Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego jesień jest w danych naturalnym sezonem spotkań firmowych, a nie końcem sezonu integracyjnego, co oznacza fakt, że siedemdziesiąt dwa procent wydarzeń korporacyjnych odbywa się w hotelach, jak rozłożyć budżet między październikowe spotkanie a grudniową wigilię, które formaty działają bez pogody i co policzyć, żeby wiedzieć, czy jednodniowe spotkanie miało sens.
W skrócie: Jesień nie jest końcem sezonu integracyjnego, tylko jego drugą połową. Dane Polskiej Organizacji Turystycznej pokazują, że wydarzenia korporacyjne i motywacyjne to najliczniejsza kategoria spotkań w Polsce, trwają średnio niespełna dwa dni i w większości odbywają się w hotelach. Problem nie polega na pogodzie, tylko na tym, że październikowa integracja i grudniowa wigilia sięgają do tego samego budżetu.
Wrzesień, spotkanie o budżecie. HR proponuje integrację w październiku, dyrektor finansowy przypomina, że w grudniu jest wigilia, i pyta, czy naprawdę potrzebne są dwa wyjazdy. Rozmowa kończy się przesunięciem integracji na wiosnę, czyli na termin, w którym te same osoby będą rozliczać pierwszy kwartał.
Inna firma, ten sam tydzień. HR przychodzi z jednym zdaniem: w październiku robimy pół dnia roboczego z zespołami sprzedaży i operacji, bo tam się najbardziej zacina, a w grudniu wigilię bez agendy. Dwa wydarzenia, dwa różne cele, jeden budżet podzielony świadomie. Rozmowa trwa dziesięć minut.
Różnica nie polega na wysokości budżetu. Polega na tym, że w drugim przypadku ktoś wcześniej rozstrzygnął, czym różni się integracja od świętowania. To rozróżnienie rozpisuję w felietonie o tym, czym różni się wigilia firmowa od imprezy świątecznej.
Bo tak wyglądają dane o rynku. Polska Organizacja Turystyczna w raporcie „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025", opisującym rok dwa tysiące dwudziesty czwarty, podaje liczby, które przeczą wyobrażeniu o integracji jako zjawisku letnim.
Cztery liczby z raportu:
To jest rynek jednodniowych spotkań pod dachem, a nie rynek letnich pikników i spływów kajakowych. Pogoda nie jest tu czynnikiem decydującym, bo zdecydowana większość tych wydarzeń i tak dzieje się w sali z rzutnikiem.
Jesień ma dodatkowo jedną przewagę, której lato nie ma: ludzie są w pracy. We wrześniu i październiku nie ma wakacyjnych luk w zespołach, a do rozliczeń rocznych jest jeszcze na tyle daleko, żeby cokolwiek ustalonego zdążyło wejść w życie.
Pierwsze przekonanie do zweryfikowania brzmi: sezon integracyjny kończy się z pogodą. Liczby wyżej pokazują, że to nie ma pokrycia, skoro trzy czwarte wydarzeń korporacyjnych odbywa się w hotelach. Pogoda ogranicza jeden format, nie cały sezon.
Drugie jest ciekawsze i działa w drugą stronę. Te siedemdziesiąt dwa procent to nie jest dobra wiadomość, tylko diagnoza. Hotel narzuca układ: sala konferencyjna, restauracja, pokoje. Bardzo trudno zrobić w nim coś, co nie jest salą, restauracją albo pokojem, i stąd bierze się powtarzalność polskich integracji. Nie z braku pomysłów organizatorów, tylko z tego, że wybór miejsca został zrobiony przed wyborem celu.
Uczciwa uwaga do tych danych: raport obejmuje spotkania od pięćdziesięciu uczestników w górę, zgłoszone przez czternaście miast i regionów oraz rekomendowanych organizatorów. Małe spotkania działowe, których jest najwięcej, nie mieszczą się w tej statystyce. Traktuję ją jako obraz rynku średniego i dużego, nie jako pełny obraz tego, co firmy robią z zespołami.
Trzecia rzecz dotyczy tego, po co to wszystko. Gallup w raporcie „State of the Global Workplace" z dwa tysiące dwudziestego piątego roku podaje zaangażowanie pracowników w Polsce na poziomie ośmiu procent, przy trzynastu w Europie i dwudziestu jeden na świecie. Jedno spotkanie tego nie zmieni. Ale to tłumaczy, dlaczego temat wraca na każdym wrześniowym spotkaniu o budżecie.
To jest prawdziwe pytanie budżetowe czwartego kwartału i najczęściej rozstrzyga się je źle, czyli przez wybranie jednego wydarzenia i zrobienie z niego wszystkiego naraz.
Te dwa formaty mają różne zadania. Spotkanie integracyjne ma zmienić coś w pracy: poprawić przekazywanie zadań między działami, przedstawić sobie ludzi, którzy się mijają, rozstrzygnąć kilka rzeczy, które od pół roku wiszą. Wigilia ma domknąć rok i podziękować. Połączenie ich kończy się warsztatem przed kolacją, który psuje i jedno, i drugie.
Jak rozłożyć czwarty kwartał:
Ostatni punkt jest najczęściej pomijany i najwięcej kosztuje. Jeśli zaproszenie na październikowe spotkanie brzmi jak zapowiedź imprezy, ludzie przyjdą z innym nastawieniem i część robocza zostanie odebrana jako niemiła niespodzianka. Pomysły na samą część grudniową zebrałem w tekście o spotkaniach świątecznych dla firm.
Pytanie jest źle postawione, bo zakłada, że plener był wartością sam w sobie. Był rozwiązaniem jednego problemu: dawał ludziom powody do rozmowy, których nie ma w sali konferencyjnej. Jesienią trzeba te powody stworzyć inaczej.
Trzy grupy formatów się sprawdzają. Pierwsza to praca nad czymś wspólnym, czyli rozpisanie procesu na ścianie, przejście ścieżki klienta krok po kroku albo przygotowanie czegoś, co potem zostaje w firmie. Druga to formaty z regułami, w których ludzie muszą się dogadać, żeby cokolwiek wyszło. Trzecia to wspólne robienie rzeczy fizycznych, od gotowania po warsztat rzemieślniczy, bo ręce zajęte zadaniem ułatwiają rozmowę znacznie bardziej niż krzesła ustawione w kręgu.
Czego unikać: wynajętej sali z prowadzącym, który prowadzi zabawy, i prezentacji wyników kwartału wklejonej w środek dnia. Pierwsze infantylizuje, drugie zamienia spotkanie w odprawę. Które atrakcje mają sens, a które tylko wypełniają program, rozpisałem w tekście o atrakcjach na imprezę integracyjną.
Różnica między spotkaniem integracyjnym a konferencją wewnętrzną sprowadza się do proporcji mówienia. Jeśli przez większość dnia mówi kilka osób ze sceny, a reszta słucha, to jest konferencja, niezależnie od tego, co napisano w zaproszeniu.
Układ, który działa przy jednym dniu, wygląda tak: krótkie otwarcie, najwyżej piętnaście minut, potem trzy do czterech godzin pracy w mieszanych składach przypisanych z góry, lunch bez programu, godzina na wybór i przypisanie konkretów, zamknięcie przez jedną osobę. Wieczór opcjonalny, dla chętnych, bez punktów obowiązkowych.
Składy przypisane z góry to detal, który robi całą różnicę. Zostawieni sami sobie ludzie siadają z tymi, z którymi siedzą w biurze, i spotkanie traci jedyny powód, dla którego zostało zwołane.
Ocena ogólna w ankiecie zmierzy lunch. Żeby wiedzieć, czy dzień miał sens, trzeba zapytać o coś innego i w innym momencie.
Cztery pomiary:
Ostatni wskaźnik działa tylko wtedy, kiedy oba wydarzenia są dobrowolne. Przy obowiązkowej wigilii nie mierzy niczego poza dyscypliną. Jak zbudować pełny pomiar, opisuję w materiale o ewaluacji eventu firmowego.
Spodziewam się, że jesienne spotkania będą się skracać do jednego dnia i przesuwać z ośrodków do miast, bliżej biur. Dwa argumenty za. Pierwszy: dane pokazują, że większość wydarzeń korporacyjnych już mieści się w jednym dniu, więc to nie jest prognoza, tylko opis trwającego ruchu. Drugi: przy pracy hybrydowej samo zwołanie wszystkich w jedno miejsce ma wartość, której wcześniej nie miało, i nie wymaga noclegu, żeby zadziałać.
Argument przeciw jest mocny. Wyjazd z noclegiem daje wieczór, a wieczór daje rozmowy, których nie da się upchnąć między szesnastą a pociągiem powrotnym. Firmy, które to rozumieją, będą dalej płacić za nocleg i będą miały rację.
Druga połowa września albo październik. Wcześniej część zespołu jest jeszcze na urlopach, później kalendarz zapełnia się zamknięciem roku i wydarzeniami świątecznymi. Październik daje też dwa miesiące na to, żeby cokolwiek ustalonego zdążyło wejść w życie przed grudniem.
Jeśli budżet pozwala na jedno wydarzenie, lepiej wybrać wigilię i nie dokładać do niej części roboczej. Jeśli pozwala na dwa, rozdzielenie ich daje więcej niż jedno większe, bo spotkanie robocze kosztuje ułamek wieczoru z kolacją i oprawą. Najgorszy układ to warsztat wciśnięty przed świąteczną kolacją.
Nie musi być w ośrodku, ale powinna być poza własnymi biurkami. Ta sama sala, w której odbywają się cotygodniowe odprawy, przywołuje te same zachowania. Wystarczy wynajęta przestrzeń w mieście, bez konieczności noclegu i transportu autokarem.
Pół dnia przy jednym zespole, cały dzień przy kilku działach, które mają się przemieszać. Powyżej jednego dnia bez noclegu format przestaje działać, bo ludzie wracają do domu i do skrzynek. Jeśli temat wymaga więcej czasu, lepiej zrobić dwudniowy wyjazd z noclegiem niż rozciągać dzień do dwudziestej.
Policzyć koszt dojazdu jako część budżetu wydarzenia i wybrać miasto pośrodku, a nie siedzibę firmy. Przy zespołach rozproszonych jedno spotkanie na żywo rocznie jest warte więcej niż cztery spotkania online, więc ta pozycja budżetowa broni się sama. Warto też przesunąć termin na dni robocze, żeby dojazd nie zjadał prywatnego weekendu.
Powiedzieć wprost, nad czym będziecie pracować i dlaczego akurat nad tym, i podać to w zaproszeniu, nie w dniu spotkania. Ludzie nie mają problemu z pracą, mają problem z niespodzianką. Pomaga też wskazanie, co konkretnie z ich codziennej pracy ma się po tym spotkaniu poprawić.
Tak, pod warunkiem że po grze jest rozmowa o tym, co się w niej wydarzyło. Sama gra zapełnia czas i bywa przyjemna, ale bez omówienia nie przekłada się na pracę. Kiedy taki format ma sens, a kiedy lepiej zrobić zwykły warsztat, rozpisuję w tekście o grze biznesowej zamiast szkolenia.
Świadomie nie podaję żadnej liczby opisującej sezonowość integracji w podziale na miesiące. Raport POT nie publikuje takiego rozkładu, a szacunki krążące w branży nie mają źródła, do którego dałoby się dotrzeć.
Odpowiedzcie na jedno pytanie: czy to spotkanie ma coś zmienić w pracy, czy podziękować za rok. Obie odpowiedzi są dobre, ale prowadzą do zupełnie innego dnia, innego miejsca i innej kwoty.
Układacie czwarty kwartał i nie wiecie, jak podzielić budżet między październik a grudzień? Napiszcie, ilu macie ludzi i w ilu lokalizacjach, a powiem, co da się zrobić w jednym dniu, a co wymaga noclegu. Jeśli dopiero układacie cały format od zera, zacznijcie od przewodnika po imprezie integracyjnej.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.