Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Na stoisku stoją cztery osoby. Dwie z agencji, wynajęte na trzy dni, przeszkolone jednym mailem z opisem produktu. Jedna z marketingu. Jedna z zarządu, ale tylko rano, bo po południu ma spotkania.
Przez halę przechodzi dziennie kilka tysięcy osób. Pytania techniczne, które padają przy stoisku, zostają bez odpowiedzi albo z obietnicą, że ktoś się odezwie. To najdroższy sposób marnowania budżetu targowego, jaki znam — i najczęstszy.
Z tego artykułu dowiesz się:
Bo stoisko zatrzymuje człowieka na kilka sekund, a rozmowa decyduje o wszystkim, co dzieje się potem. Można mieć najlepszą zabudowę w hali i wyjechać bez jednego wartościowego kontaktu, jeśli nikt przy niej nie umiał odpowiedzieć na drugie pytanie.
Proporcje budżetów tego nie odzwierciedlają. Na projekt, zabudowę i transport idą dziesiątki tysięcy złotych, na przygotowanie zespołu — jedno spotkanie na tydzień przed wyjazdem, jeśli w ogóle.
Odwrotna kolejność myślenia jest tańsza i skuteczniejsza: najpierw ustal, kto ma tam być i po co, potem projektuj przestrzeń, która tym ludziom pomoże pracować.
Zabudowa przyciąga uwagę. Sprzedaje albo pali okazję człowiek, który stoi obok — i to on jest największą pozycją w rachunku, także wtedy, gdy nikt jej tak nie liczy.
Nie samych handlowców i nie samych ludzi z marketingu. Skład, który się sprawdza, ma trzy warstwy.
Do tego dochodzi rola, o której zwykle nwikt nie myśli: ktoś od logistyki stoiska. Kawa, materiały, ładowarki, rezerwacja stolika na rozmowę. Bez tej osoby role sprzedażowe schodzą do obsługi zaplecza.
Wysłanie kilkunastu osób z firmy zamiast czterech wygląda drogo, dopóki nie policzy się kosztu jednej straconej rozmowy z klientem, na którego pracowaliście dwa lata.
Hostessa jest świetna w tym, do czego jest przygotowana: zatrzymuje ruch, wręcza materiały, kieruje do właściwej osoby, zbiera dane do formularza. Nie jest i nie będzie ekspertem od Waszego produktu po jednym mailu z opisem.
Problem nie leży po ich stronie, tylko w powierzeniu im roli, której nikt im nie przekazał. Jeśli osoba wynajęta na trzy dni ma odpowiadać na pytania techniczne, ktoś w firmie podjął decyzję, żeby nie wysyłać na targi ludzi, którzy znają produkt.
Ustaw to inaczej: hostessa kwalifikuje wstępnie i przekazuje dalej. Trzy pytania wystarczą, żeby wiedziała, kogo zawołać. Reszta to praca zespołu.
Nie prezentacją o firmie. Czterema rzeczami, które da się przećwiczyć w dwie godziny.
Ustal też, czego nie obiecujemy: terminów, cen niestandardowych, zakresów, których nie potwierdził nikt decyzyjny. Trzy dni targów potrafią wygenerować obietnice, z których firma tłumaczy się przez kwartał.
Sama mechanika rozmowy i kwalifikacji to osobny temat — rozłożyłem ją w tekście o tym, jak wystawca zdobywa leady.
Człowiek stojący siódmą godzinę na betonie nie prowadzi dobrych rozmów. To nie kwestia motywacji, tylko fizjologii, i planuje się to tak samo jak grafik zmianowy.
Zmiany po trzy–cztery godziny, z realną przerwą poza halą. Nadmiarowa obsada pierwszego dnia, bo wtedy ruch jest największy. Jasny sygnał, kto o danej porze odpowiada za stoisko, żeby w każdym momencie ktoś był gospodarzem, a nie żeby wszyscy byli po trochu.
Krótkie podsumowanie każdego wieczoru: co usłyszeliśmy, co się powtarza, kogo trzeba dopisać do listy kontaktów priorytetowych. Piętnaście minut przy stole, zanim wszyscy pójdą na kolację. Bez tego trzeciego dnia nikt nie pamięta pierwszego.
Zaplanuj również, kto obsługuje kontakty po powrocie — inaczej rozmowy z hali umrą w folderze ze zdjęciami. O tym, ile realnie kosztuje udział i kiedy się opłaca, pisałem w tekście o opłacalności udziału w targach, a stronę organizacyjną rozłożyłem w poradniku o tym, jak zorganizować targi.
W większości budżetów targowych ludzie pojawiają się jako „delegacje" i jest to najbardziej mylące pole w całym zestawieniu. Realny koszt to dniówka każdej osoby liczona jak dzień jej pracy, plus dojazd, nocleg i wyżywienie, plus to, czego nie zrobiła w firmie przez te trzy dni.
Policz to raz uczciwie, a dyskusja o obsadzie zmieni charakter. Przestaje chodzić o to, czy stać nas na wysłanie sześciu osób zamiast czterech, a zaczyna o to, ile rozmów musi się wydarzyć, żeby ta obsada się zwróciła.
Z tego wyliczenia wynika też odpowiedź na pytanie o czas. Jeśli dzień pracy specjalisty kosztuje tyle co kilka metrów zabudowy, przeznaczenie dwóch godzin na przygotowanie zespołu przestaje wyglądać na luksus, a zaczyna na najtańszy element całego projektu.
Warto również przypisać każdej osobie cel liczbowy na dzień — nie po to, żeby rozliczać, tylko żeby wiedziała, czy pracuje we właściwym tempie. Bez tego trzeci dzień schodzi zwykle na rozmowach z sąsiadami ze stoiska obok.
Największą pozycją w rachunku targowym są ludzie, których tam wysyłacie — nawet jeśli w budżecie widnieją tylko jako delegacje. Zespół, który zna produkt, ma podzielone role i wie, czego nie obiecywać, wyciąga z tych samych trzech dni wielokrotnie więcej niż obsada zebrana na ostatnią chwilę.
Projektuję doświadczenia biznesowe, w tym udziały w targach rozliczane rozmowami, a nie liczbą rozdanych ulotek. Jeśli planujecie sezon targowy, odezwij się.
Tyle, żeby przy największym ruchu żaden odwiedzający nie czekał dłużej niż chwilę i żeby każdy z zespołu miał realną przerwę. Przy typowym stoisku oznacza to więcej osób, niż wynika z metrażu — liczy się natężenie ruchu, nie powierzchnia.
Warto, do zadań, w których są skuteczne: zatrzymywanie ruchu, obsługa formularzy, kierowanie do właściwej osoby. Problemem jest powierzanie im roli eksperta produktowego, a nie ich obecność.
Daj mu trzy pytania kwalifikujące i zgodę na mówienie „nie wiem, sprawdzę". Nie próbuj robić z niego handlowca. Jego przewaga polega na tym, że odpowiada konkretnie, a odwiedzający to natychmiast wyczuwa.
Nie wysyłaj ich do rozmów. Trzy dni na stoisku to praca, do której trzeba mieć gotowość, a nie tylko kompetencje. Znajdzie się dla nich rola zaplecza albo jednodniowe wsparcie w godzinach największego ruchu.
Jeszcze w drodze powrotnej, na trzy grupy: gotowi do rozmowy, wymagający materiału i do długiego kontaktu. Do każdej przypisz osobę i termin. Podział zrobiony tydzień później opiera się już na pamięci, a nie na notatkach.
Przy targach z kluczowymi klientami — tak, choćby przez kilka godzin dziennie. Możliwość podjęcia decyzji na miejscu skraca proces o tygodnie, a dla części odwiedzających sama obecność decydenta jest sygnałem, że traktujecie rynek poważnie.
Postaw na ludzi i na wcześniej umówione spotkania. Małe stoisko z trzema kompetentnymi osobami i kalendarzem pełnym rozmów wygrywa z dużą zabudową obsadzoną przypadkowo. Zabudowa jest tłem, nie treścią.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.