Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego firmy coraz częściej zamieniają klasyczną integrację na wydarzenie sportowe, jakie są trzy drogi wejścia w sport (własna ekipa na cudzym biegu, sponsoring, własny event), ile to naprawdę kosztuje, jak jedna impreza sportowa obsługuje cele pracownicze, marketingowe i sprzedażowe naraz oraz czego sport w firmie nie naprawi.
Przez lata schemat był ten sam. Autokar, ośrodek nad jeziorem, zajęcia z animatorem po obiedzie, wieczorem grill i muzyka z listy przebojów. W poniedziałek wracaliśmy do biur, a jedyne, co zostawało, to kilka zdjęć na intranecie i rozmowa o tym, kto przesadził z winem.
Potem coś się przesunęło. Najpierw pojedyncze firmy zaczęły wystawiać drużyny na biegi. Kilka osób z marketingu, ktoś z produkcji, ktoś z zarządu. Zamiast animatora był pomiar czasu, zamiast konkursu z krzesłami błoto i przeszkody.
Dziś to już nie jest ciekawostka. W 2025 roku w biegach Runmageddon wystartowało ponad 1200 firm z całej Polski, od małych spółek po duże korporacje, co dało ponad 7000 startów pracowników. W tym samym roku w Poland Business Run pobiegło 46 635 osób z 1832 firm. To nie są liczby z niszy. To jest nowa forma integracji, tylko nikt nie wysłał w tej sprawie oficjalnego komunikatu.
I nie chodzi o modę na bieganie. Chodzi o to, że sport rozwiązuje problem, którego klasyczna integracja nie umiała rozwiązać: daje ludziom wspólne doświadczenie, którego nie da się udawać.
Bo jest prawdziwy. To cała tajemnica.
Na wyjeździe integracyjnym z zadaniami warsztatowymi wszyscy wiedzą, że biorą udział w ćwiczeniu. Budujecie most z makaronu, żeby przekonać się, jak współpracujecie. Nikt nie zbuduje mostu, po którym ktokolwiek przejdzie. To symulacja i wszyscy to czują.
Na trasie biegu z przeszkodami nie ma symulacji. Jest ściana, na którą trzeba się wspiąć, jest błoto, w którym grzęźnie but, i jest kolega, który podaje rękę albo jej nie podaje. Zmęczenie jest prawdziwe, frustracja też, a satysfakcja na mecie nie wymaga podsumowania od moderatora.
Organizatorzy Biznes Ligi, wspólnego projektu Runmageddonu i Motoroli, mówią o tym wprost: zamiast symulowanych zadań zespołowych uczestnicy stają przed realnym wyzwaniem, przeszkodami, zmęczeniem i nieprzewidywalnymi sytuacjami. To jest różnica między ćwiczeniem współpracy a współpracą.
Druga rzecz: sport spłaszcza hierarchię szybciej niż jakikolwiek warsztat. Na trasie nie widać stanowiska. Dyrektor sprzedaży, który nie daje rady na dwunastym kilometrze, i magazynier, który podaje mu butelkę z wodą, przez chwilę są po prostu dwiema osobami w tej samej sytuacji. Wracają do firmy z czymś, czego nie da się kupić w pakiecie szkoleniowym.
Trzecia: to działa poza jednym dniem. Przygotowania zaczynają się kilka tygodni wcześniej, ludzie umawiają się na wspólne treningi, pojawia się grupa na komunikatorze, ktoś podpowiada, jakie buty kupić. Event trwa jedno popołudnie, mechanizm działa dwa miesiące. Pisałem o tym przy okazji wydarzeń, po których ludzie w firmie nadal się nie znają, i tu jest dokładnie ta sama zasada: liczy się to, co dzieje się dookoła wydarzenia, nie tylko w jego trakcie.
Firmy, które mówią „zróbmy coś sportowego", zwykle mają na myśli jedną z trzech zupełnie różnych rzeczy. Warto je rozdzielić, zanim ktokolwiek zacznie liczyć pieniądze.
Pierwsza: wystawiacie ekipę na cudze wydarzenie. Ktoś inny zbudował trasę, załatwił pozwolenia, zabezpieczenie medyczne i pomiar czasu. Wy kupujecie pakiety startowe, dajecie ludziom koszulki i jedziecie. Najtańsze wejście, najmniejsze ryzyko, ale też najmniejsza kontrola nad przebiegiem.
Druga: jesteście partnerem albo sponsorem. Płacicie za obecność marki na wydarzeniu, które ma już swoją publiczność. Dostajecie strefę, widoczność, kontakt z uczestnikami i materiał do komunikacji. Kotwiczycie markę w kontekście, który sami by was kosztował lata budowania.
Trzecia: tworzycie własne wydarzenie. Wasz bieg, wasz rajd, wasze zawody. Najdroższe, najbardziej pracochłonne i jedyne, w którym wszystko, od trasy po nagrody, mówi waszym głosem.
Te trzy drogi nie wykluczają się nawzajem. Znam firmy, które zaczęły od wystawienia dwóch drużyn na bieg, po dwóch latach zostały sponsorem lokalnej imprezy, a po czterech mają własny format, na który zapraszają klientów. To jest naturalna kolejność i nie warto jej przeskakiwać.
[GRAFIKA 1: porównanie trzech dróg wejścia w sport]
To najprostszy sposób, żeby sprawdzić, czy sport w ogóle pasuje do waszej organizacji.
Rynek jest gotowy i czeka. Runmageddon organizuje biegi przeszkodowe w całej Polsce, w 2025 roku wystartowało w nich ponad 74 tysiące uczestników, z czego co trzecia osoba biegła pierwszy raz w życiu. Formuły są różne: Intro na trzy kilometry, Rekrut na sześć, klasyczny Runmageddon na dwanaście, Hardcore na dwadzieścia jeden i Ultra na czterdzieści dwa. Nikt nie każe zaczynać od najtrudniejszego.
Survival Race działa podobnie. Jedenasta edycja w 2025 roku, trasy we Wrocławiu i Poznaniu, trzy dystanse: Starter na trzy kilometry z piętnastoma przeszkodami, Warrior na sześć z trzydziestoma i Machine na dwanaście z pięćdziesięcioma. Zniżki naliczają się już od pięciu osób w drużynie, więc ekipa z pracy jest tańsza niż pięć osobnych zgłoszeń.
Poland Business Run to inna bajka i z perspektywy firmy najłatwiejsza. Pięcioosobowe sztafety, każdy zawodnik pokonuje cztery kilometry, bieg odbywa się w Krakowie i Warszawie, a od kilku lat także zdalnie z aplikacją. Dystans jest przyjazny dla osoby, która nie trenuje, a w wersji wirtualnej można iść, spacerować z psem albo maszerować z kijkami. W 2025 roku w formule zdalnej wystartowało ponad 28 tysięcy osób z dwudziestu dwóch krajów.
Co robi firma, która wystawia ekipę? Kupuje pakiety, zamawia koszulki z logo, organizuje transport i kogoś, kto ogarnia całość. Koszt na osobę to opłata startowa plus koszulka plus dojazd. W praktyce mieści się w kwocie, którą wydalibyście na jedną kolację dla tego samego zespołu.
Wartość jest gdzie indziej. Runmageddon wprowadził razem z Motorolą Biznes Ligę, czyli całoroczną klasyfikację firmowych drużyn, w której każdy start pracownika przelicza się na punkty dla firmy. Zamiast jednorazowego wyjazdu dostajecie powód, żeby wracać przez cały sezon. To jest różnica między wydarzeniem a formatem.
[GRAFIKA 2: mapa polskich imprez sportowych otwartych dla drużyn firmowych]
Tu przestajemy mówić o integracji, a zaczynamy o marketingu. Inny budżet, inny właściciel projektu, inne wskaźniki.
Wydarzenia sportowe mają coś, czego nie ma większość kanałów reklamowych: emocjonalnie zaangażowaną publiczność, która sama przyszła i sama chce tam być. Na wiosennej edycji Runmageddonu w Warszawie wystartowało ponad 9000 uczestników, a ich zmagania śledziło niemal 25 500 kibiców. To nie są odbiorcy, którzy przewijają reklamę. To ludzie, którzy stoją w błocie, bo chcą.
Skala aktywacji też jest konkretna. W 2025 roku w pakietach startowych i w strefach mety Runmageddonu uczestnicy dostali ponad 1,26 miliona produktów od partnerów i sponsorów. Każdy taki produkt to moment kontaktu z marką w sytuacji, w której człowiek jest zmęczony, szczęśliwy i otwarty. Trudno o lepszy kontekst.
Sponsorzy Poland Business Run to UBS, Standard Chartered i Enea, czyli firmy, które doskonale wiedzą, ile kosztuje zbudowanie wizerunku pracodawcy i marki odpowiedzialnej społecznie. Kupują nie tyle widoczność, co sąsiedztwo z sensem.
Błąd, który widzę najczęściej: firma kupuje pakiet sponsorski, wiesza baner i na tym kończy. Baner nie sprzedaje. Sprzedaje to, co dzieje się w strefie: rozmowa, doświadczenie, powód do zatrzymania się. Jeśli planujecie sponsoring, zaplanujcie też, co konkretnie uczestnik ma u was zrobić, a nie tylko zobaczyć. Ta sama zasada obowiązuje przy stoisku targowym, gdzie obecność bez pomysłu jest najdroższym rodzajem obecności.
Najtrudniejsza i najciekawsza. Tu nie dołączacie do cudzej historii, tylko piszecie własną.
Własna impreza sportowa ma sens w trzech sytuacjach. Gdy chcecie zaprosić klientów, a nie tylko pracowników. Gdy zależy wam na powtarzalności i budowaniu tradycji, a nie na jednorazowym wyjeździe. Gdy macie w firmie temat, który da się opowiedzieć sportem: rocznicę, wartość, lokalną społeczność, cel charytatywny.
Formatów jest więcej, niż się wydaje. Rajd rowerowy po okolicy zakładu, w którym trasa prowadzi przez miejsca ważne dla firmy. Bieg nocny z czołówkami, który sam w sobie jest atrakcją i świetnie wygląda na zdjęciach. Bieg na orientację, w którym wygrywa nie najszybszy, tylko ten, kto najlepiej czyta mapę i podejmuje decyzje w grupie. Zawody wewnętrzne w kilku dyscyplinach, rozłożone na cały rok, z klasyfikacją działów.
Firma produkcyjna w Wielkopolsce, z którą pracowałem, zamieniła doroczny piknik z dmuchańcami na rajd rowerowy z trzema trasami o różnej trudności. Najkrótsza była dla rodzin z dziećmi, najdłuższa dla tych, którzy jeżdżą regularnie. Na mecie było to samo, co zawsze: grill i muzyka. Różnica polegała na tym, że ludzie przyjechali tam na własnych nogach, a nie autokarem, i mieli o czym rozmawiać.
Co trzeba ogarnąć samodzielnie: trasę i pozwolenia, zabezpieczenie medyczne, pomiar czasu jeśli jest rywalizacja, ubezpieczenie, oznakowanie, obsługę, wodę i jedzenie, plan na złą pogodę. To jest realna produkcja eventowa i tu kończą się żarty. Bezpieczeństwo przy wydarzeniu z wysiłkiem fizycznym to nie jest pozycja, na której się oszczędza.
To jest powód, dla którego wydarzenia sportowe wygrywają z klasyczną integracją w rozmowie z zarządem. Integracja obsługuje jeden cel: atmosferę. Impreza sportowa obsługuje cztery i każdy da się pokazać w tabelce.
Cel pracowniczy. Wspólne przygotowania, wspólny start, wspólne zdjęcie na mecie. Ludzie z różnych działów spotykają się w sytuacji, w której nie ma znaczenia, kto komu podlega. To samo, co próbujemy osiągnąć warsztatem, tylko bez warsztatu.
Cel wizerunkowy jako pracodawca. Zdjęcia z biegu to najlepszy materiał rekrutacyjny, jaki firma wyprodukuje w ciągu roku. Nie wyglądają jak sesja stockowa, bo nią nie są. Runmageddon mówi o swoich biegach firmowych wprost jako o narzędziu employer brandingu i ma rację, choć to oczywiście też ich interes.
Cel marketingowy i sprzedażowy. Jeśli na trasie albo na mecie są wasi klienci, to jest to spotkanie w kontekście, którego nie kupicie żadną kampanią. Handlowiec, który przebiegł dwanaście kilometrów obok szefa zakupów klienta, ma inną relację niż ten, który wysłał maila z ofertą.
Cel społeczny i zdrowotny. Firma, która co roku wystawia drużynę, po trzech latach ma ludzi, którzy naprawdę biegają. To przekłada się na absencję, samopoczucie i rozmowy przy kawie. Nie trzeba tego mierzyć, żeby zobaczyć.
Cztery cele, jeden budżet. Właśnie dlatego ten format tak łatwo się broni, gdy ktoś pyta, po co wydajemy te pieniądze.
[GRAFIKA 3: cztery cele imprezy sportowej z przykładowymi wskaźnikami]
Najmocniejsze wydarzenia sportowe w polskim biznesie mają wspólną cechę: nie kończą się na samej rywalizacji.
Poland Business Run jest tu wzorcem. Firmy zgłaszają pięcioosobowe sztafety, opłaty startowe idą na dofinansowanie protez, wózków, rehabilitacji i pomocy psychologicznej dla osób po amputacjach, po mastektomii i z niepełnosprawnością ruchową. W edycji 2025 wsparcie trafiło do ponad stu osób. Do tego doszedł mechanizm, w którym uczestnicy i kibice mogą przelewać darowizny bezpośrednio na konta startujących sztafet, a firmy rywalizują o tytuł Lidera Pomagania.
Zobaczcie, co się tu wydarzyło. Bieg firmowy zamienił się w narzędzie zbiórki, rywalizacja między firmami przestała dotyczyć czasu na mecie, a zaczęła dotyczyć tego, kto zebrał więcej. I nagle dział, który nie ma ani jednego biegacza, też ma powód, żeby się zaangażować.
Ten mechanizm da się przenieść na własne wydarzenie i to jest moim zdaniem najciekawszy kierunek dla firm średniej wielkości. Zamiast szukać abstrakcyjnego celu charytatywnego, wybierzcie sprawę, która dotyczy waszych ludzi. Leczenie dziecka pracownika. Hospicjum w mieście, w którym stoi zakład. Schronisko, do którego wasi ludzie i tak jeżdżą w wolnym czasie. Survival Race robi to nawet w biegu dla dzieci, gdzie każdy bilet to posiłek dla psa lub kota ze schroniska. Prosty mechanizm, zrozumiały dla sześciolatka.
Wtedy przestaje to być akcją CSR z prezentacji, a staje się czymś, o czym ludzie mówią rodzinie. Więcej o tym, gdzie przebiega granica między realnym działaniem a CSR-em robionym pod slajd.
Nie podam wam jednej kwoty, bo nie istnieje. Podam strukturę, w którą wpiszecie własne liczby.
Wystawienie drużyny na cudze wydarzenie. Opłata startowa za osobę, koszulki z nadrukiem, transport, ewentualnie nocleg jeśli bieg jest w innym mieście, opcjonalnie wspólny posiłek po. Przy dziesięcioosobowej ekipie mieścicie się w budżecie jednego wyjazdowego spotkania działu. To jest ten poziom.
Sponsoring wydarzenia. Pakiet sponsorski plus, i to jest pozycja, o której firmy zapominają, koszt aktywacji. Sama obecność w materiałach to połowa wydatku. Druga połowa to zabudowa strefy, ludzie do obsługi, materiały, atrakcja, która zatrzymuje. Jeśli budżet starcza tylko na pakiet, odpuśćcie i wróćcie za rok z pełną kwotą.
Własne wydarzenie. Tu koszty rosną skokowo, bo dochodzi produkcja: trasa, zabezpieczenie medyczne, ratownicy, ubezpieczenie, pomiar czasu, oznakowanie, sanitariaty, catering, obsługa, komunikacja, materiały i rezerwa. Rezerwa to nie jest opcja, to jest pozycja budżetowa. Przy wydarzeniu plenerowym zakładajcie dziesięć do piętnastu procent.
Osobno policzcie czas ludzi. Firma, która robi własny bieg pierwszy raz, zwykle nie docenia, ile godzin zje to osobie odpowiedzialnej. Jeśli to ma być ktoś z marketingu obok bieżących zadań, uprzedźcie zarząd, że przez sześć tygodni przed wydarzeniem ta osoba nie zrobi nic innego. Szczegółowo rozbieram to w tekście o budżecie imprezy firmowej.
Teraz część, której nie przeczytacie w ofercie żadnej agencji.
Nie naprawi złego menedżera. Jeśli ludzie odchodzą od przełożonego, bieg z przeszkodami niczego nie zmieni. Przebiegną, wrócą i złożą wypowiedzenie, tylko w lepszej formie.
Nie zastąpi rozmowy o wynagrodzeniach. Sport nie jest walutą. Firma, która płaci poniżej rynku i wystawia drużynę na bieg, dostanie pytanie, skąd były na to pieniądze.
Nie zintegruje wszystkich. I to jest najważniejsze zastrzeżenie. Część zespołu nie pobiegnie, bo nie może, nie chce albo się wstydzi. Jeśli zrobicie z biegu jedyne wydarzenie integracyjne w roku, podzielicie firmę na tych w koszulkach i tych, którzy oglądali zdjęcia. Zaprojektujcie role dla niebiegających: kibicowanie, obsługa punktu, zdjęcia, przygotowanie strefy na mecie. Inaczej wykluczycie połowę zespołu w imię integracji.
Nie zadziała jako jednorazowy strzał. Pierwsza edycja czegokolwiek jest testem, nie efektem. Dopiero trzecia zaczyna być tradycją, o którą ludzie sami pytają.
I rzecz, o której trzeba powiedzieć wprost: wysiłek fizyczny niesie ryzyko. Ktoś się skręci, ktoś zasłabnie. Zabezpieczenie medyczne, ubezpieczenie i uczciwa informacja o poziomie trudności to nie jest formalność, tylko warunek, żeby w ogóle o tym rozmawiać.
Zarząd nie kupuje atmosfery, kupuje wynik. Cztery liczby, które da się zebrać bez badań.
Frekwencja i jej struktura. Ilu ludzi wzięło udział i z jakich działów. Sama liczba niewiele mówi, rozkład po działach mówi wszystko. Jeśli biegło dwadzieścia osób z marketingu i nikt z produkcji, macie odpowiedź na pytanie o kulturę organizacji.
Powtarzalność. Ilu uczestników z zeszłego roku wystartowało ponownie i ilu przyprowadziło kogoś nowego. To jest najuczciwszy wskaźnik, bo nikt nie wraca na coś, co było męczarnią.
Materiał i jego wykorzystanie. Ile zdjęć i nagrań powstało i gdzie realnie trafiły. Jeśli leżą na dysku, wydaliście pieniądze na jeden dzień zamiast na rok komunikacji.
Efekt rekrutacyjny i sprzedażowy. Ile osób z zewnątrz zapytało o firmę po wydarzeniu, ilu klientów przyjechało i co z tego wynikło. Przy sponsoringu dołóżcie liczbę kontaktów zebranych w strefie.
Dla firm, które chcą to zrobić porządnie, zostaje eNPS przed i po sezonie oraz pytanie otwarte o to, co ludzie zapamiętali. Całą metodykę opisałem w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
[GRAFIKA 4: cztery wskaźniki oceny imprezy sportowej]
Sezon biegowy w Polsce trwa od kwietnia do października, ze szczytem w maju, czerwcu i wrześniu. To znaczy, że decyzje zapadają zimą.
Jeśli chcecie wystawić drużynę na duże wydarzenie, zapisy trzeba mieć w kalendarzu z wyprzedzeniem. W Poland Business Run w jednej z ostatnich edycji miejsca rozeszły się w siedemnaście minut. To nie jest przenośnia, to jest realny czas od otwarcia zapisów do wyczerpania puli.
Na własne wydarzenie potrzebujecie minimum czterech miesięcy, a przy pierwszej edycji sześciu. Trasa, pozwolenia, zabezpieczenie, komunikacja wewnętrzna, czas dla ludzi na przygotowanie formy. Ta ostatnia pozycja jest najczęściej pomijana, a to ona decyduje o frekwencji. Człowiek, który dowiaduje się o biegu dwa tygodnie wcześniej, po prostu się nie zgłosi.
Na sponsoring: rozmowy o pakietach na sezon letni toczą się jesienią i zimą poprzedniego roku. W marcu zostają resztki.
Nie od wyboru biegu. Od jednego pytania: co ma się zmienić w firmie po tym wydarzeniu.
Jeśli odpowiedź brzmi „chcemy, żeby ludzie z produkcji i z biura wreszcie się poznali", wybierzcie format drużynowy z krótkim dystansem, w którym nikt nie odpadnie. Jeśli brzmi „chcemy pokazać się jako pracodawca", zaplanujcie najpierw, kto robi zdjęcia i gdzie one pójdą. Jeśli brzmi „chcemy spotkać klientów w innym kontekście", zaproście ich do wspólnej drużyny, nie do strefy VIP.
Potem sprawdźcie, kto w firmie już biega. Zawsze ktoś biega. Ta osoba jest waszym naturalnym ambasadorem i zrobi dla frekwencji więcej niż mail od zarządu. W Runmageddonie przyznają to wprost: Biznes Liga powstała, bo pracownicy, którzy startowali od lat, sami zaczęli namawiać kolegów.
I ostatnia rzecz: zacznijcie od małego. Jedna drużyna na jednym biegu w tym roku. Jeśli wrócą i będą opowiadać, w przyszłym roku pojedzie ich trzy razy więcej, a wy będziecie mieli argument, żeby rozmawiać o własnym wydarzeniu.
Może ją uzupełnić, ale nie powinna całkowicie zastąpić. Część zespołu nie weźmie udziału w wysiłku fizycznym i potrzebuje formatu, w którym też jest miejsce dla nich. Najlepiej działa połączenie: wydarzenie sportowe plus spotkanie, na którym spotykają się wszyscy.
Przy pierwszym podejściu wystarczy jedna drużyna, czyli zwykle pięć osób. Sens robi nie liczba, tylko to, czy ci ludzie wrócą i opowiedzą o tym reszcie. Pięciu zadowolonych zbuduje frekwencję w przyszłym roku lepiej niż trzydziestu zmuszonych.
Zależy od formy finansowania i od tego, kto bierze udział. Wydatki na integrację pracowników rozlicza się inaczej niż działania marketingowe skierowane na zewnątrz, a finansowanie z ZFŚS rządzi się osobnymi zasadami. To pytanie do księgowości przed zapisami, nie po. Ogólne zasady rozbieram w tekście o rozliczaniu imprezy firmowej.
Zaprojektować dla nich role: obsługa punktu nawadniania, kibicowanie z transparentem, dokumentacja fotograficzna, przygotowanie strefy na mecie. W formule wirtualnej Poland Business Run dozwolone jest też chodzenie i nordic walking, co rozwiązuje problem przy jednym z największych wydarzeń w kraju.
Na początku nie. Taniej i bezpieczniej jest dołączyć do istniejącego wydarzenia, zobaczyć, jak reaguje zespół, i zebrać materiał. Własny format ma sens wtedy, gdy macie powód, którego cudze wydarzenie nie obsłuży: rocznicę, cel charytatywny związany z waszymi ludźmi albo klientów, których chcecie zaprosić.
Pokazując cztery cele naraz i przypisując do każdego wskaźnik. Zarząd nie kupuje biegu, kupuje frekwencję z produkcji, materiał na rok komunikacji, spotkania z klientami i zbiórkę na cel, o którym firma może uczciwie mówić.
Na udział w cudzym wydarzeniu: cztery do sześciu miesięcy przed startem, bo na popularne biegi zapisy zamykają się bardzo szybko. Na własne: minimum cztery miesiące, a przy pierwszej edycji sześć.
Jeśli w waszym kalendarzu na przyszły rok jest pozycja „integracja" i nikt nie ma pomysłu, co tam wpisać, to jest moment na rozmowę. Napiszcie, co ma się zmienić w zespole, a zaproponuję format, który to dowozi. Czasem będzie to bieg, czasem coś zupełnie innego. Decyduje cel, nie moda.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.