Blog

Sponsoring wydarzenia: od pakietu z logo do własności fragmentu doświadczenia

Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego pakiety złoty, srebrny i brązowy przestały się sprzedawać, jak wyglądają cztery poziomy oferty sponsorskiej od ekspozycji do własności fragmentu doświadczenia, czego uczy strategia Red Bulla i ile z niej da się przenieść na wydarzenie za sto tysięcy złotych, co mówią badania o słynnym wskaźniku aktywacji oraz czego nigdy nie powinniście sprzedać partnerowi.

W skrócie: Sponsor kupuje dziś dostęp do uwagi i do zachowań uczestnika, a nie miejsce na ściance. Organizator, który potrafi opisać ścieżkę uczestnika minuta po minucie, ma co sprzedać. Organizator, który ma tylko liczbę uczestników i logotyp w stopce, sprzedaje to samo, co wszyscy, i konkuruje ceną.

Pierwsza scena: rozmowa o sponsoringu konferencji branżowej. Organizator pokazuje tabelę z trzema kolumnami. Złoty, srebrny, brązowy. W wierszach: logo na stronie, logo na ściance, logo w materiałach, wzmianka ze sceny, jedno stoisko, dwie wejściówki. Dyrektor marketingu po drugiej stronie stołu pyta, co z tego zostanie w głowie uczestnika. Zapada cisza.

Druga scena: to samo wydarzenie, inna rozmowa. Organizator przynosi rozpisany przebieg dnia i pokazuje palcem trzy miejsca. Rejestrację, w której uczestnik spędza cztery minuty i jest zdezorientowany. Przerwę po drugim panelu, w której dwieście osób nie ma co ze sobą zrobić. Powrót do domu, który jest czarną dziurą. Mówi: możecie mieć jedną z tych trzech rzeczy na własność i zaprojektujemy ją razem.

Druga rozmowa kończy się wyższą kwotą i współpracą na trzy lata. Różnica nie leży w wydarzeniu. Leży w tym, co organizator ma do sprzedania.

Dlaczego pakiet z logo przestał wystarczać?

Krótka odpowiedź: bo ekspozycja logo jest dziś najtaniej dostępnym towarem na rynku, a działy marketingu rozliczają się z czegoś, czego ekspozycja nie daje.

Dyrektor marketingu, który w 2010 roku mógł obronić wydatek liczbą kontaktów z marką, dziś tego nie obroni. Ma w zestawieniu kampanie, w których każde kliknięcie jest policzone, i musi wyjaśnić, czym różni się od nich obecność na Waszym wydarzeniu.

Odpowiedź, która działa, brzmi: na wydarzeniu można kupić coś, czego nie da się kupić nigdzie indziej. Kilkanaście minut nieprzerwanej uwagi człowieka, który przyszedł dobrowolnie, jest w dobrym nastroju i nie ma przy sobie przycisku „pomiń reklamę".

Żeby to sprzedać, trzeba najpierw wiedzieć, gdzie te minuty leżą. Stąd punkt wyjścia, którego większość organizatorów nie ma: rozpisana ścieżka uczestnika. Jak ją zbudować, opisałem w tekście o mapie doświadczeń uczestnika eventu.

Cztery poziomy oferty sponsorskiej

Każdą współpracę z partnerem da się umieścić na jednym z czterech poziomów. Im wyżej, tym większa wartość dla obu stron i tym trudniejsza robota po stronie organizatora.

  • Ekspozycja. Logo, wzmianka, obecność w materiałach. Uczestnik widzi markę i nic z tym nie robi. Najtaniej się wycenia i najszybciej się zapomina. To jest poziom, na którym siedzi większość polskich ofert sponsorskich.
  • Interakcja. Stoisko, konkurs, demonstracja, rozmowa z konsultantem. Uczestnik coś robi i zostawia ślad. Wymaga od sponsora ludzi na miejscu, a od organizatora dobrego miejsca w przestrzeni.
  • Aktywacja. Sponsor tworzy własny element programu: warsztat, strefa, punkt na scenie, format rozmowy. Uczestnik doświadcza czegoś, czego bez tego partnera by nie było. Wymaga wspólnej pracy koncepcyjnej na kilka miesięcy przed.
  • Własność fragmentu doświadczenia. Partner przejmuje odpowiedzialność za cały wycinek ścieżki uczestnika i współprojektuje go z Wami. Nie „strefa relaksu sponsorowana przez", tylko cały moment w programie, który ta marka rozwiązuje. Wymaga zaufania i zwykle umowy dłuższej niż jedna edycja.

Warto powiedzieć rzecz niewygodną dla branży: przejście z pierwszego poziomu na czwarty nie jest kwestią lepszego PDF-a z ofertą. Jest kwestią tego, czy organizator w ogóle rozumie, co się dzieje z jego uczestnikiem przez te osiem godzin.

Co da się sprzedać na poziomie własności

  • Rejestracja i pierwsze piętnaście minut. Moment, w którym uczestnik jest zagubiony i wdzięczny każdemu, kto mu pomoże. Marka, która rozwiązuje ten moment, wchodzi w pamięć inaczej niż logo na roll-upie. O tym, gdzie dokładnie tracicie uczestnika przed wydarzeniem, pisałem w tekście o rejestracji na wydarzenie.
  • Przerwa. Najbardziej zaniedbany i najcenniejszy fragment każdej konferencji. Ludzie chcą rozmawiać i nie wiedzą jak. Partner, który to rozwiąże, dostaje uwagę całej sali.
  • Wieczór. Kolacja, spotkanie nieformalne, część po programie. Tu zapadają relacje i tu marka może być gospodarzem, a nie ogłoszeniem.
  • Powrót i to, co po. Materiały, nagrania, społeczność, kontakt po miesiącu. Prawie nikt tego nie sprzedaje, bo prawie nikt tego nie robi.
  • Konkretna grupa uczestników. Śniadanie dla dwudziestu dyrektorów finansowych bywa dla partnera warte więcej niż ekspozycja przed salą na pięćset osób.

Czego uczy Red Bull?

Red Bull jest w tej rozmowie przykładem skrajnym i właśnie dlatego użytecznym. Pokazuje, dokąd prowadzi konsekwentne przesuwanie się w górę tej drabiny.

Liczby, które opisują skalę, według analizy agencji RTR Sports Marketing: przychody grupy w 2024 roku rzędu 11,2 miliarda euro, roczny budżet marketingowy szacowany na około 3 miliardy dolarów, 12,7 miliarda sprzedanych puszek rocznie. Ponad sześćset sportowców na całym świecie. Własne kluby piłkarskie w Lipsku, Nowym Jorku, Salzburgu i Brazylii oraz mniejszościowy pakiet w Leeds United kupiony w 2025 roku. Dwa zespoły w Formule 1.

Najciekawszy jest jednak nie rozmach, tylko kierunek. Red Bull w wielu dyscyplinach przestał kupować obecność przy cudzym wydarzeniu i zaczął mieć wydarzenia na własność. To jest ten sam ruch, który opisuje czwarty poziom drabiny, tylko wykonany do końca.

Projekt Stratos z 14 października 2012 roku, w którym Felix Baumgartner skoczył z wysokości 38 969 metrów, kosztował według szacunków od 30 do 50 milionów dolarów. Żadna kampania reklamowa za te pieniądze nie dałaby takiego wyniku, bo żadna nie byłaby wydarzeniem, o którym rozmawia świat.

Uczciwa część tej historii wygląda tak: w tej samej analizie udział Red Bulla w rynku napojów energetycznych jest podawany jako około 43 procent wobec około 70 procent na początku poprzedniej dekady, przy Monster Energy z udziałem rzędu 39 procent. Najbardziej podziwiana strategia sponsoringowa świata nie zatrzymała więc erozji pozycji rynkowej. To nie unieważnia mechanizmu, ale każe ostrożnie obiecywać, co sponsoring załatwia.

Praktyczne przeniesienie na skalę polskiego wydarzenia jest proste i nie wymaga milionów: zamiast sprzedawać partnerowi widoczność przy Waszym programie, dajcie mu fragment programu, który będzie jego i który bez niego by nie powstał.

Dane, które się nie zgadzają

W rozmowach o sponsoringu regularnie pada reguła jeden do jednego: na każdą złotówkę wydaną na prawa należy wydać drugą na aktywację. Brzmi rozsądnie i jest powtarzana jak pewnik.

Norm O’Reilly i Denyse Lafrance Horning w pracy „Leveraging sponsorship: The activation ratio", opublikowanej w 2013 roku w Sport Management Review, przejrzeli te zalecenia i pokazali dwie rzeczy. Po pierwsze, rekomendowane w literaturze wskaźniki rozciągają się od jeden do jednego aż po osiem do jednego, więc żadna konkretna liczba nie ma szczególnego umocowania. Po drugie, i ważniejsze, ich badanie sugeruje, że o skuteczności decyduje jakość dopasowania aktywacji do konkretnego partnerstwa, a nie podniesienie mnożnika.

Innymi słowy: sponsor, który wydał drugie tyle na złą aktywację, ma dwa razy droższy problem. Reguła jeden do jednego jest wygodna dla sprzedającego i niewiele mówi kupującemu.

Druga rozbieżność dotyczy polskiego rynku. Nie ma u nas publicznych, porównywalnych danych o wielkości wydatków sponsoringowych na wydarzenia biznesowe ani o ich skuteczności. Liczby, które krążą w prezentacjach, pochodzą zwykle od organizatorów albo od agencji sprzedających pakiety. Dlatego w tym tekście nie ma tabeli ze stawkami: podałbym liczby, których nie umiem obronić.

Jak zbudować ofertę opartą na doświadczeniu?

Sześć kroków. Każdy z nich robi się przed rozmową z partnerem, nie w jej trakcie.

  • Rozpiszcie dzień uczestnika minuta po minucie. Od decyzji o przyjeździe po powrót do domu. Zaznaczcie miejsca, w których jest nudno, niewygodnie albo niejasno. To są Wasze produkty.
  • Nazwijcie te miejsca problemami, nie przestrzeniami. „Dwieście osób w przerwie nie wie, z kim rozmawiać" sprzedaje się lepiej niż „strefa networkingowa 40 metrów kwadratowych".
  • Dobierzcie partnera do problemu. Marka, której produkt albo obietnica nie ma związku z danym momentem, będzie w nim ciążyła. Dopasowanie jest w sponsoringu ważniejsze od budżetu.
  • Przyjdźcie z koncepcją, nie z cennikiem. Jedna strona: co się dzieje, dla kogo, co z tego ma uczestnik i co ma partner. Cena na końcu.
  • Ustalcie, co partner robi sam, a co robicie Wy. Najwięcej aktywacji pada dlatego, że obie strony założyły, że zrobi to druga.
  • Zapiszcie sposób pomiaru przed wydarzeniem. Nie po. Po wydarzeniu każdy mierzy to, co wyszło.

Czego nie sprzedawać partnerowi

To jest część, której brakuje w większości poradników o sponsoringu, a ona chroni wydarzenie przed rozmontowaniem.

  • Miejsca w programie merytorycznym w zamian za pieniądze. Wystąpienie sponsora na scenie głównej bez wkładu merytorycznego jest podatkiem, który płaci publiczność. Sala to wyczuwa w trzydzieści sekund i przenosi ocenę na całe wydarzenie.
  • Danych uczestników poza tym, na co uczestnik się zgodził. Lista adresów nie jest elementem pakietu. To jest równocześnie kwestia prawna i kwestia zaufania, które budowaliście latami.
  • Wyłączności, której nie umiecie utrzymać. Obietnica braku konkurencji w branży jest łatwa do złożenia i kosztowna do dotrzymania przy następnej edycji.
  • Czegokolwiek, czego nie potraficie wykonać w obiecanej jakości. Niedowieziona aktywacja kosztuje więcej niż niesprzedany pakiet, bo zabiera partnera na kolejne lata.

Jak to mierzyć?

Sponsor, który dostanie sensowny pomiar, wraca. Sponsor, który dostanie liczbę uczestników i zdjęcia, negocjuje w dół.

  • Interakcje, nie kontakty. Ile osób coś zrobiło w strefie partnera, a nie ile osób przeszło obok.
  • Czas. Średni czas spędzony w aktywacji. To jest wskaźnik, którego żaden baner nie wyprodukuje.
  • Rozmowy z konkretnym profilem. Ile spotkań z osobami z grupy docelowej partnera, a nie ilu uczestników w ogóle.
  • Zapamiętanie po czasie. Krótkie badanie po trzech miesiącach, nie ankieta wypełniana przy wyjściu, która mierzy nastrój.
  • Materiał do dalszego użycia. Zdjęcia, nagrania i historie, z których partner będzie żył przez kolejne pół roku. Często niedoceniana część wartości.

Trzy decyzje podjęte wcześnie

Sponsoring wydarzenia sprowadza się do trzech decyzji: czy macie rozpisaną ścieżkę uczestnika, który poziom drabiny realnie potraficie obsłużyć i co zapisujecie jako sposób pomiaru, zanim cokolwiek się wydarzy. Cennik jest czwarty na tej liście i wynika z trzech poprzednich.

Jeżeli po drugiej stronie jesteście Wy, czyli to Wasza firma kupuje obecność na cudzym wydarzeniu, pełną listę kosztów i sposób liczenia zwrotu rozpisałem w tekście o koszcie udziału w targach, a to, co decyduje o wyniku na miejscu, w tekście o zespole na stoisku targowym.

Zapamiętaj!

  • Sponsor kupuje uwagę i zachowanie uczestnika. Ekspozycja logo jest najtańszym towarem na rynku i tak jest wyceniana.
  • Cztery poziomy: ekspozycja, interakcja, aktywacja, własność fragmentu doświadczenia. Większość polskich ofert stoi na pierwszym.
  • Reguła jeden do jednego nie ma mocnego umocowania. W literaturze zalecenia sięgają nawet ośmiu do jednego, a badanie O’Reilly’ego i Lafrance Horning wskazuje na jakość dopasowania zamiast na mnożnik.
  • Bez rozpisanej ścieżki uczestnika nie macie czego sprzedać powyżej pierwszego poziomu.
  • Sposób pomiaru ustalcie przed wydarzeniem. Po wydarzeniu każdy mierzy to, co wyszło.

FAQ: sponsoring wydarzenia

Czy pakiety złoty, srebrny i brązowy mają jeszcze sens?

Jako prosty punkt wejścia dla małych partnerów tak. Jako cała oferta nie, bo nie odpowiadają na pytanie, które zadaje kupujący: co uczestnik z tym zrobi. Najlepiej działa układ, w którym obok drabinki pakietów macie dwie, trzy propozycje aktywacyjne opisane koncepcją.

Od jakiej skali wydarzenia warto rozmawiać o aktywacji?

Od każdej. Przy pięćdziesięciu uczestnikach aktywacją może być śniadanie tematyczne prowadzone przez partnera. Skala zmienia koszt, nie zasadę.

Ile powinien wynosić budżet na aktywację względem opłaty za prawa?

Popularna odpowiedź to tyle samo, ale nie ma ona mocnego oparcia w badaniach. Sensowniejsze pytanie brzmi: czy zaplanowana aktywacja realnie rozwiązuje jakiś moment w doświadczeniu uczestnika. Jeżeli nie, większy budżet niczego nie naprawi.

Co zrobić, kiedy sponsor chce wystąpienia ze sceny głównej?

Zaproponować format, w którym partner wnosi treść: case, dane, rozmowę z klientem, panel z ekspertem. Wystąpienie sprzedające bez wartości merytorycznej obniża ocenę całego wydarzenia i wraca do Was przy następnej edycji.

Czy można sprzedać partnerowi dane uczestników?

Tylko w zakresie, na który uczestnik wyraził świadomą zgodę, i tylko jeżeli jest to poprawnie ułożone z osobą odpowiedzialną za ochronę danych. Poza tym zakresem to jest ryzyko prawne i utrata zaufania uczestników naraz.

Jak wycenić aktywację, skoro nie ma cenników?

Od kosztów własnych plus wkład projektowy plus wartość dostępu do konkretnej grupy. Punktem odniesienia dla partnera jest to, ile kosztowałoby go dotarcie do tych samych osób innym kanałem i z jaką jakością kontaktu.

Na ile lat podpisywać umowę sponsorską?

Aktywacja i własność fragmentu doświadczenia zaczynają pracować od drugiej edycji, bo dopiero wtedy uczestnicy kojarzą markę z tym momentem. Jeżeli rozmawiacie o czwartym poziomie, rozmawiajcie od razu o trzech latach.

Źródła

  • Norm O’Reilly, Denyse Lafrance Horning, „Leveraging sponsorship: The activation ratio", Sport Management Review 2013, tom 16, numer 4, strony 424-437: przegląd zalecanych wskaźników aktywacji od 1:1 do 8:1 oraz argument za dopasowaniem strategii zamiast podnoszenia mnożnika.
  • RTR Sports Marketing, analiza strategii sponsoringowej Red Bulla: dane o przychodach, budżecie marketingowym, liczbie sportowców i własnych klubach oraz o projekcie Stratos i udziałach rynkowych. Analiza agencji, nie dane audytowane.
  • Julius Solaris, Boldpush: teza o sponsoringu jako własności fragmentu doświadczenia uczestnika zamiast pakietu ekspozycyjnego.
  • Brak publicznych, porównywalnych danych o wydatkach sponsoringowych na wydarzenia biznesowe w Polsce. Z tego powodu w tekście nie ma zestawienia stawek.
  • Praktyka projektowa autora: oferty sponsorskie, aktywacje partnerów i rozliczenia współprac przy wydarzeniach realizowanych w Polsce.

Sprzedajecie pakiety sponsorskie i słyszycie, że to za drogo jak na logo? Napisz, jaki to format, ilu macie uczestników i jak wygląda ich dzień, a wskażę trzy miejsca w programie, które da się sprzedać na poziomie aktywacji. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak