Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: czym różni się piknik firmowy od family day i dlaczego to nie jest różnica w nazwie, jak ułożyć program w strefach zamiast wokół sceny, co zrobić z pogodą, jak wygląda bezpieczeństwo przy dzieciach i jak policzyć budżet, który nie rozjedzie się przy dwóch razy większej frekwencji.
W skrócie: Family day to nie piknik z doproszonymi rodzinami. To inne wydarzenie, z innym programem, inną logistyką i innym profilem ryzyka. Jeżeli zapraszacie dzieci, przeprojektujcie cały dzień, a nie dostawcie dmuchańca z boku. I miejcie prawdziwy plan B na pogodę, bo w polskim czerwcu to nie jest formalność.
Pierwsza scena: łąka za miastem, scena, konferansjer, konkursy dla dorosłych. Z boku dmuchany zamek. Dzieci po czterdziestu minutach mają dość, rodzice stoją przy zamku zamiast rozmawiać z ludźmi z innych działów, a o piętnastej połowa rodzin wraca do domów.
Druga scena: ten sam teren, bez sceny. Cztery strefy, każda z animatorem, jedzenie w trzech punktach, kąt dla najmłodszych z cieniem i leżakami. Dorośli rozmawiają, bo dzieci mają zajęcie, które trwa dłużej niż kwadrans.
Różnica nie była w budżecie. Była w założeniu, dla kogo jest ten dzień.
Krótka odpowiedź: piknik jest dla zespołu, family day dla zespołu i jego rodzin. To dwa różne cele, więc i dwa różne wydarzenia.
Piknik firmowy ma z reguły cel zespołowy: przemieszanie działów, nieformalna rozmowa, wspólne doświadczenie w luzie. Można go zrobić w tygodniu, można zakończyć wieczorem, można podać alkohol.
Family day ma cel inny: pokazać rodzinom, gdzie i z kim pracuje ich bliski, i zbudować przywiązanie przez osoby, które na co dzień są poza firmą. To jest narzędzie employer brandingu, nie integracji zespołowej, i działa zupełnie inaczej.
Najczęstszy błąd polega na tym, że firma chce obu rzeczy naraz i dostaje żadnej. Dorośli nie zintegrują się głęboko, bo pilnują dzieci. Rodziny nie poczują się zaopiekowane, bo program był pisany dla pracowników.
Na pikniku ludzie nie siedzą. To jedno zdanie ujmuje większość błędów programowych: scena z prowadzącym, do której wszyscy mają się zgromadzić, działa na pikniku gorzej niż w sali.
Dmuchańce zajmują dzieci i to jest ich cała rola. Nie łączą nikogo z nikim. Jeżeli cały program opiera się na atrakcjach do wynajęcia, dostaniecie wesołe miasteczko z logo firmy, a nie wydarzenie.
To jest jedyny punkt, przy którym nie ma kompromisu. Plan B nie może brzmieć „w razie deszczu przeniesiemy się pod namiot", jeżeli namiot jest na pięćdziesiąt osób, a gości będzie dwieście.
Family day zmienia profil ryzyka całego wydarzenia. Kilka rzeczy, które trzeba ustalić z obsługą terenu i z działem prawnym, zanim wyślecie zaproszenia.
Nie ma dobrych, publicznych danych o rynku pikników firmowych w Polsce i nie będę udawał, że są. To, co mam, to obserwacje z realizacji, i jedna z nich regularnie zaskakuje klientów: frekwencja na family day liczy się inaczej niż na pikniku.
Przy zaproszeniu rodzin realny mnożnik wynosi zwykle między dwa a trzy razy liczba pracowników, którzy potwierdzą udział, a nie liczba zatrudnionych. To zmienia wszystko: jedzenie, toalety, zadaszenie i parking. Budżet liczony od liczby pracowników rozjedzie się w pierwszej godzinie.
Druga obserwacja: koszt na osobę jest na family day niższy niż na wieczornej gali, ale koszt całkowity często wyższy, właśnie przez liczbę osób. Zarządy, które patrzą tylko na stawkę jednostkową, bywają zaskoczone fakturą.
Family day w sobotę zabiera rodzinie weekend i część osób odbierze to jako koszt, nie jako prezent. Piątek po południu, z wcześniejszym zakończeniem pracy, działa często lepiej: firma daje czas, a nie zabiera.
Termin w kalendarzu rocznym też ma znaczenie. Czerwiec jest oczywisty i dlatego zatłoczony u dostawców. Wrzesień bywa lepszy pogodowo i wyraźnie tańszy, a przy family day ma dodatkową zaletę: dzieci są już po wakacjach i łatwiej zebrać rodziny w jednym miejscu.
Trzy pozycje, które w pikniku zjadają najwięcej i które najczęściej są niedoszacowane: zadaszenie, jedzenie i sanitariaty. Atrakcje są widoczne, więc dostają uwagę. Toalety są niewidoczne, dopóki nie ma do nich kolejki.
Pełną strukturę budżetu, z rezerwą i podziałem na kategorie, rozpisałem w tekście o planowaniu budżetu imprezy firmowej. Strukturę całego dnia integracyjnego, razem z tym, co robić między atrakcjami, rozpisałem w przewodniku po imprezie integracyjnej.
Piknik firmowy i family day sprowadzają się do trzech decyzji: kto jest gościem i czy program jest pisany dla niego, strefy zamiast sceny oraz plan B na pełną frekwencję, a nie na połowę. Reszta, łącznie z atrakcjami, ustawia się wokół tych trzech.
Gościem i celem. Piknik jest dla zespołu i służy integracji. Family day jest dla zespołu i rodzin i służy budowaniu przywiązania do pracodawcy przez osoby spoza firmy. To wymaga innego programu i innej logistyki.
Zwykle dwa do trzech razy tyle, ile potwierdzi pracowników. Licz budżet od tej liczby, nie od liczby zatrudnionych i nie od liczby zaproszeń.
Piątek po południu z wcześniejszym zakończeniem pracy działa często lepiej niż sobota, bo firma daje czas zamiast zabierać weekend. Sobota ma sens, jeżeli dojazd jest daleki i dzień ma trwać dłużej.
Może, ale decyzja powinna być świadoma i zakomunikowana z wyprzedzeniem. Część firm rezygnuje całkowicie, część otwiera bar dopiero po zakończeniu części dla dzieci.
Zapytajcie dostawcę o proporcję animatorów do dzieci i zapiszcie ją w umowie. Deklaracja bez zapisu ma zwyczaj kurczyć się w dniu wydarzenia.
Nic, jeżeli nie przygotowaliście zadaszenia dla pełnej frekwencji i twardej godziny decyzji. To są dwie rzeczy, które trzeba mieć ustalone z dostawcami na piśmie, zanim zaczniecie sprzedaż wewnętrzną wydarzenia.
Na pikniku rzadko potrzebny jest konferansjer w klasycznym sensie. Potrzebni są animatorzy w strefach i jedna osoba, która ogłasza dwa albo trzy komunikaty w ciągu dnia. Różnice między tymi rolami rozpisałem w tekście o mistrzu ceremonii i konferansjerze.
Planujesz piknik albo family day i chcesz, żeby to było wydarzenie, a nie wesołe miasteczko z logo? Napisz, ile osób, jaki teren i jaki cel, a powiem, jak bym ułożył strefy i gdzie leży ryzyko. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.