Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: czym keynote różni się od zwykłego wystąpienia i dlaczego projektuje się go po ułożeniu agendy, co badania nad zapamiętywaniem sekwencji mówią o pierwszym i ostatnim punkcie programu, dlaczego z tych samych badań wynika, że otwarcie nie decyduje o ocenie całego dnia, jak zbudować wystąpienie otwierające pod program zamiast pod siebie i co policzyć, żeby sprawdzić, czy zadziałało.
W skrócie: Keynote nie ma być najlepszym wystąpieniem dnia. Ma być ramą, w której reszta programu nabiera sensu. Badania nad zapamiętywaniem sekwencji pokazują przewagę pierwszego i ostatniego elementu, ale prace nad oceną doświadczeń dodają rzecz niewygodną dla otwarcia: o ocenie całości decyduje raczej moment najsilniejszy i zakończenie.
Otwarcie konferencji, dziewiąta trzydzieści, sala pełna po raz jedyny tego dnia. Mówca dostał czterdzieści minut i wykorzystuje je na przegląd trendów w swojej branży. Wystąpienie jest dobre. Nie ma żadnego związku z sześcioma punktami, które nastąpią po nim.
Inna konferencja, ten sam slot. Mówca dostał program dwa tygodnie wcześniej i zbudował wystąpienie wokół jednego pytania, do którego wracają potem trzy kolejne osoby na scenie, każda ze swojej strony. Uczestnik wychodzi z dnia z jedną myślą, a nie z sześcioma.
Różnica nie leży w jakości mówcy. Leży w tym, czy ktoś dał mu program przed napisaniem prezentacji. O tym, jak ten program ułożyć, pisałem w tekście o programie konferencji.
Zakresem odpowiedzialności, nie długością ani honorarium. Prelegent odpowiada za treść swojego bloku i nie musi znać reszty agendy. Keynote odpowiada za ramę całego dnia, więc musi ją znać, zanim cokolwiek napisze.
Praktyczne konsekwencje są trzy. Wystąpienie otwierające powstaje jako ostatnie w kolejności projektowania, bo wymaga gotowego programu. Wymaga rozmowy z organizatorem, nie tylko briefu. I bywa celowo mniej efektowne niż wystąpienia w środku dnia, bo jego zadaniem jest ustawić perspektywę, a nie wygrać konkurs na najmocniejszy punkt.
Jest jeszcze czwarta konsekwencja, czysto operacyjna. Polska Organizacja Turystyczna podaje, że sześćdziesiąt dziewięć procent konferencji w Polsce trwa jeden dzień. Otwarcie jest więc jedynym momentem, w którym sala jest kompletna i wypoczęta. Drugiego takiego momentu nie będzie.
Zjawisko, na które powołują się organizatorzy, mówiąc o sile otwarcia, nazywa się efektem pozycji w szeregu. Bennet Murdock opisał je w badaniach nad swobodnym odtwarzaniem w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim roku, a Murray Glanzer i Anita Cunitz rozdzielili w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym szóstym roku dwa mechanizmy, które za nim stoją.
Wniosek jest prosty: z sekwencji zapamiętujemy lepiej początek i koniec niż środek. Dla programu konferencji oznacza to, że pierwszy i ostatni punkt mają przewagę, której nie da się kupić ani honorarium, ani techniką sceniczną.
Z tego wynikają dwie decyzje projektowe, które kosztują zero złotych. Najważniejszą tezę dnia umieszcza się w otwarciu albo w zamknięciu, nigdy w trzecim bloku po lunchu. A program zamyka się osobą, która streszcza dzień, zamiast pozwolić, żeby ostatnim punktem było przypadkowe wystąpienie wybrane z powodów grzecznościowych.
Trzy zastrzeżenia, o których nie usłyszycie w ofercie mówcy otwierającego.
Pierwsze i najpoważniejsze: prace Murdocka oraz Glanzera i Cunitz dotyczyły zapamiętywania list słów w warunkach laboratoryjnych, nie sekwencji czterdziestominutowych wystąpień rozłożonych na osiem godzin z przerwami. Przenoszę z nich kierunek, nie wielkość efektu. Kto pokazuje wykres zapamiętywania punktów programu, rysuje go z wyobraźni.
Drugie działa przeciwko tezie o sile otwarcia. Daniel Kahneman i Barbara Fredrickson opisali w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym trzecim roku, że ocena całego doświadczenia zależy głównie od jego najsilniejszego momentu i od zakończenia, a nie od czasu trwania ani od początku. Jeśli to przenieść na konferencję, otwarcie ustawia rozumienie dnia, ale o ocenie całości rozstrzyga coś innego. Keynote, który ma być jednocześnie ramą i najmocniejszym punktem, obiecuje dwie rzeczy naraz.
Trzecie jest rynkowe. Nie znalazłem badania mierzącego wpływ jakości otwarcia na powrót uczestników na kolejną edycję. To jest liczba, którą organizatorzy mogliby policzyć sami, i prawie nikt tego nie robi.
Punktem wyjścia jest gotowa agenda i jedno zdanie opisujące, co uczestnik ma wynieść z całego dnia. Dopiero z tego powstaje wystąpienie.
Pięć decyzji przy budowaniu otwarcia:
Punkt czwarty wymaga od organizatora pracy, której zwykle nie wykonuje: powiedzenia mówcy otwierającemu, co powiedzą inni. Bez tego kolizje są nieuniknione i słychać je z sali.
Czterdzieści minut przy jednodniowej konferencji, po krótkim powitaniu ze strony gospodarza, ale przed jakimkolwiek punktem sponsorskim. Otwarcie poprzedzone prezentacją partnera traci połowę siły, bo sala już raz przełączyła się w tryb oglądania reklamy.
Godzina rozpoczęcia ma znaczenie większe, niż się zakłada. Otwarcie o dziewiątej łapie salę niekompletną, bo część uczestników jeszcze dojeżdża. Otwarcie o dziesiątej trzydzieści łapie salę pełną, ale skraca dzień. Kompromis w okolicach dziesiątej działa w większości przypadków, a przy wydarzeniach ogólnopolskich przesuwa się go jeszcze później.
Czego nie robić: nie stawiać keynote po lunchu. To jest slot, w którym skupienie jest najniższe i w którym potrzebny jest format z udziałem sali, a nie czterdzieści minut słuchania.
Otwarcie zwykle dostaje wysokie oceny, bo sala jest wypoczęta. To nie mówi nic o tym, czy spełniło swoje zadanie.
Cztery pomiary:
Trzeci pomiar jest najtańszy i najbardziej bezlitosny. Jeśli dziesięć osób podaje dziesięć różnych odpowiedzi, dzień nie miał ramy, tylko listę punktów. Szerzej o projektowaniu całego przebiegu piszę w tekście o mapie doświadczeń uczestnika.
Spodziewam się, że rola otwarcia będzie się przesuwać z popisu na robotę redakcyjną, a coraz częściej będzie ją wykonywać ta sama osoba, która prowadzi cały dzień. Dwa argumenty za. Pierwszy: przy jednodniowych wydarzeniach, a takie są w Polsce w większości, nie ma budżetu ani czasu na dwie osobne role, więc naturalnie się zlewają. Drugi: ramę dnia najłatwiej utrzymać komuś, kto jest na scenie przy każdym przejściu między punktami.
Argument przeciw jest sprzedażowy. Nazwisko w otwarciu sprzedaje bilety i pakiety partnerskie, a prowadzący całego dnia nie sprzedaje niczego, bo nikt nie kupuje biletu dla konferansjera. Dopóki program promuje się nazwiskami, osobne otwarcie gwiazdorskie przetrwa.
Nie i lepiej, żeby nie był. Otwarcie ma ustawić perspektywę, w której reszta dnia nabiera sensu. Jeśli jest jednocześnie najmocniejszym punktem, wszystko po nim wypada słabiej, a badania nad oceną doświadczeń sugerują, że o wrażeniu z całości i tak zdecyduje moment najsilniejszy oraz zakończenie.
Około czterdziestu minut przy konferencji jednodniowej. Krótsze nie zdąży ustawić ramy, dłuższe zjada czas potrzebny na resztę programu, którego i tak jest mało, skoro większość polskich konferencji zamyka się w jednym dniu.
Po ułożeniu agendy, bo dopiero wtedy wiadomo, jaką ramę ma zbudować. W praktyce oznacza to zaproszenie z briefem zawierającym program, choćby szkicowy, i rozmowę zamiast samego maila. Kolejność odwrotna, czyli nazwisko najpierw, kończy się wystąpieniem obok programu.
Zwykle nie, choć coraz częściej tak bywa przy mniejszych wydarzeniach. To dwie różne role: otwarcie odpowiada za ramę, prowadzenie za przebieg. Kto za co odpowiada wśród osób na scenie, rozpisuję w tekście o tym, kim jest prelegent.
Uprzedzić obie strony przed wydarzeniem i ustalić, kto porusza który wątek. Kolizji nie da się naprawić na scenie, a sala słyszy je natychmiast. Obowiązek leży po stronie organizatora, bo tylko on widzi cały program.
Sprzedaje pierwsze bilety, zwłaszcza przy rozpoznawalnym nazwisku. O tym, czy ktoś kupi bilet na kolejną edycję, decyduje raczej całość doświadczenia. Jak rozłożyć progi cenowe i co mierzyć w sprzedaży, opisuję w tekście o cenach biletów.
Krótkim wystąpieniem jednej osoby, która streszcza dzień i nazywa, co dalej. Dziesięć minut wystarczy. Najgorsze zakończenie to ostatni punkt merytoryczny wybrany z powodów grzecznościowych, po którym uczestnicy rozchodzą się bez domknięcia.
Świadomie nie podaję żadnego wykresu zapamiętywania punktów programu konferencji. Przytoczone badania dotyczyły list słów w warunkach laboratoryjnych, a przeniesienie ich wprost na ośmiogodzinny dzień z przerwami byłoby nadużyciem.
Ułóżcie najpierw agendę i napiszcie jedno zdanie o tym, co uczestnik ma wynieść z całego dnia. Bez tego zdania otwarcie będzie dobrym wystąpieniem, które nie ma czego otwierać.
Budujecie program i zastanawiacie się, kto ma otworzyć dzień? Napiszcie, ile bloków macie i wokół czego się kręcą, a powiem, jaką ramę warto postawić na początku i czym zamknąć. Jeśli w programie jest też panel, zacznijcie od tekstu o tym, jak moderować panel dyskusyjny.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.