Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Dyrektor sprzedaży dzwoni w połowie roku z gotową diagnozą: zespół nie umie prezentować, potrzebujemy dwudniowego szkolenia z wystąpień, najlepiej z kamerą i informacją zwrotną. Budżet jest, termin jest, lista uczestników powstała na podstawie tego, kto w tym kwartale stał przed klientem. Ocena po szkoleniu wychodzi bardzo wysoka, a pół roku później prezentacje wyglądają tak samo.
Krótka odpowiedź brzmi: o wyniku szkolenia z wystąpień decydują trzy rzeczy ustalane przed jego zamówieniem. Kto przychodzi z własnej woli, czy program zawiera ekspozycję na realną sytuację i kiedy mierzy się efekt. Poniżej pięć błędów, które widuję najczęściej, wraz z ich kosztem.
W artykule znajdziesz
Argumentacja sprzedażowa zaczyna się od zdania, że wystąpień publicznych boi się 75 procent ludzi. Wartość ta nie ma źródła pierwotnego. Prześledzenie łańcucha prowadzi do Jamesa McCroskeya, który w 1993 roku pisał o siedemdziesięciu do siedemdziesięciu pięciu procentach dorosłej populacji, powołując się na raport Bruskina z 1971 roku i książkę Philipa Zimbardo o nieśmiałości z 1977 roku. Zimbardo podaje faktycznie 73 procent, a liczba dotyczyła nieśmiałych studentów odczuwających dyskomfort w sytuacji, gdy patrzy na nich duża grupa.
Twarde dane epidemiologiczne wyglądają inaczej. National Comorbidity Survey Replication, badanie reprezentatywne gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych realizowane w latach 2001 do 2003, dało rozpowszechnienie fobii społecznej na poziomie 12,1 procent w ciągu życia i 7,1 procent w ciągu dwunastu miesięcy. To rząd wielkości różniący się od siedemdziesięciu pięciu procent o cały poziom.
Zamówienie programu terapeutycznego dla grupy, w której realny problem ma dwie osoby na dwanaście. Pozostali przechodzą przez ćwiczenia obliczone na redukcję lęku, choć potrzebują czegoś innego: porządkowania treści i prowadzenia rozmowy z salą.
Zwięzła diagnoza przed zamówieniem, oddzielająca lęk od braku warsztatu. Narzędziem używanym w badaniach jest skala Personal Report of Public Speaking Anxiety McCroskeya, przy czym nie ma dla niej polskich norm populacyjnych, więc służy do porównania osób wewnątrz grupy, nie do stawiania diagnoz. Grupa dzieli się zwykle na dwie ścieżki, a ta z realnym lękiem wymaga innego prowadzącego.
Metaanaliza Mike'a Allena, Johna Huntera i Williama Donohue z Communication Education z 1989 roku porównała trzy sposoby pracy z lękiem przed wystąpieniami: modyfikację poznawczą, systematyczną desensytyzację i trening umiejętności. Wszystkie trzy obniżały lęk, przy czym literatura wtórna cytuje tę pracę na tezę, że ekspozycja i modyfikacja poznawcza działają mocniej od samego treningu umiejętności. Rynek sprzedaje głównie tę trzecią.
Nadzieja pokładana w goglach też wymaga uporządkowania. Przegląd Nexhmedina Moriny i współpracowników objął dwanaście badań nad terapią ekspozycyjną w wirtualnej rzeczywistości przy lęku społecznym. Wobec listy oczekujących efekt był duży, natomiast wobec ekspozycji w realnym świecie różnic istotnych nie stwierdzono ani bezpośrednio po terapii, ani w badaniu kontrolnym.
Dwa dni pracy zespołu i honorarium prowadzącego wydane na obniżenie lęku, który po powrocie do sali konferencyjnej wraca. Gogle bywają przy tym droższe od wynajęcia realnej sali z realną publicznością, a przewagi terapeutycznej nad nią nie mają.
Cykl z ekspozycją rozłożoną na kilka tygodni i z publicznością spoza zespołu. Wirtualna rzeczywistość ma wartość logistyczną, bo pozwala powtarzać sytuację bez organizowania widowni, i tak ją traktuję: jako narzędzie dostępności, nie jako przewagę terapeutyczną. Rolę wystąpień w budowaniu pozycji zawodowej rozpisałem we wpisie o wystąpieniu publicznym a marce osobistej.
Proporcja mówiąca, że treść odpowiada za 7 procent przekazu, głos za 38, a mowa ciała za 55, pochodzi z zestawienia dwóch odrębnych eksperymentów Alberta Mehrabiana z 1967 roku. Badanie główne objęło 37 studentek psychologii, a bodźcem werbalnym było jedno słowo. Żadne z dwóch badań nie porównywało trzech kanałów jednocześnie, a przedmiotem pomiaru było odczytywanie postaw z komunikatów niespójnych. Sam Mehrabian komentował publicznie, że jego wyniki są często błędnie cytowane, a teza o 7 procentach udziału warstwy werbalnej w całej komunikacji jest absurdalna.
Pozy mocy mają jeszcze krótszą historię. Oryginalne badanie Dany Carney, Amy Cuddy i Andy'ego Yapa z 2010 roku objęło 42 osoby. Replikacja Evy Ranehill i współpracowników z 2015 roku na próbie 200 osób nie potwierdziła zmian testosteronu, kortyzolu ani skłonności do ryzyka. Przetrwał wyłącznie mały efekt na subiektywne poczucie mocy, d = 0,34. Joseph Simmons i Uri Simonsohn wykazali w 2017 roku, że wartość dowodowa całej literatury o pozach mocy jest nieodróżnialna od zera.
Najmocniejszy głos w tej sprawie należy do współautorki oryginału. Dana Carney opublikowała w 2016 roku oświadczenie, w którym napisała, że nie wierzy w realność efektów póz mocy i nie uczy już o nich na swoich zajęciach.
Godzina programu poświęcona ćwiczeniu, które nie działa, plus wiarygodność prowadzącego, gdy ktoś z sali zna stan badań. Uczestnik wychodzi też z przekonaniem, że treść wystąpienia odpowiada za 7 procent wyniku, co bezpośrednio obniża czas, jaki poświęci na przygotowanie argumentacji.
Robota nad strukturą wystąpienia i doborem materiału dowodowego, a mowa ciała jako korekta pojedynczych nawyków utrudniających odbiór. Prowadzącego pytam wprost, skąd bierze proporcję 7-38-55, i traktuję odpowiedź jako test przygotowania merytorycznego. O tym, jak zbudować otwarcie, które utrzymuje salę, pisałem we wpisie o wystąpieniu otwierającym.
Analiza Briana Blume'a, Kevina Forda, Timothy'ego Baldwina i Jasona Huanga z Journal of Management z 2010 roku objęła 89 badań empirycznych i 12 496 osób. Korelacje z przeniesieniem szkolenia do pracy układają się tak: zdolności poznawcze 0,37, dobrowolność uczestnictwa 0,34, wsparcie przełożonego 0,31, sumienność 0,28, klimat transferu 0,27, motywacja do uczenia się 0,23, wsparcie współpracowników 0,14.
Dwie liczby z tej listy przewracają typową procedurę zamawiania szkoleń. Udział z własnej woli i wsparcie przełożonego wypadają wyżej od motywacji do uczenia się, czyli od cechy, którą zwykle obarcza się winą za brak efektu. Ta sama publikacja dodaje rozróżnienie na umiejętności otwarte i zamknięte: dla otwartych, do których należą wystąpienia, wpływ środowiska pracy wynosi 0,26 wobec 0,04 dla zamkniętych.
Szkolenie zamówione dla listy nazwisk wyznaczonej odgórnie traci najmocniejszy czynnik przenoszenia treści do pracy. Koszt widać dopiero po kwartale, gdy okazuje się, że nikt nie zmienił sposobu przygotowania prezentacji.
Zapisy otwarte z jasnym opisem, dla kogo program jest przeznaczony, oraz rozmowa przełożonego z uczestnikiem przed i po. Rozmowa po szkoleniu powinna dotyczyć konkretnego wystąpienia zaplanowanego w kalendarzu. Grupom wyznaczonym odgórnie zostaje jedno narzędzie: danie uczestnikom wyboru terminu i formatu.
Praca Blume'a i współpracowników zawiera dwa ustalenia metodologiczne o bezpośrednich konsekwencjach dla zamawiającego. Pierwsze dotyczy momentu pomiaru: transfer mierzony bezpośrednio po szkoleniu wykazuje związki znacznie silniejsze od mierzonego z opóźnieniem, dla wiedzy 0,48 wobec 0,18. Sprawdzenie zaraz po zakończeniu zawyża więc wynik ponad dwukrotnie.
Drugie dotyczy tego, kto mierzy. Gdy predyktor i transfer mierzono jednocześnie samoopisem, korelacje rosły drastycznie, a wpływ środowiska pracy skakał z 0,23 do 0,54. Ankieta wypełniana przez uczestnika o uczestniku mierzy więc w dużej mierze samą siebie.
Fałszywe potwierdzenie, na podstawie którego zamawia się kolejną edycję tego samego programu. Organizacja płaci drugi raz za coś, czego działania nikt nie sprawdził poza dniem zakończenia.
Pomiar na dwóch wystąpieniach zaplanowanych w kalendarzu: jednym przed szkoleniem i jednym po dziewięćdziesięciu dniach, oceniany przez tę samą osobę spoza grupy według tej samej listy kryteriów. Kwestionariusz zadowolenia zostaje jako informacja o wykonaniu usługi. Sposób oceniania prelegentów rozpisałem we wpisie o doborze prelegentów na konferencję.
Karen Dwyer i Marlina Davidson sprawdziły w 2012 roku na próbie 815 studentów słynną tezę o strachu przed wystąpieniami silniejszym od strachu przed śmiercią. Przy pytaniu o wszystkie odczuwane lęki wystąpienia publiczne wskazało 61,7 procent badanych, a śmierć 43,2 procent. Pytanie o lęk największy odwracało kolejność: śmierć 20 procent, wystąpienia 18,4 procent.
Autorki dotarły także do oryginalnego raportu Bruskina z 1973 roku i ustaliły rzecz zasadniczą: badanie nie prosiło respondentów o wskazanie lęku największego ani o uszeregowanie listy. Cała popularna teza powstała z pytania, którego w badaniu nie zadano. Dla zamawiającego szkolenie płynie z tego wniosek praktyczny: lęk przed wystąpieniem jest powszechny, lecz rzadko paraliżujący, więc program zbudowany wyłącznie wokół jego redukcji trafia obok potrzeby większości grupy.
Bilans Kapitału Ludzkiego, badanie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytetu Jagiellońskiego na próbie 3646 pracodawców, pokazał dla 2021 roku, że około 80 procent firm podejmowało działania rozwijające kompetencje pracowników, o pięć punktów procentowych mniej od poziomu z 2018 roku. Mediana liczby przeszkolonych osób w firmie spadła z 25 do 20.
Moja prognoza na 2027 rok zakłada rozpad dwudniowego formatu na sekwencję: krótka sesja diagnostyczna, trzy spotkania ćwiczeniowe rozłożone na sześć tygodni i obserwacja realnego wystąpienia. Taki układ odpowiada temu, co wiadomo o transferze, i mieści się w budżetach, które przestały rosnąć. Ryzyko polega na tym, że sekwencja jest trudniejsza do sprzedania niż dwa dni w hotelu, bo nie wygląda na wydarzenie.
Sekwencja rozłożona na kilka tygodni daje więcej od bloku dwudniowego, bo umiejętności otwarte wymagają powtórzeń w realnym środowisku. Sensowny układ to sesja diagnostyczna, trzy spotkania ćwiczeniowe po trzy godziny i obserwacja wystąpienia u klienta albo na konferencji. Format dwudniowy broni się wtedy, gdy grupa zjeżdża z kilku krajów i innego terminu nie będzie.
Sześć do ośmiu osób pozwala każdemu wystąpić trzy razy w ciągu jednego dnia i dostać informację zwrotną. Powyżej dwunastu osób czas na wystąpienie spada poniżej progu, przy którym da się cokolwiek przećwiczyć, a program zamienia się w wykład o wystąpieniach. Większe zespoły dzielę i powtarzam cykl.
Nagranie porządkuje informację zwrotną, bo odsuwa spór o to, co się wydarzyło. Sens pojawia się jednak dopiero wtedy, gdy uczestnik ogląda je z prowadzącym i z listą dwóch rzeczy do zmiany. Samotne oglądanie wieczorem tego nie daje. U osób z wysokim poziomem lęku nagranie przynosi odwrotny skutek i wtedy z niego rezygnuję.
Rozpoznaję go po tym, że pytany o proporcję 7-38-55 albo o pozy mocy potrafi powiedzieć, jaki jest stan badań. Drugim sygnałem jest pytanie o to, gdzie uczestnicy realnie występują i przed kim, zadane przed złożeniem oferty. Trzecim gotowość do oceny wystąpienia po trzech miesiącach, zapisana w umowie.
Wtedy, gdy zespołowi brakuje treści do podania. Zespół, który prezentuje produkt bez ustalonej argumentacji sprzedażowej, potrzebuje warsztatu nad materiałem, a szkolenie z wystąpień poprawi wyłącznie formę tego samego chaosu. Sygnałem rozpoznawczym jest sytuacja, w której dwie osoby z zespołu opowiadają o tym samym produkcie zupełnie inną historię.
Wybierasz program dla zespołu i chcesz sprawdzić go przed podpisaniem umowy, umów szkolenie z wystąpień publicznych albo napisz do mnie z listą pytań do prowadzącego. Wychodzimy z rozmowy z kryteriami oceny wystąpienia i terminem pomiaru po dziewięćdziesięciu dniach.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.