Blog

Konferansjer na wydarzeniu firmowym: co robi, gdy wszystko się sypie

Zasilanie padło w trzeciej minucie panelu. Ekran zgasł, mikrofony zamilkły, na sali zapaliło się światło awaryjne. Cztery osoby na scenie patrzą na prowadzącego, dwieście osób na sali patrzy na scenę. Od tego, co zostanie powiedziane w ciągu następnych trzech minut, zależy, czy ludzie zostaną, czy wyjdą po kawę i już nie wrócą. Amatorowi i profesjonaliście psuje się dokładnie tak samo. Różnica jest w tym, co dzieje się potem.

Konferansjer prowadzi wydarzenie i odpowiada za uwagę sali oraz za realizację scenariusza w czasie. W praktyce jego najważniejsza kompetencja ujawnia się w sytuacjach nieprzewidzianych: awarii techniki, spóźnionego prelegenta, przeciągającej się dyskusji. Prowadzący utrzymuje wtedy rytm wydarzenia i podejmuje decyzje, których nie da się zapisać w scenariuszu.

Co konferansjer robi naprawdę, poza czytaniem agendy

Najczęstsze wyobrażenie o tej roli sprowadza ją do zapowiadania punktów programu. To jest jej najmniej wymagająca część i ta, którą widać ze sali.

Praca zaczyna się wcześniej. Prowadzący czyta scenariusz i wychwytuje miejsca, w których wydarzenie się rozjedzie: dwie prezentacje po czterdzieści minut jedna po drugiej, panel bez moderowanych pytań, wręczenie nagród dla trzydziestu osób bez ustalonej kolejności wejścia. Te punkty widać na papierze i można je naprawić, zanim staną się problemem na żywo.

W trakcie wydarzenia prowadzący pilnuje trzech rzeczy naraz. Czasu, bo każde przekroczenie kumuluje się i zjada przerwę, w której miały odbyć się rozmowy. Energii sali, bo po obiedzie uwaga spada i program musi to uwzględniać. Sensu, bo uczestnik ma rozumieć, dlaczego jeden punkt następuje po drugim.

Z mojego doświadczenia na scenie, po ponad 330 poprowadzonych konferencjach, galach i panelach, najwięcej wartości powstaje w miejscach, których nie ma w agendzie: w przejściu między dwoma wystąpieniami, w pytaniu zadanym prelegentowi zamiast grzecznego podziękowania, w jednym zdaniu, które wiąże treść z powodem, dla którego ludzie tu przyjechali.

Pierwsze trzy minuty po awarii decydują o reszcie wieczoru

Kiedy coś się psuje, sala nie reaguje na awarię. Sala reaguje na to, jak zachowuje się osoba, która ma mikrofon. Jeśli prowadzący milknie i patrzy w bok, dwieście osób wyjmuje telefony. Odzyskanie ich uwagi zajmuje potem znacznie więcej niż trzy minuty.

Kolejność działań, którą stosuję, jest zawsze taka sama i stanowi część tego, co powinien obejmować plan awaryjny wydarzenia.

Najpierw nazwanie sytuacji. Jednym zdaniem, bez dramatyzowania i bez udawania, że nic się nie stało. Ludzie i tak widzą ciemny ekran, więc udawanie kosztuje wiarygodność.

Potem podanie ram czasowych. Nawet przybliżonych. Technika potrzebuje kilku minut jest informacją, za chwilę wrócimy nie jest.

Potem zajęcie sali czymś sensownym. Pytanie do uczestników, krótka rozmowa z prelegentem bez slajdów, przesunięcie punktu, który nie wymaga techniki. To jest moment, w którym widać różnicę między kimś, kto zna scenariusz, a kimś, kto rozumie wydarzenie.

Na końcu powrót do rytmu. Bez komentowania awarii przez resztę dnia, bez wracania do niej w żartach. Zamknięta sprawa przestaje zajmować uwagę.

Trzy sytuacje, które zdarzają się najczęściej

Prelegent nie dojechał. Najgorsze rozwiązanie to skrócić przerwę i przesunąć wszystko do przodu, bo uczestnicy planowali na te minuty rozmowy. Lepsze: rozszerzyć poprzedni punkt o pytania z sali albo przesunąć panel, który i tak miał być później. Prowadzący powinien znać program na tyle, żeby zaproponować to organizatorowi w ciągu minuty, a nie czekać na decyzję.

Panel się rozjeżdża. Jedna osoba mówi cztery razy dłużej niż pozostałe, temat ucieka. Moderator ma wtedy dwa narzędzia: pytanie skierowane imiennie do konkretnej osoby i podsumowanie, które zamyka wątek. Oba wymagają przygotowania merytorycznego, bo z pustym pytaniem nie da się przerwać komuś w połowie zdania.

Sala nie zadaje pytań. Cisza po zaproszeniu do dyskusji jest normalna i przewidywalna. Prowadzący, który przychodzi z dwoma własnymi pytaniami w zanadrzu, rozpędza rozmowę. Prowadzący, który czeka, zamyka blok Q&A po czterdziestu sekundach.

Czego nie mówić ze sceny

Pięć rzeczy, które psują wydarzenie szybciej niż awaria techniki:

  • Komentarz o organizacji przy uczestnikach. Mieliśmy zaczynać dziesięć minut temu jest informacją dla produkcji, nie dla sali.
  • Żart kosztem prelegenta, sponsora albo uczestnika. Sala śmieje się raz, a osoba pamięta rok.
  • Improwizowana pochwała, której nie da się sprawdzić. Najlepszy zespół w Polsce brzmi jak wypełniacz i tak jest odbierany.
  • Przepraszanie za rzeczy, których uczestnik nie zauważył. Zwracanie uwagi na własne potknięcia mnoży ich znaczenie.
  • Zapowiadanie punktu, którego nie ma się pewności. Obietnica ze sceny jest zobowiązaniem organizatora.

Wspólny mianownik tych pięciu punktów jest jeden: prowadzący pracuje na wiarygodność organizatora, nie na własną widoczność. Każde zdanie, które przenosi uwagę na niego samego albo obnaża kulisy produkcji, działa przeciwko wydarzeniu.

Konferansjer, moderator, mistrz ceremonii: kto jest ci potrzebny

Te trzy określenia bywają używane zamiennie, a opisują różne kompetencje i różne stawki.

RolaKiedy jej potrzebujeszCzego wymaga
Konferansjergala, jubileusz, wieczór z częścią artystyczną, wręczanie nagródscena, rytm, elegancja formy, panowanie nad czasem
Moderatorkonferencja branżowa, panel, debata, sesja Q&Aznajomość tematu, umiejętność zadawania pytań, prowadzenie sporu
Mistrz ceremoniiwydarzenie z ustalonym protokołem, uroczystość, otwarcieprowadzenie według scenariusza formalnego, praca z gośćmi honorowymi

W praktyce jedna osoba obsługuje wszystkie trzy tryby, ale różnica w przygotowaniu jest duża. Moderator panelu o transformacji energetycznej musi rozumieć temat na tyle, żeby wychwycić, że jeden z panelistów właśnie ominął pytanie. Konferansjer gali musi umieć poprowadzić wręczenie nagród dla czterdziestu osób tak, żeby nie trwało godziny.

Przy zamawianiu warto powiedzieć wprost, którego trybu potrzebujesz. Zamawiając jako Head of Marketing po stronie klienta popełniałem ten błąd: prosiłem o prowadzącego, dostawałem świetnego konferansjera galowego i sadzałem go do moderowania panelu eksperckiego, którego tematu nie znał.

Ile kosztuje konferansjer i od czego zależy stawka

Nie podam widełek, bo rynek jest zbyt rozstrzelony, żeby jedna liczba cokolwiek mówiła. Rozpiętość między studentem szkoły aktorskiej prowadzącym firmowe wigilie a rozpoznawalnym dziennikarzem prowadzącym kongres branżowy jest kilkunastokrotna, a między tymi biegunami mieści się kilka różnych zawodów.

Podam za to, co realnie podnosi stawkę. Przygotowanie merytoryczne, czyli czas na wejście w temat, rozmowy z prelegentami i konsultację scenariusza. Długość i format, bo dwudniowa konferencja z trzema panelami to inna praca niż dwugodzinna gala. Odpowiedzialność za scenariusz, jeśli prowadzący ma go współtworzyć, a nie tylko realizować. Rozpoznawalność, która bywa argumentem w komunikacji wydarzenia. Dojazd, nocleg i zablokowany dzień, bo prowadzący rzadko zdąży na drugie zlecenie tego samego dnia.

Najczęstszy błąd zakupowy wygląda tak: organizator negocjuje stawkę w dół, a potem oszczędza na czasie przygotowania. Efekt jest przewidywalny. Osoba na scenie czyta agendę, bo nic więcej o wydarzeniu nie wie.

O co zapytać prowadzącego przed podpisaniem umowy

Pięć pytań, które w kilkanaście minut pokazują, z kim rozmawiasz:

  • Ile czasu poświęcisz na przygotowanie i czego od nas potrzebujesz? Odpowiedź wystarczy agenda dzień wcześniej jest odpowiedzią.
  • Jak pracujesz ze scenariuszem: realizujesz go czy współtworzysz? Obie odpowiedzi bywają dobre, ale muszą być zgodne z tym, czego oczekujesz.
  • Co robisz, kiedy padnie technika albo nie dojedzie prelegent? Konkretna procedura zamiast ogólnika o elastyczności.
  • Jakie wydarzenia w tym formacie prowadziłeś w ostatnim roku? Format ma większe znaczenie niż branża.
  • Czy możemy zrobić próbę na sali przed startem? Osoba, która o to sama prosi, zwykle wie, co robi.

Interpretacja jest prosta: szukasz kogoś, kto zadaje pytania o cel wydarzenia, zanim zapyta o stawkę. Prowadzący, który na pierwszym spotkaniu chce wiedzieć, co ma się zmienić po twoim evencie, będzie na scenie pracował na ten cel, a nie na własną widoczność.

Jak prowadzący pracuje na cel wydarzenia, a nie tylko na jego przebieg

Najczęściej pomijana część tej roli dotyczy treści. Prowadzący jest jedyną osobą, która mówi do sali kilkanaście razy w ciągu dnia, w krótkich, niepozornych momentach między punktami programu. To jest przestrzeń, w której wydarzenie może dostać sens albo go nie dostać.

Wygląda to tak. Konferencja ma pięć wystąpień o pięciu różnych rzeczach. Bez prowadzącego uczestnik wychodzi z pięcioma osobnymi prezentacjami. Z prowadzącym, który przed każdym punktem powie jednym zdaniem, jak ten punkt łączy się z poprzednim i z powodem, dla którego wszyscy tu są, uczestnik wychodzi z jedną historią. Różnica kosztuje trzydzieści sekund na przejście i wymaga przeczytania materiałów wcześniej.

To samo dotyczy zamknięcia. Wydarzenie, które kończy się podziękowaniem i informacją o parkingu, kończy się nijak. Wydarzenie, które kończy się jednym zdaniem o tym, co uczestnik ma zrobić po powrocie do pracy, zostawia zadanie. Sam wolę zamykać pytaniem, na które nikt nie odpowiada na sali, ale które ludzie zabierają ze sobą.

Z perspektywy zamawiającego oznacza to konkretną rzecz: rozmowa z prowadzącym powinna zaczynać się od celu wydarzenia, a nie od agendy. Agenda opisuje, co się wydarzy. Cel mówi, po co.

Co organizator musi dać prowadzącemu

Umowa z dobrym prowadzącym nie wystarczy, jeśli dostanie on materiały w wieczór przed wydarzeniem. Minimalny pakiet wygląda tak.

Scenariusz z czasami i osobami odpowiedzialnymi za każdy punkt, przekazany co najmniej tydzień wcześniej. Kontekst biznesowy, czyli po co robicie to wydarzenie i co ma się zmienić po nim. Notki o prelegentach z poprawną wymową nazwisk i funkcji. Listę tematów drażliwych, których nie ruszamy ze sceny. Kontakt do osoby decyzyjnej na miejscu, bo w momencie awarii nie ma czasu na szukanie, kto podejmuje decyzję o przesunięciu punktu.

Ostatni punkt jest tym, który ratuje wieczory. Prowadzący na scenie widzi problem pierwszy, ale nie może samodzielnie zmienić programu, za który firma zapłaciła. Ustalona ścieżka decyzyjna skraca reakcję z kilkunastu minut do jednej.

Zrób ten test przed najbliższym wydarzeniem

Weź scenariusz swojego najbliższego eventu i zaznacz w nim każde miejsce, w którym coś musi zadziałać technicznie: film, prezentacja, transmisja, mikrofon bezprzewodowy, wejście artysty. Przy każdym zapisz jedno zdanie: co robimy, jeśli to nie zadziała, i kto podejmuje tę decyzję. Jeśli przy którymś punkcie nie umiesz tego zapisać, to jest miejsce, w którym twoje wydarzenie się zatrzyma.

Potem daj ten sam dokument osobie, która ma prowadzić. Jej reakcja na te zapisy powie ci o niej więcej niż całe portfolio.## FAQ: konferansjer i prowadzenie wydarzeń

Czy na wydarzenie firmowe naprawdę potrzebny jest konferansjer?

Przy spotkaniu do trzydziestu osób zwykle wystarczy dobrze przygotowany gospodarz z firmy. Powyżej tej skali, przy programie złożonym z kilku punktów, przy nagrodach, panelach albo wystąpieniach zewnętrznych gości, brak prowadzącego kosztuje czas i uwagę sali. Granicą nie jest liczba uczestników, tylko liczba przejść między punktami programu, którymi ktoś musi zarządzić.

Czy prowadzącym może być ktoś z firmy?

Może, pod dwoma warunkami. Musi mieć doświadczenie sceniczne, bo dobra prezentacja na spotkaniu zarządu nie przekłada się na dwie godziny przed dwustuosobową salą. I nie może w tym samym czasie odpowiadać za produkcję wydarzenia, bo prowadzący, który w przerwie biega do techniki, wraca na scenę bez głowy do rozmowy. Rozwiązaniem bywa podział: gospodarz z firmy otwiera i zamyka, zewnętrzny prowadzący obsługuje resztę.

Ile czasu przed wydarzeniem trzeba zarezerwować prowadzącego?

Przy sezonie jesiennym i przedświątecznym realnie trzy do czterech miesięcy, bo terminy w listopadzie i grudniu zapełniają się najszybciej. Poza sezonem miesiąc zwykle wystarcza. Rezerwacja terminu to jedno, przygotowanie merytoryczne to drugie: materiały powinny trafić do prowadzącego najpóźniej tydzień przed, niezależnie od tego, kiedy podpisaliście umowę.

Czy konferansjer pisze scenariusz wydarzenia?

To zależy od ustaleń i ma bezpośrednie przełożenie na stawkę. Część prowadzących realizuje scenariusz dostarczony przez organizatora, część współtworzy go od etapu koncepcji. Druga opcja jest droższa i zwykle lepsza, bo osoba, która będzie ten scenariusz realizować na żywo, wychwytuje na papierze miejsca, w których program się rozjedzie.

Co zrobić, jeśli prowadzący nie sprawdza się w trakcie wydarzenia?

W trakcie nie zrobisz wiele poza skróceniem jego roli: przejęciem części zapowiedzi przez gospodarza z firmy i ograniczeniem swobodnych przejść między punktami. Dlatego decyzje zapadają wcześniej. Rozmowa o celu wydarzenia, przesłanie materiałów z wyprzedzeniem i krótka próba na sali wychwytują większość problemów, zanim zobaczy je sala.

Czym różni się moderowanie panelu od prowadzenia gali?

Gala wymaga rytmu, formy i panowania nad czasem przy dużej liczbie krótkich punktów. Panel wymaga znajomości tematu i umiejętności prowadzenia sporu: dopytywania, przerywania, wracania do pytania, na które ktoś nie odpowiedział. Prowadzący bez przygotowania merytorycznego przeprowadzi panel grzecznie i bezużytecznie, bo nie zauważy momentu, w którym rozmowa robi się ciekawa.

Projektuję doświadczenia biznesowe i prowadzę organizację eventów firmowych i biznesowych dla firm, które chcą, żeby po wydarzeniu coś zostało.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak