Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: czym gra biznesowa różni się od szkolenia i od teambuildingu, kiedy działa lepiej, a kiedy jest stratą pieniędzy, dlaczego omówienie jest ważniejsze od samej gry, jakie są typy symulacji i co da się realnie zmierzyć.
W skrócie: Gra biznesowa ma sens wtedy, gdy problem leży w zachowaniach i decyzjach, a nie w braku wiedzy. Jeżeli zespół wie, co powinien robić, i tego nie robi, szkolenie niewiele zmieni. Jeżeli zespół nie wie, gra też nie pomoże, bo gra nie przekazuje procedury. I najważniejsze: produktem nie jest gra, tylko omówienie po niej.
Pierwsza scena: dwudziestoosobowy zespół sprzedaży, cały dzień symulacji rynkowej, świetna zabawa, zwycięska drużyna dostaje nagrodę, wszyscy jadą do domu o szesnastej. Trzy tygodnie później nikt nie umie powiedzieć, czego się nauczył.
Druga scena: ta sama gra, ale o piętnastej ktoś włącza rzutnik, pokazuje decyzje każdej drużyny i zadaje jedno pytanie: dlaczego trzy zespoły na cztery zrobiły dokładnie ten sam błąd w drugiej rundzie. Dyskusja trwa godzinę i to jest ta godzina, o której ludzie mówią pół roku później.
Krótka odpowiedź: szkolenie przekazuje wiedzę, gra wytwarza doświadczenie i pozwala popełnić błąd, który nic nie kosztuje.
W szkoleniu ktoś mówi, jak coś działa. W grze zespół podejmuje decyzje i widzi ich konsekwencje w kolejnej rundzie. To jest różnica między usłyszeniem, że tniecie ceny za szybko, a zobaczeniem, co się stało z marżą, kiedy wszyscy cieli naraz.
Warto też oddzielić grę biznesową od teambuildingu. Escape room i gra miejska są formą integracji: budują relację, ale nie uczą niczego o biznesie. Gra biznesowa ma treść merytoryczną, model, który odwzorowuje jakąś część rzeczywistości, i omówienie, które przenosi wnioski na pracę.
Bez tego ostatniego elementu gra biznesowa jest planszówką z logo klienta.
Ta część jest ważniejsza, bo koszt pomyłki jest tu wyższy niż przy zwykłym szkoleniu.
Jeżeli macie zapamiętać z tego tekstu jedną rzecz, to tę: płacicie za omówienie, nie za grę.
Praktyczna proporcja, którą stosuję: co najmniej jedna trzecia całego czasu warsztatu idzie na debriefing, i to nie na końcu jednym blokiem, tylko po każdej rundzie krótko, a na koniec dłużej. Gra, która zajmuje sześć godzin i zostawia pół godziny na wnioski, jest źle zaprojektowana.
Dobre omówienie ma trzy warstwy: co się wydarzyło w grze, dlaczego tak się zachowaliśmy i gdzie to samo dzieje się u nas w pracy. Trzecia warstwa jest ta, dla której się to robi, i ta, którą najczęściej się pomija, bo kończy się czas.
Grywalizacja i gry symulacyjne mają w badaniach wyniki mieszane, a nie jednoznacznie pozytywne, i warto o tym wiedzieć, zanim ktoś pokaże Wam prezentację z imponującym procentem. Część publikowanych wyników pochodzi od dostawców tych narzędzi, a badania niezależne częściej pokazują wpływ na zaangażowanie i satysfakcję niż na twarde wskaźniki biznesowe.
To nie jest argument przeciwko grom. To argument za tym, żeby nie obiecywać zarządowi efektu, którego nie umiecie zmierzyć. Uczciwa obietnica brzmi: wspólny język, ujawnione wzorce decyzyjne i lista konkretnych zmian do wdrożenia. Wszystko, co ponad to, należy udowodnić, a nie zadeklarować.
Jak myśleć o doświadczeniu uczestnika w całym takim dniu, rozpisałem w tekście o mapie doświadczeń uczestnika.
Gra z katalogu jest tańsza, dostępna od razu i sprawdzona. Uczy ogólnych mechanizmów i przy pierwszym podejściu zwykle wystarcza.
Gra szyta na miarę kosztuje wielokrotnie więcej i wymaga kilku tygodni pracy, ale mierzy się z Waszym konkretnym problemem: Waszym procesem, Waszym rynkiem, Waszymi napięciami między działami. Ma sens wtedy, gdy ten sam problem wraca i gdy warsztat będzie powtarzany dla wielu grup.
Prosta reguła: pierwszy raz gotowa, a jeżeli zadziała i chcecie iść głębiej, wtedy własna.
Gra biznesowa sprowadza się do trzech decyzji: czy problem jest w wiedzy czy w zachowaniu, ile czasu zostawiacie na omówienie i kto ze strony zarządu odpowiada za wdrożenie wniosków. Bez trzeciej dwie pierwsze nie mają znaczenia.
Jeżeli gra ma być częścią większego wyjazdu, strukturę takiego dnia rozpisałem w przewodniku po imprezie integracyjnej, a stronę kosztową w tekście o planowaniu budżetu imprezy firmowej.
Escape room buduje relację i dobre wspomnienie. Gra biznesowa ma model merytoryczny i omówienie, które przenosi wnioski na pracę. Oba formaty są dobre, ale do zupełnie innych celów.
Przy jednym prowadzącym realnie do dwudziestu kilku osób, czyli cztery do pięciu zespołów. Większe grupy wymagają dodatkowych moderatorów, bo inaczej omówienie zamienia się w wykład.
Zwykle od pół dnia do całego dnia. Krótsze formaty istnieją, ale trzeba wtedy przyciąć liczbę rund, a nie czas omówienia.
Tak, pod warunkiem że dostanie własny blok z omówieniem, a nie miejsce między obiadem a kolacją. Gra wciśnięta w program jako atrakcja traci całą wartość rozwojową.
Za pierwszym razem zwykle nie. Gotowa gra z katalogu pokazuje mechanizmy i pozwala sprawdzić, czy ten format w ogóle działa w Waszej kulturze.
Osoba, która rozumie i grę, i Wasz kontekst biznesowy. Sam operator gry często zna mechanikę, ale nie zna Waszych realnych napięć i omówienie zatrzymuje się na poziomie gry.
Nie obietnicą wzrostu wskaźników, tylko konkretnym problemem. „Trzy razy w tym roku sprzedaż obiecała klientowi termin, którego produkcja nie mogła dotrzymać" jest lepszym argumentem niż dowolna prezentacja o grywalizacji.
Zastanawiasz się, czy gra biznesowa rozwiąże Twój problem, czy tylko ładnie wygląda w agendzie? Napisz, co konkretnie nie działa w zespole, a powiem, czy to jest robota dla symulacji, dla szkolenia czy dla rozmowy. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.