Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się, dlaczego firmowe eventy coraz częściej kończą się bez ani jednej nowej znajomości, ile kosztuje organizację brak relacji w zespole, jak zaprojektować program wydarzenia, po którym ludzie faktycznie się znają, i jakie trzy pytania zadać uczestnikom zamiast ankiety satysfakcji.
Byłem kiedyś na integracji, na której po dwóch godzinach sala wyglądała identycznie jak dziesięć minut po starcie. Sprzedaż przy jednym stole, produkcja przy drugim, zarząd przy barze, nowi pod ścianą z telefonami. Dwieście osób w jednym pomieszczeniu, świetne jedzenie, dobry zespół na scenie. I ani jednej nowej relacji.
Wydarzenie oceniono jako udane. Ankieta wyszła na 4,6. A pieniądze poszły na wynajęcie ludziom sali, w której mogli dalej siedzieć z tymi samymi osobami, z którymi siedzą przez resztę roku.
Piszę o tym, bo od kilku miesięcy w rozmowach z działami HR i marketingu wraca ten sam wątek: ludzie są ze sobą stale w kontakcie i jednocześnie coraz bardziej osobni. To nie jest miękki temat na warsztaty z well-beingu. To jest problem projektowy — i tak samo projektowo da się z nim coś zrobić.
Samotność bywa wyborem. Sam jej potrzebuję, żeby cokolwiek napisać czy przemyśleć, i traktuję ją jak paliwo. Osamotnienie działa odwrotnie: pojawia się wtedy, gdy relacji, których potrzebujemy, po prostu nie ma. Można je odczuwać w open spasie na sto osób, w środku konferencji, na firmowej wigilii.
Skala tego zjawiska przestała być publicystyką. W czerwcu 2025 roku WHO opublikowała raport Komisji ds. Więzi Społecznych, z którego wynika, że osamotnienie dotyczy jednej na sześć osób na świecie. W Polsce twarde dane daje CBOS.
Przez ostatnią dekadę robiliśmy w firmach dokładnie to, o co nas proszono. Skracaliśmy ścieżki, upraszczaliśmy procesy, wycinaliśmy zbędne kroki. Klient miał kupować bez rozmowy z człowiekiem, pracownik miał załatwić urlop bez wychodzenia z aplikacji, spotkanie miało zmieścić się w trzydziestu minutach albo zamienić w wątek na Slacku.
Wszystko to były dobre decyzje. Tyle że kontakt między ludźmi siedział właśnie w tym tarciu, które usuwaliśmy.
Zoptymalizowaliśmy organizacje tak, że nikt nikogo nie potrzebuje do wykonania swojej pracy. I dostaliśmy dokładnie to, o co prosiliśmy: sprawne, szybkie firmy pełne ludzi, którzy się nie znają.
Wiem, że w rozmowie z zarządem argument o poczuciu przynależności ma słabą siłę przebicia. Dlatego używam liczb.
Gallup od lat pyta pracowników, czy mają w pracy najlepszego przyjaciela — to słynne dziesiąte pytanie z kwestionariusza Q12, przez wiele lat wyśmiewane przez menedżerów jako nieistotne. Okazuje się, że jest jednym z mocniejszych predyktorów wyników zespołu.
To jest cała odpowiedź na pytanie, po co firmie relacje. Człowiek, który ma w organizacji kogoś swojego, zostaje dłużej, pracuje uważniej i wcześniej mówi, że coś idzie nie tak. Człowiek, który nie ma nikogo, odchodzi po pierwszej lepszej ofercie i nie zostawia po sobie żadnej informacji zwrotnej.
Rozmowa o osamotnieniu w firmach zwykle kończy się na pracownikach. Tymczasem po drugiej stronie procesu zakupowego siedzi ktoś, kto przeszedł identyczną drogę.
Różnicę robi zaufanie, a zaufanie potrzebuje ekspozycji — czasu spędzonego razem, twarzy, kilku sytuacji, w których zobaczyłeś, jak ktoś reaguje pod presją.
Handel detaliczny zorientował się w tym pierwszy. Sklep, który konkuruje ceną z internetem, przegrywa zawsze. Sklep, który staje się miejscem spotkania — degustacją, warsztatem, klubem — sprzedaje przy okazji i buduje coś, czego kampania performance nie zbuduje. W B2B ten sam mechanizm nazywamy śniadaniem branżowym, dniem otwartym w fabryce albo konferencją klientów. Nazwa nie ma znaczenia. Chodzi o to samo: dać ludziom powód, żeby stanęli obok siebie.
W większości firm, z którymi pracuję, jest w roku dosłownie kilka momentów, kiedy wszyscy są w jednym miejscu i w tym samym czasie. Kilkanaście godzin. To najdroższe godziny w budżecie marketingu i HR — i najczęściej marnowane. Marnowane, bo projektujemy je pod agendę, a nie pod ludzi. Zanim więc zaczniesz liczyć koszt sali i cateringu, warto wiedzieć, jak zaplanować budżet na imprezę firmową tak, żeby pieniądze szły na to, co ma się faktycznie wydarzyć.
Można obok siebie obejrzeć świetny koncert i wyjść z niego, nie wiedząc, jak ma na imię osoba z sąsiedniego krzesła.
Kilka rzeczy sprawdza mi się niezależnie od branży i budżetu. Żadna z nich nie jest droga. Wszystkie wymagają decyzji podjętej na etapie programu, a nie tydzień przed wydarzeniem.
Ludzie nie zbliżają się przez rozmowę o pogodzie, tylko przez robienie czegoś razem — najlepiej czegoś, co może się nie udać.
Relacja powstaje w czwórce albo szóstce. W trzydziestce powstaje moderowana dyskusja, w trzystu — audytorium.
To brzmi banalnie, dopóki nie policzysz, ile kontaktów zawiązuje się w tym czasie w porównaniu z prelekcją.
Zostawiona wolna ręka zawsze skończy się tak samo: sprzedaż do sprzedaży, produkcja do produkcji.
Ktoś, kogo jedyną robotą jest przedstawianie ludzi sobie nawzajem i pilnowanie, żeby nikt nie stał sam pod ścianą.
Jeśli planujesz taki cykl od zera, zacznij od formatu, który znasz najlepiej — poradnik o tym, jak zorganizować imprezę integracyjną dla firmy, opisuje całą mechanikę krok po kroku.
Za każdym razem, kiedy w branży pojawia się nowe narzędzie do networkingu, słyszę, że problem został rozwiązany. Matchmaking na podstawie profilu, sugestie kontaktów od algorytmu, skanowanie identyfikatorów, ranking najaktywniejszych uczestników. Używam tych rozwiązań i uważam je za sensowne, ale w bardzo konkretnej roli.
Najgorszy wariant to wdrożenie aplikacji zamiast zmiany programu. Uczestnik dostaje wtedy listę osób, które powinien poznać, i agendę, która nie zostawia mu na to ani jednej wolnej chwili. Zostaje z poczuciem, że nie wykorzystał wydarzenia, choć siedział na nim od rana do wieczora.
Ocena cateringu i sprawności organizacji jest ważna dla mnie jako organizatora. Nie mówi jednak nic o tym, po co to wszystko robiliśmy. Pytam więc inaczej.
Trzy pytania, konkretne liczby, porównywalne między edycjami. Znacznie trudniejsze do osiągnięcia niż 4,6 za jedzenie. I znacznie bardziej przydatne w rozmowie o budżecie na kolejny rok.
Nie twierdzę, że firmowa konferencja rozwiąże kryzys osamotnienia. Nie rozwiąże, bo problem jest większy niż nasza branża i większy niż każda pojedyncza organizacja.
Twierdzę natomiast, że mamy w rękach jedno z niewielu narzędzi, które produkują to, czego dziś w firmach brakuje: wspólny czas, wspólne miejsce i wspólne przeżycie. To surowiec, z którego robi się relacje. Szkoda go na kolejny wieczór, z którego ludzie wychodzą z gadżetem, ale bez nikogo.
Jeśli planujesz wydarzenie, po którym ludzie mają się faktycznie znać, zajmuję się organizacją eventów firmowych i biznesowych, w których relacje są celem programu, a nie efektem ubocznym.
Samotność bywa wyborem i bywa potrzebna — sam traktuję ją jak paliwo. Osamotnienie działa odwrotnie: pojawia się wtedy, gdy relacji, których potrzebujemy, po prostu nie ma. Dlatego można je odczuwać w open spasie na sto osób albo w środku konferencji, otoczonym ludźmi.
Tylko wtedy, gdy jest tak zaprojektowana. Wspólne patrzenie w scenę robi z ludzi publiczność, nie zespół. Relacje powstają przy wspólnym zadaniu, w małych grupach i przy wymuszonym mieszaniu składów — reszta zależy od programu, nie od budżetu.
Cztery do sześciu. W takim składzie każdy się odzywa i każdy jest widoczny. Przy trzydziestu osobach powstaje moderowana dyskusja, przy trzystu — audytorium. Dlatego nawet na dużej konferencji warto rozbijać kluczowe momenty na małe zespoły.
Około czterdziestu minut i zaplanowanych jako punkt programu, a nie bufor na opóźnienia. Warto rozstawić kawę w dwóch końcach sali i przemyśleć liczbę stolików koktajlowych, żeby uczestnicy musieli się przemieszczać i nie zastygali w jednym kręgu do końca dnia.
Nie. Aplikacja zdejmuje z uczestnika pierwsze zdanie i porządkuje kontakty po wydarzeniu. Nie da wspólnego zadania ani czasu, którego nie ma w agendzie. Wdrożona zamiast zmiany programu zostawia uczestnika z listą osób, których nie miał kiedy poznać.
Zapytaj o liczbę osób poznanych tego dnia po raz pierwszy, o to, do kogo uczestnik odezwie się w przyszłym tygodniu w sprawie zawodowej, i czy zna kogoś na tyle, by napisać bezpośrednio zamiast przez system. Te liczby porównasz między edycjami.
Jeden duży buduje wspomnienie, kilka mniejszych buduje nawyk kontaktu. Znajomość zawiązana w grudniu wyparuje do marca, jeśli w międzyczasie nic się nie wydarzy. W praktyce najlepiej działa jedno wydarzenie flagowe i trzy krótsze punkty rozłożone w roku.
Tak. Kontakt z klientem został obcięty do formularza, PDF-a i spotkania online z wyłączonymi kamerami. Przy porównywalnych produktach i cenach różnicę robi zaufanie, a zaufanie potrzebuje ekspozycji: wspólnego czasu, twarzy i sytuacji, w których widać, jak ktoś reaguje.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.