Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: co realnie zmienia się w spotkaniu świątecznym, kiedy zapraszacie rodziny, czego uczy najlepiej udokumentowany polski case wydarzenia dla dzieci pracowników, jak policzyć budżet i frekwencję przy zaproszeniu bliskich, dlaczego format rodzinny nie może zastąpić wigilii zespołowej i co zrobić z ludźmi, którzy przyjdą sami.
W skrócie: Zaproszenie rodzin zmienia wydarzenie na poziomie celu, nie dekoracji. Wigilia zespołowa pracuje na relacje wewnątrz firmy, spotkanie rodzinne pracuje na przywiązanie przez osoby, które w firmie nie pracują. To dwa różne produkty i próba zrobienia obu naraz zwykle kończy się tym, że żaden nie wychodzi. Jeżeli decydujecie się na rodziny, przeprojektujcie porę, program i budżet, a nie tylko listę gości.
Pierwsza scena: sala bankietowa, dwudziesta, część oficjalna. Przy trzecim stoliku od sceny siedzi sześciolatek, który od czterdziestu minut nie ma nic do roboty. Jego matka słucha przemówienia prezesa jednym uchem, bo drugim pilnuje, żeby dziecko nie zeszło pod stół. O dwudziestej pierwszej wychodzą. W ankiecie po wydarzeniu napisze, że było miło.
Druga scena: ta sama firma rok później. Sobota, piętnasta, ten sam budżet. Dwie strefy, jedna z animacją dla dzieci i jedna dla dorosłych, wspólne rozpoczęcie na dwadzieścia minut i wspólny koniec. Ta sama matka zostaje do siedemnastej trzydzieści i rozmawia z ludźmi z dwóch innych działów, bo dziecko jest zajęte czymś, co trwa dłużej niż kwadrans.
Różnica nie leżała w budżecie ani w pomyśle. Leżała w tym, że za drugim razem ktoś przyznał, że zaproszenie rodzin jest decyzją projektową, a nie miłym gestem dopisanym do zaproszenia.
Krótka odpowiedź: zmienia się pora, długość, układ przestrzeni, menu, profil ryzyka i sposób liczenia frekwencji. Nie zmienia się tylko jedna rzecz: budżet nadal jest ten sam, a osób jest dwa razy więcej.
Zacznijmy od rzeczy najmniej oczywistej. Dorosły, który przyszedł z dzieckiem, nie jest uczestnikiem Waszego wydarzenia. Jest opiekunem, który przy okazji uczestniczy. To jest zupełnie inny stan uwagi i żadna część oficjalna tego nie przebije.
Stąd prosta zasada, którą stosuję przy każdym formacie rodzinnym: jeżeli chcecie, żeby rodzice z Wami rozmawiali, musicie najpierw zdjąć z nich obowiązek pilnowania. Dopóki tego nie zrobicie, każdy punkt programu dla dorosłych konkuruje z dzieckiem i przegrywa.
W polskim kontekście najlepiej udokumentowanym przykładem wydarzenia zaprojektowanego dla rodzin pracowników jest Kids Camp firmy SOFTSWISS. Wartą uwagi nie jest sama skala, tylko to, jak konsekwentnie przeniesiono tam ciężar z pracownika na jego rodzinę.
Liczby z drugiej edycji, według komunikatów firmy: ponad sto dzieci pracowników z ośrodków w Warszawie i Poznaniu oraz z dziesięciu innych krajów, jedenaście dni w ośrodku nad Jeziorskiem od 27 lipca do 6 sierpnia, ponad pięćdziesiąt różnych aktywności składających się na około 350 godzin programu. Pierwsza edycja, według wcześniejszego komunikatu tej samej firmy, objęła 175 dzieci. Projekt został nagrodzony w konkursie Eventex Awards 2025 w kategorii wydarzeń korporacyjnych.
Ciekawszy od skali jest jeden mechanizm. Organizatorzy wprowadzili wewnętrzną walutę: dzieci zdobywały monety za udział, zaangażowanie i dyscyplinę, a potem wymieniały je na przywileje, od wyboru muzyki na dyskotece po dodatkową porcję lodów. Producentka wydarzenia Hanna Sauchuk opowiadała, że uczestnicy zaczęli składać się na wspólne zakupy, między innymi na wspólne powitanie wschodu słońca.
To jest ten moment, w którym mechanika przestaje być atrakcją, a zaczyna produkować zachowania, których nikt nie zaprojektował wprost. Dokładnie o to chodzi w projektowaniu doświadczeń i dokładnie tego brakuje w większości firmowych formatów rodzinnych, gdzie dzieci dostają dmuchańca i tyle.
Założyciel firmy Ivan Montik ujął cel w sposób, który warto zapamiętać, bo to jest cała teza tego formatu: pracownik to nie jest tylko specjalista przy biurku, to człowiek z rodziną, a wydarzenie dla dzieci mówi wprost, że ta rodzina ma dla firmy znaczenie.
Zastrzeżenie, które należy postawić uczciwie: to jest komunikacja firmy o własnym projekcie, nie niezależne badanie. Nie znamy kosztu, nie znamy wpływu na rotację ani na wyniki rekrutacji. Znamy natomiast konstrukcję i ta konstrukcja jest sensowna.
To jest pytanie, które rozstrzyga wszystko inne, a pada najrzadziej.
Wigilia firmowa ma cel zespołowy. Ludzie, którzy przez rok pisali do siebie na czacie, mają usiąść przy jednym stole i porozmawiać jak ludzie. Obecność rodzin ten cel osłabia, bo każdy rozmawia głównie z osobą, z którą przyszedł.
Wydarzenie rodzinne ma cel inny. Pokazuje bliskim, gdzie i z kim pracuje ich partner albo rodzic, i buduje przywiązanie przez ludzi spoza organizacji. To jest narzędzie employer brandingu i działa w zupełnie innej logice.
Trzy warianty, które widuję w praktyce, i to, co każdy realnie daje:
Jeżeli wybieracie wariant pierwszy, pamiętajcie o jednym: zaproszenie rodzin jest nieodwracalne. Firma, która raz zaprosiła bliskich, w kolejnym roku nie może po cichu wrócić do formatu zamkniętego bez tłumaczenia się.
Tu popełnia się najdroższy błąd całego formatu, i jest to błąd arytmetyczny, nie koncepcyjny.
Punktem odniesienia dla kosztu spotkania świątecznego w Polsce są dane Briefly za 2023 rok: średnia krajowa wyniosła 214 złotych od osoby przy typowym spotkaniu na czterdziestu kilku uczestników. Ta średnia opisuje jednak wydarzenie dla pracowników, nie dla pracowników z rodzinami.
Z mojej praktyki realny mnożnik przy zaproszeniu bliskich mieści się między 1,8 a 2,5 na każdego pracownika, który potwierdzi udział. Nie na każdego zatrudnionego i nie na każde wysłane zaproszenie. Różnica między tymi trzema liczbami potrafi wynosić kilkaset porcji.
Pełną strukturę budżetu z rezerwą i podziałem na kategorie rozpisałem w tekście o planowaniu budżetu imprezy firmowej, a dobór menu i formatów wydawania w tekście o menu i cateringu na wigilię firmową.
Dmuchańce i malowanie twarzy zajmują dzieci i na tym kończy się ich rola. Nie łączą nikogo z nikim i nie budują żadnej relacji z firmą. To nie jest zarzut, to jest opis funkcji: są potrzebne, ale nie są programem.
Pracują natomiast trzy rzeczy, które w polskich firmowych formatach rodzinnych pojawiają się rzadko.
Nie ma w Polsce wiarygodnych, publicznych danych o tym, jaka część firm zaprasza rodziny na spotkania świąteczne, i nie będę udawał, że są. Zestawienia, które krążą w branży, pochodzą zwykle od dostawców usług, czyli od strony zainteresowanej wynikiem.
Druga rozbieżność jest poważniejsza i dotyczy całego obszaru spotkań świątecznych. Badania nad skalą zjawiska w Polsce dają wyniki, których nie da się pogodzić: w jednych opracowaniach odsetek firm organizujących wigilię to kilkanaście do dwudziestu kilku procent, w innych blisko osiemdziesiąt. Różnica bierze się z metodologii i z tego, kogo pytano, a nie ze zmiany trendu. Każdy, kto pokaże Wam jedną z tych liczb jako fakt, pomija drugą połowę obrazu.
Trzecia rzecz, tym razem z własnej praktyki i także bez umocowania w badaniach: deklarowana chęć przyjścia z rodziną jest wyższa od realnej. Ludzie zaznaczają w formularzu, że przyjdą z dwójką dzieci, a przychodzą z jednym albo sami. Dlatego próg gwarantowanej liczby porcji i termin jego korekty są przy tym formacie ważniejsze niż przy jakimkolwiek innym.
To jest pytanie, które pomija się najczęściej, a ono decyduje o tym, czy format rodzinny kogoś nie skrzywdzi.
Na każdym spotkaniu z rodzinami jest grupa osób, które przychodzą bez nikogo. Single, osoby po rozstaniu, osoby, których bliscy mieszkają w innym mieście, osoby, które po prostu nie chcą mieszać pracy z domem. W formacie, który cały ciężar kładzie na rodzinę, te osoby czują się dokładnie tak, jak wygląda ich stolik.
Trzy rzeczy, które to łagodzą, i żadna nie kosztuje:
Pytanie o zgody na wizerunek ułóżcie z osobą odpowiedzialną za ochronę danych w Waszej firmie, najlepiej już na etapie formularza zapisowego. To jest ten punkt, który najczęściej wraca po wydarzeniu, kiedy zdjęcia trafiają do komunikacji wewnętrznej.
Spotkanie świąteczne z rodzinami sprowadza się do trzech decyzji: który cel wybieracie i czy przyznajecie, że rezygnujecie z drugiego, budżet liczony od realnego mnożnika zamiast od liczby pracowników, oraz program, który zdejmuje z rodziców obowiązek pilnowania. Reszta, łącznie z wyborem lokalu, ustawia się wokół tych trzech.
Ogólną metodykę organizacji spotkania świątecznego rozpisałem w poradniku w pięciu krokach, a to, co zrobić z załogą pracującą na zmiany, w tekście o wigilii dla pracowników zmianowych.
Jest dobry, jeżeli świadomie rezygnujecie z celu integracyjnego i przeprojektowujecie porę, długość i program. Jest zły, jeżeli dopisujecie rodziny do zaproszenia na klasyczną wieczorną kolację i liczycie, że reszta ułoży się sama.
Z mojej praktyki od 1,8 do 2,5 raza tyle, ile potwierdzi pracowników. Deklaracje w formularzu są zwykle wyższe od rzeczywistości, dlatego próg gwarantowanej liczby porcji i termin jego korekty są tu ważniejsze niż gdziekolwiek indziej.
Popołudnie, w praktyce między czternastą a piętnastą, z zakończeniem po trzech, czterech godzinach. Start o dziewiętnastej wyklucza rodziny z małymi dziećmi, czyli tę grupę, dla której organizujecie ten format.
Może, ale decyzja musi zapaść świadomie i być zakomunikowana wcześniej. Część firm rezygnuje całkowicie, część otwiera bar dopiero po zakończeniu części dla dzieci.
W przeliczeniu na osobę zwykle mniej niż wieczorna kolacja dla pracowników, bo odpada część obsługi i alkohol. W kwocie całkowitej wyraźnie więcej, bo osób jest dwa razy tyle. Zarządy patrzące tylko na stawkę jednostkową bywają zaskoczone fakturą.
Przy grupie powyżej kilkunastu dzieci kącik bez opieki nie działa, bo rodzice i tak przy nim stoją. Animacja z zapisaną w umowie proporcją opiekunów jest tym, co realnie zwalnia dorosłych z pilnowania.
Zaproszenie na osobę towarzyszącą zamiast na rodzinę, co najmniej jeden blok programu dla dorosłych i rezygnacja z konkursów rozgrywanych w parach rodzic-dziecko jako głównego punktu wieczoru.
Zastanawiacie się, czy w tym roku zaprosić rodziny, i nie wiecie, co to zrobi z budżetem i z wieczorem? Napisz, ilu macie pracowników, jak wygląda struktura wiekowa dzieci i jaki macie obiekt, a powiem, który z trzech wariantów ma u Was szansę zadziałać. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.