Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Dobrze zorganizowane warsztaty przynoszą uczestnikom wymierne korzyści. Zastanawiasz się, jak przygotować wydarzenie, które będzie naprawdę interesujące dla Twojej grupy odbiorców? Poniżej praktyczne wskazówki dotyczące organizacji warsztatów: od tematu i grupy, przez salę, po promocję.
Bez względu na to, z jakiej dziedziny warsztaty organizujesz, na samym początku zastanów się, w jaki sposób zaplanowane spotkanie może przyczynić się do rozwoju umiejętności uczestników, pracowników czy całej firmy. Dzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi wymaga pewnych umiejętności, ale o powodzeniu warsztatów decyduje również precyzyjne określenie ich tematyki. Uczestnicy muszą wiedzieć, czego mogą spodziewać się na tego rodzaju evencie, jakie umiejętności mogą zyskać oraz jak udział w warsztatach przyczyni się do ich rozwoju osobistego i zawodowego.
Organizację warsztatów zacznij od pytania: kto będzie ich uczestnikiem. Ta informacja jest niezbędna do wyboru zakresu tematycznego, doboru formy prowadzenia warsztatów oraz zaplanowania wszystkich szczegółów wydarzenia. Inny plan będzie odpowiedni dla wydarzeń skierowanych do pracowników działów IT, a inny dla osób pracujących w sprzedaży czy obsłudze klienta.
Od określonej grupy docelowej zależeć powinien też sposób przekazywania informacji. Obok poprawnej gramatyki liczy się dopasowanie stylu i tonu wypowiedzi. Najistotniejsze informacje powinny być wyraźnie akcentowane, a unikanie złożonych zdań pomoże w utrzymaniu uwagi uczestników. Zbyt formalny język także może być problematyczny, gdyż może utrudniać zrozumienie komunikatów.
Zaraz obok tematyki szkolenia wybór lokalizacji warsztatów to najważniejsza decyzja przy organizacji takiego wydarzenia. Warsztaty firmowe często odbywają się w siedzibie przedsiębiorstwa, jednak niekiedy organizacja takiego spotkania z różnych przyczyn jest niemożliwa, wtedy trzeba poszukać innej lokalizacji, która spełni oczekiwania zarówno organizatorów, jak i uczestników.
Odpowiednie miejsce powinno zapewniać warunki do skupionej pracy. Ważny jest także dostęp do narzędzi prezentacyjnych i zaplecza technicznego, które ułatwią przeprowadzenie zajęć, minimum w takim przypadku to wysokiej jakości ekran, projektor, dobre nagłośnienie i stabilny dostęp do internetu. Z reguły na organizację warsztatów wybiera się centra konferencyjne i biznesowe oraz hotele, które dysponują niezbędnym zapleczem i są w stanie stworzyć przestrzeń sprzyjającą przekazywaniu wiedzy.
Podejmując decyzję o lokalizacji warsztatów, warto też zwrócić uwagę na zaplecze gastronomiczne. Konieczne jest zapewnienie co najmniej przerw kawowych z ciepłymi i zimnymi napojami oraz przekąskami, jednak dobrze zastanowić się również nad organizacją lunchu dla uczestników. Wspólny posiłek uwzględniony w planie warsztatów zapewni chwilę oddechu, a jednocześnie będzie stanowił świetną okazję do integracji czy wymiany doświadczeń i spostrzeżeń.
Istotna jest też lokalizacja, jeśli warsztaty będą odbywać się poza firmą, w miarę możliwości warto zadbać o to, by uczestnicy mogli na nie dojechać z różnych części miasta. Nie bez znaczenia pozostaje także estetyka miejsca organizacji warsztatów, dobrze, by pomieszczenie sprzyjało koncentracji, a wyposażenie sali zapewniało ergonomię i komfort nawet podczas całodziennego szkolenia.
W przypadku szkoleń wewnętrznych, przeznaczonych dla pracowników firmy, konieczne jest rozesłanie wcześniej przygotowanych informacji do potencjalnych uczestników. Warsztaty otwarte wymagają reklamy. Dopracowane warsztaty nie przyniosą efektów, jeśli nie znajdą się chętni do wzięcia w nich udziału. W zależności od formatu zajęć i grupy docelowej, do której kierujesz swoją reklamę, wybierz odpowiednie kanały promocji.
Możesz stworzyć posty i opublikować je na firmowym profilu w mediach społecznościowych lub wykorzystać inne kanały komunikacji, w wielu branżach dobrze sprawdzają się mailingi. Dobrym rozwiązaniem jest także publikowanie ogłoszeń na grupach lub forach, które koncentrują się na danej tematyce. Zadbaj też o atrakcyjne zaproszenia, które przykują uwagę potencjalnych uczestników i przedstawią im korzyści płynące z uczestnictwa w warsztatach.
Jeśli budżet warsztatowy Ci na to pozwala, zastanów się również nad wręczeniem uczestnikom upominków, zwłaszcza jeśli organizujesz spotkanie otwarte i chcesz jednocześnie zareklamować swoją firmę. Nie muszą to być okazałe ani duże prezenty, wystarczą drobne gadżety jak artykuły piśmiennicze z logo firmy, kubek z nadrukiem czy materiałowa torba, która na pewno przyda się na codziennych zakupach.
Przy warsztatach dla własnych pracowników skorzystaj ze wsparcia specjalisty z zakresu organizacji imprez firmowych. Przekazując swoje wydarzenie w ręce profesjonalisty, zyskujesz pewność, że zostanie starannie zaplanowane, zorganizowane i zrealizowane w zgodzie z Twoimi celami oraz oczekiwaniami.


Najważniejsze tezy: polskie firmy nauczyły się produkować wydarzenia i wciąż uczą się nimi zarządzać, a raport „Efekty Eventów. Polska 2025” pokazuje to na odpowiedziach 800 CEO i CMO. Luka ma konkretne adresy w procesie, a większość z nich da się zamknąć decyzją organizacyjną, bez dodatkowego budżetu.
Komentuję ten raport z prostego powodu: pierwszy raz od lat diagnozę, że polskie eventy gubią efekt, stawiają sami zamawiający. Event & Intelligence zebrało odpowiedzi 800 prezesów i dyrektorów marketingu średnich i dużych firm i zadało im 24 pytania o to, co dzieje się z wydarzeniem po demontażu sceny. Od czternastu lat siedzę po obu stronach stołu, projektuję doświadczenia biznesowe i sam rozliczam się z ich efektu, więc czytam te liczby jak wyciąg z własnej praktyki, tyle że policzony na próbie, której żaden praktyk nie zbierze sam.
Ważne jest to, kto odpowiadał. Organizator może mieć dziesięć obserwacji z projektów i zwykle usłyszy, że to jego wycinek rynku. Tutaj diagnozę stawiają ludzie, którzy podpisują budżety eventowe i odpowiadają przed radami nadzorczymi. Dlatego traktuję ten materiał jako punkt zwrotny w rozmowie o efektywności wydarzeń: od teraz można spierać się o interpretację, a trudniej o sam stan rzeczy. 20 października rozmawiam o wynikach z Robertem Kazimierskim podczas premiery raportu na Event Biznes 2026 i ten tekst jest moim przygotowaniem do tej rozmowy.
Poniżej rozbieram trzy tezy, na których raport stoi. Przy każdej opisuję, co ona znaczy w codziennej pracy firmy, pokazuję liczby i mówię, jak je czytam. Na końcu zbieram to w jedną całość.
Krótka odpowiedź: według raportu tylko 8 procent polskich firm rozlicza wydarzenia z decyzji i wdrożeń, 12 procent systemowo sprawdza, co dzieje się 30, 60 i 90 dni po evencie, a 63 procent przyznaje, że ustalenia z eventów często nie są realizowane. Rynek dobrze produkuje dzień wydarzenia i słabo zarządza tym, co po nim.
Przez lata event był w firmie pozycją reprezentacyjną: konferencja dla klientów, wyjazd dla handlowców, kick off na początek roku. Raport twierdzi, że ta rola się zmieniła. Wydarzenia przejęły funkcje strategiczne, więc powinny podlegać tym samym rygorom co każde inne narzędzie zarządcze: cel, właściciel, budżet, wskaźnik i moment przeglądu. Nikt nie kupuje systemu CRM bez odpowiedzi na pytanie, kto będzie go używał i co ma się dzięki niemu zmienić. Przy evencie za kilkaset tysięcy złotych ta sama rozmowa wciąż bywa pomijana.
Formalny moment decyzyjny oparty na danych i kryteriach ma 18 procent organizacji, wersję intuicyjną 27 procent, a 45 procent decyduje ad hoc. Przed decyzją zawsze sprawdza, jaki problem biznesowy event ma rozwiązać, 22 procent firm, a 15 procent przyznaje, że wydarzenie bywa celem samym w sobie.
Wpięcie w cykl strategii wygląda podobnie. Dla 14 procent to standard, dla 29 procent zdarza się czasami, dla 37 procent rzadko, a 20 procent trzyma wydarzenia całkowicie poza planowaniem, wdrożeniem i monitoringiem. Koszt alternatywny, czyli czas menedżerów i energię organizacji, pomija w decyzji 34 procent firm, a 30 procent uwzględnia go sporadycznie. Zwrotu z inwestycji w wydarzenia nie analizuje w ogóle 46 procent.
Teza raportu jest trafna jako kierunek, a liczby pokazują, że większość rynku jeszcze tam nie doszła. Widzę to na etapie briefu: dostaję termin, budżet, liczbę osób i miejsce, a pytanie o cel biznesowy rozbija się o zdanie „chcemy zintegrować zespół i pokazać kierunek”. Bramka decyzyjna nie musi być procesem na trzy tygodnie. Wystarczą cztery pytania zadane przed rezerwacją hotelu: jaki problem rozwiązujemy, jaki efekt ma nastąpić, kto jest jego właścicielem i jak sprawdzimy go po czasie.
Najbardziej wymowne jest dla mnie to, że dwie najdroższe pozycje wydarzenia leżą poza rachunkiem. Budżet produkcyjny widać w kosztorysie, a dwa dni pracy dwustu osób nie widać nigdzie. Wystarczy policzyć je raz, choćby szacunkowo, żeby zmienić charakter rozmowy o agendzie, bo nagle każda godzina programu ma cenę.
Rynek już reaguje. 21 procent firm redukuje kalendarz eventowy, a 34 procent redukcję planuje. Mniej wydarzeń oznacza wyższą stawkę przy każdym z nich i ostrzejsze pytanie o sens, na które trzeba odpowiedzieć przed produkcją.
Puenta: event staje się narzędziem zarządczym w chwili, w której ktoś odważy się powiedzieć „nie robimy go w tym roku”. Firma bez takiej bramki ma kalendarz.
Przez ostatnie dziesięć lat branża włożyła dużo pracy w produkcję. Nauczyliśmy się budować scenografie, prowadzić rejestrację i obsługiwać tysiąc osób bez kolejki do szatni. Po stronie zarządzania efektem nie wydarzyło się nic porównywalnego. Raport rozdziela dwie rzeczy, które w firmach się zlewają: odpowiedzialność za realizację i odpowiedzialność za efekt. Pierwsza jest przypisana zawsze, bo ktoś musi dowieźć dzień. Druga wisi w powietrzu.
Na pytanie, kto odpowiada za rezultat po zakończeniu wydarzenia, 24 procent wskazało konkretną osobę lub rolę, 31 procent zespół bez jednego właściciela, 25 procent marketing albo HR, a 20 procent odpowiedziało, że nikt konkretny. Pełny mandat do egzekwowania efektu ma 15 procent osób odpowiedzialnych za eventy, częściowy 34 procent, minimalny 31 procent, a 20 procent nie ma go wcale.
Po stronie programu 70 procent firm projektuje agendę pod prezentowanie treści: 30 procent zdecydowanie, 40 procent raczej. Pod podejmowanie decyzji raczej 22 procent, zdecydowanie 8 procent. Dla 72 procent respondentów agenda jest wynikiem kompromisu wielu interesariuszy, co prowadzi do przeciążenia programu. Precyzyjnie opisać, co ma się zmienić w firmie po wydarzeniu, potrafi 17 procent, a standard briefu efektu deklaruje 13 procent.
Liczba o agendach jest dla mnie najciekawsza w całym badaniu, bo pokazuje mechanizm. Firma potrzebuje decyzji i wdrożeń, a projektuje scenę z prezentacjami, po czym dziwi się, że po evencie trudno wskazać zmiany w pracy zespołów. Format sceniczny wygrywa, bo jest bezpieczny i policzalny: wiadomo, kto mówi i co będzie na slajdach. Warsztat decyzyjny jest ryzykowny, bo może z niego wyjść rozmowa, której zarząd nie planował.
Do tego dochodzi obserwacja, której ankieta nie wychwyci: agenda jest tłumaczeniem struktury władzy. Zarząd chce przekazu strategicznego, HR bloku kulturowego, sprzedaż czasu na wyniki, marketing spójnej narracji i zdjęć. Każde oczekiwanie osobno jest zasadne, razem dają dzień, z którego uczestnik wychodzi z pięcioma narracjami i bez jednego priorytetu. W projektach, które prowadzę, stosuję zasadę jednej tezy: wydarzenie ma jedno zdanie, z którym uczestnik wychodzi, a wszystko, co na nie nie pracuje, idzie do maila, na intranet albo na kolejne spotkanie.
Mandat jest drugą stroną tego samego problemu. Połowa rynku rozlicza ludzi z rezultatu, nie dając im narzędzi do jego prowadzenia. Event manager może odpowiadać za to, że decyzje zostały zapisane, przypisane i przekazane. Za to, że dyrektor sprzedaży ich nie wykonał, odpowiadać nie może.
Puenta: trzy nazwiska wpisane przed produkcją, czyli kto zbiera decyzje z sali, kto rozpisuje je na zadania i kto pilnuje ich po trzydziestu dniach, kosztują zero złotych i zmieniają więcej niż połowa pozycji w kosztorysie.
Dzień wydarzenia jest najlepiej zaplanowanym fragmentem całego procesu. Tygodnie po nim są najgorzej zaplanowanym. Raport nazywa zjawisko, które zna każdy uczestnik firmowych wyjazdów: zmęczenie brakiem konsekwencji. Zmęczenie dotyczy sytuacji, w której firma potrafi zebrać ludzi na dwa dni, zbudować energię i nie zrobić z niej użytku.
Rozkład wskaźników sukcesu: frekwencja 32 procent, satysfakcja uczestników 28 procent, liczba kontaktów 20 procent, decyzje i wdrożenia po evencie 8 procent, brak wskaźników 12 procent. Pomiar po 30, 60 i 90 dniach prowadzi systemowo 12 procent firm, nieregularnie 28 procent, sporadycznie 30 procent, a 30 procent nie mierzy niczego. Follow-up jako proces z zadaniami, terminami i odpowiedzialnościami prowadzi zawsze 18 procent, czasami 34 procent, rzadko 28 procent, wcale 20 procent.
Skutek widać w odpowiedzi, którą uważam za najodważniejszą w badaniu: 22 procent respondentów mówi, że ustalenia z eventów bardzo często nie są realizowane, 41 procent, że często. Dodatkowo 16 procent wskazuje obawę przed rozliczeniem jako powód, dla którego firma do ustaleń nie wraca.
Frekwencja przetrwała jako miara sukcesu, bo ma trzy cechy, których nie ma żaden wskaźnik efektu: jest dostępna od razu, jest jednoznaczna i nikt jej nie podważy na spotkaniu zarządu. Chroni też organizatora. Wskaźnik efektu otwiera dyskusję, w której ktoś musi wyjaśnić, dlaczego cztery z dwunastu decyzji utknęły. Szesnaście procent, które woli nie mierzyć, to najszczersza odpowiedź w całym raporcie.
Niewdrożone ustalenia mają trzy źródła, które widuję w projektach. Pierwsze to brak zapisu: ustalenia żyją w pamięci uczestników i na zdjęciach flipchartów. Drugie to brak terminu, bo zadanie bez daty nie konkuruje z zadaniami, które datę mają. Trzecie to brak reakcji przy pierwszym poślizgu, który ustawia normę dla wszystkich kolejnych. Dołożyłbym do raportu jeszcze jedną rzecz: energia z sali ma bardzo krótki termin ważności. Rytm 30, 60 i 90 dni jest dobry do pomiaru, ale o tym, czy cokolwiek ruszy, decydują pierwsze 72 godziny. Wiadomość z podsumowaniem wysłana w poniedziałek po wyjeździe robi więcej niż raport wysłany po trzech tygodniach.
Rytm przeglądów ma też funkcję, którą uważam za najważniejszą. Uczestnicy, którzy wiedzą, że firma wróci do ustaleń za miesiąc, inaczej pracują na warsztacie, niż ci, których flipcharty trafią do kosza razem z resztkami cateringu. Pierwszy przegląd po trzydziestu dniach powinien służyć diagnozie blokad, a rozmowa o odpowiedzialności przychodzi po dziewięćdziesięciu dniach, kiedy blokady były już nazwane. Cały system pomiaru rozpisałem w tekście o tym, jak mierzyć sukces wydarzenia.
Puenta: osiem procent firm rozlicza eventy z decyzji, a sześćdziesiąt trzy procent widzi, że decyzje nie są realizowane. Te dwie liczby tłumaczą się nawzajem. Proces, którego nikt nie sprawdza, zachowuje się w każdej firmie tak samo.
W raporcie jest liczba, która jest jednocześnie najbardziej optymistyczna i najbardziej zobowiązująca dla mojej strony stołu. Na pytanie, czy firma zmieniłaby sposób pracy, gdyby istniał system wspierający projektowanie, mierzenie i kontrolowanie efektu eventów, 46 procent odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a 34 procent „raczej tak”.
Deklaracja gotowości zmianą jeszcze nie jest, więc zestawiam ją z barierami: brak wiedzy i metodologii 24 procent, brak narzędzi 22 procent, brak danych 20 procent, brak czasu 19 procent, brak jasnej odpowiedzialności 15 procent. Cztery z tych pięciu barier da się usunąć bez inwestycji. Metodologię można opisać na dwóch stronach, narzędziem bywa arkusz, dane powstają w momencie, w którym ktoś zaczyna je zbierać, a odpowiedzialność przypisuje się nazwiskiem. Brak czasu jest zwykle skutkiem braku priorytetu.
Zmienia się też sama rola osoby odpowiedzialnej za wydarzenia. 12 procent firm deklaruje, że przesunęła się już w stronę partnera zarządczego, 28 procent jest w trakcie tej zmiany, a 36 procent ją planuje. Kompetencje produkcyjne nie tracą na wartości. Dostają ramę, w której pracują na wynik. Chcesz przełożyć te wnioski na najbliższe wydarzenie w twojej firmie? Umów godzinną konsultację, przejdziemy przez bramkę decyzyjną, właściciela efektu i rytm przeglądów na twoim projekcie.
Pełny raport udostępnia zespół Event & Intelligence. Przeczytaj go w całości, bo pytania o właściciela efektu, mandat i rytm przeglądów najlepiej sprawdzają się jako lista kontrolna do własnej firmy. Raport pobierzesz na stronie Event & Intelligence.
20 października w Warsaw Experience Centre na Stadionie Legii o 11:15 wyniki pokażą Robert i Grażyna Kazimierscy, a o 11:30 razem z Robertem rozbierzemy je na scenie w rozmowie „Od emocji do decyzji: czy eventy naprawdę napędzają biznes?”. Zapraszam na salę i do dyskusji. Przyjdź z liczbami z własnej firmy i z pytaniami, które nie zmieściły się w ankiecie, bo ta rozmowa ma sens wtedy, gdy sala się w nią włącza. Program i bilety znajdziesz na stronie konferencji Event Biznes: Nowe Horyzonty.
Czytam ten raport jako lustro, w którym branża pierwszy raz widzi się w całości: scenę i to, co dzieje się w firmie, kiedy światła gasną. Słabe wyniki praktyków nie zaskoczą, bo podejrzewaliśmy je od lat. Zaskakuje co innego: luka okazuje się tania. Do jej zamknięcia wystarczy nawyk, który w innych obszarach firmy działa od dawna: ktoś podpisuje się pod celem, ktoś wraca do niego w kalendarzu, ktoś ma prawo powiedzieć, że czegoś nie robimy. Wydarzenia przez lata funkcjonowały obok tego systemu, bo były traktowane jak święto, a świąt się nie rozlicza. Tymczasem ludzie w firmach doskonale czytają sygnał, który wysyła organizacja wracająca albo niewracająca do własnych ustaleń, i przenoszą ten sygnał na wszystko inne, co zarząd im obiecuje. Dlatego stawka jest większa niż budżet jednego eventu: chodzi o wiarygodność sposobu, w jaki firma podejmuje decyzje. Branża eventowa potrafi dziś zrobić prawie każdy dzień. Jej następnym zadaniem jest zadbać o to, żeby z tego dnia coś zostało, i ten raport daje nam wreszcie liczby, które tę rozmowę otwierają. O tym, dlaczego spotkania firmowe tak często nie przekładają się na relacje, pisałem osobno w tekście o tym, dlaczego eventy firmowe nie budują relacji, a podstawy całego procesu opisałem w e-booku Event Management dla początkujących (i nie tylko).
Badania 800 CEO i CMO średnich i dużych firm działających w Polsce na temat tego, jak zarządzają efektem organizowanych przez siebie wydarzeń. Raport przygotował zespół Event & Intelligence i skupił się na procesach decyzyjnych oraz tym, co dzieje się po evencie, bez oceny jakości produkcyjnej.
Polski rynek eventowy jest dojrzały realizacyjnie i nie ma wypracowanych mechanizmów zarządzania efektem. Największe luki pojawiają się po wydarzeniu.
Systemowy pomiar po 30, 60 i 90 dniach deklaruje 12 procent badanych. 30 procent nie mierzy niczego po wydarzeniu, a kolejne 30 procent robi to sporadycznie.
46 procent nie analizuje zwrotu w ogóle. Raport wskazuje na kilka nakładających się przyczyn: presję bieżących priorytetów, brak jednego właściciela efektu, brak standardu follow-upu oraz obawę przed ujawnieniem, że nie wszystko zostało zrealizowane.
Od trzech rzeczy: briefu efektu na jedną stronę, imiennego właściciela efektu i wpisanych do kalendarza przeglądów po 30, 60 i 90 dniach. Wszystkie trzy da się wdrożyć bez dodatkowego budżetu.
Osoba z mandatem po stronie biznesu. Raport rozdziela odpowiedzialność za realizację od odpowiedzialności za efekt i pokazuje, że w 20 procentach firm ta druga nie istnieje.
Źródło: raport „Efekty Eventów. Polska 2025. Jak polskie firmy wykorzystują organizowane przez siebie wydarzenia biznesowe?”, Event & Intelligence, 2026, N=800.

Najważniejsze tezy: marketing doświadczeń zaczyna się od pytania, który istniejący moment kontaktu z klientem da się przeprojektować. Wydarzenie jest jednym z nośników doświadczenia, obok przestrzeni, opakowania i ludzi obsługujących klienta.
We wrześniu 2026 roku Lagardère Travel Retail Polska razem z Kino Świat uruchomił w kawiarniach Costa Coffee i So Coffee kampanię wokół kinowej premiery „Lalki”. Nie powstała scena, nie było namiotu ani strefy aktywacji. Pojawiły się cztery rzeczy: dedykowana herbata „Różane Marzenie” z kwiatem róży, owocami i miodem, materiały w lokalach, treści filmowe na ekranach oraz konkursy z zaproszeniami do kina. Magdalena Charczuk, dyrektorka do spraw marketingu i innowacji w Lagardère Travel Retail Polska, powiedziała przy tej okazji, że premiery filmowe dają możliwość tworzenia niestandardowych doświadczeń dla gości.
Branża spiera się o to, czym jest taka akcja. Jedni powiedzą, że to zwykła promocja produktowa, bo brakuje jej wydarzenia, scenariusza i uczestnika. Drudzy, w tym redakcja Wiadomości Handlowych, nazwali ją wprost marketingiem doświadczeń. Spór wygląda na akademicki do momentu, w którym trzeba ułożyć budżet.
Krótka odpowiedź: doświadczenie powstaje wtedy, gdy marka świadomie przeprojektuje moment kontaktu z klientem tak, żeby ten moment coś znaczył i został zapamiętany. Wydarzenie jest najbardziej widocznym sposobem, żeby to zrobić, oraz jednym z najdroższych. Istniejący punkt styku bywa tańszy i działa przez cały rok.
Argument brzmi mocno i ma pokrycie w praktyce. Wydarzenie daje kontrolę nad czasem, przestrzenią i kolejnością bodźców, a bez tej kontroli trudno zaprojektować przeżycie, które ma początek, przebieg i punkt kulminacyjny. Uczestnik przychodzi z intencją, poświęca kilka godzin i zawiesza zwykłe zajęcia, więc marka dostaje uwagę, której w sklepie czy w aplikacji nie kupi za żadne pieniądze.
Za tym stanowiskiem stoi też struktura rynku. Agencje eventowe sprzedają produkcję, więc doradzą format, który potrafią dowieźć i rozliczyć. Zamawiający po stronie firmy ma podobny interes, bo wydarzenie da się pokazać zarządowi na zdjęciach, a przeprojektowaną kasę już nie. Mechanizm opisałem osobno w tekście o tym, dlaczego zarząd nie kupuje doświadczenia.
Drugie stanowisko opiera się na definicji, od której cała ta dziedzina się zaczęła. Joseph Pine i James Gilmore w Harvard Business Review z lipca i sierpnia 1998 roku napisali, że doświadczenie powstaje wtedy, gdy firma świadomie używa usług jako sceny, a produktów jako rekwizytów, żeby zaangażować klienta w sposób tworzący zapamiętywalne wydarzenie. Sceną jest tam usługa, którą firma już świadczy.
Bernd Schmitt w tym samym 1999 roku rozpisał to na pięć modułów strategicznych: sense, feel, think, act i relate. Nośnikami tych modułów są u niego komunikacja, tożsamość wizualna, opakowanie, przestrzeń oraz ludzie obsługujący klienta. Wydarzenie nie ma w tej ramie osobnej kategorii, co dziś brzmi zaskakująco.
Trzy przykłady pokazują, jak to wygląda bez sceny. Holenderska sieć Jumbo uruchomiła w 2019 roku w sklepie w Vlijmen pierwszą kasę o nazwie Kletskassa, przy której klient może się nie spieszyć i porozmawiać z kasjerem. W 2021 roku sieć ogłosiła rozszerzenie programu do około dwustu takich stanowisk, a serwis Grocery Dive podawał w marcu 2023 roku liczbę ponad stu dwudziestu pięciu, więc skalę trzeba czytać ostrożnie.
Brytyjski Chatty Café Scheme, założony przez Alex Hoskyn w Oldham w 2017 roku, oznacza w kawiarni jeden stolik jako miejsce, przy którym rozmowa z nieznajomym jest mile widziana. Do programu przystąpiła między innymi Costa Coffee z ponad czterystoma lokalami w Wielkiej Brytanii.
Japoński Yakult od 1981 roku dostarcza napoje przez sieć kobiet zwanych Yakult Lady, a według danych firmy z 2020 roku trzy tysiące z nich odwiedzało regularnie ponad trzydzieści siedem tysięcy starszych osób na prośbę około stu trzydziestu jeden samorządów.
Żaden z tych programów nie ma opublikowanych wyników sprzedażowych. Sprawdziłem to przed napisaniem tekstu w materiałach firm, w mediach branżowych i w ewaluacjach rządowych, i takich liczb po prostu nie ma. Traktuj je jako ilustracje mechanizmu.
Najmocniejszy dostępny pomiar pochodzi z handlu. Lucy Baxendale, Emma Macdonald i Hugh Wilson opublikowali w Journal of Retailing w 2015 roku badanie na 13 962 respondentach w czterech kategoriach produktowych w Ameryce Północnej i Europie, prowadzone metodą śledzenia doświadczeń w czasie rzeczywistym przez wiadomości tekstowe. Wynik: pozytywny wydźwięk kontaktu w sklepie wpływał na rozważanie marki najsilniej ze wszystkich badanych punktów styku, ze współczynnikiem standaryzowanym 0,10, wyprzedzając obserwację innych klientów z wynikiem 0,08 oraz reklamę marki z wynikiem 0,07.
Autorzy sami zaznaczyli, że przeczy to założeniu o dominacji reklamy w budowaniu rozważania zakupowego. Badanie w ogóle nie obejmowało wydarzeń, więc nie dowodzi, że touchpoint bije event. Dowodzi czegoś węższego i pożyteczniejszego: jakość przeżycia w zwykłym, codziennym punkcie kontaktu przekłada się na decyzję zakupową mocniej niż komunikat reklamowy o tej samej marce.
Porównania codziennego punktu styku z jednorazowym wydarzeniem pod kątem zapamiętywalności marki nikt nie przeprowadził. Szukałem w literaturze anglojęzycznej i polskiej, w raportach branżowych i w bazach akademickich. Liczby krążące po blogach agencji, w rodzaju odsetka uczestników kupujących po evencie, nie mają opisanej metody ani próby.
Ostrożności wymaga też reguła szczytu i końca, po którą branża sięga w takich rozmowach odruchowo. Daniel Kahneman z zespołem opisał ją w Psychological Science w 1993 roku na próbie trzydziestu dwóch mężczyzn zanurzających rękę w zimnej wodzie. Sześćdziesiąt dziewięć procent badanych wolało powtórzyć próbę dłuższą, czyli obiektywnie bardziej bolesną, bo kończyła się łagodniej.
Eay Mah i Daniel Bernstein sprawdzili w 2019 roku tę samą regułę dla prostych przyjemnych doświadczeń na próbie dziewięciuset osiemdziesięciu ośmiu osób w wieku od dwóch do dziewięćdziesięciu siedmiu lat i jej nie potwierdzili. Talya Miron-Shatz pokazała z kolei w 2009 roku, że dla doświadczeń rozłożonych na cały dzień ocenę trafniej przewidywała średnia ważona czasem niż epizod końcowy.
Pytanie „jaki event zrobić” zadaje się w polskich firmach za wcześnie, bo odpowiedź na nie zamyka budżet, zanim ktokolwiek sprawdzi, gdzie klient realnie styka się z marką. Zaczynam od inwentaryzacji momentów kontaktu i dopiero potem pytam, który z nich da się przeprojektować w tym roku. Wydarzenie zostaje w zestawie narzędzi i bywa właściwym wyborem, choć rzadziej, niż wynika to z kalendarzy marketingowych.
Reguła szczytu i końca broni tego podejścia z innego powodu, niż podpowiada branżowy skrót. Przeprojektowany moment kontaktu, czyli podanie kawy, rozmowa przy kasie albo pierwsze pięć minut wizyty, jest zwartym epizodem z własnym szczytem i własnym zakończeniem, więc podlega tej regule dokładnie tak jak wydarzenie. Kumulacja wielu takich epizodów w czasie rządzi się już inną logiką i tu pracuje raczej uśrednianie wrażeń, które opisała Miron-Shatz.
Praktyczna konsekwencja jest prosta w zapisie i trudna w firmie. Budżet marketingu doświadczeń dzielę na dwie części: jedną na przeprojektowanie dwóch lub trzech momentów, które zdarzają się codziennie, i drugą na wydarzenie, które ma do wykonania zadanie, jakiego touchpoint nie wykona. Jak zinwentaryzować te momenty, opisałem we wpisie o mapie punktów styku marki, a wersję dla samego wydarzenia w tekście o mapie doświadczeń uczestnika eventu.
Przeprojektowanie touchpointu przegrywa w trzech sytuacjach. Pierwsza to premiera kategorii, w której produkt trzeba pokazać w działaniu i dać ludziom go dotknąć, bo sam opis niczego nie załatwi. Druga to budowanie relacji między ludźmi, którzy inaczej się nie spotkają, czyli networking branżowy i społeczność wokół marki.
Trzecia sytuacja dotyczy skali kontaktu. Marka mająca z klientem dwa kontakty rocznie nie ma czego przeprojektowywać i potrzebuje momentu, który sama stworzy. Kawiarnia z tym samym klientem widuje się dwieście razy w roku i jest w odwrotnej sytuacji, bo ma dwieście okazji i zwykle zero projektu.
Chcesz sprawdzić, które momenty kontaktu z twoim klientem da się przeprojektować w najbliższych miesiącach? Umów godzinną konsultację, przejdziemy twoją ścieżkę klienta i wybierzemy dwa punkty do zmiany.
Marketing doświadczeń opisuje poziom oferty: doświadczenie jest odrębną wartością nadbudowaną nad usługą, co Pine i Gilmore opisali w 1998 roku. Event marketing opisuje poziom narzędzia, czyli wydarzenie jako nośnik komunikacji wydzielony w czasie i przestrzeni. Pierwsze pojęcie zawiera drugie.
Da się, pod warunkiem że mierzysz w tym samym punkcie, w którym zmieniasz. Sensowne mierniki to udział klientów wybierających zmieniony wariant obsługi, czas kontaktu, powtórna wizyta w zadanym oknie oraz ocena wystawiona od razu, w tym samym momencie. Badanie Brakusa, Schmitta i Zarantonello z 2009 roku pokazuje, że doświadczenie marki mierzy się jako wypadkową wszystkich kontaktów.
Publicznych porównań kosztowych nie ma, bo firmy nie ujawniają kosztów redesignu obsługi. Z mojej praktyki wynika, że pilotaż na jednym punkcie sprzedaży mieści się w kosztach szkolenia zespołu i oznaczenia miejsca, a więc w rzędach wielkości nieporównywalnych z produkcją wydarzenia. Skalowanie na całą sieć jest już inną rozmową i tam koszt rośnie liniowo z liczbą lokalizacji.
Zacznij od momentów, w których klient i tak z tobą rozmawia: pierwszej odpowiedzi na zapytanie, przekazania oferty, startu współpracy i zakończenia projektu. Każdy z nich ma dziś swój przebieg, tylko nikt go nie zaprojektował. Wybierz ten, który powtarza się najczęściej i kończy się decyzją klienta.
Joseph Pine, James Gilmore, Welcome to the Experience Economy, Harvard Business Review, lipiec i sierpień 1998. Bernd Schmitt, Experiential Marketing, Journal of Marketing Management 1999, tom 15. Josko Brakus, Bernd Schmitt, Lia Zarantonello, Brand Experience, Journal of Marketing 2009, tom 73. Lucy Baxendale, Emma Macdonald, Hugh Wilson, The Impact of Different Touchpoints on Brand Consideration, Journal of Retailing 2015, tom 91.
Daniel Kahneman, Barbara Fredrickson, Charles Schreiber, Donald Redelmeier, When More Pain Is Preferred to Less, Psychological Science 1993, tom 4. Eay Mah, Daniel Bernstein, No Peak-End Rule for Simple Positive Experiences, Journal of Applied Research in Memory and Cognition 2019, tom 8. Talya Miron-Shatz, Evaluating multiepisode events, Emotion 2009, tom 9.
Informacja prasowa Jumbo z 27 września 2021 roku oraz materiał Grocery Dive z 28 marca 2023 roku. Serwis Chatty Café Scheme oraz materiał brytyjskiego programu Points of Light. Yakult Europe, materiał korporacyjny o Yakult Ladies, dane za 2020 rok. Materiały dlahandlu.pl, wiadomoscihandlowe.pl, horecatrends.pl i aboutmarketing.pl z 24 września 2026 roku o kampanii Costa Coffee i So Coffee wokół premiery „Lalki”.

Najważniejsze tezy: event mierzymy tam, gdzie łatwo zdobyć dane. Cel wydarzenia leży zwykle gdzie indziej. Ankieta satysfakcji wysłana dwa dni po wydarzeniu opisuje output, czyli wykonane działanie, i bywa podawana jako dowód zmiany, której nikt nie badał.
Polska agencja Live Age udostępniła we wrześniu 2026 roku narzędzie do mapowania mierników wydarzeń, oparte na czterech obszarach: event, komunikacja, decyzje i brand. Autorzy, Dominik Górka i Dorota Wojtczak, dzielą w nim mierniki na output, czyli wykonane działania, oraz outcome, czyli osiągnięte cele i wygenerowany wpływ. Rozróżnienie wraca więc do polskiej branży po latach nieobecności, choć w wersji spłaszczonej do dwóch poziomów.
Krótka odpowiedź: output to liczba uczestników, frekwencja i ocena wydarzenia. Outcome to zmiana po stronie uczestnika w zadanym oknie czasu, na przykład wykonane działanie albo podjęta decyzja. Impact to zmiana po stronie organizacji lub rynku, liczona w latach. Typowy raport poeventowy kończy się na pierwszym poziomie i nazywa go trzecim.
Pięć przekonań poniżej wraca w rozmowach o pomiarze najczęściej. Przy każdym podaję dane, które je weryfikują, razem z zastrzeżeniami do tych danych.
Dane: Gerald Alliger z zespołem opublikował w Personnel Psychology w 1997 roku meta-analizę obejmującą trzydzieści cztery badania i sto jedenaście korelacji. Skorygowana korelacja między reakcjami uczestników a przyswojoną wiedzą wyniosła 0,08, a dla samych reakcji afektywnych, czyli odpowiedzi na pytanie o to, czy się podobało, zaledwie 0,02.
Autorzy napisali wprost, że miary reakcji nie mogą zastępować innych miar, bo reakcje afektywne pozostają niezwiązane z pozostałymi wskaźnikami. Ciekawszy jest drugi wynik: reakcje dotyczące użyteczności, czyli pytanie o to, czy uczestnik uzna materiał za przydatny w swojej pracy, korelowały z wynikami w pracy na poziomie 0,18, wyżej niż jakikolwiek pomiar przyswojonej wiedzy. Zmiana jednego pytania w ankiecie daje więc miernik o innej wartości poznawczej.
Przełożenie na event jest bezpośrednie. Ocena w skali od jednego do dziesięciu opisuje samopoczucie uczestnika w momencie wypełniania ankiety. Pytanie, czy po tym wydarzeniu zmieni się coś w sposobie jego pracy, opisuje deklarowaną użyteczność i lepiej zapowiada późniejsze zachowanie.
Dane: Donald Kirkpatrick opisał cztery poziomy ewaluacji, czyli reakcję, uczenie się, zachowanie i wyniki, w serii artykułów z lat 1959 i 1960, a książkę na ich temat wydał dopiero w 1994 roku. Gerald Alliger i Elizabeth Janak zbadali w Personnel Psychology w 1989 roku trzy problematyczne założenia tego modelu, w tym założenie o powiązaniu przyczynowym między poziomami.
Elwood Holton poszedł dalej w Human Resource Development Quarterly w 1996 roku i postawił zarzut, który trudno odeprzeć: cztery poziomy są taksonomią: klasyfikują rezultaty, lecz nie wyjaśniają mechanizmu ani nie uwzględniają zmiennych pośredniczących. Michael Cahapay zebrał tę krytykę w 2021 roku, przywołując ustalenie Tamkin z zespołem z 2002 roku, że badania empiryczne nie wykazują istotnej korelacji między poziomami.
Dla organizatora wynika z tego jedna rzecz praktyczna. Poziomy pomiaru wybiera się osobno i osobno projektuje dla nich zbieranie danych, bo pomiar niższego poziomu nie daje żadnej informacji o wyższym. Kto zmierzył frekwencję, wie, ile osób przyszło, i tyle.
Dane: Fundacja W.K. Kellogga w przewodniku po modelach logicznych ze stycznia 2004 roku definiuje outputs jako bezpośrednie produkty działań programu, outcomes jako konkretne zmiany w zachowaniu, wiedzy, umiejętnościach i statusie uczestników, a impact jako zasadniczą zmianę zachodzącą w organizacjach, społecznościach lub systemach w wyniku działań programu w horyzoncie od siedmiu do dziesięciu lat. Outcomes krótkoterminowe mają tam ramy od roku do trzech lat, a długoterminowe od czterech do sześciu.
Przewodnik dodaje, że impact bywa widoczny po zakończeniu finansowania projektu. Rozróżnienie output i outcome upowszechniła w sektorze pozarządowym publikacja United Way of America z 1996 roku, przygotowana między innymi przez Harry'ego Hatry'ego i Margaret Plantz.
Ankieta wysyłana czterdzieści osiem godzin po wydarzeniu mierzy w tej ramie output oraz, przy dobrze zadanym pytaniu, deklarowaną intencję. Nazywanie jej pomiarem wpływu jest pomyłką poziomu. Jak to wygląda na przykładzie wiedzy przekazanej na konferencji, rozpisałem w tekście o tym, że wiedza nie jest rezultatem eventu.
Dane: podręcznik Banku Światowego i Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju z 2016 roku pod redakcją Paula Gertlera definiuje kontrfakt jako to, co stałoby się z uczestnikami programu, gdyby w nim nie wzięli udziału. Bez oszacowania kontrfaktu żadna metoda nie pozwala przypisać zmiany programowi.
Autorzy opisują dwa rozwiązania, które wyglądają na kontrfakt i nim nie są. Porównanie przed i po zakłada, że bez interwencji nic by się nie zmieniło, więc ignoruje trendy i czynniki zewnętrzne. Zestawienie uczestników z osobami, które nie przyszły, obciąża wynik selekcją, bo te dwie grupy różnią się motywacją i sytuacją już na starcie. Poprawne oszacowania dają randomizacja, regresja nieciągła, zmienne instrumentalne, metoda różnicy w różnicach oraz dopasowanie na podstawie skłonności.
Jack Phillips dołożył do modelu Kirkpatricka piąty poziom, czyli zwrot z inwestycji, i zbudował wokół niego metodologię rozpropagowaną w 1983 roku. Jej standard piąty brzmi: użyj przynajmniej jednej metody izolowania efektów projektu. Instytut ROI wymienia osiem takich metod, a na pierwszym miejscu stoi grupa kontrolna. Wzór jest przy tym banalnie prosty: zwrot z inwestycji liczony procentowo to iloraz korzyści netto i pełnych kosztów programu pomnożony przez sto.
Dane: jedyna liczba z udokumentowanym źródłem pochodzi z badania Harvard Business Review Analytic Services zrealizowanego na zlecenie firmy Splash w 2018 roku na próbie siedmiuset trzydziestu dziewięciu osób z kadry kierowniczej i marketingowej. Około dwudziestu trzech procent firm deklarowało tam zdolność policzenia zwrotu z inwestycji w wydarzenia, przy czym w tym samym badaniu dziewięćdziesiąt trzy procent organizacji uznało organizację wydarzeń za priorytet.
Zastrzeżenia trzeba postawić od razu. Badanie sfinansował dostawca technologii eventowej, próbę stanowili czytelnicy jednego tytułu, pytanie dotyczyło deklarowanej zdolności, bez weryfikacji wykonanego pomiaru, i minęło od niego osiem lat. Pozostałe liczby krążące po branżowych blogach, od ośmiu do pięćdziesięciu procent, nie mają przypisu do żadnego badania pierwotnego albo odsyłają do innego bloga.
Polskie dane wyglądają podobnie. Raport Polskiej Organizacji Turystycznej i Poland Convention Bureau za 2024 rok zlicza 18 934 wydarzenia zgłoszone przez miasta, ich typy, długość i liczbę uczestników, bez jednej pozycji o rezultacie. Badanie Event Marketing 2025/2026 zrealizowane przez instytut IQS z MeetingPlanner i ośmioma agencjami podało, że osiemdziesiąt jeden procent klientów oceniło wynik działań eventowych jako co najmniej dobry, ale żadne z trzech omówień nie ujawnia wielkości próby ani techniki badawczej. Ocena podana jako wynik to ten sam błąd poziomu, o którym jest ten tekst.
Zostają trzy pytania, które zadaję przy projektowaniu pomiaru, zanim powstanie agenda. Pierwsze brzmi: jaka konkretna zmiana po stronie uczestnika ma nastąpić i w jakim oknie czasu ją sprawdzimy. Drugie: skąd weźmiemy dane o tej zmianie, skoro ankieta poeventowa ich nie zawiera. Trzecie: z czym porównamy wynik, żeby przypisanie zmiany wydarzeniu miało sens.
Trzecie pytanie jest tym, na którym rozmowa zwykle się kończy, bo grupa kontrolna w evencie firmowym bywa politycznie trudna. Rozwiązaniem bywa porównanie działów wchodzących w program w różnych terminach, co daje strukturę zbliżoną do metody różnicy w różnicach bez odmawiania komukolwiek udziału. Rozjazd między tym, co mierzy organizator, a tym, co przeżywa uczestnik, dobrze widać w raporcie Freeman z 2025 roku: siedemdziesiąt osiem procent organizatorów sądziło, że uczestnicy przeżyli moment szczytowy, podczas gdy sześćdziesiąt procent uczestników zaprzeczyło.
Pomiar zaprojektowany przed wydarzeniem kosztuje kilka godzin pracy i zmienia program, bo wymusza wskazanie zachowania, które ma się zmienić. Ten sam pomiar doklejony po wydarzeniu kosztuje tyle samo i daje wykres frekwencji. Jak rozłożyć to na etapy, opisałem w poradniku o ewaluacji eventu firmowego, a ograniczenia samego wskaźnika rekomendacji w tekście o NPS po evencie.
Chcesz ustawić pomiar dla wydarzenia, które organizujesz w tym kwartale, zanim zamkniesz program? Umów godzinną konsultację i wyjdziemy z niej z trzema miernikami oraz sposobem ich zbierania.
Output to trzystu zarejestrowanych, dwustu obecnych, dwanaście wystąpień i ocena 8,4 na 10. Outcome to liczba osób, które w ciągu sześćdziesięciu dni wdrożyły u siebie konkretne rozwiązanie z programu, umówiły rozmowę z partnerem albo zmieniły procedurę. Pierwsze zbierasz z systemu rejestracji, drugie musisz zaplanować przed wydarzeniem.
Da się, gdy zmiana ma wartość pieniężną i potrafisz ją odizolować od innych czynników. Metodologia Phillipsa wymaga obu tych warunków naraz, a w wydarzeniach wewnętrznych drugi warunek bywa trudniejszy od pierwszego. Bez izolowania efektu liczba wychodząca ze wzoru opisuje korelację.
Dla zmiany zachowania sensowne okno wynosi od trzydziestu do dziewięćdziesięciu dni, bo wcześniej działa jeszcze entuzjazm, a później sygnał gubi się w innych czynnikach. Przy wyniku biznesowym okno zależy od długości cyklu sprzedaży w twojej kategorii. Dla wpływu w rozumieniu przewodnika Kellogga mówimy o latach i pojedyncze wydarzenie rzadko da się w nim wyodrębnić.
Zapytaj uczestników po trzydziestu dniach o jedną rzecz, którą zrobili inaczej po wydarzeniu, i policz odsetek odpowiedzi opisujących konkretne działanie. Miernik jest deklaratywny i obciążony, ale mierzy właściwy poziom. Ocena w skali od jednego do dziesięciu mierzy poziom niższy przy tym samym koszcie zbierania.
Gerald Alliger, Scott Tannenbaum, Winston Bennett, Holly Traver, Allison Shotland, A meta-analysis of the relations among training criteria, Personnel Psychology 1997, tom 50. Gerald Alliger, Elizabeth Janak, Kirkpatrick's levels of training criteria: Thirty years later, Personnel Psychology 1989, tom 42. Elwood Holton, The flawed four-level evaluation model, Human Resource Development Quarterly 1996, tom 7. Michael Cahapay, Kirkpatrick Model: Its Limitations as Used in Higher Education Evaluation, International Journal of Assessment Tools in Education 2021, tom 8.
W.K. Kellogg Foundation, Logic Model Development Guide, styczeń 2004. United Way of America, Measuring Program Outcomes: A Practical Approach, 1996. Paul Gertler, Sebastian Martinez, Patrick Premand, Laura Rawlings, Christel Vermeersch, Impact Evaluation in Practice, wydanie drugie, Bank Światowy 2016. Patti Phillips, Jack Phillips, ROI Basics, ATD Press 2019, oraz materiały Instytutu ROI.
Harvard Business Review Analytic Services dla Splash, The Event Marketing Evolution, 2018. Freeman Trends Report 2025. Polska Organizacja Turystyczna i Poland Convention Bureau, Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025, dane za 2024 rok. Raport Event Marketing 2025/2026, instytut IQS z MeetingPlanner. Materiał MeetingPlanner z 20 września 2026 roku o narzędziu Live Age oraz przewodnik dostępny w tym narzędziu.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.