Blog

Trema przed wystąpieniem: co z nią zrobić, zanim wejdziesz na scenę

Najważniejsze tezy: trema nie jest cechą charakteru i nie znika z liczbą wystąpień, zmienia się tylko to, co z nią robisz w tygodniu przed wejściem na scenę. Największą różnicę widać między osobą, która przygotowała strukturę, a osobą, która przygotowała tekst.

  • Badanie z Brna pokazuje, że poziom lęku przed mówieniem publicznym nie zależy od kierunku studiów ani od wieku.
  • Uczenie się wystąpienia na pamięć podnosi napięcie, bo razem z jednym słowem gubi się dostęp do kolejnych.
  • Sala reagująca nierówno jest dziś normą rynkową, a nie oceną prelegenta.
  • Jedyny fragment, który opłaca się mieć gotowy słowo w słowo, to pierwsze trzydzieści sekund.
  • Trzy minuty nagrane telefonem zmieniają sposób mówienia szybciej niż miesiąc czytania o technikach.

Za kulisami, kilka minut przed startem, powtarza się ten sam zestaw zachowań. Ktoś chodzi tam i z powrotem po dwumetrowym odcinku między skrzynią a kotarą. Ktoś inny trzeci raz pyta realizatora o mikrofon, choć mikrofon był sprawdzony na próbie. Ktoś stoi nieruchomo, wygląda na najspokojniejszą osobę w budynku, a potem wychodzi i pierwsze zdanie mówi o pół tonu wyżej niż w rozmowie sprzed minuty. Oglądam ten moment z bliska od lat, z boku sceny i z jej środka, i do dziś nie spotkałem prelegenta, u którego przed wejściem nic się nie działo.

Dlatego kiedy słyszę, że trema to kwestia charakteru, mam czym się nie zgodzić. Najmocniejszy argument pochodzi z czeskiego uniwersytetu i z ankiety, którą dwoje badaczy rozesłało do trzydziestu dwóch tysięcy osób.

Listopad 2022, Brno: 1745 odpowiedzi na pytanie, którego nikt nie lubi

Tomáš Lintner i Boglárka Belovecová z Katedry Nauk o Edukacji Uniwersytetu Masaryka w Brnie chcieli sprawdzić rzecz pozornie prostą: kto na uczelni boi się mówić publicznie i czy da się to przewidzieć. Zamiast wybrać jeden wydział i jedną grupę, puścili zaproszenie do całej populacji studentów uczelni, 32 335 osób. Zbieranie danych trwało dwa tygodnie, od 3 do 17 listopada 2022 roku. Odpowiedziało 1745 osób.

Narzędziem była skrócona wersja PRCS, kwestionariusza Personal Report of Confidence as a Speaker, który w psychologii mierzy lęk przed wystąpieniami od lat sześćdziesiątych. To nie jest test wiedzy ani ocena umiejętności. To seria stwierdzeń o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy ma mówić do sali: czy serce przyspiesza, czy myśli się rozsypują, czy po wszystkim zostaje ulga, czy wstyd. Student zaznacza, w jakim stopniu się z nimi zgadza. Trudność takiego badania polega na tym, że pyta się ludzi o rzecz, do której w życiorysie zawodowym nikt nie chce się przyznawać.

Analiza regresji dała wynik, który warto zapamiętać przed własnym wejściem na scenę. Trzy rzeczy przewidywały poziom lęku: płeć, typ ukończonej szkoły średniej i poziom studiów. Trzy inne nie przewidywały go wcale: wiek, narodowość i kierunek studiów. Wyżej na skali plasowały się kobiety i osoby niebinarne, absolwenci liceów ogólnokształcących oraz studenci studiów licencjackich. Praca ukazała się w czasopiśmie Current Psychology w czerwcu 2024 roku.

Co z tego wynika dla kogoś, kto za tydzień stoi na scenie

Brak związku z kierunkiem studiów oznacza, że lęk przed mówieniem nie jest cechą ludzi „nietechnicznych” ani „niesprzedażowych”. Brak związku z wiekiem oznacza, że nie wyrasta się z niego samoczynnie przez kolejne lata. Niższe wyniki studentów wyższych poziomów studiów sugerują raczej ekspozycję niż dojrzałość: ktoś, kto przez kilka lat regularnie stawał przed grupą, ma inne wyniki niż ktoś, kto zaczyna.

Polskiego badania z liczbami na ten temat, opublikowanego w ostatnich trzech latach, nie znalazłem. Dlatego dalej opieram się na obserwacji z pracy z prelegentami i z własnych wejść na scenę, i oznaczam to wprost, żeby nikt nie wziął mojego zdania za wynik badania.

Jak ja na to patrzę

Pracuję z osobami, które wychodzą przed salę jako eksperci swojej firmy, i z zespołami, które przygotowują ich wystąpienia. W tych rozmowach powtarza się jedno zdanie: „inni tego tak nie przeżywają”. Dane z Brna są o tyle wygodne, że pozwalają odpowiedzieć konkretem. Osoba, która stoi obok ciebie za kulisami i wygląda na spokojną, z dużym prawdopodobieństwem ma podniesiony puls i po prostu nauczyła się tego nie pokazywać.

Z mojej perspektywy problem zaczyna się w miejscu, w którym prelegent uznaje własne napięcie za dowód braku kompetencji. Wtedy zaczyna je maskować: mówi szybciej, żeby skrócić ekspozycję, albo czyta ze slajdu, żeby nie zgubić wątku. Obie reakcje widać z sali od razu, a żadna nie obniża napięcia. Przygotowanie daje więcej niż próba opanowania się siłą woli, bo zmienia zadanie z „nie zdradzić się” na „poprowadzić ludzi przez trzy bloki”.

Styczeń 2026, Expo XXI: dlaczego część sali milczy i co to naprawdę znaczy

Druga liczba, do której wracam, przyjechała z zupełnie innej strony. W styczniu 2026 roku, na Forum Branży Eventowej w warszawskim Expo XXI, redakcja MeetingPlanner.pl pokazała piątą edycję raportu „Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń”. Badanie zrealizował instytut IQS, a nad całością pracował zespół z udziałem ośmiu agencji eventowych, między innymi Allegro Brand Experience Agency, El Padre, KDK Events, Live Age i Plej. Tematem przewodnim nie była scena, a to, że na jednym wydarzeniu spotykają się dziś cztery pokolenia.

Liczby z tego raportu układają się w prosty obraz. Wielopokoleniowość jest ważna przy organizacji eventów wewnętrznych dla 63 procent firm i przy zewnętrznych dla 57 procent. Siedemdziesiąt procent personalizuje elementy wydarzenia pod kątem wieku uczestników. Jednocześnie 28 procent firm deklaruje różnice w oczekiwaniach uczestników między pokoleniami, a 24 procent różnice w samym sposobie uczestniczenia.

Ostatnie dwie liczby dotyczą prelegenta bardziej niż organizatora. Sposób uczestniczenia to decyzja, czy ktoś kiwa głową, notuje, patrzy w telefon, czy siedzi z rękami złożonymi i twarzą bez wyrazu. Przy czterech pokoleniach na widowni te reakcje nie będą jednolite i nie powinny być. Ze sceny wygląda to jak porażka, bo oko wyszukuje najpierw twarze bez reakcji.

Jak ja na to patrzę

Kiedy prowadzę konferencję, widzę salę z perspektywy, której prelegent nie ma. Widzę, że ta sama osoba, która przez dwadzieścia minut siedziała bez ruchu i nie uśmiechnęła się ani razu, po zejściu mówcy ze sceny idzie prosto do niego z pytaniem. Widzę też, że telefony wychodzą falami, w tych samych momentach bloku, niezależnie od tego, kto akurat mówi.

To jest obserwacja, nie wynik badania, ale zdjęła mi z głowy sporo napięcia i zwykle zdejmuje je prelegentom, z którymi pracuję. Spadek widocznego zainteresowania w dziesiątej minucie rzadko jest oceną treści, częściej końcem naturalnego cyklu uwagi. Liczy się wtedy rytm, przerwa i zmiana formy, a nie dorzucanie treści. Rozpisałem to szerzej w tekście o przeciążeniu poznawczym na konferencji.

Dlaczego uczenie się tekstu na pamięć pogarsza sprawę

Najczęstszy odruch przed wystąpieniem brzmi: napiszę sobie całość i wykuję. Problem pojawia się w szóstym zdaniu, kiedy wypada jedno słowo. Pamięć dosłowna działa jak łańcuch, więc gubiąc ogniwo, tracisz dostęp do kolejnych. Wtedy na scenie dzieje się rzecz najgorsza z możliwych: zamiast myśleć o treści, szukasz w głowie konkretnego wyrazu, a sala to widzi.

Działa odwrotna kolejność. Zapisujesz strukturę zamiast tekstu: trzy do pięciu bloków, każdy z własną tezą i jednym przykładem. Zdania układasz na scenie. Brzmi mniej bezpiecznie i jest dużo bezpieczniejsze, bo gubiąc słowo, nie gubisz myśli. O tym, jak taką strukturę zbudować, napisałem osobno w tekście o wystąpieniu otwierającym konferencję.

Sam przez lata sprawdzałem obie drogi i mam w tej sprawie zdanie bez wahania. Przy wykutym tekście pierwsza pomyłka kosztuje całe wystąpienie, bo odbiera pewność na następne dziesięć minut. Przy strukturze pomyłki w zasadzie nie ma: zdanie można powiedzieć inaczej i nikt poza tobą nie wie, że miało brzmieć inaczej.

Przygotuj pierwsze trzydzieści sekund, nie całe wystąpienie

Napięcie jest najwyższe w pierwszych chwilach i spada, kiedy usłyszysz własny głos w sali. Dlatego jedyny fragment, który opłaca się mieć gotowy słowo w słowo, to otwarcie. Trzy, maksymalnie cztery zdania, przećwiczone na głos tyle razy, żeby wychodziły bez myślenia.

Z mojej praktyki na warsztatach scenicznych wynika dodatkowa korzyść. Osoba, która wie, jak zacznie, przestaje zajmować się pytaniem „czy mi się uda”, bo ma konkretne zadanie na najbliższą minutę. Reszta wystąpienia idzie wtedy z własnego rytmu, a ja ze swojego miejsca obok sceny widzę, że ramiona opadają już po drugim zdaniu.

Czego nie wkładać w otwarcie

  • przepraszania za cokolwiek, od tremy po usterkę mikrofonu,
  • agendy i slajdu o sobie, bo oba odkładają powód, dla którego sala ma słuchać,
  • żartu, który nie wyniknął z sytuacji w sali, bo cisza po nim kosztuje więcej, niż daje udany.

Fizjologia: oddech, postawa, tempo, pauza

Trema działa w ciele, więc tam się nią zarządza. Cztery rzeczy, które da się ustawić przed wejściem i w trakcie.

  • Oddech przeponowy. Wydech dłuższy od wdechu, kilka cykli przed wejściem. Obniża tętno i odblokowuje głos, który przy napięciu idzie w górę i staje się cienki.
  • Postawa. Stopy na szerokość barków, ciężar na obu, ramiona opuszczone. Ciało w zamkniętej pozycji wymusza płytki oddech, a płytki oddech wymusza szybkie mówienie.
  • Tempo. Przy napięciu rośnie bez naszej wiedzy. Świadome zwolnienie na pierwszych dwóch zdaniach ustawia tempo na resztę.
  • Pauza. Najbardziej niewygodne narzędzie i najmocniejsze. Dwie sekundy ciszy po ważnym zdaniu brzmią ze sceny jak panowanie nad sytuacją, a z wnętrza głowy jak katastrofa. Sala słyszy pierwszą wersję.

Pauzy uczyłem się najdłużej i nadal muszę o niej pamiętać świadomie. Przy mikrofonie w ręku dwie sekundy ciszy wydają się dziesięcioma, więc odruch każe je zapełnić słowem. Pomogło mi liczenie w głowie do dwóch po zdaniu, które ma zostać w sali. Wygląda to na drobiazg, a jest różnicą między zdaniem usłyszanym a zdaniem zapamiętanym.

Ćwiczenie na tremę, które zmienia najwięcej

Nagraj się telefonem przez trzy minuty, mówiąc swój blok. Potem to obejrzyj. Jest to niewygodne i w tym tkwi sens: po raz pierwszy widzisz to, co widzi sala, a nie to, co czujesz w środku. Zwykle wychodzą trzy rzeczy: za szybkie tempo, ręce, które nie wiedzą, gdzie być, i zdania bez końca.

Na warsztatach to ćwiczenie budzi największy opór i daje największy skok. Ludzie najpierw proszą, żeby nie nagrywać, potem oglądają nagranie z grymasem, a po drugim podejściu mówią wolniej bez przypominania. Żadna moja uwaga z boku sali nie działa tak szybko jak trzy minuty własnego obrazu. Dlatego przy przygotowaniu prelegentów stawiam na to ćwiczenie przed wszystkimi innymi.

Czego nie robić z tremą przed wystąpieniem

Tremy nie zapowiadaj ze sceny. Zdanie „trochę się stresuję” przenosi uwagę z tematu na ciebie i zmusza salę do oceniania twojego stanu. Alkohol przed wejściem obniża kontrolę nad tempem, a napięcia nie rusza. Próby technicznej nie zostawiaj na ostatnie minuty, bo nieznany mikrofon i nieznane odsłuchy podbijają napięcie bardziej niż sama publiczność.

I jedna rzecz z drugiej strony. Trema całkowicie zgaszona odbiera energię. Osoby, które mówią ze sceny obojętnie, są poprawne i zapominane. Celem jest napięcie, którym da się pracować, a nie jego brak. Po kilkuset wydarzeniach poprowadzonych ze sceny wiem, że najlepsze wejścia miałem wtedy, gdy puls był podniesiony, a plan na pierwsze pół minuty gotowy.

Trema przed wystąpieniem: co zrobić przed najbliższym razem

Zapisz strukturę w pięciu punktach, napisz otwarcie słowo w słowo, nagraj trzy minuty telefonem i obejrzyj. Cztery godziny pracy, rozłożone na tydzień, zmieniają więcej od miesiąca czytania o technikach. Jeżeli w twojej firmie przed scenę wychodzą eksperci, przećwicz to z nimi wcześniej, a nie na wydarzeniu klienta: zakres takiego przygotowania opisałem w tekście o szkoleniu z wystąpień publicznych.

Masz wystąpienie w kalendarzu i chcesz je przegadać przed terminem? Umów rozmowę o wystąpieniu.

Źródła

  • Lintner, Belovecová, „Demographic predictors of public speaking anxiety among university students”, Current Psychology, 2024
  • MeetingPlanner.pl, IQS, „Event marketing 2025/2026. Wielopokoleniowość uczestników wydarzeń”, 2026

‍

Pytania

FAQ

Czy trema znika z doświadczeniem?

Nie znika, zmienia się reakcja na nią. Po kilkudziesięciu wystąpieniach ciało reaguje podobnie, ale wiesz już, że podniesione tętno przed wejściem nie przeszkadza w mówieniu. Zmienia się też przygotowanie: zamiast uczyć się tekstu, układasz strukturę i ćwiczysz otwarcie. Dlatego trema przestaje decydować o przebiegu wystąpienia, choć nadal jest obecna.

Ile osób boi się wystąpień publicznych?

Tomáš Lintner i Barbora Belovecová zmierzyli w 2024 roku skalą PRCS lęk przed mówieniem publicznym na próbie 1745 studentów Uniwersytetu Masaryka w Brnie. Lęk rozłożył się w całej badanej populacji, z różną siłą w poszczególnych grupach. Polskiego badania z liczbami na ten temat, opublikowanego w ostatnich trzech latach, nie znalazłem. Dane dotyczą środowiska akademickiego, więc nie da się ich wprost przenieść na salę konferencyjną, ale skala zjawiska jest wyraźna.

Czy lepiej nauczyć się wystąpienia na pamięć?

Pamięć dosłowna działa jak łańcuch: gubiąc jedno słowo, tracisz dostęp do kolejnych zdań. Na scenie kończy się to szukaniem wyrazu zamiast myślenia o treści. Mocniejsze rozwiązanie to struktura: trzy do pięciu bloków, każdy z tezą i jednym przykładem, a zdania układane na żywo. Słowo w słowo przygotowujesz tylko otwarcie.

Jak długie powinno być otwarcie wystąpienia?

Trzy do czterech zdań, czyli około trzydziestu sekund. Tyle wystarczy, żeby sala wiedziała, po co ma słuchać, i tyle da się przećwiczyć do poziomu automatu. Dłuższe otwarcie zwykle zamienia się w agendę i slajd o sobie, czyli w dwie rzeczy, które odkładają powód do słuchania. Przy dłuższym wystąpieniu warsztatowym otwarcie bywa dwa razy dłuższe, ale wtedy mieści w sobie zadanie dla sali, a nie opis programu.

Co pomaga w ostatnich minutach przed wejściem na scenę?

Kilka cykli oddechu z wydechem dłuższym od wdechu, sprawdzony wcześniej mikrofon i odsłuch oraz powtórzone w głowie pierwsze dwa zdania. Nie pomaga: czytanie całego tekstu po raz dziesiąty, rozmowa o tym, jak bardzo się stresujesz, i kawa numer cztery. Próba techniczna zrobiona wcześniej obniża napięcie mocniej od każdej techniki oddechowej.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak