Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Z tego artykułu dowiesz się: dlaczego spisane wartości nie przekładają się na zachowania, jaki jeden test pokazuje skalę problemu w pół godziny, czym różni się komunikowanie wartości od projektowania ich doświadczenia, jak wygląda mechanika, która zamienia deklarację w sytuację, i co zmierzyć, żeby wiedzieć, czy zadziałało.
Wchodzisz do biura i widzisz je od razu. Cztery słowa na ścianie, ładny layout, kolory z księgi znaku. Szacunek. Rozwój. Współpraca. Odpowiedzialność. Ten sam zestaw wisi w kilkuset polskich firmach i w większości z nich nie znaczy nic. Nie dlatego, że ktoś kłamie. Dlatego, że wartość została ogłoszona, ale nigdy nie została przeżyta.
Krótka odpowiedź: wartości stają się prawdziwe dopiero wtedy, gdy mają swój moment. Konkretną sytuację, w której firma realnie oddaje ludziom przestrzeń, uwagę albo uznanie. Komunikacja wewnętrzna sama tego nie zrobi. Wdrażanie wartości w firmie to projektowanie doświadczeń, które dowodzą deklaracji, a nie kolejny plakat na korytarzu.
Typowy proces wygląda tak: zarząd robi warsztat, wychodzi z niego pięć słów, agencja projektuje layout, HR robi komunikację wewnętrzną, wartości lądują w intranecie, na plakatach i w onboardingu. Formalnie zamknięte. Praktycznie nic się nie zmienia.
Powodem jest różnica między wiedzą a doświadczeniem. Pracownik po takiej kampanii wie, że firma mówi o szacunku. Nie ma natomiast żadnego wspomnienia, w którym ten szacunek byłby mu okazany w sposób, który zapamiętał. Wiedza bez doświadczenia nie buduje zaangażowania. Buduje cynizm, bo różnica między tym, co wisi na ścianie, a tym, co dzieje się w czwartek o piętnastej, jest dla ludzi doskonale widoczna.
Widziałem to po obu stronach stołu. Jako Head of Marketing dostawałem budżet na komunikację wartości i wiedziałem, że plakat nie zmieni tego, jak brygadzista rozmawia z ludzmi na hali. Jako konsultant słyszę dziś to samo pytanie od zarządów: mamy ładnie opisane wartości, dlaczego nikt się z nimi nie utożsamia.

Jest test, który zajmuje pół godziny i nie wymaga budżetu. Zejdź na produkcję, do magazynu albo na pierwszą linię obsługi i zapytaj pięciu przypadkowych osób, jakie są wartości firmy. Nie po to, żeby kogoś sprawdzić. Po to, żeby zobaczyć dystans między piętrem zarządu a resztą organizacji.
Jedynym wynikiem, który cokolwiek znaczy, jest trzeci. Jeśli po roku kampanii wewnętrznej dostajesz recytację, masz odpowiedź na pytanie, gdzie wyparował budżet.
Komunikacja mówi ludziom, co firma o sobie sądzi. Doświadczenie pozwala im to sprawdzić na własnej skórze. To dwie różne dyscypliny i dwa różne budżety, choć w większości firm odpowiada za nie jedna osoba z HR, która dostaje na to trzy popołudnia w kwartale.
Weźmy wartość „ludzie są najważniejsi". W wersji komunikacyjnej dostaje plakat, akapit w intranecie i slajd na spotkaniu rocznym. W wersji doświadczeniowej firma organizuje sytuację, w której pracownicy dostają scenę, uwagę całej organizacji i uznanie za coś, czego zarząd wcześniej o nich nie wiedział. Pierwsza wersja jest tańsza i nie zostawia śladu. Druga kosztuje więcej i zostaje w pamięci na lata.

Prowadziłem w firmie produkcyjnej konkurs talentów. Założenie było proste: pracownicy pokazują to, co robią poza pracą. Zgłoszenia zbieraliśmy sześć tygodni, występy odbywały się przed całą organizacją, a nagrody rozwijały pasje zwycięzców, zamiast być bonem do marketu.
Najciekawsze wydarzyło się przed samym wieczorem. Rozmowy o tym, kto się zgłosił, ruszyły na hali. Ludzie, którzy mijali się od lat przy tej samej maszynie, dowiedzieli się o sobie rzeczy, których nie da się wyczytać z identyfikatora. Kolega z logistyki okazał się muzykiem. Ktoś z utrzymania ruchu robi meble.
Nie mam z tej realizacji twardych danych o rotacji, więc nie będę ich udawał. Mam natomiast obserwację, która powtarza się przy każdym podobnym projekcie: po takim wieczorze zmienia się to, o czym ludzie rozmawiają w poniedziałek, i to, kto z kim rozmawia w ogóle.
Nie od nowych wartości. Zestaw, który macie, jest najczęściej wystarczający. Problemem nie jest treść deklaracji, tylko brak sytuacji, które ją potwierdzają.
Kolejność ma znaczenie. Większość firm zaczyna od kroku trzeciego, robi jedno duże wydarzenie bez diagnozy i dziwi się, że po miesiącu nic z niego nie zostało. Całą mechanikę budowania takich doświadczeń rozpisałem szerzej w tekście o employer brandingu opartym na wydarzeniach.
Bo integracja i dowód na wartości to dwie różne rzeczy. Impreza z konkursami może być udana i nie powiedzieć o firmie nic poza tym, że stać ją na DJ-a. Doświadczenie potwierdzające wartość musi mieć związek z tym, co firma deklaruje, i musi dać ludziom rolę, a nie miejsce na widowni.
To ta sama pułapka, którą opisywałem przy doborze atrakcji na imprezę integracyjną: program wypełnia czas, ale nie produkuje żadnego dowodu. Różnica polega na tym, czy po wydarzeniu ktoś potrafi opowiedzieć historię, w której firma zachowała się zgodnie z tym, co głosi.

Ankieta z pytaniem „czy znasz wartości firmy" mierzy skuteczność plakatu, nie kultury. Potrzebujesz wskaźników dotyczących zachowań i wspomnień.
Pierwsze pytanie jest najważniejsze i najbardziej niewygodne, bo od razu pokazuje, czy wartość ma swój moment, czy tylko swój plakat. Jak zbierać takie dane bez zamęczania ludzi ankietami, opisałem w tekście o ewaluacji eventu firmowego.
Wartości na ścianie nie są problemem. Problemem jest ściana jako jedyne miejsce, w którym istnieją. Firma, która chce, żeby ludzie utożsamiali się z deklaracją, musi dać im doświadczenie, które tę deklarację potwierdza, a potem powtórzyć je na tyle razy, żeby przestało być wyjątkiem.
Tyle, ile jest w stanie udowodnić doświadczeniem. Trzy wartości z realnymi momentami działają nieporownanie lepiej niż sześć haseł bez pokrycia.
Udział zespołu pomaga w akceptacji, ale nie zastępuje dowodu. Firma może mieć wartości ustalone przez zarząd i żywe, jeśli codzienność je potwierdza. Może też mieć wartości wypracowane w warsztatach z całą załogą i martwe, jeśli po warsztacie nic się nie zmieniło.
Po tym, że nikt nie potrafi podać sytuacji, w której się objawiły, a jednocześnie wszyscy potrafią podać sytuację, w której firma zachowała się wbrew nim.
Nie. Może natomiast stworzyć pierwszy punkt odniesienia, do którego ludzie będą wracać, i pokazać zarządowi, że ten sposób działania przynosi efekt. Kulturę zmienia dopiero powtarzalność.
Mniej, niż większość firm wydaje na doroczną imprezę z oprawą. Konkurs talentów czy program oddolnych inicjatyw kosztuje głównie czas i uwagę, a nie technikę.
Od audytu luki. Wypisz wartości, przy każdej wpisz momenty z ostatnich dwunastu miesięcy, a następnie zajmij się tą, która ma pustą rubrykę i największe znaczenie dla strategii.
Sprawdź, gdzie w Twojej firmie jest luka między deklaracją a doświadczeniem. Napisz do mnie, a przejdziemy przez nią razem: wypiszemy wartości, poszukamy momentów z ostatniego roku i zaprojektujemy pierwszy, którego brakuje. Więcej o projektowaniu doświadczeń biznesowych.
Dołącz do społeczności świadomych marketerów i otrzymaj pakiet bonusów za darmo! 🎉 Co 2 tygodnie wyślemy Ci też newsletter pełen konkretnych inspiracji z obszaru marketingu doświadczeń.