Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się, dlaczego współpraca klienta z agencją eventową psuje się najczęściej na etapie briefu, a nie realizacji, co naprawdę stoi za przekroczonym budżetem, jak rozmawiać o zmianach zakresu bez wojny podjazdowej, jak mierzyć efekt wydarzenia i co odróżnia relację trwającą jeden projekt od takiej, która trwa lata.
Piątek, 17:58. Dzwoni telefon. Klient właśnie wpadł na pomysł międzynarodowej konferencji. Za trzy tygodnie. Dla tysiąca osób. Z trzema byłymi prezydentami i astronautą. Ma być eko.
Każdy, kto pracował po stronie agencji, zna ten telefon. Każdy, kto pracował po stronie klienta, wie, że po drugiej stronie ktoś właśnie odwołał plany na weekend. Przez dwanaście lat siedziałem w obu tych fotelach i zawsze zaskakuje mnie to samo: projekt rzadko sypie się na produkcji. Sypie się wcześniej, przy ustaleniach, których nikt nie chciał robić, bo „przecież się dogadamy".
Polska branża eventowa zaczynała od firmowych wigilii i konferencji w hotelach, gdzie największym wyzwaniem było dopilnowanie, żeby prezes nie przemawiał dłużej, niż bigos jest ciepły. Przez trzydzieści lat rynek zmienił oczekiwania, ale nie zawsze zmienił sposób pracy.
Chaos nie bierze się z braku kompetencji po żadnej ze stron. Bierze się z tego, że obie strony rozmawiają o różnych rzeczach: klient o efekcie, którego jeszcze nie nazwał, agencja o zakresie, który musi wycenić dzisiaj.
Gala na środku jeziora. Ze sceną, nagłośnieniem i pełną obsługą. Budżet: „taki jak w zeszłym roku, może odrobinę wyższy". W zeszłym roku był grill w parku. Ten scenariusz w różnych wariantach wraca na rynku co sezon.
Problem nie polega na tym, że klient nie zna cen. Polega na tym, że pierwsza rozmowa dotyczy pomysłu, a nie ram. Agencja chce pokazać, że potrafi, więc wycenia wizję. Klient widzi liczbę, której się nie spodziewał, i traci zaufanie do całej oferty.
Z mojego doświadczenia najlepiej działa odwrócenie kolejności. Najpierw widełki i lista tego, co mieści się w nich na pewno. Potem koncepcja. Rozmowa o pieniądzach na początku bywa niewygodna, ale jest tańsza od rozmowy o pieniądzach dwa tygodnie przed wydarzeniem.
Znam projekty, w których motyw przewodni zmieniał się kilka razy, a ostatnia zmiana zapadała w dniu wydarzenia. Z Wenecji na Dziki Zachód, bo „gondole się opatrzyły". Można to opowiadać jako anegdotę. Można też zapytać, dlaczego w ogóle było to możliwe.
Odpowiedź zwykle brzmi tak samo: nikt nie zapisał, co jest ustalone i kiedy przestaje podlegać dyskusji. Zmiana koncepcji tydzień przed eventem to nie kaprys klienta, tylko skutek procesu bez punktu zamknięcia decyzji.
Te cztery pozycje powinny znaleźć się w dobrym briefie eventowym. Jeżeli ich nie ma, agencja pracuje na domysłach, a klient płaci za domysły dwa razy: w wycenie i w poprawkach.
Prośba o wyliczenie zwrotu z inwestycji w integrację potrafi zamienić spotkanie w licytację absurdów. Liczba uśmiechów na minutę brzmi jak żart, ale mówi coś poważnego o rynku: kiedy nikt nie ustalił celu, każdy miernik jest tak samo bezużyteczny.
Dane pokazują, że sytuacja się poprawia, choć powoli. Według raportu Bizzabo State of Events 2026 40% organizatorów nadal ma trudność z udowodnieniem zwrotu z wydarzenia, wobec 70% rok wcześniej. To ciągle ogromna grupa firm wydających realne pieniądze bez odpowiedzi na pytanie, co z nich wyszło.
Dwa pierwsze poziomy to metryki ego. Świetnie wyglądają w podsumowaniu i niczego nie dowodzą, jeżeli podaje się je jako wynik. Rozbiłem to na czynniki pierwsze we wpisie o kluczowych KPI i analizie efektywności eventów. Zasada jest prosta: miernik ustala się przed wydarzeniem, razem z osobą, która później będzie z niego rozliczana.
Tutaj kończą się anegdoty. Burza nad plenerem dla pięciuset osób, awaria zasilania, ewakuacja terenu podczas festiwalu. To sytuacje, w których decyzje zapadają w kilka minut i dotyczą bezpieczeństwa ludzi, nie estetyki wydarzenia.
Profesjonalisty nie odróżnia od amatora to, że jednemu nic się nie psuje. Psuje się obu. Odróżnia ich to, co dzieje się w pierwszych trzech minutach po awarii, i to, czy ktokolwiek przećwiczył ten scenariusz wcześniej.
Plan awaryjny zapisany w dokumencie, którego nikt nie czytał, jest wart tyle, co jego brak. Przejście scenariuszy z ekipą na miejscu, dzień przed, zajmuje kwadrans i jest najlepiej zainwestowanym kwadransem całego projektu.
Relacje klient–agencja, które przetrwały kilka lat, nie opierają się na sympatii. Opierają się na przewidywalności: obie strony wiedzą, czego się spodziewać, kiedy coś pójdzie nie tak. A pójdzie.
Wydarzenie, które niczego nie zmienia w organizacji, zostaje kosztem niezależnie od tego, jak dobrze zostało wyprodukowane. Dobra współpraca zaczyna się od pytania, co ma być inaczej w poniedziałek po evencie, a nie od katalogu atrakcji.
Jeżeli szykujesz projekt i chcesz ustawić współpracę z agencją tak, żeby nie skończyła się serią aneksów, zajmuję się organizacją eventów firmowych i biznesowych oraz doradztwem po stronie zamawiającego.
Cel biznesowy w jednym zdaniu, grupa uczestników, widełki budżetowe, termin, osoba decyzyjna i ograniczenia, o których agencja musi wiedzieć od razu. Bez widełek dostaniesz oferty nieporównywalne, bo każda agencja przyjmie własne założenia.
Trzy do pięciu. Przy większej liczbie tracisz czas na porównywanie, a agencje ograniczają zaangażowanie, bo szansa wygranej robi się zbyt niska. Warto z góry podać kryteria oceny i termin decyzji.
To zależy od źródła przekroczenia. Za błąd w wycenie odpowiada agencja, za zmiany zakresu w trakcie realizacji klient. Dlatego każda zmiana powinna trafiać na piśmie razem z kosztem, jeszcze przed wykonaniem.
Fee projektowe jest bardziej przejrzyste, bo oddziela wynagrodzenie agencji od kosztów podwykonawców i nie premiuje droższych rozwiązań. Prowizja od budżetu bywa wygodna przy dużych produkcjach, ale wymaga otwartego kosztorysu.
Najpóźniej cztery do sześciu tygodni przed datą, przy dużych produkcjach wcześniej. Po tym terminie zmiany wchodzą jako aneks z wyceną i nowym harmonogramem. Bez punktu zamknięcia koncepcja zmienia się do ostatniego dnia.
Posłuchaj, o co pyta na pierwszym spotkaniu. Jeżeli pyta wyłącznie o liczbę osób, termin i atrakcje, dostaniesz produkcję. Jeżeli pyta o cel, uczestnika i to, co ma się zmienić po wydarzeniu, rozmawiasz o projektowaniu doświadczenia.
Zwykle tak, o ile utrzymujesz kontrolę nad kosztami i oceniasz efekty każdego projektu osobno. Stała współpraca skraca briefowanie i obniża ryzyko, ale wymaga okresowego porównania stawek z rynkiem.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.