Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: co klasyczny eksperyment z biletami teatralnymi mówi o związku między zapłaconą ceną a frekwencją, dlaczego bilet za zero złotych należy do innej kategorii niż bilet tani, które popularne liczby o wejściówkach i nieobecnościach nie mają żadnego źródła, jak rozłożyć progi cenowe w czasie i co policzyć po wydarzeniu, żeby wiedzieć, czy cena była dobrze ustawiona.
W skrócie: Cena biletu nie jest tylko pozycją w budżecie. Jest informacją o tym, czego uczestnik ma się spodziewać, i wpływa na to, czy w ogóle przyjdzie. Eksperyment Hala Arkesa i Catherine Blumer pokazał, że osoby, które zapłaciły pełną cenę za karnet, chodziły na więcej spektakli niż te, które dostały zniżkę. Early bird ma sens, kiedy jest umową, nie wyprzedażą.
Dwa maile w tej samej skrzynce, w tym samym tygodniu. Pierwszy: „Bezpłatna konferencja dla branży, liczba miejsc ograniczona". Drugi: „Zapisy w pierwszej puli do piątku, cena czterysta pięćdziesiąt złotych, potem sześćset".
Na pierwsze wydarzenie zapisze się więcej osób i przyjdzie mniej. Na drugie zapisze się mniej i przyjdzie prawie komplet. Organizator pierwszego będzie tłumaczył sali, że „tak zawsze jest przy darmowych", choć to on sam ustawił warunki tej sytuacji.
Ten tekst jest o tym, co cena robi z zachowaniem uczestnika, zanim jeszcze zrobi cokolwiek z budżetem. O samym procesie zapisu piszę osobno, w materiale o tym, jak zaprojektować rejestrację na wydarzenie.
Najczystszy materiał na ten temat pochodzi z artykułu „The Psychology of Sunk Cost", opublikowanego przez Hala Arkesa i Catherine Blumer w Organizational Behavior and Human Decision Processes w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym piątym roku.
Badacze pracowali z osobami kupującymi karnet na sezon teatralny. Część kupujących, wybranych losowo przy kasie, dostała zniżkę, o którą nie prosiła. Jedni zapłacili pełne piętnaście dolarów, drudzy dwa dolary mniej, trzeci siedem dolarów mniej. Poza ceną nic ich nie różniło, bo o przydziale zdecydował los.
Grupa, która zapłaciła pełną cenę, wykorzystała więcej biletów. Efekt był najsilniejszy w pierwszej części sezonu i zacierał się w drugiej, co samo w sobie jest ważną informacją: pamięć o zapłaconej kwocie ma termin ważności.
Dwa wnioski dla organizatora wydarzenia.
Co z tego wynika dla biletów:
Pierwszy punkt jest argumentem przeciw zbyt wczesnemu otwieraniu sprzedaży. Bilet kupiony dziewięć miesięcy przed wydarzeniem daje przychód wcześniej i frekwencję słabszą, niż sugeruje liczba sprzedanych wejściówek.
W materiałach o sprzedaży biletów krążą dwie liczby, których nie udało mi się przypisać do żadnego badania. Pierwsza mówi, że na darmowe wydarzenia nie przychodzi połowa zapisanych. Druga, że pula early bird odpowiada za około połowę całej sprzedaży.
Obie brzmią prawdopodobnie i obie pochodzą z tekstów, które cytują inne teksty. Kiedy próbowałem dojść do źródła, trafiałem na materiały firm sprzedających systemy do obsługi zapisów, bez metodologii, bez próby i bez roku. To nie znaczy, że są fałszywe. Znaczy, że nie nadają się do prezentacji dla zarządu, bo pierwsze pytanie o źródło kończy rozmowę.
Uczciwa uwaga dotyczy też badania Arkesa i Blumer. Dotyczyło karnetów teatralnych kupowanych przez osoby prywatne, a nie biletów na konferencję branżową opłacanych przez pracodawcę. Kiedy płaci firma, część mechanizmu przestaje działać, bo uczestnik nie czuje wydanych pieniędzy jako swoich. Dlatego przy wydarzeniach opłacanych firmowo lepiej działa inne zobowiązanie niż cena, na przykład imienne potwierdzenie udziału albo wybranie konkretnych sesji przy zapisie.
Trzecia rzecz to skala rynku. Polska Organizacja Turystyczna w raporcie „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025" podaje osiem tysięcy siedemset osiemdziesiąt cztery konferencje i kongresy oraz blisko dwa i pół miliona uczestników w roku dwa tysiące dwudziestym czwartym. Uczestnik wybiera spośród bardzo wielu wydarzeń i każde z nich prosi go o ten sam zasób, czyli o dzień z kalendarza.
Kristina Shampanier, Nina Mazar i Dan Ariely opisali w Marketing Science w dwa tysiące siódmym roku serię eksperymentów z blisko czterystoma uczestnikami. W jednym z nich ludzie wybierali między tanią czekoladką a lepszą truflą.
Kiedy tania czekoladka kosztowała jednego centa, a trufla piętnaście, większość wybierała truflę. Kiedy obniżono obie ceny o jednego centa, czyli tania czekoladka stała się darmowa, popyt odwrócił się gwałtownie na jej korzyść. Dalsza obniżka trufli, z czternastu do dziesięciu centów, nie zmieniła już prawie nic.
Zero nie jest kolejnym punktem na skali cen. Jest osobną kategorią, która włącza inny sposób myślenia: skoro nic nie tracę, nie muszę tego rozważać. Dokładnie ten sam mechanizm działa przy zapisie na bezpłatne wydarzenie i dokładnie ten sam działa rano w dniu wydarzenia, kiedy rezygnacja też nic nie kosztuje.
To nie jest argument przeciw wydarzeniom bezpłatnym. Część formatów musi być darmowa, bo płaci za nie ktoś inny, na przykład partner albo własny dział marketingu. To jest argument za tym, żeby przy zerowej cenie wbudować inny koszt wejścia niż pieniądze.
Cztery zamienniki ceny przy wydarzeniu bezpłatnym:
Ostatni punkt bywa uznawany za nieuprzejmy i jest najskuteczniejszy z całej czwórki. Pod warunkiem że lista rezerwowa naprawdę istnieje, bo inaczej jest to groźba bez pokrycia, którą uczestnicy szybko rozpoznają.
Early bird ma sens wtedy, kiedy jest umową: ty decydujesz się wcześnie, ja daję ci niższą cenę, bo dzięki tobie mogę wcześniej podpisać umowy z dostawcami. Traci sens, kiedy jest sposobem na ratowanie sprzedaży, bo wtedy uczestnicy uczą się, że opłaca się czekać.
Pięć zasad, które trzymają progi w ryzach:
Zasada czwarta jest tą, którą najczęściej się łamie, zwykle w dobrej wierze, bo ktoś napisał z prośbą i szkoda stracić zapis. Koszt widać dopiero przy następnej edycji, kiedy pierwsza pula schodzi wolniej, bo baza nauczyła się czekać.
Odruch podpowiada przedłużenie terminu. To jest najgorsza z dostępnych opcji, bo rozwiązuje problem tego tygodnia kosztem wszystkich następnych edycji.
Sensowniejsze są trzy inne ruchy. Pierwszy: sprawdzić, czy problemem jest cena, czy obietnica. Jeśli program jest ogłoszony w połowie i nikt nie wie, czego się spodziewać, obniżka nie pomoże. Drugi: dodać wartość zamiast zdejmować cenę, na przykład przedwydarzeniowe spotkanie online dla osób z pierwszej puli. Trzeci: otworzyć osobną cenę dla grup z jednej firmy, która formalnie nie jest przedłużeniem progu, tylko inną ofertą.
Jeśli sprzedaż stoi, bo budżet po stronie klienta jest gdzie indziej, często łatwiej domknąć wydarzenie po stronie partnerów niż uczestników. Jak zbudować taką ofertę, rozpisuję w tekście o sponsoringu wydarzenia.
Sama liczba sprzedanych biletów nie odpowiada na to pytanie, bo nie wiadomo, ile z nich zamieniło się w obecność na sali i ile kosztowało ich pozyskanie.
Cztery wskaźniki do zestawienia po wydarzeniu:
Zestawienie pierwszego i czwartego wskaźnika bywa nieprzyjemne. Zdarza się, że najtaniej pozyskana grupa ma najgorsze stawienie się i najsłabszy powrót, czyli kosztuje więcej, niż wynika z cennika. Jak zbudować cały pomiar po wydarzeniu, opisuję w materiale o ewaluacji eventu firmowego.
Spodziewam się, że w najbliższych latach ubywać będzie wydarzeń branżowych całkowicie bezpłatnych dla uczestnika, a przybywać takich z niewielką opłatą albo kaucją. Dwa argumenty za. Pierwszy: koszt pustego krzesła wzrósł, bo wzrosły ceny cateringu i wynajmu, więc nieobecność przestała być neutralna dla budżetu. Drugi: organizatorzy zaczęli mierzyć stawienie się osobno dla każdego źródła zapisów i widzą różnicę czarno na białym.
Argument przeciw jest mocny i dotyczy marketingu. Bezpłatne wydarzenie generuje bazy kontaktów i zasięg, których płatne nie da, a dla części firm to jest główny powód organizowania wydarzenia. Dopóki celem jest liczba zapisów, a nie liczba rozmów na sali, zerowa cena pozostanie racjonalnym wyborem.
Po ogłoszeniu otwarcia programu i jednego rozpoznawalnego punktu, zwykle na trzy do czterech miesięcy przed wydarzeniem. Wcześniejszy start daje przychód, ale kupuje słabszą frekwencję, bo pamięć o zapłaconej kwocie słabnie z czasem. Sprzedaż przed ogłoszeniem czegokolwiek z programu oznacza, że uczestnik kupuje samą zniżkę.
Co najmniej dwadzieścia procent, żeby różnica w ogóle wpłynęła na decyzję. Zniżka pięcioprocentowa nie przyspiesza zakupu, a sugeruje, że cena jest ustawiona z zapasem. Przy trzech progach rozsądny układ to pierwsza pula około trzydziestu procent poniżej ceny podstawowej, druga około piętnastu.
Nie, jeśli chcecie organizować to wydarzenie również w przyszłym roku. Przedłużenie rozwiązuje problem jednego tygodnia i uczy bazę, że każdy termin jest negocjowalny. Skuteczniej działa dodanie wartości dla osób z pierwszej puli albo otwarcie osobnej ceny grupowej, która formalnie nie jest przedłużeniem progu.
Nie zawsze, ale zawsze wymaga zastąpienia ceny innym kosztem wejścia. Działają kwalifikacja przy zapisie, kaucja zwracana na miejscu, wybór konkretnych sesji przy rejestracji i potwierdzenie udziału na kilka dni przed. Bez tego rezygnacja rano w dniu wydarzenia nic uczestnika nie kosztuje i część osób z tego skorzysta.
Zmienia, i to mocno. Kiedy bilet opłaca pracodawca, uczestnik nie odczuwa wydanej kwoty jako własnej straty, więc cena słabiej trzyma go na sali. Przy wydarzeniach opłacanych firmowo lepiej działa zobowiązanie wobec ludzi niż wobec budżetu, na przykład imienne potwierdzenie albo rola przypisana uczestnikowi podczas wydarzenia.
Tylko jeśli jest prawdziwa i widoczna dla wszystkich w tym samym czasie. Komunikat o ostatnich miejscach powtarzany trzeci raz w sezonie kosztuje wiarygodność znacznie więcej, niż daje przyspieszenia sprzedaży. Bezpieczniejszą kotwicą jest data zamknięcia progu, bo da się ją sprawdzić i nie trzeba jej udowadniać.
Od kosztu miejsca na sali, nie od cen konkurencji. Policzcie pełny koszt jednego uczestnika, czyli salę, catering, technikę i pracę zespołu podzielone przez realistyczną frekwencję, a potem zdecydujcie, jaką część pokrywają bilety, a jaką partnerzy. Jak ułożyć taką kalkulację, opisuję w tekście o planowaniu budżetu wydarzenia.
Świadomie nie podaję popularnych liczb o połowie nieobecnych na wydarzeniach bezpłatnych ani o udziale puli early bird w całej sprzedaży. Nie dotarłem do badania, które by je potwierdzało, a powtarzanie ich bez źródła osłabiałoby argument.
Odpowiedzcie na jedno pytanie: co uczestnik traci, jeśli rano zdecyduje, że jednak nie przyjedzie. Jeśli odpowiedź brzmi „nic", cennik jest jeszcze nieskończony, niezależnie od tego, ile progów w nim jest.
Ustawiacie ceny biletów na pierwszą edycję i nie wiecie, od czego zacząć? Napiszcie, ilu spodziewacie się uczestników i kto za nich płaci, a powiem, jak rozłożyć progi i co wbudować w zapis. Jeśli program jest jeszcze otwarty, zacznijcie od tekstu o tym, jak ułożyć program konferencji, bo cena bez obietnicy nie ma czego bronić.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.