Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Dziesięć informacji prasowych w kwartale. Rozesłane do stu adresów, każda z logotypem w nagłówku i cytatem prezesa w trzecim akapicie. Publikacji: zero. Odpowiedzi: dwie, obie automatyczne.
Wniosek, który zwykle pada na spotkaniu: dziennikarze nie interesują się naszą branżą. Prawdziwy powód jest inny i mniej wygodny — wysłaliście dziesięć razy tę samą rzecz, która nie jest informacją.
Z tego artykułu dowiesz się:
Bo dostają materiał, który nie odpowiada na pytanie „dlaczego mój czytelnik ma to przeczytać dzisiaj".
Firmowy komunikat jest pisany z perspektywy nadawcy: co zrobiliśmy, co uruchomiliśmy, kogo zatrudniliśmy. Informacja jest pisana z perspektywy odbiorcy: co się przez to zmienia, dla kogo i jak bardzo.
Nowy członek zarządu to wewnętrzne wydarzenie. Nowy członek zarządu, który przejmuje spółkę po roku spadków i zapowiada zamknięcie dwóch linii produkcyjnych, to informacja. Ta sama sytuacja, dwie różne wartości dla redakcji.
Redakcja nie odrzuca Waszego materiału dlatego, że jest za mało dopracowany. Odrzuca go dlatego, że po przeczytaniu nie wie, co się właściwie stało.
Cztery rzeczy, których brak przesądza o losie materiału.
Materiał, który nie ma żadnej z tych czterech rzeczy, nie jest słabo napisany. On po prostu nie jest informacją i żadna redakcja go nie uratuje.
Bo prawie nigdy nic nie wnosi. „Cieszymy się, że możemy zaoferować naszym klientom jeszcze lepsze rozwiązania" to zdanie, które można wkleić do dowolnego komunikatu dowolnej firmy w dowolnej branży.
Cytat ma sens, gdy zawiera to, czego nie ma w reszcie tekstu: ocenę, prognozę, przyznanie się do trudnej decyzji albo liczbę. „Zamykamy tę linię, bo przez trzy lata nie znaleźliśmy dla niej rynku" jest cytatem. Reszta to wypełniacz, który redakcja i tak wytnie.
Praktyczna zasada: jeśli cytat da się wstawić do materiału konkurencji bez zmiany sensu, wywalcie go albo napiszcie od nowa.
Kolejność jest odwrotna do tej, którą podpowiada instynkt korporacyjny.
Dołóż materiały, które oszczędzają redakcji pracę: zdjęcia w wysokiej rozdzielczości z podpisami, dane w edytowalnej formie, gotowy opis firmy w trzech zdaniach. Materiał, który wymaga dopytywania, przegrywa z tym, który da się opublikować od razu.
Nie do bazy stu adresów. Do kilkunastu osób, które piszą o tym konkretnie, sprawdzonych przed wysyłką — czy nadal pracują w tej redakcji i czy nadal zajmują się tym tematem.
W temacie maila napisz, co się stało, a nie „informacja prasowa firmy X". Treść informacji wklej w wiadomość, a nie tylko w załącznik. Dziennikarz czytający dwieście maili dziennie nie otwiera plików, żeby sprawdzić, czy coś jest ciekawe.
Kilkanaście dopasowanych wysyłek daje więcej publikacji niż masowy mailing, a przy okazji buduje coś, czego masówka nie zbuduje nigdy: rozpoznawalność nadawcy, który nie zabiera czasu bez powodu.
Przyznać to i nie wysyłać. Trzy komunikaty bez wartości kosztują Was uwagę przy czwartym, który będzie miał znaczenie.
W okresach bez wydarzeń działają inne narzędzia. Komentarz eksperta do tematu, który akurat jest w mediach, wysłany tego samego dnia. Własne dane — nawet drobne, ale policzone i nigdzie indziej niedostępne. Case, w którym opisujecie, jak coś rozwiązaliście, razem z tym, co poszło nie tak.
Możecie też produkować własne okazje. Wydarzenie, badanie branżowe, raport z Waszych danych — to są rzeczy, o których da się napisać. O tym, jak zaplanować takie okazje w kalendarzu, pisałem przy okazji tekstu o promocji wydarzenia, a o samej konstrukcji opowieści w tekście o roli storytellingu.
Najlepszy moment na pierwszy kontakt z dziennikarzem to moment, w którym niczego od niego nie chcesz. Wtedy rozmowa jest tania dla obu stron.
Zacznij od czytania. Wiedza o tym, co ta osoba pisała w ostatnim półroczu, ustawia całą korespondencję — bo pozwala napisać, dlaczego akurat do niej piszesz. To jedno zdanie odróżnia mail dopasowany od masówki.
Bądź źródłem, nie petentem. Jeśli redakcja pracuje nad tematem z Waszej branży, komentarz albo dane wysłane bez pytania o publikację Waszej nazwy budują pozycję na kolejne miesiące. Dziennikarze wracają do osób, które oddzwaniają i mówią konkretnie, także wtedy, gdy temat nie dotyczy ich firmy.
Reaguj szybko albo mów wprost, że nie zdążycie. Cisza po pytaniu z redakcji kosztuje więcej niż odmowa, bo materiał i tak powstanie — tylko bez Waszego głosu.
Najtrwalszym rozwiązaniem problemu „nie mamy o czym pisać" jest przestać czekać na okazje i zacząć je produkować. Wydarzenie robi to lepiej niż jakiekolwiek inne narzędzie marketingowe, bo generuje jednocześnie cztery rzeczy, których redakcje potrzebują: datę, bohaterów, dane i zdjęcia.
Konferencja z własnym badaniem branżowym daje materiał na trzy fale: zapowiedź z tezą badania, wyniki ogłoszone na scenie i komentarze uczestników po wydarzeniu. Debata z udziałem osób, które publicznie się nie zgadzają, daje napięcie, którego komunikat produktowy nigdy mieć nie będzie. Spotkanie z klientami daje case'y opowiedziane cudzym głosem, a to zawsze waży więcej niż Wasza własna narracja.
Warunek jest jeden: wydarzenie musi mieć tezę, a nie tylko agendę. Jeśli po nim nie da się napisać jednego zdania o tym, co się zmieniło w branży albo w Waszym podejściu, wyprodukowaliście spotkanie, nie informację. O tym, jak takie wydarzenie ułożyć od strony organizacyjnej, pisałem w tekście o tym, jak zorganizować konferencję.
Publikacji nie blokuje jakość redakcyjna Waszych materiałów, tylko brak informacji w środku. Zanim wyślesz kolejny komunikat, sprawdź, czy potrafisz w jednym zdaniu powiedzieć, co się zmieniło i dla kogo.
Projektuję doświadczenia biznesowe i pomagam firmom produkować okazje, o których da się napisać — zamiast wysyłać komunikaty, które nikogo nie obchodzą. Jeśli chcesz to poukładać, odezwij się.
Do dwóch tysięcy znaków w treści maila, reszta w materiałach dodatkowych. Jeśli najważniejsza rzecz nie mieści się na jednym ekranie telefonu, materiał wymaga skrócenia, a nie kolejnego akapitu tła.
Rzadko. Masowa dystrybucja podnosi liczbę wysyłek, nie liczbę publikacji. Te same pieniądze wydane na przygotowanie własnych danych albo dobrego materiału zdjęciowego pracują znacznie lepiej.
Rano, na początku tygodnia, poza dniami dużych wydarzeń branżowych i politycznych. Nie chodzi o magiczne godziny, tylko o to, żeby nie konkurować z tematem, który i tak wygra.
Jeden krótki follow-up po dwóch–trzech dniach, z nową informacją albo propozycją rozmowy. Nie trzy przypomnienia. Brak odpowiedzi jest odpowiedzią i warto ją uszanować, jeśli chcecie wysyłać cokolwiek jeszcze w przyszłości.
Nie, żeby wysłać dobry materiał. Agencja przyspiesza dotarcie i zna redakcje, ale nie wymyśli za Was informacji, której nie ma. Zaczynajcie od treści, nie od pośrednika.
Rzadko bezpośrednio i nie tego się po nich oczekuje. Budują wiarygodność, która skraca dystans w rozmowach handlowych i rekrutacyjnych. Rozliczanie PR-u z leadów kończy się zwykle likwidacją działania, które pracowało na zupełnie innym poziomie.
Branżowe są łatwiejsze i często cenniejsze, bo czyta je Wasz rynek. Duży tytuł ogólny robi wrażenie wewnątrz firmy, ale rzadko trafia w osoby, które podejmują decyzje zakupowe w Waszej kategorii.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.