Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Program konferencji powstaje zwykle tak: ktoś wypisuje nazwiska osób, które „byłoby dobrze mieć", wysyła zaproszenia i cieszy się, gdy trzy z nich się zgodzą. Potem okazuje się, że dwie mówią o tym samym, jedna przywiozła prezentację sprzed dwóch lat, a sala po drugiej prelekcji zaczyna wychodzić na korytarz.
Dobór prelegentów to nie kompletowanie listy. To projektowanie tego, z czym uczestnik wyjdzie z sali, i dopiero z tego wynika, kogo warto zaprosić.
Z tego artykułu dowiesz się:
Od tezy wydarzenia, nie od nazwisk. Jedno zdanie, które opisuje, co ma się zmienić w głowie uczestnika po tym dniu. Wszystko inne jest konsekwencją.
Gdy teza jest gotowa, rozpisz ją na trzy-pięć wątków. Każdy wątek to jedno miejsce w programie, a dopiero do tego miejsca szukasz osoby. Odwrotna kolejność, czyli szukanie tematu dla zaproszonego mówcy, kończy się programem złożonym z dobrych wystąpień, które nie składają się w całość.
Przy każdym wątku odpowiedz na pytanie, czego uczestnik ma się dowiedzieć: mechanizmu, przykładu czy stanowiska. To determinuje typ prelegenta. Do mechanizmu potrzebujesz praktyka, do stanowiska kogoś z wyrazistym poglądem, do przykładu, osobę z konkretnym projektem i danymi.
Nazwisko przyciąga na wydarzenie. To, co uczestnik wyniesie z sali, decyduje o tym, czy przyjedzie na kolejną edycję. Pierwsze buduje frekwencję, drugie buduje wydarzenie.
Poza pierwszą dziesiątką nazwisk, która przychodzi do głowy wszystkim organizatorom w branży. Cztery źródła, które dają ludzi rzadziej ogranych.
Sprawdź kandydata w akcji, zanim zaprosisz. Nagranie wystąpienia, odcinek podcastu, wideo z webinaru. Piętnaście minut oglądania oszczędza czterdzieści minut cudzej nudy w programie.
Zaproszenie wysyłane bez rozmowy to najczęstsze źródło rozczarowań. Cztery pytania, które warto zadać wcześniej.
Ustal też jasno, czego wystąpienie nie może zawierać: prezentacji oferty, cennika i logotypów na każdym slajdzie. Zapisane w mailu działa lepiej niż powiedziane przez telefon.
Prelegent, któremu wysłano tylko godzinę i długość wystąpienia, przywiezie standardową prezentację. Żeby dostać coś dopasowanego, trzeba dać kontekst.
Przekaż mu cztery rzeczy: tezę wydarzenia, kto siedzi na sali i na jakim poziomie zaawansowania, co mówią prelegenci przed nim i po nim oraz jedno zdanie o tym, z czym słuchacz ma wyjść z jego wystąpienia. To zwykle wystarcza, żeby przebudował strukturę.
Zaproponuj krótką rozmowę na dwa-trzy tygodnie przed wydarzeniem. Nie po to, żeby ingerować w treść, tylko żeby wychwycić dublujące się wątki między mówcami. Dwie prezentacje z tym samym przykładem to najczęstsza wpadka programowa, jaką widuję.
Poproś o materiały wcześniej i wyegzekwuj termin. Nie chodzi o kontrolę, tylko o czas na przygotowanie techniczne, a przy okazji o możliwość zareagowania, gdy widać, że wystąpienie idzie w złą stronę.
Jeśli prelegent debiutuje, prześlij mu strukturę, która działa; rozpisałem ją w tekście o tym, jak zbudować dwudziestominutowe wystąpienie.
Najmocniejsze wystąpienie nie powinno otwierać dnia. Otwarcie ma ustawić temat i rozgrzać salę, szczyt zostaw na moment, gdy wszyscy już są, zwykle na drugi lub trzeci punkt programu.
Po ciężkim merytorycznie wystąpieniu daj coś lżejszego albo przerwę. Sala ma ograniczoną pojemność i trzy gęste prelekcje z rzędu marnują wszystkie trzy.
Ostatni punkt przed przerwą i ostatni w dniu to miejsca dla osób, które trzymają uwagę, nie dla najbardziej szczegółowych analiz. Kto spina całość między wystąpieniami, opisałem w tekście o konferansjerze na wydarzeniu firmowym, a resztę układanki programowej w poradniku o tym, jak zorganizować konferencję.
Lista jest krótka i zaskakująco rzadko spełniana w całości. Po pierwsze, informacji technicznych z wyprzedzeniem: format slajdów, rodzaj klikera, czy jest podgląd na scenie, czy mikrofon jest nagłowny czy do ręki. Osoba, która dowiaduje się o tym pięć minut przed wejściem, traci część uwagi na obsługę sprzętu.
Po drugie, informacji o sali: ilu ludzi, jak siedzą, czy jest światło na widowni. Wystąpienie do czterdziestu osób przy stolikach prowadzi się inaczej niż do trzystu w rzędach.
Po trzecie, próby technicznej. Piętnaście minut na scenie przed startem wydarzenia rozwiązuje większość problemów, które inaczej wydarzą się przy włączonej kamerze.
Po czwarte, jasnej informacji o czasie i o tym, kto go pilnuje. Prelegent, który wie, że dostanie sygnał na pięć minut przed końcem, kończy w terminie. Ten, który nie wie, kończy wtedy, kiedy skończy.
To wszystko brzmi banalnie i właśnie dlatego wypada z checklist. Tymczasem różnica między wystąpieniem dobrym a przeciętnym częściej wynika z tych czterech rzeczy niż z talentu mówcy.
Dobrzy prelegenci nie ratują źle zaprojektowanego programu, a dobrze zaprojektowany program potrafi wynieść mówców, których nikt wcześniej nie znał. Kolejność pracy jest zawsze ta sama: teza, wątki, dopiero ludzie.
Układam programy wydarzeń i projektuję doświadczenia biznesowe, w których sala wychodzi z konkretem, a nie z torbą materiałów. Jeśli budujesz program konferencji, odezwij się.
Dwadzieścia minut przy większości formatów. Czterdziestominutowa prelekcja wymaga wyjątkowo dobrego mówcy i naprawdę bogatego materiału, a przy słabszym prelegencie podwaja straty sali.
Zależy od formatu i od tego, co dostają w zamian. Przy komercyjnym wydarzeniu z płatnymi biletami honorarium jest standardem. Przy społecznościowym spotkaniu wartością bywa dostęp do właściwej publiczności, ale warto powiedzieć o tym wprost, a nie zakładać.
Ustal to pisemnie na etapie zaproszenia i poproś o materiały z wyprzedzeniem. Jeśli slajdy przypominają ofertę, rozmowa przed wydarzeniem jest znacznie tańsza niż niezadowolona sala w trakcie.
Miej dwie-trzy osoby w rezerwie, najlepiej z Waszego otoczenia, które znają temat i mogą wejść z krótkim wystąpieniem albo rozmową na scenie. Puste okno w programie robi gorsze wrażenie niż zmiana formatu punktu.
Warto, jeśli ich temat realnie łączy się z tezą wydarzenia. Gwiazda dołożona wyłącznie dla frekwencji zwykle nie pasuje do reszty programu i zostawia sali wrażenie, że najciekawszy punkt był o czymś innym niż całe wydarzenie.
Krótką ankietą tego samego dnia, z jednym pytaniem otwartym o to, co uczestnik zabiera z konkretnego wystąpienia. Odpowiedzi z drugiego dnia są już wygładzone, a po tygodniu przestają być użyteczne.
Zwykle pięciu-siedmiu, licząc panel jako jeden punkt. Więcej oznacza program pocięty na kawałki i brak czasu na rozmowy w kuluarach, które dla wielu uczestników są głównym powodem przyjazdu.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.