Blog

Reputacja odporna na kryzys buduje się w dobrych czasach

Najważniejsze tezy: Kryzys reputacyjny zaczyna się od tego, że w chwili zdarzenia nikt nie ma powodu dać firmie kredytu zaufania. Zaufanie gromadzi się w dobrych czasach przez regularną obecność wśród ludzi, a w kryzysie można je wyłącznie wypłacić.
  • Reputacja a wizerunek
  • Cztery nudne działania na dobre czasy
  • Cztery ustalenia, które muszą istnieć przed zdarzeniem
  • Błędy popełniane, gdy kryzys już trwa
  • Własne wydarzenia jako miejsce, w którym gromadzi się zaufanie

Kryzys reputacji firmy rzadko zaczyna się od zdarzenia. Zaczyna się od tego, że w momencie zdarzenia nikt nie ma powodu, żeby dać Wam kredyt zaufania.

Dwie firmy popełniają ten sam błąd. Pierwsza od lat mówi otwarcie, co robi, przyznaje się do potknięć i ma ludzi, którzy publicznie firmują jej decyzje. Druga milczała przez pięć lat, a odezwała się dopiero oświadczeniem po incydencie. Ten sam błąd, dwa zupełnie różne finały.

Dlaczego reputacji nie da się zbudować w trakcie kryzysu?

Bo reputacja to zapis przeszłych zachowań, a w kryzysie nie ma już czasu na tworzenie historii. Można nią tylko dysponować.

W momencie zdarzenia ludzie zadają sobie jedno pytanie: czy to do nich podobne? Odpowiedź powstaje z tego, co zdążyli o Was zauważyć wcześniej. Ci, którzy nie zauważyli niczego, wypełnią lukę tym, co akurat jest pod ręką, czyli relacją drugiej strony.

Dlatego firmy, które komunikują się wyłącznie wtedy, gdy mają dobre wiadomości, wchodzą w kryzys z zerowym saldem. Oświadczenie napisane bezbłędnym językiem nie zastąpi lat obecności.

W kryzysie nie budujesz zaufania. Wypłacasz to, które zgromadziłeś wcześniej. Z pustego konta wypłata się nie uda, niezależnie od jakości komunikatu.

Czym różni się reputacja od wizerunku?

Wizerunek to obraz, który tworzycie.
Reputacja to obraz, który powstaje w cudzych głowach
z Waszych zachowań, także tych, o których nie mówicie.

Wizerunek da się kupić kampanią.
Reputację da się zbudować wyłącznie działaniem powtarzanym w czasie, a stracić w kilka dni, jeśli działanie rozjedzie się z deklaracją.

Praktyczna konsekwencja tego rozróżnienia jest taka, że budżet na reputację nie leży w marketingu. Leży w obsłudze klienta, w terminach, w tym, jak firma zachowuje się przy reklamacji i przy rozstaniu z pracownikiem. To są miejsca, w których reputacja realnie powstaje. Pisałem o nich w tekście o mapie punktów styku.

Jak budować reputację firmy w dobrych czasach?

Cztery rzeczy, wszystkie nudne i wszystkie działają.

  • Mów regularnie, także wtedy, gdy nie ma sukcesu. Firma widoczna tylko przy dobrych wiadomościach jest odbierana jako firma, która ukrywa resztę.
  • Przyznawaj się do potknięć, zanim ktoś je znajdzie. Opisany błąd i wyciągnięty wniosek to najtańsza inwestycja reputacyjna, jaka istnieje.
  • Pokazuj ludzi obok logo. Zaufanie przenosi się przez osoby. W kryzysie mówi człowiek, nie „firma", i lepiej, żeby ktoś go wcześniej kojarzył.
  • Dotrzymuj drobnych obietnic. Terminy, odpowiedzi, ustalenia z rozmowy. Reputacja to suma setek małych dowodów, a nie jednej kampanii.

To działania bez efektu widocznego w kwartale. Ich wartość ujawnia się w jednym tygodniu na kilka lat i wtedy okazuje się nieproporcjonalnie duża.

Jak przygotować firmę na moment, gdy coś pójdzie nie tak?

Segregator z procedurami, którego nikt nie otworzy, nie pomoże. Potrzebne są cztery ustalenia, które muszą istnieć przed zdarzeniem.

  • Kto mówi. Jedna osoba z nazwiskiem i zastępca. Nie „dział komunikacji".
  • Kto decyduje. Osoba, która może zatwierdzić stanowisko w godzinę, a nie po zebraniu zarządu w przyszłym tygodniu.
  • Co mówimy w pierwszej godzinie. Zwykle: co wiemy, czego jeszcze nie wiemy i kiedy powiemy więcej. Tyle wystarczy, żeby nie oddać pola.
  • Kogo informujemy najpierw. Pracownicy przed mediami, klienci przed rynkiem. Zespół dowiadujący się z prasy przestaje być Waszym rzecznikiem tego samego dnia.

Kryzys podczas wydarzenia firmowego ma osobną warstwę operacyjną, opisałem ją w tekście o planie awaryjnym na eventach.

Czego nie robić, gdy już się zacznie?

Trzy odruchy pogłębiają problem częściej niż samo zdarzenie.

Milczenie „do czasu wyjaśnienia". Cisza nie zatrzymuje historii, tylko oddaje jej opowiadanie innym. Można nie znać przyczyn i mimo to powiedzieć, że się nimi zajmujecie.

Język prawniczy. Oświadczenie napisane wyłącznie pod ryzyko procesowe brzmi jak unik i zwykle nim jest. Da się pogodzić ostrożność z ludzkim tonem, jeśli ktoś usiądzie nad tym z prawnikiem, a nie zamiast niego.

Obwinianie odbiorców. Sugerowanie, że ktoś czegoś nie zrozumiał albo wyrwał z kontekstu, przesuwa spór z faktów na relację, a tę drugą przegrywa się prawie zawsze.

Kto w firmie odpowiada za reputację?

Formalnie zwykle nikt, praktycznie każdy, kto ma kontakt z zewnętrzem. To najsłabszy punkt całej układanki: obszar, który decyduje o przetrwaniu firmy w trudnym tygodniu, nie ma właściciela w strukturze.

Minimum to jedna osoba, która zbiera sygnały: opinie, powtarzające się reklamacje, komentarze byłych pracowników, pytania od dziennikarzy. Nie po to, żeby je gasić, tylko żeby ktoś widział wzór, zanim wzór stanie się historią.

Druga rzecz to obieg informacji w drugą stronę. Gdy handlowiec słyszy od klientów to samo zastrzeżenie od pół roku, a zarząd dowiaduje się o tym z artykułu, problem leży w obiegu informacji w firmie. Problemem jest to, że sygnał nie miał drogi na górę.

Trzecia rzecz to regularny przegląd. Raz na kwartał, pół godziny: co się o nas mówi, co się powtarza, na co nie odpowiedzieliśmy. Tyle wystarczy, żeby nie zdziwić się później.

Gdzie realnie gromadzi się reputacja firmy?

W spotkaniach twarzą w twarz, powtarzanych wtedy, gdy nic złego się nie dzieje. Człowiek, który rok wcześniej rozmawiał z Wami przy stole, w kryzysie czyta komunikat inaczej niż ktoś, kto zna Was wyłącznie z reklamy, bo ma z czym go zestawić.

Dlatego regularne wydarzenia dla klientów, partnerów i pracowników są jednym z najtańszych narzędzi reputacyjnych, jakie ma firma. Liczy się rytm, a gala raz na pięć lat go nie zastąpi: śniadanie branżowe, spotkanie użytkowników, dzień otwarty w zakładzie. Każde z nich produkuje dowody: ludzi, którzy widzieli, jak pracujecie, i mogą o tym opowiedzieć własnymi słowami.

To działa również do wewnątrz. Zespół, który zna zarząd z rozmowy, a nie z samego maila, w trudnym tygodniu zachowuje się inaczej. Dlaczego większość spotkań firmowych tego nie robi, opisałem w tekście o tym, dlaczego eventy firmowe nie budują relacji.

Zaufanie wypłacasz, nie budujesz w kryzysie

Reputacja odporna na kryzys powstaje w czasie, gdy nic się nie dzieje: z regularnej obecności, dotrzymanych drobnych obietnic i gotowości do przyznania się do błędu, zanim zrobi to ktoś inny. Plan kryzysowy jest potrzebny, ale to zapasowe koło, nie silnik.

Zapamiętaj!

  • W kryzysie wypłacasz zaufanie zgromadzone wcześniej. Konta nie da się zasilić w trakcie.
  • Ustal przed zdarzeniem cztery rzeczy: kto mówi, kto decyduje, co mówimy w pierwszej godzinie i kogo informujemy najpierw.
  • Pracownicy dowiadują się przed mediami. Zawsze.

Projektuję doświadczenia biznesowe, w których firma pokazuje się ludziom regularnie, także bez dobrych wiadomości. Jeśli chcesz poukładać komunikację, zanim będzie potrzebna, odezwij się.

Pytania

FAQ

Czy mała firma potrzebuje planu kryzysowego?

Potrzebuje czterech ustaleń, nie dokumentu: kto mówi, kto decyduje, co mówimy w pierwszej godzinie i kogo informujemy najpierw. To mieści się na jednej kartce i wystarcza w większości sytuacji.

Jak szybko trzeba zareagować?

W pierwszych godzinach, choćby komunikatem o tym, że sprawą się zajmujecie. Pełne wyjaśnienie może przyjść później. Milczenie przez dobę oznacza, że wersja wydarzeń powstanie bez Was.

Czy przyznanie się do błędu nie zwiększa ryzyka prawnego?

Bywa, że tak, i dlatego treść warto skonsultować. Różnica polega na tym, czy prawnik pomaga sformułować przekaz, czy go zastępuje. W drugim przypadku ratujecie proces kosztem relacji z rynkiem.

Kto powinien być twarzą firmy w kryzysie?

Osoba decyzyjna, którą rynek już kojarzy. Wypuszczanie nieznanego rzecznika w najtrudniejszym momencie to jednoczesne budowanie wiarygodności i gaszenie pożaru, a jedno przeszkadza drugiemu.

Jak mierzyć reputację, skoro to nie kampania?

Przez to, co mówią o Was klienci, kandydaci i byli pracownicy, oraz przez to, jak łatwo wchodzicie w rozmowy handlowe. Wskaźniki zasięgowe opisują wizerunek, nie reputację.

Czy warto reagować na każdą negatywną opinię w internecie?

Nie na każdą, ale na te, które opisują realny problem, warto odpowiedzieć publicznie i konkretnie. Odpowiedź jest sygnałem dla autora opinii i dla wszystkich pozostałych czytających.

Ile czasu trzeba, żeby odbudować reputację po kryzysie?

Zwykle wielokrotnie dłużej, niż zajęła jej utrata, i nie da się tego przyspieszyć komunikacją. Odbudowa idzie przez zachowania: dotrzymane terminy, naprawione procesy i widoczne konsekwencje wyciągnięte po zdarzeniu.

Było pomocne? Podaj dalej
→ Zobacz pozostałe artykuły

Przeczytaj również

ZGARNIJ BONUSY!

Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.

Dziękujemy! Zapisaliśmy Cię do Newslettera
Ups! Coś poszło nie tak