Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Personalizacja wydarzenia polega na odejmowaniu: uczestnik ma zobaczyć mniej opcji, za to lepiej dobranych do tego, po co przyjechał. Imię na identyfikatorze przyciąga uwagę na sekundę, a zapamiętuje się to, co dotyczy własnych celów, dlatego pytanie o cel uczestnika zadane przy rejestracji waży więcej niż każdy nadruk.
Najczęstszy błąd przy personalizacji eventu wygląda niewinnie. Organizator zbiera przy rejestracji dwanaście pól danych, drukuje imiona na identyfikatorach, wysyła mail z „Drogi Tomaszu” i uznaje temat za zamknięty. Na miejscu Tomasz dostaje tę samą agendę co pozostałe czterysta osób: dwadzieścia osiem sesji w czterech salach i aplikację, w której musi sam wybrać, gdzie iść. Wybiera to, co wybrał kolega z działu, i wraca do biura z poczuciem, że było dużo, tylko nie bardzo wiadomo, co z tego dla niego.
Dane o uczestniku zostały zebrane, a nic z nich nie wynikło. To jest punkt, od którego warto zacząć rozmowę o personalizacji: zbieranie informacji jest łatwe, trudne jest zamienienie ich w decyzje programowe.
Krótka odpowiedź: personalizacja eventu to dopasowanie programu, komunikacji i kontaktów do celu, z jakim uczestnik przyjeżdża. Działa wtedy, gdy organizator zadaje przy rejestracji jedno pytanie o cel, dzieli uczestników na trzy do pięciu grup i każdej pokazuje krótszą, dobraną ścieżkę zamiast pełnego katalogu sesji.
Personalizacja eventu to zestaw decyzji, dzięki którym różni uczestnicy tego samego wydarzenia dostają różne doświadczenie: inny program, inną kolejność informacji, innych rozmówców. Wspólny mianownik jest jeden. Uczestnik ma poczuć, że wydarzenie odpowiada na jego sytuację. Przeciętna sytuacja wszystkich zaproszonych nikogo nie opisuje.
W praktyce da się wyróżnić trzy poziomy, które różnią się kosztem, wysiłkiem i efektem.
Trzy poziomy personalizacji
Większość firm zatrzymuje się na pierwszym poziomie i nazywa go personalizacją. Poziom kosmetyczny nie jest bezwartościowy, ale sam nie zmienia tego, z czym uczestnik wraca do pracy. Tę zmianę robią dopiero poziomy drugi i trzeci.
Psychologia ma na to dobre wyjaśnienie. Własne imię jest jednym z nielicznych bodźców, które przebijają się przez uwagę skupioną na czymś innym. Neville Moray opisał to w 1959 roku: w eksperymencie z dwoma równoległymi nagraniami czterech z dwunastu badanych, czyli jedna trzecia, usłyszało własne imię w kanale, którego mieli nie słuchać. Noelle Wood i Nelson Cowan w 1995 roku uzyskali trzydzieści pięć procent. Replikacja Raoula Röera i Nelsona Cowana z 2020 roku, zarejestrowana przed badaniem, dała dwadzieścia dziewięć procent.
Wniosek dla organizatora jest dwojaki. Imię faktycznie przyciąga uwagę, więc spersonalizowany temat maila ma sens. Jednocześnie efekt dotyczy uwagi w danej chwili. O tym, co uczestnik zapamięta z całego dnia, decyduje co innego.
Za pamięć odpowiada inny mechanizm. Badacze nazywają go efektem odniesienia do siebie: informacje, które człowiek odnosi do własnej sytuacji, zapamiętuje lepiej niż te same informacje przetwarzane neutralnie. Opisali go Timothy Rogers, Nicholas Kuiper i William Kirker w 1977 roku, a metaanaliza Cynthii Symons i Blair Johnson z 1997 roku, obejmująca sto dwadzieścia dziewięć badań, potwierdziła, że efekt jest stabilny.
Stąd bierze się praktyczna różnica między poziomami. Nadruk z imieniem mówi uczestnikowi, że organizator zna jego dane. Sesja dobrana do problemu, który uczestnik sam wpisał w formularzu, pozwala mu odnieść treść do siebie, a to z takich treści uczestnik zapamięta najwięcej.
Od jednego pytania w formularzu rejestracyjnym, zadanego tak, żeby odpowiedź dało się zamienić w decyzję programową. „Z jakim celem przyjeżdżasz na wydarzenie?” z listą czterech lub pięciu odpowiedzi daje więcej niż dwanaście pól o stanowisku, wieku i wielkości firmy.
Dane demograficzne mają swoje zastosowanie, ale rzadko przesądzają o tym, czego człowiek potrzebuje od wydarzenia. Dwóch dyrektorów sprzedaży z firm tej samej wielkości może przyjechać z zupełnie innym problemem: jeden szuka narzędzia do raportowania, drugi chce zatrzymać odchodzących handlowców. Pytanie o cel rozróżni ich od razu, pytanie o stanowisko wcale.
Pięć pytań, które warto rozważyć w formularzu
Pięć pytań to górna granica. Każde kolejne pole obniża odsetek osób, które kończą rejestrację, a organizator zwykle i tak nie ma czasu przeczytać odpowiedzi z pól otwartych. Pytanie ostatnie, o to, czego uczestnik nie chce, bywa pomijane, a daje dane równie cenne jak pytanie o cel.
Każde pole w formularzu to dane osobowe przetwarzane w konkretnym celu, więc organizator musi umieć ten cel nazwać i nie zbierać więcej, niż potrzebuje. Szczególnej uwagi wymaga pytanie o dietę. Informacja o diecie może ujawniać wyznanie albo stan zdrowia, a to są dane szczególnej kategorii z artykułu dziewiątego RODO, dla których potrzebna jest wyraźna zgoda albo inna podstawa z tego przepisu. Rozwiązanie jest proste: pytanie opcjonalne, jasna informacja, do czego posłuży odpowiedź, i usunięcie danych po wydarzeniu.
Najczęstsza odpowiedź na hasło „personalizacja” to rozbudowanie agendy: więcej ścieżek, więcej sesji równoległych, więcej wyboru. Intuicja podpowiada, że skoro każdy wybierze sam, każdy dostanie coś dla siebie. Badania nad podejmowaniem decyzji pokazują, że to nie takie proste.
Najczęściej cytowany eksperyment przeprowadzili Sheena Iyengar i Mark Lepper w 2000 roku. W sklepie ustawiono stoisko z dżemami: raz z dwudziestoma czterema smakami, raz z sześcioma. Przy większym wyborze zatrzymywało się więcej klientów, ale kupowało tylko trzy procent z nich. Przy sześciu smakach kupowało trzydzieści procent zatrzymanych.
Ten wynik trzeba czytać ostrożnie, o czym niżej. Mechanizm dobrze jednak opisuje sytuację uczestnika konferencji, który rano otwiera aplikację i widzi dwadzieścia osiem sesji. Wybór wymaga porównania opisów, prelegentów i godzin, a uczestnik nie ma kryterium, bo nikt mu go nie podał. W efekcie wybiera po nazwisku prelegenta, po sali najbliżej kawy albo idzie za kolegą.
Co działa lepiej niż pełny katalog sesji
Personalizacja programu przypomina redagowanie. Organizator nie usuwa sesji, tylko ustawia je w kolejności ważności dla konkretnej osoby. To kosztuje kilka godzin pracy przy arkuszu rejestracji, a zmienia to, jak uczestnik przeżywa cały dzień. Szczegółowo o projektowaniu takiej ścieżki od zaproszenia po powrót do biura piszę w tekście o tym, jak narysować mapę doświadczeń uczestnika eventu.
Eksperyment z dżemami ma swoją drugą stronę. W 2010 roku Benjamin Scheibehenne, Rainer Greifeneder i Peter Todd opublikowali metaanalizę badań nad przeciążeniem wyborem i stwierdzili, że średni efekt wynosi blisko zera: w części badań więcej opcji szkodziło, w części pomagało. Metaanaliza Alexandra Chernewa, Ulfa Böckenholta i Josepha Goodmana z 2015 roku uporządkowała ten obraz i wskazała warunki, w których nadmiar wyboru rzeczywiście szkodzi: gdy decyzja jest trudna, opcje trudno porównać, a człowiek nie ma wyrobionych preferencji.
Uczestnik konferencji spełnia te warunki niemal zawsze. Nie zna prelegentów, nie wie, która sesja odpowie na jego problem, ma kilka minut na decyzję między przerwą a początkiem bloku. Dlatego wniosek o skracaniu wyboru uważam za uzasadniony w tym konkretnym kontekście, choć nie jako uniwersalne prawo.
Druga sprzeczność dotyczy danych branżowych. W artykułach o personalizacji eventów krążą liczby w rodzaju „czterdzieści pięć procent uczestników chętniej przyjdzie na wydarzenie, jeśli może dopasować program”. Przejrzałem kilka takich tekstów i w żadnym z nich ta liczba nie ma podanego źródła: brak nazwy badania, roku i wielkości próby. Nie powtarzam jej. Jedyne dane, które znalazłem z pełnym opisem, pochodzą z raportu BizBash i Czarnowski Collective „2025 Experiential Trends Report”: pięćdziesiąt cztery procent z ponad dwustu ankietowanych profesjonalistów branży deklaruje, że priorytetem są dla nich mocno dopasowane ścieżki uczestnika, a osiemdziesiąt dziewięć procent wskazuje budżet jako główną przeszkodę. Ankietowano organizatorów, uczestników nikt tu nie pytał, i tak należy te liczby czytać.
Poziom relacyjny ma największy potencjał, bo na wydarzenia biznesowe ludzie przyjeżdżają także po rozmowy. Przypadkowe przerwy kawowe działają dobrze dla osób, które lubią zaczepiać nieznajomych, i słabo dla całej reszty.
Personalizacja kontaktów zaczyna się od pytania z formularza: z kim chcesz porozmawiać. Odpowiedzi pozwalają zrobić trzy rzeczy. Pierwsza to stoliki tematyczne przy lunchu, oznaczone problemem zamiast nazwy firmy. Druga to umówione rozmowy jeden na jeden w wyznaczonym okienku programu. Trzecia to krótka lista „trzy osoby, które warto poznać”, wysłana uczestnikowi dzień przed wydarzeniem za zgodą osób z listy.
Wyobraź sobie konferencję dla trzystu osób z branży logistycznej. Czterdzieści z nich wpisało w formularzu, że szuka partnera do projektu magazynowego, a dwadzieścia, że takie projekty prowadzi. Organizator, który połączy te dwie grupy przy jednym bloku stolików, daje obu stronom powód, żeby w ogóle przyjechać. Organizator, który zostawi to przypadkowi, liczy na to, że się znajdą w kolejce po kawę. O mechanikach, które zamieniają przerwy w rozmowy, piszę szerzej w tekście o tym, jak zaprojektować networking na wydarzeniu.
Ankieta satysfakcji po evencie niewiele tu powie, bo uczestnicy dobrze oceniają catering i prowadzącego także wtedy, gdy program był niedopasowany. Lepiej sprawdzają się wskaźniki zachowania, które da się zebrać bez pytania kogokolwiek o zdanie.
Trzy wskaźniki zachowania
Te trzy liczby da się zestawić z danymi z formularza i sprawdzić, która grupa celów dostała najlepiej dopasowany program, a która najgorzej. To jest materiał do poprawy przy kolejnej edycji, dużo cenniejszy niż średnia ocena dnia. O tym, jak ułożyć cały pomiar i kiedy go robić, piszę w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
Narzędzia do personalizacji tanieją. Aplikacje eventowe z rekomendacjami sesji i dobieraniem rozmówców przez algorytm są dziś dostępne także dla wydarzeń na sto kilkadziesiąt osób, poza dużymi kongresami. Argument za tym, że personalizacja stanie się standardem, jest prosty: koszt techniczny spada, a oczekiwania uczestników rosną razem z tym, do czego przyzwyczajają ich serwisy z rekomendacjami.
Argument przeciw jest równie mocny. Narzędzie nie zastąpi decyzji redakcyjnej. Algorytm dopasuje sesje do deklaracji z formularza, ale nie wie, że dwa panele mówią w praktyce to samo, a warsztat dla zaawansowanych prowadzi osoba, która dobrze uczy tylko początkujących. Z mojej perspektywy przewagę zbudują organizatorzy, którzy połączą dane z formularza z własną wiedzą o programie. Ci, którzy oddadzą personalizację aplikacji, dostaną agendę dopasowaną formalnie i bez sensu w treści.
Od trzech do pięciu. Najważniejsze jest pytanie o cel przyjazdu z listą zamkniętych odpowiedzi, bo da się je od razu zamienić na grupy i ścieżki programu. Kolejne pytania warto dodawać tylko wtedy, gdy organizator wie, jaką decyzję podejmie na podstawie odpowiedzi. Pole, z którego nic nie wynika, obniża odsetek ukończonych rejestracji i zwiększa zakres danych osobowych do ochrony.
Tak, i bywa łatwiejsza niż na dużym. Przy pięćdziesięciu osobach organizator może przeczytać każdą odpowiedź z formularza i ręcznie dobrać stoliki, pary do rozmów albo grupy warsztatowe. Na małym wydarzeniu najlepiej działa poziom relacyjny: kto z kim rozmawia. Poziom programowy ma mniej sensu, bo przy jednej sali i jednej ścieżce nie ma czego rekomendować.
Najprostszym sposobem jest pytanie w formularzu o poziom znajomości tematu w trzech stopniach i rozdzielenie warsztatów na dwa warianty. Sesje wykładowe mogą zostać wspólne, ale warto przy każdej napisać, dla kogo jest. Uczestnik zaawansowany, który trafi na sesję wprowadzającą, traci godzinę i ocenia całe wydarzenie gorzej, a przed tym chroni jedno zdanie w opisie.
Aplikacja rozsyła decyzje, ale ich nie podejmuje. Pokaże uczestnikowi rekomendowane sesje i umówione spotkania, ale ktoś musi wcześniej ustalić kryteria podziału, zredagować ścieżki i sprawdzić, czy dobór ma sens. Przy mniejszych wydarzeniach ten sam efekt daje mail z trzema rekomendowanymi sesjami wysłany tydzień przed terminem.
Takie, które są potrzebne do nazwanego celu, na przykład do dopasowania programu albo cateringu, z informacją o tym celu podaną przy formularzu. Ostrożności wymagają pytania o dietę i dostępność, bo mogą ujawniać stan zdrowia albo wyznanie, czyli dane szczególnej kategorii. Takie pytania powinny być opcjonalne, a dane usuwane po wydarzeniu. Przy wątpliwościach decyzję warto skonsultować z inspektorem ochrony danych.
Świadomie nie podaję popularnych statystyk o oczekiwaniach uczestników wobec personalizacji, bo w tekstach, w których je znalazłem, nie mają wskazanego badania.
Weź formularz rejestracyjny swojego najbliższego wydarzenia i przy każdym polu zapisz, jaką decyzję programową podejmiesz na podstawie odpowiedzi. Pola bez decyzji wykreśl, a na ich miejsce dodaj jedno pytanie o cel przyjazdu. Jeśli chcesz przejść przez formularz, podział na grupy i ścieżki razem, umów konsultację 1:1: 250 zł netto za 60 minut.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.