Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Siedemnaście procent. Tyle czasu całego procesu zakupowego kupujący B2B spędzają na spotkaniach ze wszystkimi rozważanymi dostawcami razem wziętymi, według badania Gartnera na próbie 750 osób z 2017 roku. Przy porównywaniu kilku firm na jedną przypada pięć do sześciu procent. Reszta procesu toczy się poza zasięgiem sprzedawcy i poza jakąkolwiek analityką.
Odpowiedź krótka brzmi tak: decyzja o tym, kto trafi na krótką listę, zapada zanim pojawi się zapytanie ofertowe, a wydarzenia, wystąpienia i rozmowy w kuluarach pracują właśnie w tym oknie. Mierzyć da się jego skutek, nie przebieg.
Najważniejsze tezy:
Ta część procesu zakupowego, której nie widać w systemach, decyduje o składzie krótkiej listy, a lista rozstrzyga o wyniku, bo zwycięzca w przeważającej części przypadków pochodzi z jej pierwszej wersji. Budżet marketingowy rozliczany wyłącznie z zapytań przychodzących finansuje ostatni krok procesu i pomija ten, który go przesądził.

Liczby w skrócie
Obraz z trzech niezależnych źródeł układa się spójnie. Raport 6sense z 2025 roku, oparty na odpowiedziach blisko czterech tysięcy kupujących z trzech regionów, przy medianie wartości zakupu od 200 do 400 tysięcy dolarów, podaje, że pierwszy kontakt z dostawcą następuje po przejściu 61 procent ścieżki. Rok wcześniej było to 69 procent, czyli moment kontaktu przesunął się o sześć do siedmiu tygodni wcześniej.

Druga liczba z tego samego raportu jest mocniejsza w konsekwencjach. Firma skontaktowana jako pierwsza wygrywa około 80 procent transakcji, w różnych falach badania od 77 do 81 procent. Kupujący ocenia średnio 5,1 dostawcy, a lista, z którą wchodzi w proces, liczy około czterech nazw.
Badanie Bain przeprowadzone z LinkedIn B2B Institute przez NewtonX w lutym 2026 roku na próbie 750 osób dokłada obserwację o tym, kto tę listę tworzy. Dziewięć na dziesięć zakupów pochodzi z zestawu dostawców branych pod uwagę przed rozpoczęciem formalnej oceny, a osoby spoza zespołu projektowego, czyli zakupy, finanse i dział informatyczny, mają połowę wpływu na decyzję i kierują się reputacją oraz ograniczaniem ryzyka.
Spośród badań, do których dotarłem, żadne nie mierzy osobno wpływu wydarzeń, wystąpień konferencyjnych ani podcastów na skład krótkiej listy. Dostępne liczby dotyczą kategorii zbiorczych: rekomendacji ustnej, treści eksperckich i wcześniejszego doświadczenia z dostawcą. Kto twierdzi, że konferencja odpowiada za konkretny procent decyzji zakupowych, podaje liczbę, której nie ma.

Ograniczenia mają też same źródła. Dokument 6sense powstaje w firmie sprzedającej oprogramowanie do wykrywania kupujących w niewidocznej fazie procesu, więc każda wyższa liczba w tym materiale uzasadnia zakup jej produktu. Metoda opiera się na retrospektywnej samoocenie kupujących, notorycznie zawyżanej. Gartnerowskie 17 procent pochodzi z badania sprzed ośmiu lat i nie zostało publicznie powtórzone, a pełnego rozbicia czasu firma na swoich stronach nie udostępnia.
Ostrożności wymaga też reguła mówiąca, że 95 procent klientów biznesowych nie jest w danym momencie na rynku. Sformułował ją John Dawes z Ehrenberg-Bass Institute w 2021 roku, na zlecenie i za pieniądze LinkedIn B2B Institute, a jej podstawą jest wyliczenie z przeciętnych odstępów między zakupami, nie pomiar. Sam autor pisał, że 95 procent nie jest regułą precyzyjną, lecz heurystyką mającą przekazać myśl, że w danym okresie kupuje tylko niewielka część firm.

Pierwsza dotyczy rozliczania wydarzeń. Liczba leadów zebranych na stoisku opisuje ostatni krok, a wpływ wydarzenia na skład listy ujawnia się w kwartale, w którym klient akurat uruchamia projekt. Miarą, którą stosuję u klientów, jest udział firm obecnych na wydarzeniu wśród nadawców zapytań w kolejnych dwóch kwartałach, zestawiony z udziałem firm nieobecnych.
Kolejna dotyczy tego, kogo zapraszać. Skoro zespół zakupowy liczy od pięciu do szesnastu osób i zawiera funkcje, które produktu nie oglądają, materiał z wydarzenia musi działać w rękach jednej osoby referującej reszcie. Zaproszenie na konferencję samego użytkownika produktu pomija połowę wpływu na decyzję.

Trzecia dotyczy treści. Firmy Edelman i LinkedIn w raporcie z 2025 roku, zrealizowanym na próbie 1934 menedżerów w Stanach Zjednoczonych, podają, że 79 procent decydentów spoza zespołu projektowego chętniej wspiera dostawcę w procesie przetargowym, jeżeli publikuje on treści eksperckie, a 64 procent ufa im bardziej niż materiałom marketingowym. Obaj wydawcy zarabiają na produkcji i dystrybucji takich treści, więc liczby czytam z tym zastrzeżeniem, choć kierunek pokrywa się z resztą danych.
Średnia 5,1 ocenianego dostawcy z raportu 6sense rozjeżdża się z rozkładami z innych źródeł. Wyniki TrustRadius z 2024 roku, zebrane na próbie 2164 kupujących technologie, mówią, że 63 procent list zawiera dwa do trzech produktów, a 96 procent pięć lub mniej. Wynter w badaniu na stu dyrektorach marketingu B2B podał jeszcze niższą wartość, przy czym próba jest na tyle mała, że traktuję ją wyłącznie jako ilustrację.
Rozbieżność ma źródło w wartości transakcji. Zakupy rzędu kilkuset tysięcy dolarów obejmują więcej dostawców i dłuższy czas, a przy mniejszych krótka lista bywa dwuelementowa. Wniosek dla planowania obecności na rynku jest jednak ten sam: przy dwóch albo trzech miejscach na liście różnica między byciem rozważanym a nierozważanym jest większa od różnicy między pierwszym a drugim miejscem w ofercie.
Warta odnotowania jest też pozycja polskiego rynku w tym obrazie. Instytut Rozwoju Sprzedaży i Marketingu zbadał w 2024 roku 500 polskich firm B2B i podał, że 35 procent prowadzi aktywne działania marketingowe, a 20 procent mierzy efekty wszystkich działań. Podmiot ten sprzedaje doradztwo marketingowe, więc liczby czytam ostrożnie, natomiast brak polskiego odpowiednika badań Gartnera czy 6sense jest faktem.
Dwie liczby Gartnera wyznaczają kierunek. Pomiar z 2024 roku na próbie 632 kupujących dał 61 procent deklaracji preferencji dla przebiegu zakupu bez udziału handlowca, rok później na próbie 646 osób było to 67 procent, przy czym 45 procent użyło narzędzi sztucznej inteligencji przy ostatnim zakupie. Analityczka Gartnera Alyssa Cruz skomentowała to zdaniem o tym, że kupujący przechodzą przez decydujące zadania coraz bardziej samodzielnie, a sprzedawcy nie mogą polegać na statycznych materiałach.
Moja prognoza na 2027 rok zakłada, że udział niewidocznej części procesu wzrośnie dalej, bo narzędzia oparte na modelach językowych przejmą część researchu, który wcześniej wymagał rozmowy. Dla event marketingu oznacza to przesunięcie wartości wydarzenia z generowania zapytań na budowanie zapamiętania marki przez osoby, które kupią za rok. Trudność polega na tym, że taki efekt trzeba obronić przed finansami bez twardej liczby przypisanej do kanału.

Najbliżej prawdy jest porównanie dwóch grup firm: obecnych na wydarzeniu i nieobecnych, pod względem udziału w zapytaniach z kolejnych dwóch kwartałów. Porównanie wymaga listy uczestników zestawionej z bazą klientów i potencjalnych klientów przed wydarzeniem. Zbiór wizytówek zebranych przy stoisku na to pytanie nie odpowiada.
Narzędzia intent data pokazują sygnały zainteresowania kategorią. Konkretnych osób podejmujących decyzję nie wskazują. Sygnały te bywają użyteczne przy dużych rynkach i przy odpowiedniej skali ruchu, natomiast sprzedają je firmy zarabiające na tezie o wielkości tej fazy. Na polskich rynkach niszowych taniej wychodzi rozmowa z dziesięcioma klientami o tym, skąd dowiedzieli się o dostawcy.
Proporcja 60 do 40 pochodzi z pracy Lesa Bineta i Petera Fielda dla IPA z 2013 roku, opartej na 996 kampaniach zgłoszonych do brytyjskiego konkursu IPA Effectiveness Awards w latach 1980 do 2010. Wersja dla B2B, 46 do 54, pochodzi z raportu z 2019 roku dla LinkedIn B2B Institute, gdzie przypadków B2B było mniej niż pięćdziesiąt. Baza IPA zawiera wyłącznie kampanie zgłoszone do konkursu, czyli te, które zadziałały, więc proporcję traktuję jako punkt odniesienia, nie jako rekomendację budżetową.
Pomaga rozdzielenie raportu na dwie części: zapytania przychodzące w bieżącym kwartale i udział firm znających markę w zapytaniach kolejnych kwartałów. Wymaga to prowadzenia listy kontaktów z wydarzeń i wystąpień od pierwszego dnia. Bez takiej listy rozmowa o niewidocznej części procesu pozostaje opowieścią. Sposób prowadzenia tej ścieżki opisałem we wpisie o zamianie konferencji i targów w leady.
Cytowany wyżej raport Edelmana i LinkedIna podaje, że 53 procent badanych zgadza się ze stwierdzeniem, iż przy silnych treściach eksperckich znacznie mniej znaczy dla nich rozpoznawalność samej firmy. Wynik dotyczy treści, nie osób, a przypisanie go wprost marce osobistej byłoby nadinterpretacją. Mechanizm opisałem we wpisie o tym, dlaczego regularność w marce osobistej nie wystarcza.
Chcesz ustawić pomiar wydarzeń tak, żeby obejmował także tę część procesu, której nie widać w systemie, zapraszam na godzinną konsultację. Wychodzimy z niej z listą miar do zebrania przed wydarzeniem i po nim oraz ze sposobem pokazania tego zarządowi. Kontekst całej ścieżki rozpisałem we wpisie o customer journey B2B wokół wydarzenia.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.