Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Wolontariat pracowniczy pomaga wtedy, gdy organizacja partnerska dostaje to, czego potrzebuje, w czasie realnie oddanym przez firmę. Akcja dobrana pod zdjęcie szkodzi obu stronom: partner wykonuje darmową pracę, a pracownicy widzą rozjazd między komunikacją a codziennością.
Sobota, dziewiąta rano, las pod miastem. Pięćdziesiąt osób w firmowych koszulkach zbiera śmieci przez dwie godziny, potem jest kiełbaska i zdjęcie grupowe z banerem. W poniedziałek zdjęcie idzie na profil firmowy z podpisem o odpowiedzialności społecznej. W tym samym poniedziałek dwie osoby z tej grupy tłumaczą się przełożonemu, dlaczego nie zdążyły z raportem, bo sobota była ich jedynym dniem na nadrobienie zaległości.
Inna firma, ten sam kwartał. Zespół prawny przez sześć tygodni, w godzinach pracy, porządkuje dokumentację fundacji, która od dwóch lat nie mogła sobie z tym poradzić. Nie ma zdjęcia grupowego i nie ma banera. Fundacja dostaje coś, czego nie kupiłaby za żadne pieniądze, a trzy osoby z zespołu proszą o kolejny taki projekt.
Oba przedsięwzięcia nazywają się wolontariatem pracowniczym i różnią się wszystkim poza nazwą.
Krótka odpowiedź: wolontariat pracowniczy działa wtedy, gdy oddaje organizacji to, czego naprawdę potrzebuje, odbywa się w czasie, który firma realnie przekazuje, i nie jest jedynym dowodem na wartości, których w codziennej pracy nie widać. Szkodzi, gdy udział jest dobrowolny wyłącznie na papierze, gdy pomoc jest dobrana pod zdjęcie, a nie pod potrzebę, i gdy firma opowiada o nim głośniej, niż go realizuje.
Tym, co dostaje organizacja po drugiej stronie. Akcja manualna daje ręce do pracy, które zwykle da się kupić taniej niż kosztuje zorganizowanie wyjazdu pięćdziesięciu osób. Wolontariat kompetencyjny daje wiedzę, której organizacja nie ma i nie kupi, bo nie ma na nią budżetu.
Lista kompetencji, które realnie są potrzebne organizacjom pozarządowym, jest krótka i powtarzalna: komunikacja i marketing, prawo, księgowość i finanse, technologia, zarządzanie projektami, HR. Firma, która ma te funkcje u siebie, ma gotowy zasób do oddania, a jednocześnie nie musi budować programu od zera.
To nie znaczy, że praca manualna jest bezwartościowa. Ma sens w dwóch sytuacjach: kiedy organizacja faktycznie potrzebuje wielu rąk w krótkim czasie i kiedy celem po stronie firmy jest wspólne dokonanie, czyli efekt zespołowy, nie sama pomoc. Te dwa cele trzeba jednak rozdzielić i nazwać, bo mieszanie ich kończy się rozczarowaniem obu stron.
W jednym z projektów, przy którym pracowałem, zespoły pracownicze producenta narzędzi budowały podczas gry terenowej budy dla schroniska. Następnego dnia budy pojechały do zwierząt. Za efekt odpowiadała prosta mechanika: zespół użył narzędzi, które firma produkuje, powstał przedmiot, który komuś służy, i nikt nie musiał udawać, że dwie godziny zmieniły świat. Lokalne media napisały o tym bez żadnego budżetu mediowego, ale to była konsekwencja, nie cel.
Bo o dobrowolności decyduje nie komunikat, tylko koszt odmowy. Lista uczestników krążąca po zespole, przełożony zapisany jako pierwszy i termin w sobotę odbierają formalnej dobrowolności znaczenie. Człowiek liczy, ile go kosztuje powiedzenie „nie", i podejmuje decyzję na tej podstawie.
Ten mechanizm ma poważniejszą konsekwencję, niż się wydaje. Badania nad motywacją pokazują, że nagradzanie za czynność, którą ktoś wykonywałby z własnej woli, potrafi tę wolę osłabić. Metaanaliza Deciego, Koestnera i Ryana z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, obejmująca sto dwadzieścia osiem eksperymentów, pokazała, że nagrody uzależnione od wykonania zadania obniżają motywację wewnętrzną, a pozytywna informacja zwrotna ją podnosi. Przełożenie na wolontariat jest bezpośrednie: człowiek, który pomagał, bo chciał, i został za to rozliczony jak z zadania służbowego, następnym razem policzy to inaczej.
Cztery warunki, po których poznasz, że dobrowolność jest prawdziwa:
Czwarty punkt jest najczęściej pomijany i najtańszy do spełnienia. Ktoś, kto nie pojedzie, może przygotować materiały, obsłużyć logistykę albo po prostu pracować normalnie bez poczucia, że wypadł z zespołu.
Po trzech rzeczach: po dopasowaniu tematu do tego, czym firma się zajmuje, po zdolności organizacji do poprowadzenia projektu i po tym, czy potrafi opisać rezultat.
Dopasowanie tematyczne nie oznacza dosłowności. Producent narzędzi budujący coś rękami pracowników jest spójny, ale firma technologiczna ucząca seniorów obsługi bankowości elektronicznej też. Spójność polega na tym, że da się w jednym zdaniu wytłumaczyć, dlaczego akurat ta firma robi akurat to, i to zdanie nie brzmi jak naciąganie.
Pięć pytań do organizacji przed rozpoczęciem współpracy:
Ostatnie pytanie jest najważniejsze i najrzadziej zadawane. Organizacja, która potrafi opowiedzieć o nieudanej współpracy, zwykle ma za sobą wystarczająco dużo projektów, żeby przewidzieć problemy w waszym. Organizacja, która mówi, że każda współpraca szła świetnie, albo nie miała partnerów, albo nie mówi prawdy.
To jest najbardziej pomijany wątek w całej rozmowie o wolontariacie pracowniczym. Materiały branżowe opisują formaty współpracy i korzyści wizerunkowe, a pomijają pytanie, czy organizacja dostaje wynagrodzenie za warsztat, kto pokrywa koszt dojazdu jej ludzi i czyj jest sprzęt.
Zasada, którą uważam za uczciwą: praca ekspercka organizacji jest pracą i powinna być opłacona. Dwie osoby z fundacji, które przez cztery godziny prowadzą warsztat dla waszych pracowników, świadczą usługę szkoleniową, także wtedy, gdy przysyła je podmiot non profit. Traktowanie tego jako świadczenia w ramach „dobrej sprawy" jest przerzucaniem kosztu na organizację, która ma go najmniej.
Drugie zagadnienie to zbiórki i darowizny podczas wydarzeń firmowych. Mechanizm podwojenia kwoty zebranej przez pracowników działa dobrze i jest lubiany, ale ma konsekwencje formalne po obu stronach, od udokumentowania darowizny po zasady sprzedaży produktów na terenie firmy. To jest rozmowa z księgowością, nie z działem komunikacji, i odbywa się przed wydarzeniem.
Fundacja Pro NGO w e-booku Grupy MBE proponuje pięć formatów włączenia organizacji w wydarzenie pracownicze i zwraca uwagę na rzecz, z którą się zgadzam: organizacja powinna wchodzić jako partner merytoryczny, a nie jako odbiorca zbiórki. Dodam do tego jedno zdanie, którego w tamtym materiale nie ma. Partnerstwo, za które nikt nie płaci, jest uprzejmym określeniem pracy za darmo.
Przez powiązanie z tym, co dzieje się na wydarzeniu, i przez rezultat, który wychodzi poza dzień.
Cztery formaty, które sprawdzają się najlepiej:
Format czwarty jest najtrudniejszy organizacyjnie i daje najwięcej. Zamienia jednorazową akcję w proces, w którym wydarzenie pełni funkcję otwarcia, a praca toczy się przez kolejne tygodnie. To jest jedyny wariant, w którym da się mówić o realnym wpływie, bo pozostałe kończą się wraz z demontażem.
Czego unikać: wolontariatu jako punktu w agendzie między obiadem a kolacją. Dwadzieścia minut pakowania paczek w środku imprezy integracyjnej nie pomaga nikomu, a uczestnikom daje dokładnie ten rodzaj poczucia, którego firma chciała uniknąć, czyli wrażenie, że dobra sprawa została użyta jako element programu.
Wtedy, gdy komunikacja jest większa niż działanie. To jest jedyna reguła, jaką znam, i sprawdza się bez wyjątków.
Dwugodzinna akcja z udziałem trzydziestu osób, z której powstaje pięć postów, artykuł sponsorowany i wzmianka w raporcie rocznym, ma proporcję odwróconą i odbiorcy to widzą. Rocznemu programowi z udziałem zespołu prawnego, który doczeka się jednego posta w grudniu, nikt nie postawi zarzutu, choć obiektywnie jest o czym mówić.
Druga reguła dotyczy spójności. Firma, która finansuje program ekologiczny i jednocześnie ma widoczny problem z gospodarką odpadami we własnym zakładzie, dostaje zarzut zasłużenie i szybko. Wolontariat nie jest narzędziem naprawiania wizerunku w obszarze, w którym firma realnie zawodzi. Jest narzędziem wzmacniania tego, co robi dobrze.
Trzecia rzecz dotyczy języka. Komunikat, w którym firma jest bohaterem, a organizacja tłem, czyta się źle nawet przy dobrym projekcie. Zamiana kolejności w jednym zdaniu zmienia odbiór całości: nie „nasi pracownicy pomogli fundacji", tylko „fundacja X prowadzi program Y, a nasz zespół zrobił w nim Z".
Po trzech rzeczach, z których żadna nie jest liczbą uczestników.
Po stronie organizacji: czy dostała to, o co prosiła, i czy efekt istnieje trzy miesiące później. Po stronie pracowników: czy zgłosili się ponownie przy kolejnej edycji, bo to najuczciwszy wskaźnik, jaki macie, i nie da się go podrobić. Po stronie firmy: czy z projektu zostało coś, co działa dalej, czyli kontakt, procedura, program albo kompetencja.
Trzy pytania, które warto zadać po zakończeniu:
Trzecie pytanie jest niewygodne i dlatego daje najwięcej informacji. Odpowiedzi zwykle dzielą się na trzy grupy: nie mogłem w ten dzień, nie interesuje mnie ten temat, nie wierzę, że firma robi to szczerze. Każda z nich prowadzi do innej zmiany w kolejnym roku i tylko pierwsza jest problemem logistycznym.
Nie znam polskiego badania, które mierzyłoby wpływ wolontariatu pracowniczego na retencję, zaangażowanie czy wyniki rekrutacyjne. Materiały krążące po rynku opierają się na deklaracjach uczestników zebranych tuż po akcji, czyli w momencie najsilniejszego efektu emocjonalnego, i nie mówią nic o tym, co zostaje po kwartale.
Wiadomo natomiast, że mechanizm motywacyjny jest delikatniejszy, niż zakłada większość programów. Badania Deciego, Koestnera i Ryana pokazują, że zewnętrzne nagrody potrafią wypchnąć motywację wewnętrzną, a to jest dokładnie ta motywacja, na której wolontariat stoi. Program, który dokłada punkty, rankingi i nagrody za godziny, może osłabiać to, co miał wzmacniać.
Skalę zjawiska po stronie wydarzeń pokazuje raport „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025" przygotowany przez Polską Organizację Turystyczną z Poland Convention Bureau. Za rok dwa tysiące dwudziesty czwarty odnotowano dziewięć tysięcy dwieście jeden spotkań korporacyjnych i motywacyjnych. Nie ma w nim danych o tym, jaka część z nich zawierała element społeczny, i to jest luka, którą warto kiedyś domknąć badaniem.
Uważam, że w ciągu kilku lat wolontariat pracowniczy rozdzieli się w firmach na dwa osobne narzędzia, dziś mylone. Pierwsze zostanie przy zespołach jako forma wspólnego dokonania, z celem wewnętrznym i bez dużej komunikacji. Drugie przejdzie do obszaru raportowania niefinansowego, z wymogiem mierzalności i opisanym wkładem, bo tego będą wymagać regulacje i partnerzy w łańcuchu dostaw.
Argument za: firmy, które raportują dane niefinansowe od kilku lat, zaczynają pytać organizacje partnerskie o wskaźniki, a nie o zdjęcia. To wymusza inną konstrukcję projektów.
Argument przeciw: formalizacja potrafi zabić energię, na której wolontariat stoi. W momencie, w którym akcja staje się pozycją w raporcie, część ludzi traci do niej stosunek osobisty, a bez stosunku osobistego zostaje obowiązek w przebraniu.
Tyle, ile jest w stanie utrzymać przez kolejne lata, bo program, który po roku znika, robi więcej szkody niż pożytku. Punktem odniesienia bywa jeden dzień na osobę rocznie, ale ważniejsze od liczby jest to, czy ten dzień da się realnie wziąć. Dzień, który formalnie przysługuje, a którego nikt nie bierze, bo nie ma jak nadrobić pracy, pozostaje zapisem w regulaminie.
Nie powinien. W momencie, w którym udział wpływa na ocenę, przestaje być wolontariatem i staje się zadaniem służbowym z inną nazwą. To jest też najprostszy sposób na zniszczenie wiarygodności całego programu, bo pracownicy wychwytują tę zmianę natychmiast. Docenienie owszem, ale w formie, która nie przekłada się na ścieżkę awansu.
Zacznijcie lokalnie i od potrzeby, nie od nazwy. Organizacje działające w waszym mieście mają zwykle problemy, które wasze kompetencje rozwiązują, a bliskość geograficzna upraszcza całą logistykę. Federacje i portale branżowe prowadzą ogłoszenia organizacji szukających wsparcia i to jest sensowny punkt wyjścia, pod warunkiem że traktujecie je jako listę potrzeb, a nie katalog usług.
Zapytać dlaczego i potraktować odpowiedź poważnie. Najczęstsze powody to brak czasu, niedopasowanie tematu i brak wiary w szczerość intencji firmy. Dwa pierwsze da się naprawić projektem, trzeci wymaga naprawy czegoś innego, zwykle poza obszarem wolontariatu. Zwiększanie nacisku nie działa, a pogłębia problem trzeci.
Da się i to jeden z lepszych formatów wspólnego dokonania, pod warunkiem że pomoc jest realna, a nie symboliczna. Warunek brzegowy jest prosty: jeżeli po usunięciu firmowego banera efekt nadal ma wartość dla odbiorcy, format jest w porządku. Gdy bez banera zostaje zabawa, nazwijcie to integracją i nie mieszajcie w to nikogo z zewnątrz.
To pytanie zadaje się osobie odpowiedzialnej za raportowanie w firmie, zanim projekt ruszy, bo od tego zależy, jakie dane trzeba zbierać po drodze. Z perspektywy projektowej istotne jest jedno: godziny, zakres i efekt zapisuje się na bieżąco, a nie odtwarza z pamięci w styczniu. Sam sposób ujęcia w raporcie zależy od standardu, którym firma się posługuje.
Stać, i często wychodzi jej to lepiej niż dużej, bo nie musi budować procedury dla trzystu osób. Ośmioosobowy zespół, który raz na kwartał robi coś konkretnego dla jednej lokalnej organizacji, ma większy wpływ niż korporacyjny program z aplikacją do zapisów. Skala pomaga w komunikacji, a na efekt dla odbiorcy wpływa słabo.
Czego świadomie nie podaję: liczb opisujących wpływ wolontariatu pracowniczego na retencję i zaangażowanie. Nie znam badania dla polskiego rynku, które mierzyłoby to poza efektem bezpośrednio po akcji, a przenoszenie wskaźników z materiałów promocyjnych byłoby nadużyciem.
Zadzwońcie do jednej organizacji, z którą chcecie pracować, i zadajcie jedno pytanie: czego potrzebujecie najbardziej, niezależnie od tego, czy my to mamy. Odpowiedź rzadko brzmi „pięćdziesiąt osób na dwie godziny w sobotę" i to jest cała diagnoza, od której zaczyna się dobry projekt.
Połączeniem działania społecznego z wydarzeniem od strony praktycznej zajmują się dwa teksty: o tym, jak zaplanować integrację jesienną, oraz o tym, które atrakcje na imprezie integracyjnej faktycznie działają. Pytanie o to, co zostaje po wydarzeniu, rozbieram w materiale o mapie doświadczeń uczestnika, a rozmowę o pieniądzach i uzasadnieniu projektu w tekście o budżecie imprezy firmowej. Jeżeli twoim celem jest employer branding, zacznij od tekstu o tym, jak wydarzenia budują wizerunek pracodawcy.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.