Blog

Gra biznesowa zamiast szkolenia: kiedy to ma sens

Z tego artykułu dowiesz się: czym gra biznesowa różni się od szkolenia i od teambuildingu, kiedy działa lepiej, a kiedy jest stratą pieniędzy, dlaczego omówienie jest ważniejsze od samej gry, jakie są typy symulacji i co da się realnie zmierzyć.

W skrócie: Gra biznesowa ma sens wtedy, gdy problem leży w zachowaniach i decyzjach, a nie w braku wiedzy. Jeżeli zespół wie, co powinien robić, i tego nie robi, szkolenie niewiele zmieni. Jeżeli zespół nie wie, gra też nie pomoże, bo gra nie przekazuje procedury. I najważniejsze: produktem nie jest gra, tylko omówienie po niej.

Pierwsza scena: dwudziestoosobowy zespół sprzedaży, cały dzień symulacji rynkowej, świetna zabawa, zwycięska drużyna dostaje nagrodę, wszyscy jadą do domu o szesnastej. Trzy tygodnie później nikt nie umie powiedzieć, czego się nauczył.

Druga scena: ta sama gra, ale o piętnastej ktoś włącza rzutnik, pokazuje decyzje każdej drużyny i zadaje jedno pytanie: dlaczego trzy zespoły na cztery zrobiły dokładnie ten sam błąd w drugiej rundzie. Dyskusja trwa godzinę i to jest ta godzina, o której ludzie mówią pół roku później.

Czym gra biznesowa różni się od szkolenia?

Krótka odpowiedź: szkolenie przekazuje wiedzę, gra wytwarza doświadczenie i pozwala popełnić błąd, który nic nie kosztuje.

W szkoleniu ktoś mówi, jak coś działa. W grze zespół podejmuje decyzje i widzi ich konsekwencje w kolejnej rundzie. To jest różnica między usłyszeniem, że tniecie ceny za szybko, a zobaczeniem, co się stało z marżą, kiedy wszyscy cieli naraz.

Warto też oddzielić grę biznesową od teambuildingu. Escape room i gra miejska są formą integracji: budują relację, ale nie uczą niczego o biznesie. Gra biznesowa ma treść merytoryczną, model, który odwzorowuje jakąś część rzeczywistości, i omówienie, które przenosi wnioski na pracę.

Bez tego ostatniego elementu gra biznesowa jest planszówką z logo klienta.

Kiedy gra działa lepiej niż szkolenie?

  • Gdy zespół wie, ale nie robi. Klasyczna luka między wiedzą a zachowaniem. Gra pokazuje zachowanie w działaniu i to jest jedyny sposób, żeby o nim szczerze porozmawiać.
  • Gdy trzeba pokazać zależności między działami. Symulacja, w której decyzja sprzedaży psuje plan produkcji, robi więcej niż dziesięć prezentacji o współpracy.
  • Gdy wdrażacie nową strategię albo nowy model działania. Ludzie muszą przetestować nową logikę na sucho, zanim zaczną ją stosować na klientach.
  • Gdy grupa jest doświadczona i śmieje się ze szkoleń. Menedżerowie z kilkunastoletnim stażem nie chcą słuchać wykładu. Chcą zmierzyć się z problemem.

Kiedy gra nie ma sensu?

Ta część jest ważniejsza, bo koszt pomyłki jest tu wyższy niż przy zwykłym szkoleniu.

  • Gdy potrzebna jest twarda wiedza albo procedura. Compliance, przepisy, obsługa systemu. Gra tego nie przekaże i nie powinna.
  • Gdy zespół jest w otwartym konflikcie. Gra ujawni konflikt, ale go nie rozwiąże, a omówienie zamieni się w rozliczanie. To jest robota dla mediacji, nie dla symulacji.
  • Gdy nie ma czasu na omówienie. Gra w trzy godziny bez debriefingu to rozrywka. Uczciwie: lepiej wtedy zrobić rozrywkę i tak ją nazwać.
  • Gdy nikt z zarządu nie stoi za wnioskami. Jeżeli po grze nic się nie zmieni w procesie albo w regułach, ludzie to zapamiętają i następnym razem potraktują warsztat jak teatr.

Typy gier i do czego służą

  • Symulacja zarządcza. Zespoły prowadzą firmę przez kilka rund, podejmując decyzje o cenie, inwestycjach i zatrudnieniu. Uczy myślenia wynikiem i konsekwencją decyzji w czasie.
  • Gra procesowa. Odwzorowanie przepływu pracy z wąskimi gardłami. Najlepsza do pokazania, dlaczego lokalna optymalizacja jednego działu psuje całość.
  • Gra negocjacyjna. Strony z różnymi interesami i ograniczoną informacją. Uczy przygotowania i słuchania, a nie sztuczek.
  • Gra rynkowa albo konkurencyjna. Kilka zespołów walczy o ten sam rynek. Dobra, kiedy chcecie pokazać, jak zachowuje się konkurencja i co robi wojna cenowa.
  • Gra wdrożeniowa. Zbudowana wokół konkretnej zmiany w firmie: nowej strategii, nowego procesu, nowej struktury. Najdroższa i najbardziej skuteczna, bo mierzy się z Waszym własnym problemem.

Omówienie jest produktem

Jeżeli macie zapamiętać z tego tekstu jedną rzecz, to tę: płacicie za omówienie, nie za grę.

Praktyczna proporcja, którą stosuję: co najmniej jedna trzecia całego czasu warsztatu idzie na debriefing, i to nie na końcu jednym blokiem, tylko po każdej rundzie krótko, a na koniec dłużej. Gra, która zajmuje sześć godzin i zostawia pół godziny na wnioski, jest źle zaprojektowana.

Dobre omówienie ma trzy warstwy: co się wydarzyło w grze, dlaczego tak się zachowaliśmy i gdzie to samo dzieje się u nas w pracy. Trzecia warstwa jest ta, dla której się to robi, i ta, którą najczęściej się pomija, bo kończy się czas.

Dane, które się nie zgadzają

Grywalizacja i gry symulacyjne mają w badaniach wyniki mieszane, a nie jednoznacznie pozytywne, i warto o tym wiedzieć, zanim ktoś pokaże Wam prezentację z imponującym procentem. Część publikowanych wyników pochodzi od dostawców tych narzędzi, a badania niezależne częściej pokazują wpływ na zaangażowanie i satysfakcję niż na twarde wskaźniki biznesowe.

To nie jest argument przeciwko grom. To argument za tym, żeby nie obiecywać zarządowi efektu, którego nie umiecie zmierzyć. Uczciwa obietnica brzmi: wspólny język, ujawnione wzorce decyzyjne i lista konkretnych zmian do wdrożenia. Wszystko, co ponad to, należy udowodnić, a nie zadeklarować.

Co da się zmierzyć?

  • Decyzje w grze. Dobre symulacje zapisują każdą decyzję każdego zespołu. To jest twardy materiał do omówienia i do porównania między grupami.
  • Lista zmian z warsztatu. Ile konkretnych ustaleń zapadło i ile z nich zostało wdrożonych w ciągu kwartału. To jedyny wskaźnik, który naprawdę coś mówi.
  • Zmiana w konkretnym zachowaniu. Jeżeli gra dotyczyła przekazywania informacji między działami, zmierzcie to jedno zachowanie przed i po, a nie ogólną współpracę.
  • Ocena uczestników po trzech miesiącach, nie w dniu warsztatu. Ankieta wypełniana zaraz po grze mierzy nastrój, nie efekt.

Jak myśleć o doświadczeniu uczestnika w całym takim dniu, rozpisałem w tekście o mapie doświadczeń uczestnika.

Gotowa czy szyta na miarę?

Gra z katalogu jest tańsza, dostępna od razu i sprawdzona. Uczy ogólnych mechanizmów i przy pierwszym podejściu zwykle wystarcza.

Gra szyta na miarę kosztuje wielokrotnie więcej i wymaga kilku tygodni pracy, ale mierzy się z Waszym konkretnym problemem: Waszym procesem, Waszym rynkiem, Waszymi napięciami między działami. Ma sens wtedy, gdy ten sam problem wraca i gdy warsztat będzie powtarzany dla wielu grup.

Prosta reguła: pierwszy raz gotowa, a jeżeli zadziała i chcecie iść głębiej, wtedy własna.

Trzy decyzje, które robią różnicę

Gra biznesowa sprowadza się do trzech decyzji: czy problem jest w wiedzy czy w zachowaniu, ile czasu zostawiacie na omówienie i kto ze strony zarządu odpowiada za wdrożenie wniosków. Bez trzeciej dwie pierwsze nie mają znaczenia.

Jeżeli gra ma być częścią większego wyjazdu, strukturę takiego dnia rozpisałem w przewodniku po imprezie integracyjnej, a stronę kosztową w tekście o planowaniu budżetu imprezy firmowej.

Zapamiętaj!

  • Gra uczy zachowań i decyzji. Jeżeli problemem jest brak wiedzy albo procedury, wybierz szkolenie.
  • Omówienie jest produktem. Minimum jedna trzecia czasu warsztatu i po każdej rundzie, nie tylko na końcu.
  • Gra bez debriefingu to planszówka z logo. Lepiej nazwać to rozrywką niż rozwojem.
  • Bez sponsora z zarządu wnioski z gry nie wejdą w życie i zespół to zapamięta.
  • Nie obiecuj efektów biznesowych, których nie umiesz zmierzyć. Obiecuj wspólny język i listę zmian.

FAQ: gra biznesowa w firmie

Czym gra biznesowa różni się od escape roomu?

Escape room buduje relację i dobre wspomnienie. Gra biznesowa ma model merytoryczny i omówienie, które przenosi wnioski na pracę. Oba formaty są dobre, ale do zupełnie innych celów.

Ile osób może wziąć udział?

Przy jednym prowadzącym realnie do dwudziestu kilku osób, czyli cztery do pięciu zespołów. Większe grupy wymagają dodatkowych moderatorów, bo inaczej omówienie zamienia się w wykład.

Ile trwa dobry warsztat z grą?

Zwykle od pół dnia do całego dnia. Krótsze formaty istnieją, ale trzeba wtedy przyciąć liczbę rund, a nie czas omówienia.

Czy gra sprawdzi się na wyjeździe integracyjnym?

Tak, pod warunkiem że dostanie własny blok z omówieniem, a nie miejsce między obiadem a kolacją. Gra wciśnięta w program jako atrakcja traci całą wartość rozwojową.

Czy trzeba kupować grę szytą na miarę?

Za pierwszym razem zwykle nie. Gotowa gra z katalogu pokazuje mechanizmy i pozwala sprawdzić, czy ten format w ogóle działa w Waszej kulturze.

Kto powinien prowadzić omówienie?

Osoba, która rozumie i grę, i Wasz kontekst biznesowy. Sam operator gry często zna mechanikę, ale nie zna Waszych realnych napięć i omówienie zatrzymuje się na poziomie gry.

Jak przekonać zarząd?

Nie obietnicą wzrostu wskaźników, tylko konkretnym problemem. „Trzy razy w tym roku sprzedaż obiecała klientowi termin, którego produkcja nie mogła dotrzymać" jest lepszym argumentem niż dowolna prezentacja o grywalizacji.

Źródła

  • Praktyka projektowa autora: warsztaty z symulacjami i grami decyzyjnymi realizowane dla firm w Polsce.
  • Publikacje naukowe o grywalizacji i grach symulacyjnych w uczeniu dorosłych, które pokazują wyniki mieszane i częsty wpływ źródła finansowania na rezultat. W tekście nie podaję konkretnych procentów, bo nie są porównywalne między badaniami.

Zastanawiasz się, czy gra biznesowa rozwiąże Twój problem, czy tylko ładnie wygląda w agendzie? Napisz, co konkretnie nie działa w zespole, a powiem, czy to jest robota dla symulacji, dla szkolenia czy dla rozmowy. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak