Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Frekwencja na wigilii firmowej rozstrzyga się w dniu wysyłki zaproszenia, bo grudniowe kalendarze prywatne zapełniają się szybciej niż firmowe. Wiadomość bez godziny zakończenia i informacji o powrocie odracza decyzję, a odroczona decyzja w grudniu zwykle nie wraca.
Pierwsza firma wysyła zaproszenie dziewiątego grudnia, w środę rano. W treści jest data, godzina, adres, informacja o transporcie powrotnym, prośba o zgłoszenie diety do dwunastego i jedno zdanie o tym, że osoby towarzyszące są mile widziane. Potwierdza osiemdziesiąt kilka procent załogi, a catering zamawiany jest na liczbę, która się potem zgadza.
Druga wysyła siedemnastego grudnia grafikę z choinką i napisem „Spotkanie świąteczne, szczegóły wkrótce". Szczegóły przychodzą dwudziestego. Przychodzi połowa zespołu, kuchnia przygotowała porcje dla wszystkich, a osoba odpowiedzialna za event tłumaczy się potem z faktury.
Różnicy nie zrobiła atrakcyjność wieczoru, bo obie firmy miały podobny program. Zrobił ją moment i treść jednej wiadomości.
Krótka odpowiedź: zaproszenie na wigilię firmową to pierwszy punkt styku z całym wydarzeniem i jedyny moment, w którym możesz wpłynąć na frekwencję. Musi zawierać datę, godzinę, adres, charakter spotkania, informację o dojeździe i powrocie, termin zgłoszenia diety oraz jasną odpowiedź na pytanie o osoby towarzyszące. Wysyłasz je między piątym a dwunastym grudnia, nie później.
Bo grudzień jest jedynym miesiącem w roku, w którym kalendarze prywatne ludzi zapełniają się szybciej niż firmowe. Wigilie w rodzinie, spotkania ze znajomymi, wyjazdy, przedszkolne jasełka, koniec roku w projektach. Każdy dzień zwłoki zabiera wam część załogi, która w międzyczasie umówiła się gdzie indziej.
Drugi mechanizm jest mniej oczywisty. Zaproszenie bez konkretów wymusza decyzję odroczoną, a decyzja odroczona przy tej liczbie bodźców zwykle nie wraca. Człowiek, który nie wie, o której się kończy i jak wróci do domu, nie odpowiada „nie", tylko odkłada odpowiedź. W statystyce organizatora wygląda to identycznie.
Z mojego doświadczenia różnica między zaproszeniem wysłanym w pierwszej dekadzie grudnia a tym z trzeciego tygodnia to kilkanaście punktów procentowych frekwencji przy tej samej firmie i tym samym programie. Nie mam na to badania, mam powtarzalną obserwację z projektów, przy których pracowałem, i prosty mechanizm, który to tłumaczy.
Siedem informacji, bez których wiadomość wraca do was pytaniami:
To pięć pozycji obowiązkowych. Dwie kolejne są opcjonalne i zależą od firmy: informacja o tym, czy wieczór jest w czasie pracy, oraz nazwisko osoby, do której można napisać z pytaniem. Ta druga wygląda drobiazgowo, a zdejmuje z zespołu połowę telefonów.
Czego dopisywać nie trzeba, bo ludzie i tak sobie to dopowiedzą: że będzie miło, że liczycie na obecność wszystkich i że to ważny wieczór dla firmy. Te zdania nie niosą informacji, a zajmują miejsce w wiadomości, którą część osób czyta na telefonie między jednym spotkaniem a drugim.
Jedna rzecz, o której organizatorzy zapominają najczęściej: godzina zakończenia. Dla osoby z małym dzieckiem albo dojeżdżającej czterdzieści kilometrów jest to informacja, od której zależy cała decyzja.
Między piątym a dwunastym grudnia, w dzień roboczy, rano. Jeżeli wigilia wypada w pierwszym tygodniu grudnia, przesuwasz wszystko o dwa tygodnie w tył, zachowując te same odstępy.
Sekwencja, która działa najlepiej:
Cztery wiadomości wystarczą i więcej nie jest potrzebne. Przy piątej ludzie zaczynają je ignorować, a to najgorsze, co może się stać komunikacji wewnętrznej w grudniu, bo w tym samym czasie idą też informacje o rozliczeniu urlopów i dyżurach świątecznych.
Termin zamknięcia listy ustawia się na podstawie umowy z obiektem, nie na podstawie wygody organizatora. Większość hoteli i restauracji zamraża liczbę osób na dwa do czterech tygodni przed wydarzeniem i od tego momentu płacicie za zadeklarowaną liczbę niezależnie od tego, ile osób przyjdzie.
Kanałem, treścią i tym, kto je wręcza. Pracownik biurowy dostaje maila i to wystarcza. Osoba na produkcji maila firmowego często nie ma, a jeśli ma, to zagląda do niego raz w tygodniu.
W zakładach, z którymi pracowałem, sprawdzały się trzy kanały równolegle: wydruk na tablicy przy wejściu i w szatni, informacja przekazana przez brygadzistów na odprawie oraz krótka wiadomość na numery prywatne dla tych, którzy wyrazili na to zgodę. Kanał cyfrowy sam nie dowozi tej grupy i to jest najczęstsza przyczyna, dla której wigilie w firmach produkcyjnych mają nierówną frekwencję między działami.
Treść też się różni. Przy zmianowych najwięcej zależy od trzech informacji: co z dniówką, czy spotkanie wypada w czasie pracy i jak dojadą ci, którzy kończą zmianę o czternastej w innej lokalizacji. Bez tych trzech odpowiedzi zaproszenie jest niekompletne, a w części zespołów zostanie odczytane jako sygnał, że wieczór jest dla biura.
Jednym kanałem i z jedną osobą odpowiedzialną. Potwierdzenia zbierane przez trzech liderów w trzech różnych plikach kończą się rozjazdem, a rozjazd na tym etapie kosztuje dokładnie tyle, ile porcja razy różnica.
Formularz działa lepiej niż odpowiedź mailowa, bo daje jedną listę bez przepisywania. Wystarczą cztery pola: imię i nazwisko, obecność, dieta, osoba towarzysząca. Piąte pole na uwagi zbiera rzeczy, o których nie pomyśleliście, i zwykle właśnie tam pojawia się pytanie o transport z drugiej lokalizacji.
Trzy zasady przy zamykaniu listy:
Ta trzecia zasada bywa traktowana jako formalność, a to ona wychwytuje osoby wracające z długiej nieobecności, nowych pracowników zatrudnionych w grudniu i tych, którzy zmienili dział między jedną a drugą wersją listy mailingowej.
Nie podniesie frekwencji tam, gdzie ludzie nie chcą przyjść do siebie nawzajem. Po trudnym roku, zwolnieniach albo konflikcie w zespole dobrze napisane zaproszenie zbierze potwierdzenia od tych, którzy i tak by przyszli, i nie przekona reszty.
Nie zastąpi też decyzji o obowiązkowości. Wiele firm unika tego tematu, pisząc „zapraszamy" i licząc, że wyjdzie. Spotkanie, które odbywa się w czasie pracy i jest traktowane jako obowiązkowe, trzeba tak nazwać wprost, bo inaczej część osób potraktuje je jako dobrowolne, i będą miały rację.
Uczciwie o danych: nie znam badania, które mierzyłoby wpływ treści zaproszenia na frekwencję na polskich wigiliach firmowych. Wszystko, co tu opisuję, opiera się na obserwacji projektów i na mechanice, którą widać w każdym procesie zapisów. Liczby, które krążą po branżowych prezentacjach na ten temat, nie mają ujawnionej metodologii.
Jedna rzecz z badań jest jednak przydatna. Polska Organizacja Turystyczna wspólnie z Poland Convention Bureau podaje w raporcie „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025", dla danych za rok dwa tysiące dwudziesty czwarty, że siedemdziesiąt dziewięć procent wydarzeń korporacyjnych firmy organizują samodzielnie. To oznacza, że w większości przypadków zaproszenie pisze osoba, która robi to przy okazji swoich normalnych obowiązków, a nie zespół komunikacji z gotowym szablonem.
Uważam, że w ciągu kilku lat zaproszenia na wydarzenia wewnętrzne upodobnią się do rejestracji na konferencje: formularz, potwierdzenie, przypomnienie, informacja praktyczna dzień przed. Nie z powodu mody na narzędzia, tylko dlatego, że firmy przestaną akceptować sytuację, w której płacą za dwadzieścia porcji więcej.
Argument za: zespoły są dziś bardziej rozproszone niż kiedykolwiek, a ręczne zbieranie potwierdzeń w firmie z trzema lokalizacjami po prostu nie działa.
Argument przeciw: wigilia jest wydarzeniem rodzinnym w charakterze i sformalizowana rejestracja może zabić jej ton. Widziałem firmy, w których formularz odebrano jako sygnał, że dział HR traktuje wieczór jak spis z natury. Rozwiązanie leży w języku, jakim formularz jest napisany.
Nie musi i często nie powinno. Grafika bez treści wymusza drugą wiadomość ze szczegółami, a druga wiadomość dociera do mniejszej liczby osób niż pierwsza. Firma, której zależy na oprawie wizualnej, może dołączyć grafikę do maila, w którym wszystkie informacje są zapisane tekstem, bo tekst da się odczytać także na telefonie w słabym zasięgu i przekleić do kalendarza.
Wprost i z kryterium. Milczenie w tej sprawie kończy się pytaniami do liderów i poczuciem, że zasady są niejasne. Zaproszenie osób towarzyszących wyłącznie na część wieczoru albo tylko przy określonej liczbie miejsc opisujecie w zaproszeniu razem z terminem zgłoszenia. Najgorszy wariant to niedopowiedzenie, po którym połowa ludzi przychodzi sama, a połowa w parach.
Policzyć skalę i wbudować ją w kolejny rok. Przy pierwszej edycji zakładasz bufor rzędu kilku procent, przy kolejnych masz już własną liczbę z poprzedniego roku. Nie ma sensu rozliczać ludzi z nieobecności, bo to psuje relację bardziej, niż kosztuje porcja. Zapytaj natomiast w ankiecie po wydarzeniu, co było przeszkodą, bo najczęściej wraca odpowiedź o godzinie albo o dojeździe.
Tak, jeżeli nadal są pracownikami. Pominięcie kogoś, kto jest na zwolnieniu albo urlopie rodzicielskim, jest odbierane jako wykluczenie i długo pamiętane. Wystarczy dopisać jedno zdanie, że obecność jest w pełni dobrowolna i nie wiąże się z żadnym obowiązkiem wobec firmy.
Osoba, która otworzy wieczór. Zaproszenie od zarządu, po którym na scenę wychodzi ktoś zupełnie inny, tworzy drobny rozjazd, który ludzie wychwytują. W firmach wielooddziałowych dobrze działa układ dwustopniowy: komunikat ogólny od zarządu i krótka wiadomość od dyrektora lokalizacji z informacjami dotyczącymi konkretnego zakładu.
Nie powinno być jedynym miejscem, gdzie te zasady padają, ale warto je w nim zasygnalizować jednym zdaniem, zwłaszcza gdy wydarzenie odbywa się w czasie pracy albo z dojazdem służbowym. Pełne zasady i odpowiedzialność organizatora to temat na osobny dokument i rozmowę z działem kadr, nie na akapit w mailu.
Czego świadomie nie podaję: procentowego wpływu treści zaproszenia na frekwencję. Nie znam badania, które mierzyłoby to na polskim rynku, a liczby powtarzane w prezentacjach branżowych nie mają ujawnionej metodologii.
Przeczytaj swoje zaproszenie oczami osoby, która kończy zmianę o czternastej w drugiej lokalizacji i ma w domu dziecko. Zaproszenie jest gotowe, gdy po lekturze ta osoba wie, o której zacznie, o której skończy, jak wróci i czy może przyjść z kimś. Każde pytanie, które musi jeszcze zadać, oznacza, że masz jeszcze pracę do zrobienia.
Resztę wieczoru rozpisałem osobno. Kolejność przygotowań opisuje tekst o wigilii firmowej w pięciu krokach, przebieg samego spotkania scenariusz wigilii firmowej, a stronę kulinarną menu i catering. Przy załodze pracującej na zmiany osobnego podejścia wymaga wigilia dla pracowników zmianowych, a komunikację wokół wydarzenia domyka tekst o życzeniach świątecznych dla pracowników.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.