Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Wystawca kupuje dostęp do określonego rozmówcy, a metry kwadratowe są tylko nośnikiem tej obietnicy. Organizator, który zaczyna od rezerwacji hali zamiast od opisu tego rozmówcy, sprzeda pierwszą edycję, a drugiej już nie.
Dwie pierwsze edycje, dwie różne rozmowy na starcie. W pierwszej firma zaczyna od tego, że ma dostęp do hali w atrakcyjnym terminie i szuka pomysłu, czym ją zapełnić. W drugiej zaczyna od zdania: chcemy, żeby technolodzy z zakładów produkcyjnych z trzech województw spotkali się z dostawcami automatyki, bo dziś robią to przez katalogi. Pierwsza impreza jakoś się odbywa, druga edycja zbiera połowę wystawców, trzeciej nie ma. Druga wraca co roku.
Krótka odpowiedź brzmi tak: organizacja targów zaczyna się od ustalenia, kto ma się z kim spotkać i po co. Dopiero z tego wynika termin, miejsce, układ hali, program i cena powierzchni. Wystawca kupuje dostęp do konkretnego typu rozmówcy, nie metry kwadratowe. Bez opisu tego rozmówcy w jednym zdaniu masz na razie rezerwację obiektu, a produktu targowego jeszcze nie.
Zobacz skalę, bo ona tłumaczy, o co konkurujesz przy pierwszej edycji.
Z raportu Polskiej Izby Przemysłu Targowego „Targi w Polsce w 2024 roku" wynika, że w kraju odbyło się sto dwadzieścia dziewięć imprez targowych. Wystawcy wynajęli siedemset dwa tysiące metrów kwadratowych powierzchni netto, wystawiło się siedemnaście tysięcy siedemset firm, a wydarzenia odwiedziło milion trzysta osiemdziesiąt tysięcy osób. Wobec roku poprzedniego wzrosła liczba wydarzeń, liczba wystawców i frekwencja.
Drugą stronę tego obrazu pokazuje raport Polskiej Organizacji Turystycznej „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025", opisujący rok 2024. Targi i wystawy to zaledwie pięć procent wszystkich wydarzeń biznesowych zgłoszonych przez convention bureaux, a odpowiadają za ponad cztery i pół miliona uczestników. Trwają też najdłużej ze wszystkich formatów: średnio trzy i cztery dziesiąte dnia.
Dla organizatora wniosek jest konkretny. Targów jest mało, są długie i przychodzi na nie dużo ludzi, więc każde nowe wydarzenie wchodzi na rynek, na którym wystawca ma już swoje sprawdzone pozycje w kalendarzu. Nie konkurujesz o wolny termin. Konkurujesz o jedną pozycję w rocznym budżecie targowym firmy, która zna wynik z poprzednich lat.
Targi są rynkiem, który ktoś tworzy na kilkadziesiąt godzin. Rynek ma sens wtedy, gdy obie strony wiedzą, kogo tam zastaną. Organizator, który zaczyna od pytania, jaką halę wynająć, buduje infrastrukturę dla wymiany, której jeszcze nie zdefiniował.
Kolejność, którą stosuję w projektach
Ta zmiana kolejności wygląda niewinnie, a przesądza o całej reszcie. Dla kupującego, którym jest technolog z zakładu produkcyjnego, targi nie mogą trwać trzy dni i zaczynać się o dziewiątej w poniedziałek. Dla właściciela małej firmy wejście dla zwiedzających musi być bezpłatne, a parking darmowy. Te decyzje wynikają z człowieka, nie z kalendarza obiektu.
Zapisz sobie jedno zdanie, zanim zadzwonisz do jakiejkolwiek hali: kto przyjedzie, po co i co ma zrobić po powrocie do firmy. Bez tego zdania każda kolejna decyzja będzie zgadywaniem.
Termin jest decyzją rynkową, nie kalendarzową. Sprawdzasz trzy rzeczy naraz.
Trzy kalendarze, które muszą się zgodzić
Dopiero po tym patrzysz na dostępność obiektu. W praktyce oznacza to, że termin ustalasz z rocznym wyprzedzeniem, a przy pierwszej edycji zwykle z jeszcze większym.
Metraż jest najmniej istotnym kryterium z listy, choć rozmowy zaczynają się właśnie od niego.
Pięć rzeczy ważniejszych niż liczba metrów
Ostatni punkt jest ważniejszy, niż się wydaje. Przy pierwszej edycji nie wiesz, ilu wystawców kupi powierzchnię. Obiekt, który pozwala domknąć układ osiem tygodni przed datą, ratuje cię przed halą wypełnioną w połowie. Obiekt, który wymaga ostatecznego planu pół roku wcześniej, wymusza decyzję na danych, których jeszcze nie masz.
Sprawdź też, co obiekt daje w cenie, a co dolicza. Sprzątanie, ochrona, media, obsługa techniczna i prąd na stoiskach potrafią zmienić kalkulację o kilkanaście procent.
To jest miejsce, w którym organizatorzy tracą najwięcej. Sprzedają powierzchnię i traktują to jak transakcję zakończoną w momencie podpisania umowy. Wystawca kupuje coś innego: prawdopodobieństwo, że w ciągu dwóch dni odbędzie kilkadziesiąt rozmów z ludźmi, którzy mogą coś kupić.
Z tego wynikają obowiązki organizatora, których większość nie wykonuje. Wystawca powinien dostać przed targami informację, kto się zarejestrował i z jakich branż. Powinien mieć narzędzie do umawiania spotkań przed wydarzeniem. Powinien wiedzieć, w jakich godzinach ruch jest największy, żeby nie wysłać całego zespołu na obiad w środku szczytu.
Pracowałem po obu stronach tego stołu: sprzedawałem powierzchnię jako agencja i kupowałem ją jako Head of Marketing po stronie klienta. Sprzedający mówi o widoczności i prestiżu. Kupujący liczy koszt jednego kontaktu i pyta, ile z nich da się domknąć w kwartale. Organizator, który umie odpowiedzieć na drugie pytanie, sprzedaje powierzchnię na kolejny rok jeszcze w trakcie trwania obecnej edycji. Sprawdź więc, jak wygląda przygotowanie udziału w targach po stronie wystawcy, bo to opisuje, za co ten wystawca realnie płaci.
Pakiet, który realnie podnosi wyniki wystawcy, jest tani w produkcji i rzadko spotykany. Wystarczy profil zarejestrowanych zwiedzających w podziale na branże i stanowiska, mapa ruchu z poprzedniej edycji, lista spotkań merytorycznych z godzinami oraz krótka instrukcja, jak przygotować zespół do rozmów.
Jeden z klientów, z którym przeprojektowywaliśmy obecność targową, wystawił zamiast dwóch hostess piętnastoosobowy zespół z przypisanymi rolami i scenariuszami rozmów. Ten format wrócił u niego w kolejnym roku i w następnym. Z perspektywy organizatora to jest dokładnie ten wystawca, o którego warto walczyć: taki, który potrafi policzyć efekt i dlatego wraca.
Zwiedzający, który przyjechał obejrzeć stoiska, spędza na targach około czterdziestu minut. Zwiedzający, który przyjechał na konkretną prelekcję albo pokaz, zostaje na kilka godzin, a przy okazji przechodzi przez halę dwa razy. Program jest narzędziem sterowania ruchem, nie dodatkiem do wystawy.
Cztery decyzje programowe, które robią różnicę
Interpretacja jest prosta: program decyduje o tym, ile czasu kupujący spędzi w hali, a czas w hali przekłada się na liczbę rozmów u wystawców. To jest jedyny argument sprzedażowy, który działa przy negocjowaniu ceny powierzchni na kolejny rok.
Promocja, która zaczyna się miesiąc przed datą, jest kampanią ratunkową, nie planem. Roboczy rytm, licząc wstecz od daty wydarzenia, wygląda tak.
Dwanaście do dziewięciu miesięcy przed
Termin, obiekt, koncepcja, cennik powierzchni i pierwsi wystawcy-kotwice. To jest jedyny moment, w którym wszystko jeszcze da się zmienić bez kosztów.
Dziewięć do sześciu miesięcy przed
Sprzedaż powierzchni, patronaty branżowe i szkielet programu. Program i sprzedaż idą równolegle, bo jedno jest argumentem dla drugiego.
Sześć do trzech miesięcy przed
Komunikacja do zwiedzających, otwarcie rejestracji, potwierdzeni prelegenci i media branżowe. Rejestracja musi ruszyć, zanim zamkniesz sprzedaż powierzchni.
Trzy miesiące do miesiąca przed
Kampania do już zarejestrowanych, umawianie spotkań i materiały dla wystawców. Największa różnica w wyniku powstaje właśnie tutaj.
Ostatnie dwa tygodnie
Przypomnienia, logistyka dojazdu i agenda w wersji ostatecznej. Żadnych nowych decyzji, wyłącznie domykanie.
Największym błędem w tym harmonogramie jest traktowanie rejestracji jako końca pracy z uczestnikiem. Rejestracja jest początkiem. Człowiek, który zapisał się trzy miesiące wcześniej i nie dostał ani jednej sensownej wiadomości, po prostu nie przyjedzie.
W komunikacji do zwiedzających sprzedajesz jedną rzecz: powód, dla którego warto stracić dzień pracy. Lista wystawców tego nie robi. Konkretne pytanie, na które ktoś znajdzie odpowiedź, robi to znacznie lepiej.
Cztery miejsca, w których pieniądze znikają najczęściej
Bufor na poziomie kilkunastu procent nie jest ostrożnością. Jest pozycją budżetową. Sam sposób układania takiego budżetu opisałem w tekście o planowaniu budżetu wydarzenia.
Nie podam widełek i chcę powiedzieć wprost dlaczego. Rozstrzał między wydarzeniem na tysiąc metrów w hali miejskiej a imprezą na dziesięć tysięcy metrów w centrum wystawienniczym jest tak duży, że każda liczba wprowadzałaby w błąd.
Jest też drugi powód, o którym warto wiedzieć, korzystając z danych rynkowych. Statystyki targowe w Polsce opisują wydarzenia raportowane przez organizatorów zrzeszonych w izbie, więc cały rynek jest większy niż sto dwadzieścia dziewięć imprez. Mniejsze targi regionalne i wydarzenia branżowe organizowane przez stowarzyszenia w tych liczbach się nie mieszczą. Uczciwa odpowiedź brzmi więc tak: znasz kierunek i rząd wielkości, nie znasz pełnej mapy. Do porównań to wystarczy, do wyceny konkretnego projektu nie.
Zamiast widełek policz dwie rzeczy: próg rentowności wyrażony w metrach sprzedanej powierzchni oraz koszt pozyskania jednego zarejestrowanego zwiedzającego. Obie liczby są twoje, obie da się porównać rok do roku i żadna nie wymaga branżowego benchmarku.
Frekwencja i liczba wystawców to metryki operacyjne. Mówią, że wydarzenie się odbyło. Nie mówią, czy warto robić kolejne.
Cztery poziomy pomiaru, zaplanowane przed wydarzeniem
Ostatni poziom jest najważniejszy i najczęściej pomijany. Rezerwacja na kolejny rok złożona w trakcie trwania targów jest najtwardszym dowodem, że wydarzenie zadziałało. Wystawca głosuje portfelem, zanim policzy leady.
Zaplanuj też badanie po trzech miesiącach. Zapytaj wystawców, ile kontaktów z targów przeszło do etapu oferty. Ta liczba jest twoim argumentem cenowym na kolejny rok.
Wydarzenie bez własnej marki co roku zaczyna od zera: od nowa tłumaczy, po co istnieje, od nowa przekonuje wystawców, od nowa buduje ruch. Wydarzenie z marką ma rozpoznawalną obietnicę, powtarzalną mechanikę i grupę ludzi, która wpisuje datę do kalendarza, zanim zobaczy program.
Marka targów składa się z trzech rzeczy: nazwy, która mówi, dla kogo to jest, obietnicy, którą da się sprawdzić, i wyróżnika, którego nie ma sąsiednie wydarzenie w tej samej branży. Targi, które da się opisać tym samym zdaniem co dwie inne imprezy w kraju, mają problem z pozycjonowaniem, a promocja go nie rozwiąże.
Między edycjami marka pracuje przez treści: relacje, materiały z prelekcji, dane z badania po targach, zapowiedzi kolejnej edycji. To jest tani sposób na utrzymanie kontaktu z bazą, która i tak zarejestrowała się raz.
Moja prognoza, oparta na danych z rynku i na tym, co widzę u klientów: tak, ale wyłącznie wąsko.
Argument za jest w liczbach. Rok dwa tysiące dwudziesty czwarty przyniósł wzrost liczby wydarzeń, wystawców i zwiedzających wobec roku poprzedniego. Ponad cztery i pół miliona uczestników przy zaledwie pięciu procentach udziału w liczbie wydarzeń oznacza, że jest to najgęstsze skupisko ludzi z branży, jakie da się kupić za pieniądze. Popyt na spotkanie twarzą w twarz nie spada.
Argument za wąskością jest równie mocny. Duże, uniwersalne targi branżowe są już zajęte przez organizatorów z historią i bazą. Nowe wydarzenie ma szansę tam, gdzie istniejąca impreza obsługuje kupującego przy okazji: wąska specjalizacja, konkretny region, konkretne stanowisko. Przewiduję, że przez najbliższe lata przybywać będzie właśnie takich wydarzeń, mniejszych i ściślej zdefiniowanych, a nie kolejnych ogólnobranżowych.
Napisz jednym zdaniem, kto ma przyjechać na twoje targi i co ma zrobić po powrocie do firmy. Zdanie, które brzmi ogólnie, popraw, zanim podpiszesz umowę z obiektem. Wszystkie kolejne decyzje, od terminu po cennik powierzchni, są konsekwencją tej jednej odpowiedzi.
Realnie od dwunastu do osiemnastu miesięcy. Pierwsze pół roku zajmuje ustalenie koncepcji, terminu i obiektu oraz pozyskanie pierwszych wystawców-kotwic, czyli marek, których obecność przekonuje kolejnych. Sprzedaż powierzchni idzie równolegle z budową programu i wymaga co najmniej sześciu miesięcy. Kolejne edycje da się przygotować w rok, bo część decyzji jest już podjęta, a baza kontaktów istnieje.
Da się, jeżeli w firmie jest osoba, która przez cały rok ma to jako główne zadanie, a nie dodatek do etatu. Największym ryzykiem nie jest brak kompetencji, tylko brak czasu: organizacja targów to kilkaset decyzji rozłożonych na kilkanaście miesięcy. Częstym rozwiązaniem pośrednim jest własny zespół do sprzedaży powierzchni i programu oraz zewnętrzny podmiot do produkcji i logistyki.
Cena wynika z tego, ile kontaktów wystawca może realnie zdobyć, i z porównania z konkurencyjnymi wydarzeniami w branży. Przy pierwszej edycji nie masz danych, więc cena bywa niższa, a różnicę nadrabiasz zobowiązaniem: gwarancją minimalnej frekwencji, zwrotem części opłaty przy jej niedowiezieniu albo rabatem na kolejną edycję. Ukrywanie braku danych za wysokim cennikiem kończy się jednorazową transakcją.
Zacznij od kilku marek-kotwic, którym zaproponujesz warunki specjalne w zamian za zgodę na wykorzystanie ich nazwy w komunikacji. Potem sprzedawaj nie halę, tylko listę zarejestrowanych zwiedzających w podziale na branże. Wystawca podejmuje decyzję na podstawie tego, kogo spotka, więc rejestracja zwiedzających powinna ruszyć przed zamknięciem sprzedaży powierzchni, nie po niej.
Konferencja sprzedaje treść uczestnikowi. Targi sprzedają uczestnika wystawcy. To odwraca cały model finansowy i całą logikę pracy: przy organizacji konferencji największy wysiłek idzie w program, na targach w budowę ruchu i w jakość bazy zwiedzających. Wydarzenia łączące halę wystawienniczą z rozbudowaną częścią merytoryczną wymagają obu kompetencji naraz i dlatego są trudniejsze, niż wyglądają.
Średnia dla polskich targów to nieco ponad trzy dni, ale to średnia dla wydarzeń z ustaloną pozycją. Przy pierwszej edycji bezpieczniej zaplanować krócej: jeden albo dwa dni wypełnione ruchem wyglądają znacznie lepiej niż trzy dni, z których ostatni świeci pustkami. Długość łatwiej dodać przy kolejnej edycji niż odjąć.
Mają, jeżeli obsługujesz kupującego, którego tamta impreza obsługuje przy okazji. Wąska specjalizacja, konkretny region albo konkretne stanowisko dają przewagę, której duże wydarzenie nie odtworzy bez rozmycia własnej obietnicy. Wchodzenie na wprost w konkurencję z wydarzeniem mającym dziesięć lat historii i bazę wystawców kończy się zwykle jedną edycją.
Osoba, która odpowiada za produkcję i za wynik sprzedażowy powierzchni. Gdy projekt prowadzi ktoś, kto nie rozlicza później przychodu z wystawców ani rezerwacji na kolejny rok, presja na policzenie efektu naturalnie znika i wydarzenie zaczyna żyć własnym życiem.
Jeżeli planujesz pierwszą edycję, najtańszym momentem na wychwycenie błędu jest ten, w którym nie masz jeszcze podpisanej umowy z obiektem. Umów konsultację jeden na jeden: sześćdziesiąt minut kosztuje dwieście pięćdziesiąt złotych netto, pakiet czterech spotkań osiemset pięćdziesiąt złotych. Zwykle wystarcza to, żeby wyłapać założenia, które później wracają jako kilkudziesięcioprocentowa różnica w budżecie.
Projektuję doświadczenia biznesowe i pracuję z organizatorami wydarzeń, którzy chcą, żeby druga edycja była łatwiejsza od pierwszej.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.