Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Zdanie, które słyszę na co drugim spotkaniu produkcyjnym, brzmi: sesja musi mieć maksymalnie dwadzieścia minut, bo po dziesięciu minutach uwaga i tak spada. Pada zwykle z ust osoby układającej agendę, a poparte bywa wykresem z prezentacji sprzed lat. Sprawdziłem, skąd pochodzą liczby powtarzane w tej rozmowie, i żadna z nich nie ma źródła, które by je uzasadniało.
Odpowiedź krótka: długość sesji jest złym parametrem do optymalizacji. Znaczenie ma liczba elementów, które uczestnik musi przetworzyć naraz, oraz to, czy w programie jest moment, w którym sam coś odtwarza z pamięci.
Najważniejsze tezy:
Program konferencji układany pod domniemane limity uwagi rozwiązuje problem, którego nie ma, i pomija ten, który jest: nadmiar równocześnie przetwarzanych informacji przy zerowej liczbie momentów odtwarzania. Metaanaliza 61 badań pokazuje, że samo odpytanie uczestnika z materiału daje efekt, którego żadne skrócenie sesji nie zastąpi.
Popularyzatorem tej tezy jest John Medina i jego książka Brain Rules z 2008 roku, gdzie pada zdanie o tym, że słuchacze wyłączają się przed upływem pierwszego kwadransa. Medina powołuje się ogólnikowo na badania recenzowane, bez podania choćby jednej pozycji bibliograficznej. Karen Wilson i James Korn sprawdzili tę tezę w Teaching of Psychology w 2007 roku, przeglądając notatki studentów, obserwacje z sal i pomiary fizjologiczne. Ich wniosek brzmiał, że materiał, na którym opiera się to oszacowanie, daje mu niewielkie poparcie.
Ostrzej postawił sprawę Neil Bradbury w Advances in Physiology Education w 2016 roku. Prześledził łańcuch cytowań i ustalił, że najczęściej przywoływane źródło rzekomego spadku uwagi, tekst z 1978 roku, uwagi w zasadzie nie omawia. Jego konkluzja mówi wprost, że dostępne dane pierwotne nie potwierdzają limitu dziesięciu do piętnastu minut.
Skracanie sesji do dwudziestu minut na podstawie tej tezy jest decyzją bez podstawy. Sensowniej patrzeć na to, ile odrębnych wątków uczestnik musi utrzymać w głowie w jednym bloku i czy między blokami ma moment na odtworzenie tego, co usłyszał. Siatkę godzinową buduję dziś wokół liczby wątków, nie wokół minut, o czym pisałem we wpisie o układaniu agendy konferencji.
George Miller opublikował w Psychological Review w 1956 roku pracę o siedmiu elementach plus minus dwa, przy czym opisywał w niej dwa różne zjawiska: ocenę pojedynczego wymiaru bodźca oraz zakres pamięci bezpośredniej. Sam autor zakończył artykuł zdaniem o tym, że podejrzewa w powtarzalności siódemki złośliwy, pitagorejski przypadek. Cytowanie go jako dowodu na siedem punktów w prezentacji jest więc odwrotnością tego, co napisał.
Nelson Cowan zrewidował tę liczbę w Behavioral and Brain Sciences w 2001 roku, zbierając dane wskazujące na limit od trzech do pięciu elementów, średnio około czterech. Rewizja ma jednak warunek brzegowy, który w branżowych prezentacjach znika: limit ujawnia się tylko wtedy, gdy badanym uniemożliwiono grupowanie informacji w większe całości i powtarzanie ich w pamięci.
Uczestnik konferencji ma wiedzę uprzednią i grupuje informacje, więc nie działa w warunkach laboratoryjnych Cowana. Praktyczna wskazówka dotyczy raczej materiału nowego: elementy, których odbiorca nie potrafi podłączyć do niczego, co już zna, obciążają go pojedynczo. Prelegent wprowadzający pięć nieznanych pojęć w dziesięć minut projektuje przeciążenie niezależnie od długości sesji.
Liczba pochodzi z materiału Microsoft Canada z 2015 roku, który jako źródło wskazał serwis Statistic Brain. Dziennikarze BBC prześledzili ten łańcuch w 2017 roku: instytucje wymienione przez Statistic Brain nie potwierdziły danych, a sam serwis nie odpowiedział na pytania o metodologię. Jedyne realne badanie w całym łańcuchu objęło 25 osób i mierzyło czas spędzany na stronie internetowej, nie uwagę.
Ironia sięga dalej. Raport Microsoftu, na który powołuje się branża marketingowa, pisał w przedmowie, że cyfrowe media nie są przyczyną upadku naszej uwagi. Teza przypisywana temu dokumentowi jest więc odwrotnością tego, co dokument twierdził.
Ośmiu sekund nie wolno używać w żadnym materiale, także sprzedażowym. Człowiek, który wychodzi z sali po trzech minutach, robi to najczęściej z braku rozpoznanej korzyści z zostania. Biologiczny licznik nie ma tu nic do rzeczy. Rozróżnienie między zainteresowaniem a zdolnością przetwarzania opisałem szerzej we wpisie o psychologii uczestnika wydarzenia.
Analiza zbiorcza Patricii Albulescu i współpracowników, opublikowana w PLOS ONE w sierpniu 2022 roku, objęła 22 niezależne próby z 19 publikacji, łącznie 2335 osób. Mikroprzerwy poprawiały wigor (d = 0,36) i redukowały zmęczenie (d = 0,35), obie różnice istotne statystycznie. Wykonanie zadań wypadło inaczej: d = 0,16 przy p = 0,116, czyli wynik nieistotny.
Autorzy dodali obserwację z metaregresji: im dłuższa przerwa, tym większy efekt na wykonanie. Poprawa dotyczyła zadań rutynowych i kreatywnych. Przy zadaniach obciążających poznawczo jej nie stwierdzono. Konkluzja mówi, że regeneracja po zadaniach mocno wyczerpujących wymaga przerw dłuższych od dziesięciu minut.
Piętnastominutowa przerwa kawowa po trzech gęstych sesjach pełni funkcję socjalną i energetyczną, nie poznawczą. Blok, który ma dowieźć zrozumienie trudnego materiału, potrzebuje dłuższej przerwy, najlepiej połączonej z odtworzeniem treści. Układ trzy sesje plus kwadrans jest wygodny dla produkcji i obojętny dla przyswajania.
Przegląd Cochrane z września 2021 roku o spotkaniach edukacyjnych objął 215 badań i ponad 28 tysięcy uczestników. Spotkania edukacyjne wobec braku interwencji poprawiały praktykę zawodową o medianę 4 procent, a wyniki pacjentów o 0,1 procent, przy umiarkowanej pewności dowodu. Co do przewagi formatów interaktywnych nad wykładowymi autorzy napisali, że pozostają niepewni, bo pewność dowodu jest bardzo niska.
Mocniejszy materiał daje odpytanie. Zestawienie Christophera Rowlanda z Psychological Bulletin z 2014 roku objęło 159 wielkości efektu z 61 badań. Wynik ogólny to g = 0,50, przy odstępie co najmniej jednodniowym rósł do 0,69, a przy informacji zwrotnej do 0,73. Brak informacji zwrotnej obniżał go dla porównania do 0,39.
Warsztat sam z siebie nie jest lepszy od wykładu i nie ma na to danych. Różnicę robi element, który zmusza uczestnika do wydobycia treści z pamięci: pytanie do sali z odpowiedzią odsłanianą po chwili, krótki test na urządzeniu mobilnym, ćwiczenie z zapisaniem trzech wniosków bez zaglądania do notatek. Ten sam mechanizm tłumaczy, dlaczego zgodne kiwanie głowami na sali nie przekłada się na zmianę po wydarzeniu, o czym pisałem we wpisie o tym, że wiedza nie jest rezultatem eventu.
Widzę trzy siły działające w tę samą stronę. Zamawiający pytają o efekt wydarzenia twardziej niż dwa lata temu, prelegenci mają dostęp do narzędzi do szybkiego odpytywania sali, a uczestnicy przychodzą po coś, czego nie znajdą w nagraniu. Wszystkie trzy premiują programy z wbudowanym momentem wydobycia treści.
Moja prognoza na 2027 rok zakłada, że w programach konferencji pojawi się osobny, nazwany element po każdym bloku merytorycznym, trwający od pięciu do ośmiu minut i służący odtworzeniu treści. Ryzyko jest przewidywalne: element ten łatwo zamienić w quiz o nagrody, który bawi salę i nie wymaga niczego wydobyć z pamięci. Różnica między jednym a drugim leży w tym, czy pytanie da się rozwiązać bez udziału w sesji.
Trzy nowe pojęcia na czterdziestopięciominutowy blok to granica, przy której uczestnik bez wiedzy uprzedniej jeszcze nadąża. Powyżej tej liczby rośnie prawdopodobieństwo, że zapamięta pierwszy i ostatni wątek, a środek zniknie. Mówca zwracający się do sali mieszanej powinien przy każdym nowym pojęciu podać punkt zaczepienia w czymś, co słuchacze już znają.
Nagranie daje dostęp do treści, przyswojenia nie zapewnia. Praca Rowlanda z 2014 roku podaje, że ponowne czytanie albo oglądanie daje słabszy efekt od odpytania, przy czym uczestnicy powtarzający materiał oceniają swoje zapamiętanie wyżej. Zapis wideo ma więc sens jako archiwum. Sesji z ćwiczeniem nie zastąpi.
Synteza Nicholasa Cepedy i współpracowników z 2006 roku, obejmująca 317 eksperymentów, ustaliła regułę: im dłużej materiał ma być pamiętany, tym dłuższy powinien być odstęp między powtórzeniami. Dla treści, która ma przetrwać kwartał, sensowne są trzy kontakty: dzień po wydarzeniu, po dwóch tygodniach i po dwóch miesiącach. Każdy z nich powinien wymagać odpowiedzi, samo przeczytanie podsumowania to za mało.
Replikacja Jaapa Murre i Joeri Drosa z 2015 roku potwierdziła kształt krzywej, ale wykonano ją na jednej osobie i na bezsensownych sylabach, podobnie jak oryginał z 1885 roku. Podawanie konkretnych procentów zapominania po konferencji jest więc nadinterpretacją. Kształt krzywej uzasadnia szybkie pierwsze powtórzenie, konkretne liczby nie mają pokrycia.
Pomaga przeliczenie na liczbę wątków zamiast na minuty. Dwanaście tematów w jeden dzień pokazanych jako dwanaście nowych pojęć do zapamiętania działa na wyobraźnię mocniej od apelu o skrócenie sesji. Rozmowa kończy się zwykle wyborem trzech tematów wiodących i przesunięciem reszty do materiałów po wydarzeniu.
Masz program konferencji do ułożenia i chcesz sprawdzić, ile wątków realnie dowieziesz, zapraszam na godzinną konsultację. Wychodzimy z niej z listą tematów wiodących, miejscem na odtwarzanie treści po każdym bloku i planem trzech kontaktów po wydarzeniu.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.