Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: jak wielkość zespołu rozstrzyga wybór miejsca w mieście, w którym jest jeden duży obiekt i kilkadziesiąt małych, co Stare Miasto daje wieczorowi i co mu zabiera, kiedy rezerwować termin, żeby nie konkurować z ruchem turystycznym, oraz jak wykorzystać lokalny motyw, żeby nie skończyć na pierniku z logo.
W skrócie: Toruń rozstrzyga się na jednej liczbie. Do dwustu osób macie realny wybór między kilkudziesięcioma obiektami na Starym Mieście i wokół niego. Powyżej sześciuset praktycznie jedno miejsce w mieście. Między tymi wartościami wybór szybko się zawęża, więc decyzja o terminie i obiekcie musi zapaść wcześniej niż w dużych miastach.
Dwie sytuacje z jednego sezonu. Firma na sto dwadzieścia osób szuka miejsca z klimatem i znajduje je w kilku wariantach w promieniu dziesięciu minut spaceru od rynku. Firma na czterysta pięćdziesiąt osób dostaje w odpowiedzi na zapytania cztery maile i jedną realną propozycję.
To nie jest wada tego miasta, tylko jego skala. Ten tekst jest o tym, jak w niej planować. Ogólną kolejność decyzji rozpisuję w poradniku o wigilii firmowej w pięciu krokach.
Katalog obiektów konferencje.pl wskazuje w Toruniu sześćdziesiąt dwa miejsca przyjmujące grupy firmowe. Dla porównania w Łodzi jest ich ponad dwa razy więcej. Rozkład pojemności jest tu bardziej istotny niż sama liczba.
Trzy progi, na których zmienia się wszystko:
Praktyczny wniosek: w Toruniu najpierw ustalcie realną liczbę uczestników, dopiero potem zacznijcie szukać. Odwrotna kolejność, która w Warszawie kosztuje trochę czasu, tutaj kosztuje termin.
Toruńska starówka jest wpisana na listę światowego dziedzictwa i to nie jest tylko ozdobnik w zaproszeniu. Wieczór w gotyckim wnętrzu albo w kamienicy przy rynku ma wartość, której nie da się odtworzyć w sali hotelowej.
Ta sama starówka ma jednak swoje reguły. Wąskie uliczki i ograniczony wjazd oznaczają, że dostawa cateringu, techniki i dekoracji wymaga uzgodnień. Parking jest problemem, a nie formalnością. Zabytkowe wnętrza bywają mniejsze, niż wyglądają na zdjęciach, i mają ograniczenia konserwatorskie dotyczące montażu czegokolwiek na ścianach.
Cztery rzeczy do ustalenia przed wyborem lokalu na starówce:
Żadne z tych ograniczeń nie przekreśla starówki. Wszystkie razem oznaczają, że wybór zabytkowego wnętrza wymaga o dwa tygodnie więcej pracy przygotowawczej niż wybór sali hotelowej.
Wcześniej, niż podpowiada wielkość miasta. Powód jest podwójny: obiektów jest mniej, a grudzień to w Toruniu także sezon turystyczny. Miasto z jarmarkiem i iluminacjami przyciąga odwiedzających, więc lokale przy rynku obsługują w tym czasie dwa różne rynki naraz.
Trzy terminy, które realnie otwierają kalendarz:
Z mojego doświadczenia w miastach tej wielkości styczeń jest niedoceniany. Firma, która przesuwa spotkanie o cztery tygodnie, dostaje obiekt, którego w grudniu nie miałaby szans zarezerwować.
Nie ma publicznych danych cenowych w podziale na miasta. Punktem odniesienia zostaje poziom ogólnopolski: według analiz portalu Briefly dotyczących świątecznych imprez firmowych za rok dwa tysiące dwudziesty trzeci średni koszt na osobę zamykał się w okolicach dwustu złotych.
W Toruniu warto do tego dołożyć dwie uwagi praktyczne. Pierwsza: przy mniejszym rynku obiektów siła negocjacyjna klienta jest słabsza niż w Warszawie, więc grudniowe stawki są mniej elastyczne. Druga: różnica cenowa między obiektem na starówce a hotelem poza ścisłym centrum bywa mniejsza, niż się wydaje, bo w przypadku starówki odpada koszt transportu ludzi.
Pięć pytań, które w mniejszym mieście ważą więcej:
Ostatnie pytanie bywa najważniejsze. Sala bez osoby odpowiedzialnej po stronie obiektu oznacza, że każdy problem techniczny rozwiązuje wasz zespół.
Toruń daje gotowy, rozpoznawalny motyw i większość firm zużywa go w najprostszy możliwy sposób: zamawia pierniki z nadrukiem i uznaje temat za zamknięty. Upominek trafia do szuflady razem z kubkiem z zeszłego roku.
Ten sam motyw da się wykorzystać jako mechanikę, a nie jako gadżet. Wspólne zdobienie, krótki warsztat przed kolacją, zadanie zespołowe oparte na lokalnej historii. Różnica polega na tym, że uczestnik coś robi, zamiast coś dostawać, a przedmiot, który zabiera do domu, jest jego, nie firmy.
Szerzej o tym, co działa zamiast kolejnego gadżetu, piszę przy prezentach na wigilię firmową, a alternatywy dla klasycznej kolacji zebrałem w tekście o pomysłach na spotkanie świąteczne.
Pierwsza: realna liczba uczestników, bo w tym mieście ona rozstrzyga listę dostępnych obiektów. Druga: starówka czy obiekt z zapleczem, bo to dwa różne projekty operacyjne. Trzecia: grudzień czy styczeń, bo przesunięcie o cztery tygodnie zmienia zarówno dostępność, jak i cenę.
Przy grupie do pięćdziesięciu osób pojedyncze terminy bywają dostępne jeszcze w listopadzie, zwłaszcza na początku tygodnia. Przy stu osobach realny termin decyzji to wrzesień, a przy kilkuset trzeba myśleć o wyprzedzeniu rocznym, bo obiektów o takiej pojemności jest w mieście kilka. Do tego dochodzi ruch turystyczny, który w grudniu zajmuje część lokali przy rynku niezależnie od zapytań firmowych.
Nie podam widełek, bo nie istnieją dane cenowe w podziale na miasta, a przepisywanie pojedynczych ofert jako średniej rynkowej byłoby wprowadzaniem w błąd. Sensowniejsza kolejność jest taka: ustalcie budżet całkowity, odejmijcie ewentualny transport, podzielcie resztę przez realną frekwencję, nie przez listę zaproszonych, i dopiero z tą kwotą idźcie po oferty.
Starówka wygrywa atmosferą i tym, że ludzie dojdą pieszo, a po wieczorze mają gdzie zostać. Hotel poza centrum wygrywa zapleczem, parkingiem i przewidywalnością techniczną. Jeśli zespół jest miejscowy i liczy do stu osób, wybrałbym starówkę. Jeśli przyjeżdża z innych miast albo jest większy, obiekt z zapleczem i noclegiem zdejmuje więcej problemów, niż zabiera uroku.
Warto, pod dwoma warunkami. Pierwszy: sprawdźcie, jakie układy sali obiekt dopuszcza, bo rzędy krzeseł narzucają ton akademii, a aranżacja bankietowa daje zupełnie inny wieczór. Drugi: zapytajcie o listę dozwolonych dostawców cateringu, bo w takich miejscach prawie zawsze obowiązuje. Przy zespole powyżej trzystu osób obiekt kultury bywa w Toruniu jedyną sensowną odpowiedzią.
Wybrać jedno miejsce i zapewnić transport w obie strony, traktując go jako pozycję w budżecie. Dwa osobne spotkania wydają się sprawiedliwe, ale utrwalają podział, który zwykle i tak jest problemem. Jeśli decydujecie się na jedno wydarzenie, zaplanujcie mechanikę wymuszającą wymieszanie ludzi, bo bez niej każda lokalizacja usiądzie przy swoim stole.
Tak samo jak w każdym mieście z zakładem produkcyjnym: powtórzeniem skróconej wersji dla każdej zmiany, przesunięciem na dzień wolny z dodatkiem albo formatem dziennym w sobotę. Każde z tych rozwiązań ma inny koszt i inny efekt, a różnice rozpisałem w tekście o wigilii firmowej dla pracowników zmianowych.
W mieście tej wielkości format rodzinny działa dobrze, bo starówka i okolica same w sobie są atrakcją, a ludzie mieszkają blisko. Trzeba tylko pamiętać, że zaproszenie rodzin przesuwa wydarzenie na dzień i zmienia program, budżet oraz profil ryzyka. Co dokładnie się zmienia, opisałem przy spotkaniu świątecznym z rodzinami.
Świadomie nie podaję widełek cenowych dla Torunia. Dane cenowe w podziale na miasta nie istnieją, a przy rynku tej wielkości pojedyncza oferta tym bardziej nie jest średnią.
Zapiszcie jedną liczbę: ilu ludzi realnie przyjdzie. Nie ilu zaprosicie. W Toruniu ta liczba rozstrzyga, czy macie do wyboru czterdzieści obiektów, czy jeden.
Organizujesz spotkanie świąteczne w Toruniu i nie masz pewności, czy miasto obsłuży Twoją grupę w wybranym terminie? Napisz, dla ilu osób i kiedy planujesz, a powiem, co jest realne. Jeśli dopiero rozstrzygacie format wieczoru, zacznijcie od scenariusza godzina po godzinie.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.