Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: ile dań realnie potrzebujesz na wigilię firmową, kiedy bufet wygrywa z kolacją zasiadaną, co zrobić z tradycją dwunastu potraw, jak policzyć diety, żeby nikt nie siedział przy pustym talerzu, i o co zapytać catering, zanim podpiszesz umowę.
W skrócie: Większość firmowych wigilii ma za dużo dań i za mało punktów wydawania. Efekt jest zawsze ten sam: kolejka, zimne jedzenie i pół stołu do wyrzucenia. Zamów mniej pozycji, ale w większej liczbie miejsc, policz diety z wyprzedzeniem i zapytaj o dogrzewanie, zanim zapytasz o cenę.
Pierwsza scena: dwanaście potraw na bufecie, bo tradycja. Przy piątej pozycji ludzie już nie patrzą, co kładą na talerz. Po wieczorze zostaje tyle jedzenia, że obsługa pyta, czy ktoś chce zabrać do domu.
Druga scena: sześć pozycji, dwa punkty wydawania i ciepłe danie, które naprawdę jest ciepłe. Ludzie jedzą spokojnie, wracają po dokładkę i rozmawiają zamiast stać w kolejce.
Różnica nie leżała w budżecie. Leżała w decyzji, co jest ważniejsze: długość karty czy to, jak ludzie spędzą pierwszą godzinę.
Krótka odpowiedź: mniej, niż proponuje catering, i w większej liczbie punktów wydawania, niż proponuje lokal.
Rozsądny zestaw na wigilię firmową to jedna zupa, dwa ciepłe dania główne w tym jedno bezmięsne, dwa dodatki, jedna sekcja przystawek zimnych i dwa desery. To siedem do ośmiu pozycji i przy zespole do stu osób w zupełności wystarcza.
Więcej pozycji nie oznacza, że ludzie zjedzą więcej. Oznacza, że każdej rzeczy zjedzą mniej, a Wy zapłacicie za całość i wyrzucicie różnicę.
Ważniejsza od liczby dań jest liczba miejsc, w których można je wziąć. Jeden bufet dla stu osób to kolejka na czterdzieści minut. Dwa lustrzane bufety, ustawione po przeciwnych stronach sali, skracają ją o połowę bez jednej dodatkowej złotówki w menu.
Każdy z tych formatów coś daje i coś zabiera. Wybór powinien wynikać z tego, czego chcecie od wieczoru, a nie z tego, co jest w standardowej ofercie.
Najczęstszy błąd to kolacja zasiadana przy celu, który brzmi „chcemy, żeby zespół się zintegrował". Te dwie rzeczy się wykluczają. Jeżeli zależy Wam na przepływie ludzi, format musi na to pozwolić.
Powiedzmy to wprost: dwanaście potraw to tradycja domowa i w formacie firmowym rzadko ma sens. W domu je się małe porcje przez kilka godzin, przy jednym stole, z rodziną, która zna każdą potrawę. W sali na sto osób to po prostu za długa lista.
Jest natomiast sposób, żeby zachować sens tradycji bez jej litery. Wybierzcie cztery albo pięć potraw, które są rozpoznawalne i właśnie one mają być dobre: barszcz z uszkami, pierogi, kapusta z grzybami, ryba, kompot z suszu. Reszta menu może być normalna.
Druga decyzja, której większość organizatorów nie podejmuje świadomie: post albo jego brak. Część zespołu uzna menu mięsne na wigilii za nietakt, część nie zauważy różnicy. Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi, ale jest jedna zła: nie podejmować decyzji i zostawić ją cateringowi.
Jeżeli nie wiecie, jak jest w Waszym zespole, zapytajcie w formularzu zapisowym. Jedno pytanie zamknięte rozwiązuje problem, który potem wraca przy stole.
Wigilia ma nad innymi imprezami firmowymi jedną przewagę: tradycyjne menu jest w dużej części bezmięsne, więc osoby na diecie roślinnej mają wybór naturalnie. To nie zwalnia z liczenia.
Osobna kwestia, o której się nie mówi: ryba. Karp dzieli ludzi mocniej niż jakiekolwiek inne danie na tej liście. Jeżeli go zamawiacie, zamawiajcie też drugą rybę albo drugie ciepłe danie.
W rozmowach o budżecie regularnie wraca liczba 214 złotych od osoby, czyli średnia z danych Briefly za 2023 rok. Problem polega na tym, że to średnia za całe spotkanie, a nie za jedzenie. W tej kwocie mieści się wynajem, obsługa, technika i często oprawa.
Jeżeli ktoś przyniesie Wam ofertę cateringową za 214 złotych od osoby i powie, że to średnia rynkowa, to porządek liczenia jest odwrotny do rzeczywistości. Warto to sprawdzić, zanim kwota trafi do zestawienia dla zarządu.
Nie mam też twardych danych o skali marnowania jedzenia na polskich imprezach firmowych i nie będę ich zmyślał. Mam obserwację z realizacji: przy zamówieniu liczonym na sto procent zgłoszeń, przy realnej frekwencji poniżej dziewięćdziesięciu procent, nadmiar jest widoczny gołym okiem.
Lista jest krótka i większość problemów bierze się z pominięcia któregoś punktu.
Pytanie o dogrzewanie jest ważniejsze, niż wygląda. Większość skarg po firmowych wigiliach nie dotyczy tego, co było w menu, tylko tego, że ciepłe danie było letnie.
Nie podam Wam stawki za osobę, bo różnica między miastem, formatem i standardem obsługi jest większa niż jakakolwiek średnia. Podam trzy rzeczy, które najmocniej ruszają tę kwotę w górę: liczba pozycji w menu, liczba osób obsługi i godzina zakończenia.
Najtańsza oszczędność, jaką znam, to skrócenie karty i przeznaczenie różnicy na drugi punkt wydawania. Ludzie zapamiętają, że nie stało się w kolejce. Nikt nie zapamięta, że pozycji było osiem, a nie dwanaście.
Pełną strukturę budżetu, z rezerwą i podziałem na kategorie, rozpisałem w tekście o planowaniu budżetu imprezy firmowej. Ogólną metodykę organizacji spotkania świątecznego rozpisałem w poradniku w pięciu krokach.
Menu na wigilię firmową sprowadza się do trzech decyzji: krótsza karta zamiast dłuższej, więcej punktów wydawania zamiast większej liczby dań i świadoma decyzja o poście zamiast pozostawienia jej cateringowi. Reszta to detale, które i tak wynikną z tych trzech.
Jeżeli planujesz spotkanie w konkretnym mieście, przygotowałem osobne zestawienia dla Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta i Poznania.
Siedem do ośmiu pozycji: zupa, dwa ciepłe dania główne w tym jedno bezmięsne, dwa dodatki, przystawki zimne i dwa desery. Przy zespołach do stu osób to w zupełności wystarcza.
Nie musi, ale decyzja powinna być świadoma. W części zespołów menu mięsne na wigilii będzie odebrane jako nietakt, w innych nikt nie zwróci uwagi. Najprostsze rozwiązanie to jedno pytanie w formularzu zapisowym.
Bufet, jeżeli chcecie, żeby ludzie się przemieszali. Kolacja zasiadana, jeżeli wieczór ma część oficjalną ze sceny. Serwis na środek stołu to kompromis, który dobrze działa do około osiemdziesięciu osób.
Tyle, ile zgłoszeń, plus około dziesięciu procent zapasu. Część osób sięga po dania bezmięsne z ciekawości i bez zapasu brakuje ich dla tych, którzy ich potrzebują.
Jeżeli tak, to zawsze z drugą opcją ciepłego dania. Karp dzieli zespoły mocniej niż jakiekolwiek inne danie wigilijne i część osób nie weźmie go do ust.
Dwa lustrzane punkty wydawania po przeciwnych stronach sali zamiast jednego długiego stołu. To skraca kolejkę o połowę i nie kosztuje ani złotówki więcej w menu.
Zapytajcie o to w umowie, zanim wieczór się zacznie. Część firm cateringowych ma ustalone ścieżki przekazania żywności, część nie ma żadnych. Różnica między tymi dwoma sytuacjami to kilkadziesiąt porcji.
Planujesz wigilię firmową i chcesz mieć pewność, że menu i format wieczoru pracują na ten sam cel? Napisz, dla ilu osób i w jakim obiekcie planujesz, a powiem, co bym w tym układzie zmienił. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.