, że przychodzi prosić. Pierwsze jest wymianą, drugie żebraniem, i to różnica odczuwana fizycznie.

Wniosek projektowy: kiedy mówicie „zachęcamy do networkingu", mówicie to do sali, w której część ludzi ma zadanie łatwe, a część bardzo trudne. Ci pierwsi i tak by rozmawiali. Ci drudzy potrzebują od Was konstrukcji, nie zachęty.

Dane, które się nie zgadzają

Tu muszę postawić zastrzeżenie, którego nie zobaczycie w żadnym polskim tekście cytującym to badanie, a które jest konieczne.

Jedna ze współautorek, Francesca Gino, została w 2023 roku objęta zarzutami dotyczącymi rzetelności danych w kilku innych swoich pracach. Część jej publikacji wycofano. To badanie do wycofanych nie należy, ale zostało poddane przeglądowi.

Z dokumentacji projektu weryfikującego dorobek tej autorki wynika, że Gino uczestniczyła w zbieraniu danych wyłącznie w badaniu pierwszym. Dane z badań od drugiego do czwartego zbierały i miały do dyspozycji pozostałe współautorki. Komitet powołany przez czasopismo odtworzył wyniki badań drugiego, trzeciego i czwartego, wskazując przy tym kilka poprawek: powtórzone zgłoszenia ośmiu uczestników w badaniu trzecim, nieścisłość w opisie zmiennych kontrolnych oraz błąd kodowania dotyczący dwóch ze 149 uczestników badania czwartego, przez który jeden z kluczowych efektów stał się istotny jedynie na granicy.

Co z tego wynika praktycznie: mechanizm jest udokumentowany, ale mniej mocno, niż sugeruje jego popularność w prezentacjach. Efekt związany z pozycją zawodową, ten najciekawszy dla organizatorów, po korekcie jest słabszy. Traktujcie to jako dobrą hipotezę roboczą, która zgadza się z obserwacją z sali, a nie jako prawo fizyki.

Druga uwaga: to są badania na próbkach amerykańskich i na prawnikach. Polski kontekst kulturowy, w którym rozmowa z nieznajomym jest domyślnie mniej oczywista niż w Stanach, prawdopodobnie wzmacnia efekt, ale tego akurat nikt nie zmierzył.

Co z tego wynika dla projektowania wydarzeń?

Jedna zasada, z której wynika cała reszta: dajcie ludziom powód do rozmowy, który nie jest interesem.

Kiedy dwie osoby rozmawiają, bo mają wspólne zadanie, wspólny problem albo zostały o to poproszone przez organizatora, rozmowa przestaje być instrumentalna. Interes może się z niej wyłonić później i zwykle się wyłania, ale pierwszy krok jest czysty.

Dokładnie ten mechanizm opisują osobiste historie o pokonaniu lęku przed networkingiem, które krążą w środowisku. Pojedyncze „cześć" powiedziane w sytuacji, która dawała do tego pretekst, uruchamia łańcuch znajomości, współprac i projektów ciągnący się latami. Rzecz w tym, że w tych historiach prawie zawsze był pretekst. Ktoś przedstawił, było wspólne zadanie, ktoś zapytał o coś konkretnego.

Organizator, który zostawia tę część przypadkowi, w praktyce obsługuje tylko tę część sali, która poradziłaby sobie i bez niego.

Siedem mechanik, które działają

  • Pytanie na identyfikatorze. Zamiast samej nazwy firmy jedno pole wypełniane przy rejestracji: nad czym teraz pracuję, czego szukam, co mnie ostatnio zaskoczyło. Daje każdemu gotowy początek zdania.
  • Zadanie zamiast zachęty. Kartka z jednym pytaniem i prośbą o znalezienie kogoś, kto odpowiada inaczej. Koszt zerowy, skuteczność wysoka, bo rozmowa jest cudzym poleceniem, nie własną inicjatywą.
  • Stoły tematyczne z gospodarzem. Sześć stołów, sześć tematów, przy każdym jedna osoba odpowiedzialna za rozmowę. Uczestnik wybiera temat, nie ludzi, więc nie musi nikogo oceniać wzrokiem z drugiego końca sali.
  • Przedstawianie przez trzeciego. Gospodarz wydarzenia, który zna salę i świadomie łączy ludzi, jest najskuteczniejszym narzędziem networkingowym, jakie istnieje. To rola, nie uprzejmość, i warto ją komuś przypisać z imienia.
  • Pytanie przy rejestracji, kogo uczestnik chce spotkać. Odpowiedzi dają Wam mapę potrzeb i pozwalają robić przedstawienia celowo. To samo pytanie podnosi też frekwencję, o czym pisałem w tekście o rejestracji na wydarzenie.
  • Wspólne robienie czegoś. Warsztat, gra, zadanie zespołowe, gotowanie. Dowolna czynność, która daje rękom zajęcie, zdejmuje z rozmowy ciężar bycia celem samym w sobie.
  • Miejsce dla tych, którzy nie chcą rozmawiać. Strefa cicha bez stygmatu. Paradoksalnie podnosi liczbę rozmów, bo ludzie, którzy mogą odpocząć, wracają do sali zamiast wychodzić do domu.

Czego nie robić, choć wszyscy to robią

  • Rundka „każdy mówi kilka słów o sobie" na sali powyżej piętnastu osób. Dla części uczestników to najgorsze dziesięć minut dnia, a wartość informacyjna jest bliska zeru, bo nikt nie zapamięta dwudziestu autoprezentacji.
  • Speed networking bez tematu. Trzy minuty z nieznajomym bez pytania, na które trzeba odpowiedzieć, produkuje dwadzieścia razy tę samą wymianę wizytówek i zero relacji.
  • Hasło „networking" w agendzie bez żadnej konstrukcji. To jest przerzucenie roboty na uczestnika i ogłoszenie, że za tę część nikt nie odpowiada.
  • Łączenie w pary na siłę przez prowadzącego ze sceny. Działa przy grupach, które się znają. Na wydarzeniu otwartym część sali po prostu wychodzi do toalety.
  • Alkohol jako plan na relacje. Obniża opór i obniża też wartość rozmowy. Następnego dnia mało kto pamięta, z kim rozmawiał i o czym.

Szerzej o tym, dlaczego firmowe wydarzenia tak często nie budują relacji mimo dobrego budżetu, pisałem w tekście o osamotnieniu w tłumie na firmowych eventach.

Jak to zmierzyć?

Networking jest tym elementem programu, który najczęściej ocenia się wrażeniem. Da się lepiej.

  • Liczba nowych kontaktów na uczestnika. Jedno pytanie w ankiecie: z iloma osobami, których wcześniej nie znałeś, rozmawiałeś dłużej niż pięć minut.
  • Odsetek uczestników z zerem. To jest ważniejszy wskaźnik niż średnia, bo średnia ukrywa ludzi, którzy nie odezwali się do nikogo.
  • Kontakt po miesiącu. Czy z kimś poznanym na wydarzeniu był jakikolwiek kontakt później. To jedyny wskaźnik, który mówi o relacji, a nie o wymianie wizytówek.
  • Pytanie o komfort, nie o zadowolenie. „Czy łatwo było zacząć rozmowę" daje Wam więcej niż „czy podobało się wydarzenie".

Trzy decyzje podjęte wcześnie

Networking na wydarzeniu sprowadza się do trzech decyzji: czy dostarczacie pretekst do rozmowy, czy ktoś z imienia odpowiada za łączenie ludzi i czy mierzycie odsetek uczestników, którzy nie porozmawiali z nikim. Agenda z hasłem „networking" i bez tych trzech rzeczy jest deklaracją, nie programem.

Strukturę całego dnia integracyjnego, razem z tym, co robić między atrakcjami, rozpisałem w przewodniku po imprezie integracyjnej, a rolę osoby prowadzącej i różnice między typami prowadzących w tekście o mistrzu ceremonii i konferansjerze.

Zapamiętaj!

  • Unikanie networkingu częściej wynika z dyskomfortu moralnego niż z nieśmiałości. Rozmowa podjęta dla korzyści sprawia ludziom przykrość.
  • Koszt nie rozkłada się równo. Osoby na niższych stanowiskach mają z tym wyraźnie trudniej niż kadra kierownicza.
  • Rozwiązaniem jest pretekst, czyli powód do rozmowy, który nie jest interesem. Zadanie, pytanie, wspólna czynność.
  • Przedstawianie przez trzecią osobę jest najskuteczniejszą mechaniką networkingową. Przypiszcie tę rolę komuś z imienia.
  • Mierzcie odsetek uczestników, którzy nie rozmawiali z nikim. Średnia liczba kontaktów ukrywa dokładnie ten problem.

FAQ: networking na wydarzeniu

Czy networking to kwestia charakteru?

W mniejszym stopniu, niż się zakłada. Badania nad kontaktami instrumentalnymi pokazują, że dyskomfort pojawia się u ludzi niezależnie od temperamentu, a najmocniej różnicuje go pozycja zawodowa. Osoba nieśmiała z dobrym pretekstem rozmawia. Osoba otwarta bez pretekstu często też stoi przy stoliku.

Czy speed networking działa?

Działa pod warunkiem, że każda runda ma konkretne pytanie do omówienia. Bez tego zamienia się w serię autoprezentacji, po których nikt nikogo nie pamięta.

Ile czasu przeznaczyć na networking w agendzie?

Ważniejsze od długości jest to, czy ten czas ma strukturę. Dwadzieścia minut z zadaniem daje więcej niż godzina z hasłem. Jeżeli rozmowy są celem wydarzenia, powinny mieć w agendzie własny blok, a nie miejsce między prelekcjami.

Jak pomóc osobom, które przyszły same i nikogo nie znają?

Najskuteczniejsze jest przedstawienie przez gospodarza, który zna salę. Drugim rozwiązaniem są stoły tematyczne, przy których wybiera się temat zamiast ludzi. Trzecim pytanie na identyfikatorze, dzięki któremu każdy ma gotowy początek zdania.

Czy alkohol pomaga w nawiązywaniu kontaktów?

Obniża opór i obniża jakość rozmowy. Jako element wieczoru ma sens, jako plan na budowanie relacji nie, bo rozmowy prowadzone w tym trybie rzadko mają ciąg dalszy.

Czy da się projektować networking na wydarzeniu wewnętrznym?

Tak, i tam jest to nawet ważniejsze, bo cel bywa wprost zdefiniowany jako przemieszanie działów. Działają te same mechaniki: zadanie wspólne, stoły tematyczne, świadome sadzanie ludzi i rezygnacja z ustawienia teatralnego.

Jak przekonać zarząd, że warto na to wydać czas programu?

Pokazując koszt jego braku. Wydarzenie, po którym połowa uczestników nie poznała nikogo nowego, kosztowało tyle samo i nie dostarczyło tego, po co się je robi. Ten odsetek da się zmierzyć jednym pytaniem w ankiecie.

Źródła

  • Tiziana Casciaro, Francesca Gino, Maryam Kouchaki, „The Contaminating Effects of Building Instrumental Ties: How Networking Can Make Us Feel Dirty", Harvard Business School, dokument roboczy 14-108, 2014. Cztery badania na próbkach od 85 do 306 osób, w tym badanie na 165 prawnikach.
  • Dokumentacja projektu weryfikującego dorobek Franceski Gino oraz korekta redakcyjna do tej publikacji: udział tej autorki w zbieraniu danych ograniczony do badania pierwszego, wyniki badań od drugiego do czwartego odtworzone przez komitet czasopisma z kilkoma poprawkami, w tym osłabieniem jednego z kluczowych efektów w badaniu czwartym.
  • The Awwwesomes: osobista relacja o lęku przed networkingiem i o tym, jak pojedyncze wejście w relację uruchomiło łańcuch współprac i wydarzeń.
  • Praktyka projektowa autora: konferencje, spotkania branżowe i wydarzenia integracyjne realizowane dla firm w Polsce.

Macie w agendzie słowo „networking" i przeczucie, że połowa sali z niego nie korzysta? Napisz, jaki to format, ilu uczestników i kto się zna, a zaproponuję trzy mechaniki dopasowane do tej sali. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak