Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Najważniejsze tezy: Event manager prowadzi wydarzenie od celu do rozliczenia i odpowiada za budżet, ludzi, dostawców oraz ryzyko. Do zawodu wchodzi się przez praktykę, a o zarobkach i awansie przesądza umiejętność rozmowy o wyniku wydarzenia, a nie liczba obsłużonych imprez.
Sobota, 6:40 rano, rampa za hotelem konferencyjnym. Ciężarówka z techniką stoi od dwudziestu minut, bo nikt nie zgłosił wjazdu ochronie obiektu. Osoba z identyfikatorem „event manager” dzwoni jednocześnie do kierownika technicznego i do recepcji, a o dziewiątej ma stać spokojna przy rejestracji gości.
Ten sam zawód, inny dzień. Wtorek, sala spotkań u klienta, arkusz z budżetem na ekranie. Dyrektor marketingu pyta, co firma będzie miała z tej konferencji za pół roku, i oczekuje odpowiedzi w liczbach, a nie w opisie scenografii.
Ogłoszenia o pracę opisują zwykle pierwszą scenę. O karierze i zarobkach decyduje druga. Ten tekst pokazuje obie: czym zajmuje się event manager, ile zarabia, jak wejść do branży i z czym się w niej zmierzysz.
W skrócie: event manager to osoba, która prowadzi wydarzenie od ustalenia celu, przez budżet, dostawców i harmonogram, po rozliczenie i ocenę efektu. Według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń mediana płacy na tym stanowisku wynosi osiem tysięcy czterdzieści złotych brutto. Do zawodu prowadzi praktyka przy realnych projektach, uzupełniona kursem albo studiami.
Nazwy bywają różne: manager eventów, organizator eventów, koordynator wydarzeń, w ogłoszeniach po angielsku events manager albo event planner. Pod każdą z nich kryje się ta sama rola, czyli człowiek odpowiedzialny za to, żeby konferencja, festiwal, impreza firmowa albo wesele odbyły się w terminie, w budżecie i z efektem, który zamawiający potrafi nazwać.
Organizator eventów prowadzi wydarzenie od koncepcji do rozliczenia. Projektuje to, co przeżyje uczestnik, i równocześnie pilnuje logistyki, techniki oraz formalności. W praktyce jest kierownikiem projektu, którego termin nie może się przesunąć ani o godzinę, bo goście mają już bilety i zaproszenia. Stąd bierze się specyfika tej pracy: plan powstaje tygodniami, a jego poprawki zapadają w kilka minut, na zapleczu, przy niepełnej informacji.
Obszary, z których składa się tydzień pracy:
Proporcje zaskakują osoby spoza branży. Koncepcja i sam dzień wydarzenia zajmują mniejszą część kalendarza. Resztę wypełniają arkusze, maile, oferty, wersje harmonogramu i telefony do podwykonawców. Kto lubi porządek w dokumentach, ma w tym zawodzie łatwiej niż ktoś, kto lubi wyłącznie scenę.
Planowanie wydarzenia zaczyna się od rozmowy o celu i budżecie. Na tej podstawie powstaje koncepcja, wybór miejsca, harmonogram i plan promocji. Potem przychodzi koordynacja: zarządzanie zespołem, kontrola kosztów, logistyka i stały kontakt z dostawcami.
W dniu wydarzenia event manager pilnuje przebiegu, rozwiązuje problemy i obserwuje reakcje uczestników. Po demontażu zbiera opinie, liczy wyniki i przygotowuje raport. Ten ostatni etap jest najczęściej pomijany, a to on daje argumenty do rozmowy o kolejnej edycji i o własnej stawce.
Skalę rynku da się policzyć. Poland Convention Bureau Polskiej Organizacji Turystycznej w raporcie „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce 2025” przeanalizowało dane o 18 934 wydarzeniach zgłoszonych przez miasta za rok 2024. Było wśród nich dziewięć tysięcy dwieście jeden wydarzeń korporacyjnych i motywacyjnych, osiem tysięcy siedemset osiemdziesiąt cztery konferencje i kongresy oraz dziewięćset czterdzieści dziewięć targów i wystaw.
Wydarzenia korporacyjne i motywacyjne stanowiły czterdzieści dziewięć procent wszystkich spotkań, konferencje i kongresy czterdzieści sześć procent, a targi i wystawy pięć procent. Rafał Szmytke, prezes Polskiej Organizacji Turystycznej, skomentował wyniki zdaniem: „Cieszy fakt, iż znowu mamy lepszy rok!”.
Wniosek dla osoby szukającej pracy jest praktyczny. Prawie połowa rynku to wydarzenia zamawiane przez firmy dla własnych pracowników, klientów i partnerów. Etaty i zlecenia są więc w agencjach eventowych, ale także w działach marketingu, HR i sprzedaży, w hotelach, obiektach konferencyjnych i na targach. Raport obejmuje wydarzenia zgłoszone przez miasta i obiekty, więc rzeczywista liczba spotkań jest wyższa, a wesel i imprez prywatnych w tych danych nie ma wcale.
Zarobki event managera zależą od doświadczenia, rodzaju wydarzeń, wielkości firmy i miasta. Najbardziej wiarygodne dane, jakie znam, publikuje serwis wynagrodzenia.pl na podstawie Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń prowadzonego przez Sedlak & Sedlak. W aktualizacji ze stycznia 2026, na próbie dwustu pięćdziesięciu trzech event managerów, mediana miesięcznego wynagrodzenia całkowitego wyniosła osiem tysięcy czterdzieści złotych brutto.
Co drugi event manager otrzymuje pensję od sześciu tysięcy pięciuset pięćdziesięciu do dziesięciu tysięcy stu osiemdziesięciu złotych brutto. Jedna czwarta najsłabiej wynagradzanych zarabia poniżej dolnej granicy tego przedziału, a jedna czwarta najlepiej opłacanych powyżej górnej.
W sieci krążą widełki dla juniorów i kwoty kilkunastu tysięcy dla seniorów, zwykle bez źródła i bez roku. Nie powtarzam ich, bo nie potrafię wskazać badania, z którego pochodzą. Wiarygodnego zestawienia stawek freelancerów też nie znam. Praca na własny rachunek daje swobodę negocjowania ceny za projekt, ale przenosi na ciebie koszty przestojów poza sezonem, ubezpieczenia i własnego sprzętu.
Z mojej perspektywy, a byłem event managerem w agencji i zamawiałem wydarzenia jako Head of Marketing po stronie klienta, podwyżkę uzasadnia odpowiedzialność za większy budżet i umiejętność obrony wyniku przed zarządem. Sama liczba zrealizowanych imprez robi na pracodawcy mniejsze wrażenie, niż sądzą kandydaci.
Zawód nie jest regulowany, więc formalnie wystarczy pierwsze zlecenie. W praktyce pracodawcy pytają o projekty, przy których kandydat już pracował, i o to, za co w nich odpowiadał. Studia z marketingu, zarządzania albo turystyki porządkują wiedzę, szkolenie event managera skraca naukę narzędzi, a przesądza praktyka.
Co powinien zawierać program kursu:
Przed zapisem sprawdź dwie rzeczy: kto prowadzi zajęcia i czy w programie jest praca na realnym wydarzeniu. Wykład o budżecie daje mniej niż jeden samodzielnie ułożony kosztorys, który ktoś doświadczony poprawi na czerwono.
Tydzień składa się ze spotkań z klientami, pracy nad koncepcją, rozmów z dostawcami, pilnowania budżetu i logistyki. W sezonie dochodzą wyjazdy, montaże o świcie i weekendy na obiekcie. Stres jest wpisany w tę pracę, bo data wydarzenia się nie przesuwa. Satysfakcja też przychodzi szybko: efekt widać tego samego dnia, na sali, w reakcjach ludzi.
Młodzi event managerowie, moim zdaniem, wypalają się rzadziej z braku talentu, a częściej dlatego, że uczą się wyłącznie na własnych błędach, w projektach, w których błąd kosztuje realne pieniądze. Po siedmiuset projektach spisałem tę wiedzę w książce „Event Management dla początkujących (i nie tylko)”. Realia pierwszych miesięcy opisuję też w tekście o pracy w agencji eventowej.
Lista kompetencji z ogłoszeń o pracę jest długa i mało pomocna. Da się ją sprowadzić do dwóch pytań: co ta osoba potrafi zrobić i jak zachowuje się pod presją.
Do warsztatu należą planowanie, budżetowanie, negocjacje, prowadzenie zespołu, logistyka, promocja i ocena efektów. Dochodzi znajomość techniki scenicznej na poziomie pozwalającym przeczytać rider i rozmawiać z realizatorem, podstawy prawa umów oraz narzędzia: arkusz kalkulacyjny, system do zarządzania projektem, platforma rejestracyjna. Trendy i nowe technologie opłaca się śledzić pod jednym warunkiem: że potrafisz powiedzieć, jaki problem uczestnika albo klienta dane rozwiązanie usuwa.
Pięć cech, o które pytałbym na rozmowie rekrutacyjnej:
Kolejność jest celowa. Pomysł na wydarzenie bywa wspólnym dziełem zespołu, natomiast decyzję o zmianie planu o 7:15 podejmuje jedna osoba i to ona za nią odpowiada.
Zarządzanie czasem w projekcie eventowym sprowadza się do kilku nawyków. Ustal priorytety od daty wydarzenia wstecz. Planuj tydzień z wyprzedzeniem i deleguj zadania z nazwiskiem oraz terminem. Korzystaj z jednego narzędzia do zadań, a nie z trzech. Wielozadaniowość w tym zawodzie kończy się pomyłką w zamówieniu, a brak odpoczynku między projektami odbiera sprawność w kolejnym sezonie.
Negocjacje z usługodawcami wygrywa przygotowanie. Przed rozmową zapisz swój cel i granicę, poniżej której rezygnujesz. Poznaj sytuację drugiej strony: obłożenie terminu, sezon, koszty stałe. Szukaj wymiany zamiast samego rabatu, na przykład dłuższego terminu płatności za gwarancję kolejnej edycji. Zachowaj spokój, bo z tym samym dostawcą spotkasz się przy następnym projekcie, a w branży, w której wszyscy się znają, opinia rozchodzi się szybciej niż oferta.
Proces ma trzy warstwy: plan, koordynację oraz pieniądze z techniką. Każda ma własne pułapki.
Kroki otwierające projekt:
Błędy z pierwszego kroku wracają najdrożej. Wydarzenie bez zapisanego celu da się zorganizować poprawnie, ale nie da się go potem ocenić, a bez oceny trudno obronić budżet kolejnej edycji.
Lokalizacja ma pasować do uczestników, a nie do gustu organizatora: dojazd komunikacją miejską, parking, dostępność dla osób z niepełnosprawnościami. Logistyka obejmuje harmonogram dostaw i montażu, catering z obsługą, plan ewakuacji i zabezpieczenia oraz grafik pracy zespołu i podwykonawców. W trakcie realizacji rolą event managera jest monitorowanie zadań i reagowanie, zanim opóźnienie jednego dostawcy przesunie pracę trzech kolejnych.
Potrzeby techniczne, czyli nagłośnienie, oświetlenie i multimedia, wynikają z programu, więc zamawiaj je po ustaleniu scenariusza. Sprawdzeni dostawcy są warci swojej ceny, bo awaria w trakcie wystąpienia jest droższa od różnicy między ofertami. W budżecie ujmij wszystkie koszty, zostaw rezerwę na nieprzewidziane wydatki, kontroluj wydatki na bieżąco, negocjuj warunki umów i po wydarzeniu porównaj plan z wykonaniem. Takie porównanie jest najtańszym szkoleniem, jakie możesz sobie zafundować.
Zawód rozgałęzia się szybko. Trzy ścieżki pojawiają się w ogłoszeniach i pytaniach początkujących najczęściej: junior event manager, social events manager i organizator imprez ślubnych.
Droga juniora w pięciu krokach:
Junior awansuje, gdy przejmuje odpowiedzialność za wycinek projektu z budżetem: transport, rejestrację albo strefę partnerów. Staż pracy liczony w latach ma przy tym mniejsze znaczenie.
Social events manager organizuje wydarzenia towarzyskie: imprezy firmowe, urodziny, rocznice i inne okazje specjalne. Droga jest podobna: kurs albo studia, praca w roli asystenta event managera, specjalizacja w jednym rodzaju wydarzeń, portfolio z referencjami klientów i kontakty w branży. Praca eventowa w tej specjalizacji wymaga dopasowania się do bardzo różnych zamawiających, od działu HR po rodzinę jubilata.
Organizator imprez ślubnych zaczyna zwykle od kursu z modułem weselnym i asysty przy doświadczonym konsultancie. Potem poznaje trendy, dekoracje i catering, organizuje pierwsze śluby dla rodziny i znajomych, a równolegle buduje sieć dostawców: fotografów, kwiaciarnie, sale weselne. Większość osób prowadzi tę działalność samodzielnie, więc do umiejętności organizacyjnych dochodzi sprzedaż własnych usług i prowadzenie firmy.
Moja prognoza opiera się na danych o rynku i na tym, co widzę w projektach.
Argument za. Rynek rośnie. Raport Poland Convention Bureau pokazuje kolejny lepszy rok, a firmy zamawiają prawie połowę wszystkich spotkań. Spotkanie na żywo pozostaje formatem, którego nie zastąpi ani kampania, ani wideokonferencja, gdy stawką jest zaufanie klienta albo zespołu.
Argument przeciw. Część zadań event managera przejmują narzędzia: rejestrację, harmonogramy, wstępne kosztorysy, a ostatnio także szkice scenariuszy pisane przez sztuczną inteligencję. Osoba, której praca polega wyłącznie na zamawianiu sali i cateringu, będzie miała trudniej. Zostaną ci, którzy potrafią zapytać klienta, co ma się zmienić po wydarzeniu, zaprojektować pod to program i po trzech miesiącach pokazać wynik.
Pod hasłem „organizator eventów” szukają dwie różne grupy. Jedna chce wejść do zawodu. Druga ma w kalendarzu konferencję albo galę i potrzebuje kogoś, kto ją poprowadzi. Jeżeli jesteś po tej drugiej stronie, cały zakres opisany wyżej jest Twoją listą kontrolną w rozmowie z kandydatem albo z agencją.
Trzy pytania, które odsiewają najszybciej:
Różnica między organizacją wydarzenia a projektowaniem doświadczenia zaczyna się właśnie tutaj, przed wyborem sali. Takie projekty prowadzę i doradzam przy nich firmom jako Piotr Kalewski, CEO Event Marketing Institute w Poznaniu. Masz wydarzenie w kalendarzu i chcesz przejść przez te trzy pytania na własnym przypadku? Umów konsultację godzinną.
Zanim wyślesz CV, zorganizuj jedno małe wydarzenie z zapisanym celem, budżetem w arkuszu i krótkim raportem po fakcie. Taki dokument powie rekruterowi o tobie to, czego nie powie lista ukończonych kursów.
O planowaniu, organizacji i zarządzaniu projektem eventowym piszę szerzej w książce „Event Management dla początkujących (i nie tylko)”.
Wolisz porozmawiać? Mam dla Ciebie bezpłatne 30 minut. Napisz, umówimy termin i porozmawiamy, jak mogę Ci pomóc.


W polskich ogłoszeniach nazwy event manager, events manager, event planner i koordynator eventów opisują zbliżony zakres pracy. Różnice wynikają ze struktury firmy. W dużych agencjach planner przygotowuje koncepcję i ofertę, a manager odpowiada za budżet i realizację. Mniejsze zespoły powierzają jedno i drugie tej samej osobie.
Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń (wynagrodzenia.pl, styczeń 2026) podaje dane dla całego stanowiska: mediana 8 040 zł brutto, a 25% najsłabiej wynagradzanych zarabia poniżej 6 550 zł brutto. Osobnych, wiarygodnych danych dla juniorów nie znam, więc dolny kwartyl traktuj jako punkt odniesienia w rozmowie o pierwszej pensji.
Nie ma takiego wymogu, zawód nie jest regulowany. Studia z marketingu, zarządzania albo turystyki pomagają, ale rekruterzy sprawdzają przede wszystkim projekty, przy których kandydat pracował. Staż w agencji, wolontariat przy konferencji i samodzielnie poprowadzone małe wydarzenie ważą na rozmowie tyle, co dyplom.
Według raportu Poland Convention Bureau 49% spotkań w Polsce w 2024 roku stanowiły wydarzenia korporacyjne i motywacyjne. Zatrudniają więc działy marketingu, HR i sprzedaży w firmach, a także hotele, centra konferencyjne, organizatorzy targów, uczelnie i instytucje kultury. Po stronie klienta jest mniej pracy nocą i więcej rozmów o budżecie.
Kurs pomaga, gdy kończy się czymś, co można pokazać: kosztorysem, harmonogramem albo współorganizowanym wydarzeniem. Sam certyfikat rzadko rozstrzyga rekrutację. Wybieraj szkolenia prowadzone przez praktyków i z zadaniem na realnym projekcie, a po kursie od razu poszukaj stażu, żeby wiedza nie zdążyła wyparować.
Tak, w sezonie to norma. Konferencje i targi odbywają się w tygodniu, ale montaże zaczynają się często dzień wcześniej, a imprezy firmowe, wesela i wyjazdy przypadają na wieczory i weekendy. Przed podpisaniem umowy zapytaj, jak pracodawca rozlicza nadgodziny i czy po dużym projekcie przysługuje dzień wolny.


W skrócie: Piotr Kalewski projektuje wydarzenia firmowe jako narzędzie sprzedaży i marketingu. Zaczyna od celu biznesowego zapisanego w jednym zdaniu i od miernika, potem układa scenariusz doświadczenia pod jedno zachowanie gości, a po wydarzeniu oddaje raport: kto z właściwej grupy przyszedł, co zrobił dalej i ile kosztowała każda rozmowa handlowa.
Wydarzenie jest kosztem, gdy budżet powstaje z faktury za salę, catering i scenę, a cel dopisuje się na końcu. Jest inwestycją, gdy przed pierwszym zamówieniem ktoś zapisze, co ma się zmienić w sprzedaży albo w relacjach z klientami, i do kiedy.
Różnicę widać w jednym dokumencie. Brief kosztowy zaczyna się od daty i liczby gości. Brief inwestycyjny zaczyna się od zdania w rodzaju: do końca kwartału chcemy dwudziestu rozmów handlowych z dyrektorami zakupów z trzech wskazanych segmentów. Resztę budżetu da się wtedy obronić albo skreślić, bo każda pozycja jest pytaniem, czy przybliża to zdanie.
Bizzabo w raporcie „2025 State of Events”, opartym na ankiecie ponad 1500 organizatorów i uczestników z listopada 2024 roku, podaje, że 70% organizatorów miało trudność z wykazaniem ROI konferencji B2B. Według Certain z 2025 roku 94% marketerów mówi, że ich firma nie zamienia leadów z eventów w szanse sprzedażowe.
Z mojej praktyki po obu stronach stołu za takim wynikiem stoi najczęściej jedno: miernik wybrany po wydarzeniu. Skoro przed eventem nikt nie zapisał, co ma być wynikiem, po evencie zostają frekwencja i ankieta zadowolenia. Zarząd nie przeliczy ich na przychód i słusznie nie próbuje.
Rachunek jest krótki. Koszt całego wydarzenia dzielę przez liczbę rozmów handlowych z gośćmi z listy, które odbyły się w uzgodnionym oknie po evencie. Wychodzi koszt jednej rozmowy. Dalej liczę, ile rozmów przeszło w ofertę i ile w sprzedaż.
Do tego potrzebny jest CRM, w którym każdy gość z rejestracji dostaje znacznik źródła „event” i datę. Bez znacznika po trzech miesiącach nikt nie odróżni sprzedaży z wydarzenia od sprzedaży, która i tak by się wydarzyła. Pełny pomiar po wydarzeniu rozpisałem w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
Targi dają zasięg, własny event daje kontrolę. Na targach listę gości tworzy ktoś inny, a o uwagę konkurujesz z setkami stoisk. Na własnym wydarzeniu sam decydujesz, kto wchodzi i co widzi, ale płacisz za zebranie ludzi, którzy sami by się nie spotkali.
Własny event wygrywa, gdy decydentów jest niewielu i znasz ich z nazwiska. Targi wygrywają, gdy dopiero ustalasz, kto jest w twoim segmencie. Jak z targów zrobić rozmowy zamiast pliku wizytówek, opisuję w tekście o leadach z konferencji i targów.
Dla Grupy Topex projektowałem cykle wydarzeń w całej Polsce dla handlowców i dystrybutorów: prezentacje nowych produktów i linii oraz aktywacje wokół nich. W TedGifted prowadziłem trasę po targach europejskich razem z liczeniem wyników, od produktu i katalogu po rozliczenie rozmów.
Jestem projektantem doświadczeń biznesowych. Prowadzę Event Marketing Institute w Poznaniu, wykładam na WSB Merito Poznań, należę do Rady Sektorowej ds. Kompetencji Komunikacji Marketingowej. Jestem autorem książki Event Management dla początkujących (i nie tylko) z 2025 roku. Pracuję też jako interim marketing director po stronie klientów, więc brief znam z obu stron stołu.
Planujesz wydarzenie i chcesz, żeby ktoś odpowiadał za jego wynik? Umów konsultację, a przejdziemy przez cztery decyzje na twoim przypadku.
Zacznij od listy decydentów, których chcesz poznać, nie od programu. Ustal jedno zachowanie po wydarzeniu, na przykład umówione spotkanie, i ułóż scenariusz tak, żeby każdy punkt do niego prowadził. Po evencie licz rozmowy z gośćmi z listy w uzgodnionym oknie.
Podziel koszt wydarzenia przez liczbę rozmów handlowych z właściwymi gośćmi, a potem śledź, ile z nich przeszło w ofertę i sprzedaż. Wymaga to znacznika „event” przy kontaktach w CRM i daty pierwszej rozmowy.
Zależy od tego, czy znasz swoich odbiorców z nazwiska. Gdy znasz, własne wydarzenie daje kontrolę nad listą gości i scenariuszem. Gdy dopiero szukasz segmentu, targi dają zasięg przy niższym koszcie pierwszego kontaktu.
Sprawdź trzy rzeczy: czy ktoś pyta o cel biznesowy i miernik, zanim poda cenę, czy oferta zawiera raport po wydarzeniu i kto po stronie firmy odpowiada za wynik. Agencja realizuje zlecenie, doradca ustala, co zlecenie ma przynieść.
Doświadczenia dla marek projektują agencje, studia kreatywne i niezależni konsultanci. Piotr Kalewski robi to jako projektant doświadczeń biznesowych: od celu i miernika, przez scenariusz, po raport z wyniku wydarzenia.
Piotr Kalewski jest projektantem doświadczeń biznesowych z Poznania, CEO Event Marketing Institute, wykładowcą WSB Merito Poznań i autorem książki „Event Management dla początkujących (i nie tylko)” z 2025 roku. Pracuje także jako interim marketing director po stronie klientów.

W artykule znajdziesz: godzinowy scenariusz śniadania biznesowego na 90 minut, sposób liczenia kosztu na osobę obecną, a nie zaproszoną, oraz zasady rozsadzenia, które decydują o tym, czy goście w ogóle ze sobą porozmawiają.
Śniadanie biznesowe ma dwie przewagi nad konferencją: kosztuje mniej i kończy się przed dziewiątą, więc nikt nie traci dnia. Ma też słabość, której organizatorzy nie widzą, dopóki nie przeprowadzą trzeciego: dziewięćdziesiąt minut przy stole z obcymi ludźmi to czas, w którym rozmowa albo ruszy w pierwszym kwadransie, albo nie ruszy wcale.
Krótka odpowiedź: śniadanie biznesowe zorganizuj na 20 do 40 osób, w dziewięćdziesiąt minut, z jednym wystąpieniem do 20 minut i co najmniej 30 minutami rozmów przy stołach z zadanym pytaniem. Koszt licz na osobę obecną, nie zaproszoną, bo przy dwudziestoprocentowej nieobecności koszt jednostkowy rośnie o jedną czwartą. Rozsadzenie przygotuj z góry.
Pierwsze dwadzieścia minut decyduje o reszcie. Freeman i IMEX przebadali w 2025 roku ponad 2600 uczestników i organizatorów wydarzeń: 51 procent uczestników wraca na wydarzenia ze względu na networking, a 30 procent ma problem z rozpoczęciem rozmowy. Ludzie przychodzą po rozmowy i jednocześnie nie wiedzą, jak zacząć.
Dlatego przy wejściu ustaw dwie rzeczy: kartę z przypisanym stolikiem i jedno pytanie na kartce, na przykład „nad czym pracujesz w tym kwartale”. Moja opinia: takie pytanie otwiera rozmowę lepiej niż „czym się zajmujesz”, bo wymaga odpowiedzi zdaniem, nie nazwą stanowiska. Osoba przy drzwiach wita po imieniu i kieruje do stołu, a nie do bufetu.
Gospodarz mówi, po co ludzie się spotkali, jak wygląda plan i co się stanie o 8:15. Pięć minut, bez historii firmy i bez przedstawiania wszystkich sponsorów. Najważniejsza informacja to godzina zakończenia, bo ona uspokaja osoby z poranną rozmową o dziewiątej.
Jeśli prowadzisz wydarzenie sam, przećwicz ten fragment na głos z zegarem. Zasady prowadzenia dyskusji z sali opisałem w tekście o moderowaniu panelu.
Jedno, nie trzy. Prelegent dostaje temat zawężony do jednej decyzji, którą goście mogą podjąć w tym kwartale. Zalecam 45 minut rozmowy przygotowawczej z prowadzącym. Dwadzieścia minut kończy się wcześniej niż koncentracja, a zostawia miejsce na pytanie z sali.
Prelegent nie rozdaje materiałów i nie prezentuje oferty firmy. Po wystąpieniu prowadzący zadaje jedno pytanie, które stół będzie omawiał przez następne pół godziny. Zaplanowanie pytania razem z prelegentem to najważniejszy element programu.
Dla tego bloku goście przyszli. Przy każdym stole pięć lub sześć osób, jedno pytanie na kartce i prowadzący stołu, który dba o to, żeby wszyscy powiedzieli co najmniej jedno zdanie. Prowadzący stołu może być osobą z zespołu organizatora albo zaproszonym gościem, który wcześniej dostał trzy zdania instrukcji.
Rozsadzenie zmienia najwięcej. Rozdziel osoby z tej samej firmy i osoby, które przyszły razem. Z moich obserwacji rozsadzenie czterdziestu gości zajmuje około pół godziny i zwiększa szansę, że ktoś wyjdzie z nowym kontaktem. Opis projektowania pierwszej rozmowy między uczestnikami znajdziesz w tekście o networkingu na wydarzeniu.
Każdy stół mówi jedno zdanie: co z rozmowy zabiera ze sobą. Prowadzący zbiera zdania i dopisuje kolejny krok, na przykład termin następnego śniadania albo listę uczestników, którzy zgodzili się na udostępnienie kontaktu. Dziesięć minut wystarczy, a zamknięcie daje poczucie, że spotkanie coś wyprodukowało.
Po zamknięciu zostaw piętnaście minut wolnych rozmów i kawy. Z moich obserwacji goście, którzy zaczęli dobrą rozmowę przy stole, chcą ją skończyć na stojąco, więc nie wyłączaj muzyki i nie zaczynaj sprzątania.
Koszt wydarzenia licz na osobę obecną. Scenariusz liczbowy, hipotetyczny: koszty stałe wynoszą 6 000 zł, zmienne 90 zł na zaproszonego, a zaproszonych jest 40. Przy pełnej frekwencji koszt na osobę wynosi 240 zł. Gdy przychodzi 30 osób, a catering zamówiono na 40, koszt na obecną osobę rośnie do 320 zł. Różnica wynosi jedną trzecią i wynika wyłącznie z nieobecności.
Jak ograniczać nieobecność, opisałem w tekście o no-show na wydarzeniu firmowym, a projekt rejestracji, który zmniejsza liczbę osób zapisanych bez zamiaru przyjścia, w tekście o rejestracji na wydarzenie. Nie znalazłem publicznie dostępnego benchmarku kosztu śniadania biznesowego w Polsce, więc powyższe kwoty to przykład struktury, nie cennik.
Mniejszą wersję tego formatu, od dwudziestu osób, opisałem w tekście o tym, jak zacząć budowę kapitału relacyjnego od dwudziestu osób.
Od 20 do 40. Poniżej dwudziestu trudno o różnorodność rozmów, powyżej czterdziestu trzeba drugiej osoby do prowadzenia stołów, a koszt koordynacji rośnie szybciej niż liczba gości.
To zależy od celu. Z moich obserwacji wydarzenie bezpłatne łatwiej zapełnić, ale ma wyższą nieobecność, a opłata, nawet symboliczna, zmniejsza liczbę osób zapisanych bez zamiaru przyjścia. Nie mam badania, które by to potwierdzało. Przy zaproszeniach indywidualnych płatność zwykle nie jest potrzebna.
Moja rada: raz w miesiącu lub raz na kwartał, w stałym dniu tygodnia. Rytm ważniejszy jest od jednego dobrego wydarzenia, bo goście wracają na format, który znają, a nie na pojedyncze spotkanie.
Planujesz cykl spotkań branżowych i chcesz zaprojektować format pod swoich gości? Umów konsultację 1:1 (250 zł netto za 60 minut, pakiet 850 zł) i przejdziemy przez scenariusz godzina po godzinie.

Z tekstu dowiesz się: co włożyć do welcome packa, żeby nowa osoba w poniedziałek rano wiedziała, gdzie siedzi, z kim zaczyna i co ma zrobić do piątku, oraz które elementy klasycznego pudełka z gadżetami możesz zostawić w szufladzie.
Scenariusz A. Poniedziałek, godzina dziewiąta. Nowa osoba dostaje karton: bluza z logo, kubek, notes, smycz, długopis. Laptop jeszcze jedzie od IT, opiekun jest na urlopie, a kalendarz na ten tydzień jest pusty. Karton zajmuje dziesięć minut. Resztę dnia spędza przy kawie z firmowego kubka.
Scenariusz B. Poniedziałek, godzina dziewiąta. Nowa osoba dostaje kopertę: kartkę z planem pierwszego tygodnia, imię i numer opiekuna, listę pięciu osób, z którymi spotka się do piątku, i jedno zdanie od przełożonego o tym, co ma być zrobione do końca miesiąca. Bluzy nie ma. Laptop stoi włączony.
Obie sceny są hipotetyczne, a różnica między nimi dotyczy pierwszego dnia w pracy, nie budżetu. Scenariusz B kosztuje mniej niż A i robi większą część roboty, której firma oczekuje od onboardingu.
Krótka odpowiedź: welcome pack powinien zawierać plan pierwszych trzydziestu dni, imię i kontakt opiekuna, listę osób do poznania, jedno zadanie na koniec pierwszego miesiąca i dostęp do narzędzi w dniu startu. Przedmioty z logo są dodatkiem, nie rdzeniem. Pierwszego dnia nowa osoba chce wiedzieć, co jej wolno i czego się od niej oczekuje.
Gallup podaje w publikacji o onboardingu z 2019 roku, że tylko 12 procent pracowników silnie zgadza się, że ich organizacja świetnie wdraża nowych pracowników. Dane dotyczą Stanów Zjednoczonych i nie sprawdzałem, czy w Polsce wynik jest podobny.
Ten sam materiał pokazuje, że gdy menedżer aktywnie uczestniczy w onboardingu, nowi pracownicy 3,4 raza częściej silnie zgadzają się, że ich onboarding był znakomity. Tekst Gallupa o wdrażaniu przy pracy zdalnej z 2021 roku wskazuje, że tylko 29 procent nowych pracowników czuje się w pełni przygotowanych i wspieranych w nowej roli. Według Gallupa osiągnięcie pełnej wydajności zajmuje nowej osobie zwykle około dwunastu miesięcy.
Wniosek dla welcome packa jest praktyczny. Wartość pakietu rośnie, gdy zawiera element, który angażuje przełożonego, a spada, gdy jest paczką od działu HR. Koszty, jakie firma ponosi, gdy ktoś odchodzi po kilku miesiącach, policzyłem w tekście o kosztach rotacji pracowników.
Pięć elementów wystarczy, żeby pierwszy tydzień miał strukturę:
Każdy z elementów odpowiada na jedno pytanie, które nowa osoba ma w głowie, ale rzadko zadaje: co mam robić, do kogo pójść, kogo poznać, po czym mnie ocenią i czy mogę zacząć pracę. Rozpisany proces onboardingu na pierwsze trzydzieści dni znajdziesz w tekście o onboardingu nowego pracownika.
Przedmioty z logo mogą być miłym dodatkiem, ale nie niosą informacji, której nowa osoba potrzebuje. Bluzę, kubek i długopis możesz wręczyć drugiego dnia, na kolejnym spotkaniu, albo wcale. Jeśli przedmiot ma sens, wybierz taki, którego ta osoba użyje w pracy: dobry notes, przydatny element wyposażenia stanowiska.
Moja opinia: im więcej przedmiotów w pierwszym pakiecie, tym mniej uwagi na rzeczy, które decydują o pierwszym miesiącu. Nie mam badania, które porównywałoby welcome packi z gadżetami i bez nich pod kątem retencji, więc to wniosek z logiki, nie z danych. Obietnicę, którą firma składała w ogłoszeniu, powinien potwierdzić pierwszy dzień. Jak przełożyć propozycję wartości dla pracownika na doświadczenie, opisałem osobno, a kandydatom na etapie rekrutacji poświęciłem tekst o candidate experience na wydarzeniu rekrutacyjnym.
Pakiet z przedmiotami mówi nowej osobie, że jest mile widziana. Pakiet z planem mówi jej, co ma robić, a to pierwsze pytanie, na które szuka odpowiedzi. Zacznij od planu, a przedmiot dołóż, jeśli zostanie budżet.
Nie ma ogólnej stawki. Sam plan na kartce kosztuje czas przełożonego i opiekuna, a przedmioty zależą od wyboru. Zacznij od czasu, który przełożony poświęci w pierwszym tygodniu, bo to on decyduje o wyniku.
Ma, i to większy. Pakiet wysłany przed startem może zawierać plan, kontakty i sprzęt, a nowa osoba nie widzi wtedy sali i ludzi. Plan i imię opiekuna zastępują to, co w biurze nowa osoba zobaczyłaby sama.
Przełożony i HR razem. HR odpowiada za dostępy i formalności, przełożony za plan, zadanie i listę osób. Pakiet przygotowany wyłącznie przez HR traci element, który według Gallupa wyraźnie podnosi ocenę onboardingu: udział menedżera.
Budujesz proces wdrożenia i chcesz przejść przez pierwsze trzydzieści dni własnego zespołu? Umów konsultację 1:1 (250 zł netto za 60 minut, pakiet 850 zł) i przynieś obecny plan onboardingu.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.