Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego lista atrakcji jest złym punktem wyjścia, komu naprawdę służą konkursy sceniczne, jakie cztery mechaniki realnie łączą ludzi, po czym poznać dobrą ofertę i co zmierzyć, żeby obronić budżet przed zarządem.
Masz termin, salę i budżet. Teraz ktoś przysyła ci listę: karaoke, kalambury, konkurs na najlepszy taniec, gra terenowa, DJ. Wybierasz trzy pozycje, bo trzy mieszczą się w wycenie, i wydarzenie jest gotowe. Tak wygląda większość rozmów o imprezie integracyjnej, przy których byłem, zarówno jako event manager w agencji, jak i po drugiej stronie stołu, gdy sam zamawiałem takie wydarzenia. Problem polega na tym, że lista atrakcji odpowiada na pytanie, czym wypełnić wieczór, a ty potrzebujesz odpowiedzi na pytanie, co ma się zmienić w poniedziałek.
Krótka odpowiedź: atrakcje na imprezę integracyjną działają wtedy, gdy uczestnicy razem coś osiągają, a nie razem oglądają. Konkursy i karaoke angażują zwykle tę samą grupę osób, która i tak rozmawia ze sobą na co dzień. Integrację buduje wspólne zadanie z widocznym efektem, dobrowolność udziału i rozmowa, która ma szansę się zacząć.

Katalog atrakcji jest wygodny dla wszystkich. Dostawca ma gotowe wyceny, ty masz gotowy program, zarząd widzi konkret w tabelce. Tylko że katalog został ułożony pod logistykę, nie pod twój zespół. Ta sama gra terenowa jedzie do firmy produkcyjnej z trzyzmianowym systemem pracy i do trzydziestoosobowego software house'u, w którym połowa ludzi widzi się raz w miesiącu.
Widzę to regularnie: firma potrafi przez trzy tygodnie porównywać oferty na animacje i ani razu nie zadać pytania, kto z kim w tej organizacji nie rozmawia. A to jest jedyna informacja, która powinna decydować o programie. Jeśli problemem jest ściana między produkcją a biurem, żadna ilość kalamburów jej nie zdejmie. Jeśli problemem jest nowa grupa po przejęciu innej spółki, wieczór z DJ-em zostawi te dwie grupy przy osobnych stolikach, tylko głośniej.
Zanim zaczniesz wybierać atrakcje, odpowiedz sobie na jedno pytanie: które dwie grupy w twojej firmie mają po tym wydarzeniu zacząć ze sobą rozmawiać. Reszta decyzji wynika z odpowiedzi. Jeśli dopiero układasz całość od zera, zacznij od tego, jak zorganizować imprezę integracyjną, a potem wróć tutaj po program.
Nie jestem zwolennikiem konkursów scenicznych na imprezach firmowych i zaraz powiem dlaczego. Mechanika konkursu wymaga ochotnika. Ochotnikiem zostaje osoba, która czuje się bezpiecznie na oczach dwustu współpracowników i przełożonych. W większości firm to ta sama garstka, która prowadzi spotkania, zabiera głos na callach i jest widoczna bez żadnej imprezy.
Reszta sali dostaje rolę widowni. Z mojego doświadczenia to jest moment, w którym integracja przestaje się dziać, choć wszystko wygląda dobrze: jest śmiech, są zdjęcia, jest energia. Tylko że dokładnie ci ludzie, dla których organizowałeś to wydarzenie, przez trzy godziny nie zamienili słowa z nikim spoza swojego działu.
W wycenie tego nie zobaczysz, a płacisz za to najwięcej:
Jeden taki przypadek na dwustu uczestników jest do zaakceptowania. Kilkanaście oznacza, że zaprojektowałeś wydarzenie przeciwko własnemu celowi. To nie znaczy, że dobra zabawa jest problemem. Bawić się będziecie tak samo. Różnica pojawia się dzień później.
Atrakcja zajmuje czas i kończy się razem z ostatnim taktem muzyki. Wspólne dokonanie zostawia coś, co można pokazać.
Pracowałem przy grze terenowej dla producenta narzędzi, w której zespoły przez kilka godzin budowały budy dla psów ze schroniska. Mechanika była prosta: zadania terenowe dawały materiały i narzędzia, a finał polegał na złożeniu bud. Następnego dnia budy pojechały do schroniska. Uczestnicy nie dostali punktów w rankingu, dostali zdjęcie psa w rzeczy, którą zbudowali własnymi rękami.
Nie mam twardych danych, które pokazywałyby wpływ tego wydarzenia na rotację czy zaangażowanie w tej firmie. Wiem natomiast, że o takim wieczorze ludzie mówią tygodniami, a o konkursie tanecznym mówią do poniedziałku.

Poniżej cztery schematy, które sprawdzają się niezależnie od branży. To nie są atrakcje, tylko sposoby organizowania czasu uczestników.
Przy konkursie talentów najciekawsze działo się przed wydarzeniem. Rozmowy o tym, kto się zgłosił, ruszyły na hali produkcyjnej, zanim ktokolwiek wszedł na scenę. Wspólny mianownik tych czterech mechanik jest jeden: każda daje uczestnikowi rolę, a nie miejsce na widowni.
Kiedy masz już oferty na stole, przełóż je przez pięć pytań. Odpowiedź „nie wiem" przy którymkolwiek oznacza, że oferta jest niedopracowana, a nie że ty czegoś nie rozumiesz.
Te pytania zadaj dostawcy przed podpisaniem umowy, nie po. Agencja, która ma przemyślany program, odpowie na nie od ręki. Agencja, która sprzedaje katalog, zacznie mówić o standardzie obsługi.
Kolejność ma większe znaczenie niż sam wybór formatu. Najczęstszy błąd polega na tym, że zadanie zespołowe wypada na koniec, po kolacji i pierwszych kieliszkach, kiedy część sali już wyszła zapalić, a reszta straciła ochotę na cokolwiek wymagającego uwagi.
Odwróć to. Aktywność, która ma połączyć ludzi, powinna wypaść przed kolacją, w pierwszej godzinie, kiedy wszyscy są jeszcze razem i trzeźwo zaangażowani. Kolacja przychodzi po niej i wtedy pracuje najmocniej, bo ludzie mają o czym rozmawiać: właśnie coś razem zrobili. Muzyka i swobodna część wieczoru zamykają program, a nie go stanowią.
Drugi element to skład zespołów. Ustal go wcześniej i nie zostawiaj samodzielnemu dobieraniu się, bo ludzie usiądą z tymi, z którymi siedzą na co dzień. Miksuj działy, lokalizacje i szczeble. To jedna decyzja przy arkuszu, która robi więcej dla integracji niż trzy dodatkowe pozycje w programie.
Nie podam ci widełek cenowych, bo rozrzut na polskim rynku jest tak duży, że każda liczba wyrwana z kontekstu wprowadzi cię w błąd. Podam za to trzy miejsca, w których budżet ucieka niezależnie od skali.
Proporcja między oprawą a programem. Scena, światło i dekoracja potrafią zjeść większość budżetu i nie mają żadnego wpływu na to, czy ludzie ze sobą porozmawiają. Program, który realnie integruje, kosztuje zwykle mniej niż technika, którą do niego dokładasz. Szerzej rozpisałem to przy okazji planowania budżetu na imprezę firmową.
Brak komunikacji przed wydarzeniem. Jeśli ludzie dowiadują się o programie na miejscu, tracisz kilka tygodni, w których to wydarzenie mogłoby już pracować. Zapowiedź, zadanie przed imprezą, wybór tematu przez pracowników. To są rzeczy bez kosztu, które podnoszą frekwencję mocniej niż dodatkowa atrakcja.
Zerowy ślad po wydarzeniu. Firma wydaje pieniądze na jeden wieczór i nie zbiera z niego ani zdjęć nadających się do rekrutacji, ani wniosków, ani listy inicjatyw, które ludzie zgłosili przy stole. To najdroższa oszczędność w tej kategorii, bo dotyczy materiału, który już powstał i tylko czekał, żeby go zebrać.

Frekwencja i zadowolenie z ankiety to metryki operacyjne. Pokazują, że wydarzenie się odbyło i nikomu nie było źle. Nie pokazują, czy zadziałało. Jeśli chcesz obronić budżet na kolejny rok, potrzebujesz czegoś, co dotyczy zachowań.
Ustal te wskaźniki przed wydarzeniem i wyznacz osobę, która je zbierze. Pomiar zaplanowany po fakcie zwykle nie powstaje wcale. Mechanizm, który za tym stoi, opisałem osobno przy okazji tego, dlaczego firmowe eventy nie budują relacji.
Jedno wydarzenie nie zmieni kultury organizacji i nie zatrzyma rotacji. Zmieni natomiast to, ile osób w poniedziałek ma z kim porozmawiać poza własnym zespołem. To jest realny efekt, który da się pokazać, i na nim buduje się argument na kolejny budżet.
Weź ofertę, którą masz na stole, i zaznacz w niej wszystkie momenty, w których uczestnik ma coś do zrobienia. Jeśli zaznaczone fragmenty zajmują mniej niż połowę czasu, program jest do przebudowy, choćby wycena była atrakcyjna.
Formalnie firmy różnie to rozwiązują i to pytanie do działu prawnego. Z perspektywy efektu odpowiedź jest jednoznaczna: przymus psuje mechanikę. Osoba, która przyszła, bo musiała, wraca do pracy z gorszym nastawieniem niż przed wydarzeniem.
Zadanie zespołowe z materialnym efektem, format oparty na kompetencjach uczestników albo program pasji, w którym ludzie sami decydują, czy wychodzą na scenę. Różnica polega na tym, że w tych formatach większość sali ma co robić.
Rozluźnia i skraca dystans na kilka godzin, ale nie buduje relacji, bo rozmowa przy barze rzadko dotyczy czegokolwiek, co przetrwa do rana. Wieczory, w których open bar był jedyną mechaniką, wyglądają zawsze tak samo: te same grupy, ten sam podział.
Tyle, ile wynika z celu i liczby osób, a rozrzut ofert na rynku jest ogromny. Ważniejsze od kwoty jest to, jak ją dzielisz. Jeśli program kosztuje mniej niż oprawa, kupujesz wygląd wydarzenia zamiast jego efektu.
Jedno duże wydarzenie w roku plus kilka mniejszych, cyklicznych okazji działa lepiej niż jedna kosztowna impreza. Relacje budują się przez powtarzalność, nie przez skalę pojedynczego wieczoru.
Wyjazd daje więcej czasu i wyrywa ludzi z kontekstu pracy, ale kosztuje wielokrotnie więcej i wyklucza część załogi. Wybierz go dlatego, że potrzebujesz dwóch dni na wspólną pracę, a nie dlatego, że tak wypada.
Chcesz przejrzeć konkretny plan z kimś, kto liczył takie wieczory z obu stron stołu? Umów konsultację 1:1: sześćdziesiąt minut kosztuje 250 zł netto, pakiet 850 zł. Przynieś ofertę, listę grup w firmie i termin, a wyjdziesz z decyzją, co zostaje w programie. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych i eventów firmowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.