Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Organizacja eventu to złożony proces, w którym wynik zależy od pracy zespołu. Nawet najlepiej zaplanowane wydarzenie może zakończyć się chaosem, jeśli nie ma jasno określonych ról i odpowiedzialności. Zarządzanie zespołem eventowym wymaga podziału obowiązków, dobrej komunikacji i elastyczności, by członkowie zespołu wiedzieli, za co odpowiadają. Jakie role trzeba obsadzić przy organizacji eventu i jak zarządzać zespołem, by uniknąć nieporozumień i zapewnić sprawną realizację wydarzenia?
Sprawny przebieg eventu wymaga jednego: każdy członek zespołu musi wiedzieć, jakie są jego zadania i za co odpowiada. Dobrze zorganizowana struktura pozwala uniknąć chaosu, podwójnej pracy i niejasności. Oto najważniejsze role w zespole eventowym:
• Koordynator logistyki, odpowiada za wybór lokalizacji, transport, zakwaterowanie i ogólną infrastrukturę wydarzenia.
• Koordynator techniki i scenografii, nadzoruje sprzęt audiowizualny, scenę, nagłośnienie i oświetlenie.
• Koordynator cateringu, dba o jakość posiłków, serwis oraz specjalne wymagania żywieniowe uczestników.
• Koordynator gości i prelegentów, organizuje przyjazd, zakwaterowanie, materiały oraz obsługę VIP-ów.
• Personel obsługujący wydarzenie, rejestracja uczestników, obsługa punktów informacyjnych, pomoc techniczna.
• Wolontariusze, wspierają organizację eventu, pomagają gościom, nadzorują strefy eventowe.
Pierwszym krokiem w zarządzaniu zespołem jest precyzyjne określenie ról, każdy członek ekipy powinien wiedzieć, jakie zadania na niego czekają i komu raportować postępy prac. Chaos organizacyjny pojawia się najczęściej wtedy, gdy kompetencje się pokrywają lub gdy brakuje osoby, która podejmuje decyzje w danym obszarze.
Takim sytuacjom zapobiega szczegółowy harmonogram działań, który uwzględnia etapy organizacji eventu, od pierwszego spotkania planistycznego, przez logistykę, po realizację i analizę po wydarzeniu. Zespół dostaje wtedy jasne wytyczne co do terminów i priorytetów, a wszelkie zadania będą realizowane zgodnie z planem, bez niepotrzebnego pośpiechu czy nerwowych zmian w ostatniej chwili.
Komunikacja to kolejny aspekt zarządzania zespołem eventowym. Nawet najlepiej podzielone zadania mogą okazać się problematyczne, jeśli nie ma przejrzystego systemu przekazywania informacji. Regularne spotkania statusowe, szybkie podsumowania mailowe lub narzędzia do zarządzania projektami, takie jak Trello czy Asana, pomagają utrzymać porządek w pracy i sprawnie przekazywać aktualizacje. Ważne jest również, aby każdy członek zespołu miał dostęp do najnowszych informacji i mógł na bieżąco reagować na zmiany.
Kolejnym wyzwaniem jest umiejętność delegowania zadań. Event manager często chce mieć pełną kontrolę nad przebiegiem wydarzenia, ale bez zaufania do zespołu może skończyć się to przeciążeniem obowiązkami i chaosem organizacyjnym. Dlatego warto jasno określić zakres odpowiedzialności każdego członka zespołu i pozwolić im na samodzielne podejmowanie decyzji w ramach ich kompetencji. W dobrze zarządzanym zespole ludzie wiedzą, co mają robić, i czują się odpowiedzialny za swoją część pracy.
Każdy event, niezależnie od stopnia przygotowania, niesie ze sobą ryzyko nieprzewidzianych sytuacji. Awaria sprzętu, opóźnienia dostaw, problemy techniczne czy zmiana harmonogramu w ostatniej chwili, to tylko niektóre z wyzwań, które mogą pojawić się w trakcie wydarzenia. Zarządzanie kryzysowe opiera się na szybkim reagowaniu i wcześniej przygotowanych scenariuszach awaryjnych.
Pierwszym krokiem do sprawnego rozwiązywania problemów jest dokładna analiza potencjalnych ryzyk jeszcze na etapie planowania eventu. Możesz też przeprowadzić tzw. Risk assessment, czyli identyfikację obszarów, w których mogą pojawić się komplikacje, oraz opracowanie rozwiązań na wypadek wystąpienia konkretnych problemów. Na przykład, jeśli organizujesz imprezę plenerową, musisz mieć przygotowany alternatywny plan na wypadek złej pogody, czy to w postaci namiotów, czy możliwości przeniesienia eventu do zamkniętej przestrzeni.
W sytuacjach awaryjnych najważniejsza jest szybka i jednoznaczna komunikacja. Zespół eventowy powinien wiedzieć, kto podejmuje decyzje w razie problemów, a także mieć dostęp do listy kontaktów do dostawców, techników czy osób odpowiedzialnych za poszczególne strefy wydarzenia. Im sprawniej zostaną przekazane informacje, tym szybciej będzie można wdrożyć rozwiązania i zminimalizować negatywne skutki sytuacji kryzysowej.
Oprócz gotowych scenariuszy działania warto również zadbać o elastyczność zespołu. Eventy to dynamiczne środowisko, w którym umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków jest niezbędna. Z tego względu warto już na etapie rekrutacji dobierać do zespołu osoby, które potrafią pracować pod presją czasu i podejmować decyzje w stresujących sytuacjach.
Zarządzanie kryzysowe nie kończy się w momencie rozwiązania problemu, ważne jest też wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Po zakończeniu wydarzenia warto przeanalizować, jakie trudności się pojawiły, co mogło zostać lepiej przygotowane i jakie procedury można wdrożyć, aby w przyszłości podobne sytuacje były mniej ryzykowne.
Dobrze przygotowany zespół eventowy potrafi opanować chaos, gdy coś idzie niezgodnie z planem. Elastyczność i zdolność do szybkiego rozwiązywania problemów odróżniają profesjonalistów od amatorów w branży eventowej.
Dzięki odpowiedniemu podziałowi ról, dopasowaniu zadań do kompetencji oraz przygotowaniu na nieprzewidziane sytuacje można stworzyć event, który będzie sukcesem logistycznym, a zarazem pozytywnym doświadczeniem dla wszystkich zaangażowanych. Podział ról w twoim zespole możemy rozpisać razem. Skorzystaj ze wsparcia specjalisty od organizacji wydarzeń firmowych.
Jeżeli chcesz rozpisać role w swoim zespole projektowym, umów konsultację.
Cztery: kierownik projektu z decyzją o budżecie i agendzie, koordynator produkcji od techniki i obiektu, osoba od komunikacji i rejestracji, osoba od obsługi uczestnika na miejscu. Przy mniejszej ekipie te role się łączą, ale żadna nie znika. Problemy pojawiają się, gdy dwie osoby mają tę samą odpowiedzialność i obie zakładają, że zajmie się nią druga. Spisz role w jednym zdaniu każda, zanim rozdzielisz zadania.
Jeden obszar ma jednego właściciela i jeden kanał kontaktu z dostawcą. Technika rozmawia z firmą techniczną, catering z cateringiem, bez skrótów przez kierownika projektu. Każda zmiana ustalenia wraca do wspólnego dokumentu z datą i nazwiskiem. Telefon, po którym nie ma zapisu, nie istnieje. Przy trzech osobach dzwoniących do jednego dostawcy montaż zacznie się o innej godzinie niż planowałeś.
Przekaż wynik i termin, bez narzucania metody. Do tego dwa punkty kontrolne i jasna granica: jakie decyzje osoba podejmuje sama, a jakie zgłasza. Kierownik projektu, który sprawdza każdy mail, hamuje całą ekipę i sam nie zdąży z rzeczami, których nikt za niego nie zrobi. Sygnał ostrzegawczy to sytuacja, w której zespół czeka na twoją zgodę przy sprawach poniżej tysiąca złotych.
Dzień wcześniej albo rano, maksymalnie 30 minut, z harmonogramem godzinowym w ręku. Przechodzisz przez punkty styku z uczestnikiem: wejście, rejestracja, szatnia, sala, przerwy, wyjście. Każdy mówi, co robi w danym bloku i do kogo dzwoni, gdy coś nie idzie. Na koniec trzy scenariusze awaryjne. Osoba, która dojechała pięć minut przed otwarciem drzwi i nie była na odprawie, pracuje przy szatni, nie na linii kontaktu z uczestnikiem.
Krótki brief pisany, nie opowiedziany: plan obiektu, godziny, trzy zdania o celu wydarzenia, lista pytań z gotowymi odpowiedziami, numer do koordynatora. Do tego jedna zasada postępowania, gdy nie znają odpowiedzi: nie zgaduj, poproś o moment i zadzwoń. Osoba przy wejściu jest pierwszym kontaktem uczestnika z marką organizatora, a dostaje zwykle najmniej informacji z całej ekipy.
Zebrać je w ciągu tygodnia, w jednym pliku, podzielone na obszary i z oceną dostawców. Po miesiącu pamięta się tylko to, co się paliło, a drobne rzeczy decydują o tym, czy kolejna edycja idzie spokojniej. Zapisz również, co zadziałało, bo przy zmianie składu ekipy to jest cała wiedza projektowa, jaką zostawiasz następnej osobie na tym stanowisku.


W skrócie: Piotr Kalewski projektuje wydarzenia firmowe jako narzędzie sprzedaży i marketingu. Zaczyna od celu biznesowego zapisanego w jednym zdaniu i od miernika, potem układa scenariusz doświadczenia pod jedno zachowanie gości, a po wydarzeniu oddaje raport: kto z właściwej grupy przyszedł, co zrobił dalej i ile kosztowała każda rozmowa handlowa.
Wydarzenie jest kosztem, gdy budżet powstaje z faktury za salę, catering i scenę, a cel dopisuje się na końcu. Jest inwestycją, gdy przed pierwszym zamówieniem ktoś zapisze, co ma się zmienić w sprzedaży albo w relacjach z klientami, i do kiedy.
Różnicę widać w jednym dokumencie. Brief kosztowy zaczyna się od daty i liczby gości. Brief inwestycyjny zaczyna się od zdania w rodzaju: do końca kwartału chcemy dwudziestu rozmów handlowych z dyrektorami zakupów z trzech wskazanych segmentów. Resztę budżetu da się wtedy obronić albo skreślić, bo każda pozycja jest pytaniem, czy przybliża to zdanie.
Bizzabo w raporcie „2025 State of Events”, opartym na ankiecie ponad 1500 organizatorów i uczestników z listopada 2024 roku, podaje, że 70% organizatorów miało trudność z wykazaniem ROI konferencji B2B. Według Certain z 2025 roku 94% marketerów mówi, że ich firma nie zamienia leadów z eventów w szanse sprzedażowe.
Z mojej praktyki po obu stronach stołu za takim wynikiem stoi najczęściej jedno: miernik wybrany po wydarzeniu. Skoro przed eventem nikt nie zapisał, co ma być wynikiem, po evencie zostają frekwencja i ankieta zadowolenia. Zarząd nie przeliczy ich na przychód i słusznie nie próbuje.
Rachunek jest krótki. Koszt całego wydarzenia dzielę przez liczbę rozmów handlowych z gośćmi z listy, które odbyły się w uzgodnionym oknie po evencie. Wychodzi koszt jednej rozmowy. Dalej liczę, ile rozmów przeszło w ofertę i ile w sprzedaż.
Do tego potrzebny jest CRM, w którym każdy gość z rejestracji dostaje znacznik źródła „event” i datę. Bez znacznika po trzech miesiącach nikt nie odróżni sprzedaży z wydarzenia od sprzedaży, która i tak by się wydarzyła. Pełny pomiar po wydarzeniu rozpisałem w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
Targi dają zasięg, własny event daje kontrolę. Na targach listę gości tworzy ktoś inny, a o uwagę konkurujesz z setkami stoisk. Na własnym wydarzeniu sam decydujesz, kto wchodzi i co widzi, ale płacisz za zebranie ludzi, którzy sami by się nie spotkali.
Własny event wygrywa, gdy decydentów jest niewielu i znasz ich z nazwiska. Targi wygrywają, gdy dopiero ustalasz, kto jest w twoim segmencie. Jak z targów zrobić rozmowy zamiast pliku wizytówek, opisuję w tekście o leadach z konferencji i targów.
Dla Grupy Topex projektowałem cykle wydarzeń w całej Polsce dla handlowców i dystrybutorów: prezentacje nowych produktów i linii oraz aktywacje wokół nich. W TedGifted prowadziłem trasę po targach europejskich razem z liczeniem wyników, od produktu i katalogu po rozliczenie rozmów.
Jestem projektantem doświadczeń biznesowych. Prowadzę Event Marketing Institute w Poznaniu, wykładam na WSB Merito Poznań, należę do Rady Sektorowej ds. Kompetencji Komunikacji Marketingowej. Jestem autorem książki Event Management dla początkujących (i nie tylko) z 2025 roku. Pracuję też jako interim marketing director po stronie klientów, więc brief znam z obu stron stołu.
Planujesz wydarzenie i chcesz, żeby ktoś odpowiadał za jego wynik? Umów konsultację, a przejdziemy przez cztery decyzje na twoim przypadku.
Zacznij od listy decydentów, których chcesz poznać, nie od programu. Ustal jedno zachowanie po wydarzeniu, na przykład umówione spotkanie, i ułóż scenariusz tak, żeby każdy punkt do niego prowadził. Po evencie licz rozmowy z gośćmi z listy w uzgodnionym oknie.
Podziel koszt wydarzenia przez liczbę rozmów handlowych z właściwymi gośćmi, a potem śledź, ile z nich przeszło w ofertę i sprzedaż. Wymaga to znacznika „event” przy kontaktach w CRM i daty pierwszej rozmowy.
Zależy od tego, czy znasz swoich odbiorców z nazwiska. Gdy znasz, własne wydarzenie daje kontrolę nad listą gości i scenariuszem. Gdy dopiero szukasz segmentu, targi dają zasięg przy niższym koszcie pierwszego kontaktu.
Sprawdź trzy rzeczy: czy ktoś pyta o cel biznesowy i miernik, zanim poda cenę, czy oferta zawiera raport po wydarzeniu i kto po stronie firmy odpowiada za wynik. Agencja realizuje zlecenie, doradca ustala, co zlecenie ma przynieść.
Doświadczenia dla marek projektują agencje, studia kreatywne i niezależni konsultanci. Piotr Kalewski robi to jako projektant doświadczeń biznesowych: od celu i miernika, przez scenariusz, po raport z wyniku wydarzenia.
Piotr Kalewski jest projektantem doświadczeń biznesowych z Poznania, CEO Event Marketing Institute, wykładowcą WSB Merito Poznań i autorem książki „Event Management dla początkujących (i nie tylko)” z 2025 roku. Pracuje także jako interim marketing director po stronie klientów.

W artykule znajdziesz: godzinowy scenariusz śniadania biznesowego na 90 minut, sposób liczenia kosztu na osobę obecną, a nie zaproszoną, oraz zasady rozsadzenia, które decydują o tym, czy goście w ogóle ze sobą porozmawiają.
Śniadanie biznesowe ma dwie przewagi nad konferencją: kosztuje mniej i kończy się przed dziewiątą, więc nikt nie traci dnia. Ma też słabość, której organizatorzy nie widzą, dopóki nie przeprowadzą trzeciego: dziewięćdziesiąt minut przy stole z obcymi ludźmi to czas, w którym rozmowa albo ruszy w pierwszym kwadransie, albo nie ruszy wcale.
Krótka odpowiedź: śniadanie biznesowe zorganizuj na 20 do 40 osób, w dziewięćdziesiąt minut, z jednym wystąpieniem do 20 minut i co najmniej 30 minutami rozmów przy stołach z zadanym pytaniem. Koszt licz na osobę obecną, nie zaproszoną, bo przy dwudziestoprocentowej nieobecności koszt jednostkowy rośnie o jedną czwartą. Rozsadzenie przygotuj z góry.
Pierwsze dwadzieścia minut decyduje o reszcie. Freeman i IMEX przebadali w 2025 roku ponad 2600 uczestników i organizatorów wydarzeń: 51 procent uczestników wraca na wydarzenia ze względu na networking, a 30 procent ma problem z rozpoczęciem rozmowy. Ludzie przychodzą po rozmowy i jednocześnie nie wiedzą, jak zacząć.
Dlatego przy wejściu ustaw dwie rzeczy: kartę z przypisanym stolikiem i jedno pytanie na kartce, na przykład „nad czym pracujesz w tym kwartale”. Moja opinia: takie pytanie otwiera rozmowę lepiej niż „czym się zajmujesz”, bo wymaga odpowiedzi zdaniem, nie nazwą stanowiska. Osoba przy drzwiach wita po imieniu i kieruje do stołu, a nie do bufetu.
Gospodarz mówi, po co ludzie się spotkali, jak wygląda plan i co się stanie o 8:15. Pięć minut, bez historii firmy i bez przedstawiania wszystkich sponsorów. Najważniejsza informacja to godzina zakończenia, bo ona uspokaja osoby z poranną rozmową o dziewiątej.
Jeśli prowadzisz wydarzenie sam, przećwicz ten fragment na głos z zegarem. Zasady prowadzenia dyskusji z sali opisałem w tekście o moderowaniu panelu.
Jedno, nie trzy. Prelegent dostaje temat zawężony do jednej decyzji, którą goście mogą podjąć w tym kwartale. Zalecam 45 minut rozmowy przygotowawczej z prowadzącym. Dwadzieścia minut kończy się wcześniej niż koncentracja, a zostawia miejsce na pytanie z sali.
Prelegent nie rozdaje materiałów i nie prezentuje oferty firmy. Po wystąpieniu prowadzący zadaje jedno pytanie, które stół będzie omawiał przez następne pół godziny. Zaplanowanie pytania razem z prelegentem to najważniejszy element programu.
Dla tego bloku goście przyszli. Przy każdym stole pięć lub sześć osób, jedno pytanie na kartce i prowadzący stołu, który dba o to, żeby wszyscy powiedzieli co najmniej jedno zdanie. Prowadzący stołu może być osobą z zespołu organizatora albo zaproszonym gościem, który wcześniej dostał trzy zdania instrukcji.
Rozsadzenie robi największą różnicę. Rozdziel osoby z tej samej firmy i osoby, które przyszły razem. Z moich obserwacji rozsadzenie czterdziestu gości zajmuje około pół godziny i zwiększa szansę, że ktoś wyjdzie z nowym kontaktem. Opis projektowania pierwszej rozmowy między uczestnikami znajdziesz w tekście o networkingu na wydarzeniu.
Każdy stół mówi jedno zdanie: co z rozmowy zabiera ze sobą. Prowadzący zbiera zdania i dopisuje kolejny krok, na przykład termin następnego śniadania albo listę uczestników, którzy zgodzili się na udostępnienie kontaktu. Dziesięć minut wystarczy, a zamknięcie daje poczucie, że spotkanie coś wyprodukowało.
Po zamknięciu zostaw piętnaście minut wolnych rozmów i kawy. Z moich obserwacji goście, którzy zaczęli dobrą rozmowę przy stole, chcą ją skończyć na stojąco, więc nie wyłączaj muzyki i nie zaczynaj sprzątania.
Koszt wydarzenia licz na osobę obecną. Scenariusz liczbowy, hipotetyczny: koszty stałe wynoszą 6 000 zł, zmienne 90 zł na zaproszonego, a zaproszonych jest 40. Przy pełnej frekwencji koszt na osobę wynosi 240 zł. Gdy przychodzi 30 osób, a catering zamówiono na 40, koszt na obecną osobę rośnie do 320 zł. Różnica wynosi jedną trzecią i wynika wyłącznie z nieobecności.
Jak ograniczać nieobecność, opisałem w tekście o no-show na wydarzeniu firmowym, a projekt rejestracji, który zmniejsza liczbę osób zapisanych bez zamiaru przyjścia, w tekście o rejestracji na wydarzenie. Nie znalazłem publicznie dostępnego benchmarku kosztu śniadania biznesowego w Polsce, więc powyższe kwoty to przykład struktury, nie cennik.
Mniejszą wersję tego formatu, od dwudziestu osób, opisałem w tekście o tym, jak zacząć budowę kapitału relacyjnego od dwudziestu osób.
Od 20 do 40. Poniżej dwudziestu trudno o różnorodność rozmów, powyżej czterdziestu trzeba drugiej osoby do prowadzenia stołów, a koszt koordynacji rośnie szybciej niż liczba gości.
To zależy od celu. Z moich obserwacji wydarzenie bezpłatne łatwiej zapełnić, ale ma wyższą nieobecność, a opłata, nawet symboliczna, zmniejsza liczbę osób zapisanych bez zamiaru przyjścia. Nie mam badania, które by to potwierdzało. Przy zaproszeniach indywidualnych płatność zwykle nie jest potrzebna.
Moja rada: raz w miesiącu lub raz na kwartał, w stałym dniu tygodnia. Rytm ważniejszy jest od jednego dobrego wydarzenia, bo goście wracają na format, który znają, a nie na pojedyncze spotkanie.
Planujesz cykl spotkań branżowych i chcesz zaprojektować format pod swoich gości? Umów konsultację 1:1 (250 zł netto za 60 minut, pakiet 850 zł) i przejdziemy przez scenariusz godzina po godzinie.

Z tekstu dowiesz się: co włożyć do welcome packa, żeby nowa osoba w poniedziałek rano wiedziała, gdzie siedzi, z kim zaczyna i co ma zrobić do piątku, oraz które elementy klasycznego pudełka z gadżetami możesz zostawić w szufladzie.
Scenariusz A. Poniedziałek, godzina dziewiąta. Nowa osoba dostaje karton: bluza z logo, kubek, notes, smycz, długopis. Laptop jeszcze jedzie od IT, opiekun jest na urlopie, a kalendarz na ten tydzień jest pusty. Karton zajmuje dziesięć minut. Resztę dnia spędza przy kawie z firmowego kubka.
Scenariusz B. Poniedziałek, godzina dziewiąta. Nowa osoba dostaje kopertę: kartkę z planem pierwszego tygodnia, imię i numer opiekuna, listę pięciu osób, z którymi spotka się do piątku, i jedno zdanie od przełożonego o tym, co ma być zrobione do końca miesiąca. Bluzy nie ma. Laptop stoi włączony.
Obie sceny są hipotetyczne, a różnica między nimi dotyczy pierwszego dnia w pracy, nie budżetu. Scenariusz B kosztuje mniej niż A i robi większą część roboty, której firma oczekuje od onboardingu.
Krótka odpowiedź: welcome pack powinien zawierać plan pierwszych trzydziestu dni, imię i kontakt opiekuna, listę osób do poznania, jedno zadanie na koniec pierwszego miesiąca i dostęp do narzędzi w dniu startu. Przedmioty z logo są dodatkiem, nie rdzeniem. Pierwszego dnia nowa osoba chce wiedzieć, co jej wolno i czego się od niej oczekuje.
Gallup podaje w publikacji o onboardingu z 2019 roku, że tylko 12 procent pracowników silnie zgadza się, że ich organizacja świetnie wdraża nowych pracowników. Dane dotyczą Stanów Zjednoczonych i nie sprawdzałem, czy w Polsce wynik jest podobny.
Ten sam materiał pokazuje, że gdy menedżer aktywnie uczestniczy w onboardingu, nowi pracownicy 3,4 raza częściej silnie zgadzają się, że ich onboarding był znakomity. Tekst Gallupa o wdrażaniu przy pracy zdalnej z 2021 roku wskazuje, że tylko 29 procent nowych pracowników czuje się w pełni przygotowanych i wspieranych w nowej roli. Według Gallupa osiągnięcie pełnej wydajności zajmuje nowej osobie zwykle około dwunastu miesięcy.
Wniosek dla welcome packa jest praktyczny. Wartość pakietu rośnie, gdy zawiera element, który angażuje przełożonego, a spada, gdy jest paczką od działu HR. Koszty, jakie firma ponosi, gdy ktoś odchodzi po kilku miesiącach, policzyłem w tekście o kosztach rotacji pracowników.
Pięć elementów wystarczy, żeby pierwszy tydzień miał strukturę:
Każdy z elementów odpowiada na jedno pytanie, które nowa osoba ma w głowie, ale rzadko zadaje: co mam robić, do kogo pójść, kogo poznać, po czym mnie ocenią i czy mogę zacząć pracę. Rozpisany proces onboardingu na pierwsze trzydzieści dni znajdziesz w tekście o onboardingu nowego pracownika.
Przedmioty z logo mogą być miłym dodatkiem, ale nie niosą informacji, której nowa osoba potrzebuje. Bluzę, kubek i długopis możesz wręczyć drugiego dnia, na kolejnym spotkaniu, albo wcale. Jeśli przedmiot ma sens, wybierz taki, którego ta osoba użyje w pracy: dobry notes, przydatny element wyposażenia stanowiska.
Moja opinia: im więcej przedmiotów w pierwszym pakiecie, tym mniej uwagi na rzeczy, które decydują o pierwszym miesiącu. Nie mam badania, które porównywałoby welcome packi z gadżetami i bez nich pod kątem retencji, więc to wniosek z logiki, nie z danych. Obietnicę, którą firma składała w ogłoszeniu, powinien potwierdzić pierwszy dzień. Jak przełożyć propozycję wartości dla pracownika na doświadczenie, opisałem osobno, a kandydatom na etapie rekrutacji poświęciłem tekst o candidate experience na wydarzeniu rekrutacyjnym.
Pakiet z przedmiotami mówi nowej osobie, że jest mile widziana. Pakiet z planem mówi jej, co ma robić, a to pierwsze pytanie, na które szuka odpowiedzi. Zacznij od planu, a przedmiot dołóż, jeśli zostanie budżet.
Nie ma ogólnej stawki. Sam plan na kartce kosztuje czas przełożonego i opiekuna, a przedmioty zależą od wyboru. Zacznij od czasu, który przełożony poświęci w pierwszym tygodniu, bo to on decyduje o wyniku.
Ma, i to większy. Pakiet wysłany przed startem może zawierać plan, kontakty i sprzęt, a nowa osoba nie widzi wtedy sali i ludzi. Plan i imię opiekuna zastępują to, co w biurze nowa osoba zobaczyłaby sama.
Przełożony i HR razem. HR odpowiada za dostępy i formalności, przełożony za plan, zadanie i listę osób. Pakiet przygotowany wyłącznie przez HR traci element, który według Gallupa wyraźnie podnosi ocenę onboardingu: udział menedżera.
Budujesz proces wdrożenia i chcesz przejść przez pierwsze trzydzieści dni własnego zespołu? Umów konsultację 1:1 (250 zł netto za 60 minut, pakiet 850 zł) i przynieś obecny plan onboardingu.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.