Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego pakiety złoty, srebrny i brązowy przestały się sprzedawać, jak wyglądają cztery poziomy oferty sponsorskiej od ekspozycji do własności fragmentu doświadczenia, czego uczy strategia Red Bulla i ile z niej da się przenieść na wydarzenie za sto tysięcy złotych, co mówią badania o słynnym wskaźniku aktywacji oraz czego nigdy nie powinniście sprzedać partnerowi.
W skrócie: Sponsor kupuje dziś dostęp do uwagi i do zachowań uczestnika, a nie miejsce na ściance. Organizator, który potrafi opisać ścieżkę uczestnika minuta po minucie, ma co sprzedać. Organizator, który ma tylko liczbę uczestników i logotyp w stopce, sprzedaje to samo, co wszyscy, i konkuruje ceną.
Pierwsza scena: rozmowa o sponsoringu konferencji branżowej. Organizator pokazuje tabelę z trzema kolumnami. Złoty, srebrny, brązowy. W wierszach: logo na stronie, logo na ściance, logo w materiałach, wzmianka ze sceny, jedno stoisko, dwie wejściówki. Dyrektor marketingu po drugiej stronie stołu pyta, co z tego zostanie w głowie uczestnika. Zapada cisza.
Druga scena: to samo wydarzenie, inna rozmowa. Organizator przynosi rozpisany przebieg dnia i pokazuje palcem trzy miejsca. Rejestrację, w której uczestnik spędza cztery minuty i jest zdezorientowany. Przerwę po drugim panelu, w której dwieście osób nie ma co ze sobą zrobić. Powrót do domu, który jest czarną dziurą. Mówi: możecie mieć jedną z tych trzech rzeczy na własność i zaprojektujemy ją razem.
Druga rozmowa kończy się wyższą kwotą i współpracą na trzy lata. Różnica nie leży w wydarzeniu. Leży w tym, co organizator ma do sprzedania.
Krótka odpowiedź: bo ekspozycja logo jest dziś najtaniej dostępnym towarem na rynku, a działy marketingu rozliczają się z czegoś, czego ekspozycja nie daje.
Dyrektor marketingu, który w 2010 roku mógł obronić wydatek liczbą kontaktów z marką, dziś tego nie obroni. Ma w zestawieniu kampanie, w których każde kliknięcie jest policzone, i musi wyjaśnić, czym różni się od nich obecność na Waszym wydarzeniu.
Odpowiedź, która działa, brzmi: na wydarzeniu można kupić coś, czego nie da się kupić nigdzie indziej. Kilkanaście minut nieprzerwanej uwagi człowieka, który przyszedł dobrowolnie, jest w dobrym nastroju i nie ma przy sobie przycisku „pomiń reklamę".
Żeby to sprzedać, trzeba najpierw wiedzieć, gdzie te minuty leżą. Stąd punkt wyjścia, którego większość organizatorów nie ma: rozpisana ścieżka uczestnika. Jak ją zbudować, opisałem w tekście o mapie doświadczeń uczestnika eventu.
Każdą współpracę z partnerem da się umieścić na jednym z czterech poziomów. Im wyżej, tym większa wartość dla obu stron i tym trudniejsza robota po stronie organizatora.
Warto powiedzieć rzecz niewygodną dla branży: przejście z pierwszego poziomu na czwarty nie jest kwestią lepszego PDF-a z ofertą. Jest kwestią tego, czy organizator w ogóle rozumie, co się dzieje z jego uczestnikiem przez te osiem godzin.
Red Bull jest w tej rozmowie przykładem skrajnym i właśnie dlatego użytecznym. Pokazuje, dokąd prowadzi konsekwentne przesuwanie się w górę tej drabiny.
Liczby, które opisują skalę, według analizy agencji RTR Sports Marketing: przychody grupy w 2024 roku rzędu 11,2 miliarda euro, roczny budżet marketingowy szacowany na około 3 miliardy dolarów, 12,7 miliarda sprzedanych puszek rocznie. Ponad sześćset sportowców na całym świecie. Własne kluby piłkarskie w Lipsku, Nowym Jorku, Salzburgu i Brazylii oraz mniejszościowy pakiet w Leeds United kupiony w 2025 roku. Dwa zespoły w Formule 1.
Najciekawszy jest jednak nie rozmach, tylko kierunek. Red Bull w wielu dyscyplinach przestał kupować obecność przy cudzym wydarzeniu i zaczął mieć wydarzenia na własność. To jest ten sam ruch, który opisuje czwarty poziom drabiny, tylko wykonany do końca.
Projekt Stratos z 14 października 2012 roku, w którym Felix Baumgartner skoczył z wysokości 38 969 metrów, kosztował według szacunków od 30 do 50 milionów dolarów. Żadna kampania reklamowa za te pieniądze nie dałaby takiego wyniku, bo żadna nie byłaby wydarzeniem, o którym rozmawia świat.
Uczciwa część tej historii wygląda tak: w tej samej analizie udział Red Bulla w rynku napojów energetycznych jest podawany jako około 43 procent wobec około 70 procent na początku poprzedniej dekady, przy Monster Energy z udziałem rzędu 39 procent. Najbardziej podziwiana strategia sponsoringowa świata nie zatrzymała więc erozji pozycji rynkowej. To nie unieważnia mechanizmu, ale każe ostrożnie obiecywać, co sponsoring załatwia.
Praktyczne przeniesienie na skalę polskiego wydarzenia jest proste i nie wymaga milionów: zamiast sprzedawać partnerowi widoczność przy Waszym programie, dajcie mu fragment programu, który będzie jego i który bez niego by nie powstał.
W rozmowach o sponsoringu regularnie pada reguła jeden do jednego: na każdą złotówkę wydaną na prawa należy wydać drugą na aktywację. Brzmi rozsądnie i jest powtarzana jak pewnik.
Norm O’Reilly i Denyse Lafrance Horning w pracy „Leveraging sponsorship: The activation ratio", opublikowanej w 2013 roku w Sport Management Review, przejrzeli te zalecenia i pokazali dwie rzeczy. Po pierwsze, rekomendowane w literaturze wskaźniki rozciągają się od jeden do jednego aż po osiem do jednego, więc żadna konkretna liczba nie ma szczególnego umocowania. Po drugie, i ważniejsze, ich badanie sugeruje, że o skuteczności decyduje jakość dopasowania aktywacji do konkretnego partnerstwa, a nie podniesienie mnożnika.
Innymi słowy: sponsor, który wydał drugie tyle na złą aktywację, ma dwa razy droższy problem. Reguła jeden do jednego jest wygodna dla sprzedającego i niewiele mówi kupującemu.
Druga rozbieżność dotyczy polskiego rynku. Nie ma u nas publicznych, porównywalnych danych o wielkości wydatków sponsoringowych na wydarzenia biznesowe ani o ich skuteczności. Liczby, które krążą w prezentacjach, pochodzą zwykle od organizatorów albo od agencji sprzedających pakiety. Dlatego w tym tekście nie ma tabeli ze stawkami: podałbym liczby, których nie umiem obronić.
Sześć kroków. Każdy z nich robi się przed rozmową z partnerem, nie w jej trakcie.
To jest część, której brakuje w większości poradników o sponsoringu, a ona chroni wydarzenie przed rozmontowaniem.
Sponsor, który dostanie sensowny pomiar, wraca. Sponsor, który dostanie liczbę uczestników i zdjęcia, negocjuje w dół.
Sponsoring wydarzenia sprowadza się do trzech decyzji: czy macie rozpisaną ścieżkę uczestnika, który poziom drabiny realnie potraficie obsłużyć i co zapisujecie jako sposób pomiaru, zanim cokolwiek się wydarzy. Cennik jest czwarty na tej liście i wynika z trzech poprzednich.
Jeżeli po drugiej stronie jesteście Wy, czyli to Wasza firma kupuje obecność na cudzym wydarzeniu, pełną listę kosztów i sposób liczenia zwrotu rozpisałem w tekście o koszcie udziału w targach, a to, co decyduje o wyniku na miejscu, w tekście o zespole na stoisku targowym.
Jako prosty punkt wejścia dla małych partnerów tak. Jako cała oferta nie, bo nie odpowiadają na pytanie, które zadaje kupujący: co uczestnik z tym zrobi. Najlepiej działa układ, w którym obok drabinki pakietów macie dwie, trzy propozycje aktywacyjne opisane koncepcją.
Od każdej. Przy pięćdziesięciu uczestnikach aktywacją może być śniadanie tematyczne prowadzone przez partnera. Skala zmienia koszt, nie zasadę.
Popularna odpowiedź to tyle samo, ale nie ma ona mocnego oparcia w badaniach. Sensowniejsze pytanie brzmi: czy zaplanowana aktywacja realnie rozwiązuje jakiś moment w doświadczeniu uczestnika. Jeżeli nie, większy budżet niczego nie naprawi.
Zaproponować format, w którym partner wnosi treść: case, dane, rozmowę z klientem, panel z ekspertem. Wystąpienie sprzedające bez wartości merytorycznej obniża ocenę całego wydarzenia i wraca do Was przy następnej edycji.
Tylko w zakresie, na który uczestnik wyraził świadomą zgodę, i tylko jeżeli jest to poprawnie ułożone z osobą odpowiedzialną za ochronę danych. Poza tym zakresem to jest ryzyko prawne i utrata zaufania uczestników naraz.
Od kosztów własnych plus wkład projektowy plus wartość dostępu do konkretnej grupy. Punktem odniesienia dla partnera jest to, ile kosztowałoby go dotarcie do tych samych osób innym kanałem i z jaką jakością kontaktu.
Aktywacja i własność fragmentu doświadczenia zaczynają pracować od drugiej edycji, bo dopiero wtedy uczestnicy kojarzą markę z tym momentem. Jeżeli rozmawiacie o czwartym poziomie, rozmawiajcie od razu o trzech latach.
Sprzedajecie pakiety sponsorskie i słyszycie, że to za drogo jak na logo? Napisz, jaki to format, ilu macie uczestników i jak wygląda ich dzień, a wskażę trzy miejsca w programie, które da się sprzedać na poziomie aktywacji. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.