Event Marketing Institute Sp. z o.o.
Iwonicka 3, 60-473 Poznań
NIP 7812066079
REGON 527890052
KRS 0001090243
REGON 527890052
KRS 0001090243
© 2024 Kalewski copy
Wyjazd integracyjny zaprojektowany wokół jednego celu zespołu, z harmonogramem od dwunastego tygodnia przed wyjazdem.

Z tej strony dowiesz się: dlaczego wyjazd zbudowany wokół atrakcji rzadko cokolwiek zmienia, jak wygląda wyjazd zaprojektowany wokół celu, co dokładnie robię w projekcie i czego nie robię, jak rozłożyć pracę od dwunastego tygodnia przed wyjazdem, dlaczego nie podaję widełek cenowych i od czego zacząć rozmowę, jeżeli termin i budżet już masz.
Dwa wyjazdy, ta sama kwota na osobę. Na pierwszym były quady, paintball i open bar, a w poniedziałek ludzie wrócili do biurek i do tych samych maili, które pisali do siebie przed wyjazdem. Na drugim uczestnicy dostali zadanie, którego nie dało się zrobić w obrębie własnego działu, i wrócili z trzema ustaleniami, które weszły w życie w ciągu miesiąca.
Różnica nie leżała w budżecie ani w atrakcjach. Leżała w tym, że ktoś najpierw zapytał, co ma się zmienić po powrocie. Tym się zajmuję.
Dla firm, które mają już decyzję o wyjeździe i budżet, a chcą, żeby te dwa dni pracowały na coś konkretnego. Najczęściej pracuję z HR, marketingiem i dyrektorami, którzy odpowiadają za współpracę między zespołami i muszą później wytłumaczyć zarządowi, po co to było.
Trzy sytuacje, w których ma to największy sens
Bo atrakcja przyciąga uwagę do siebie. Ludzi ze sobą nie łączy. Przy paintballu rozmawia się z tym, z kim się gra, czyli zwykle z własnym działem. Przy open barze rozmawia się z tym, kogo się już zna. Wieczór mija miło i nie zmienia nic w strukturze relacji, która była przed wyjazdem.
Drugi problem jest organizacyjny. Program ułożony z atrakcji zapełnia każdą godzinę, a najwięcej dzieje się w przerwach. Wyjazd, w którym nie ma nieobsługiwanego czasu, to wyjazd, w którym ludzie nie zdążyli ze sobą pogadać.
Trzeci problem jest miesiąc później. Nikt nie ustalił, co ma zostać, więc nie zostaje nic poza zdjęciami. Rozpisałem to szerzej w tekście o tym, dlaczego standardowy wyjazd integracyjny nie buduje zespołu.
Pięć elementów zakresu
Zakres składam pod projekt. Część firm potrzebuje wszystkich pięciu elementów, część tylko programu albo tylko prowadzenia części warsztatowej.
Uczciwie, żebyśmy nie tracili czasu na pierwszej rozmowie. Nie jestem biurem podróży ani wypożyczalnią quadów i nie sprzedaję atrakcji z katalogu. Nie robię wyjazdów, których jedynym celem jest wypełnienie dwóch dni, bo do tego nie jestem potrzebny. Nie obiecuję też, że jeden wyjazd naprawi zespół, który ma problem przez pozostałe trzysta sześćdziesiąt trzy dni w roku. Wyjazd potrafi otworzyć rozmowę, której nikt nie zaczynał w biurze. Reszta dzieje się po powrocie albo nie dzieje się wcale.
Licząc wstecz od daty, rytm wygląda tak.
Dwanaście tygodni przed
Cel wyjazdu, budżet na osobę, liczba uczestników i krótka lista ośrodków. W sezonie wiosennym i wrześniowym dobre miejsca schodzą na kilka miesięcy przed terminem.
Osiem tygodni przed
Ośrodek zaklepany, koncepcja programu i decyzja o mechanice części wspólnej. Tu zapada najważniejszy wybór całego projektu.
Sześć tygodni przed
Transport, gastronomia i dostawcy domknięci. Komunikacja do uczestników rusza wtedy, kiedy jest już co powiedzieć poza datą i miejscem.
Trzy tygodnie przed
Scenariusz godzina po godzinie, podział grup, role prowadzących i lista rzeczy, które muszą zadziałać technicznie.
Tydzień przed
Potwierdzenia, logistyka dojazdu i plan B na trzy najbardziej prawdopodobne kłopoty. Żadnych nowych pomysłów.
Najważniejszy jest pierwszy punkt i to on wypada najczęściej. Bez celu i budżetu na osobę cała reszta jest logistyką, a logistyka sama z siebie nie buduje relacji.
Nie podam widełek i chcę powiedzieć wprost dlaczego. Rozstrzał między jednodniowym wyjazdem pod miasto dla trzydziestu osób a dwudniowym spotkaniem dla dwustu z noclegiem i transportem jest kilkunastokrotny. Każda liczba podana bez kontekstu staje się punktem odniesienia w negocjacji, w której nie powinna się pojawić.
Rozmowę zaczynamy od budżetu na osobę, który macie, i od pytania, co realnie da się w nim zrobić w waszym terminie i w waszej odległości od miasta. Sposób liczenia rozpisałem w tekście o planowaniu budżetu na imprezę firmową.
Moją pracę rozliczam za czas, nie prowizją od produkcji. Dzięki temu nie mam żadnego powodu, żeby doradzać wam droższy ośrodek.
Dwanaście lat po obu stronach stołu. Najpierw event manager w agencji, potem Head of Marketing po stronie klienta, dziś własny instytut. Znam więc i to, jak wygląda wycena od środka, i to, jak się jej broni przed zarządem.
Ponad siedemset projektów i ponad trzysta trzydzieści wydarzeń poprowadzonych ze sceny. Większość wniosków, które tu opisuję, kosztowała kogoś pieniądze, zanim trafiła na tę stronę.
Napisz do mnie jedno zdanie o tym, co ma być inaczej po powrocie z wyjazdu, i podaj budżet na osobę, liczbę uczestników oraz termin. Na tej podstawie powiem, czy w ogóle jestem wam potrzebny, a jeżeli nie, to co zrobić samodzielnie.
Chcesz od razu przegadać konkretny projekt? umów konsultację jeden na jeden. Sześćdziesiąt minut kosztuje dwieście pięćdziesiąt złotych netto, pakiet czterech spotkań osiemset pięćdziesiąt złotych.


Przy celu związanym ze współpracą między działami realnie dwa dni z jednym noclegiem. Jeden dzień wystarcza, gdy chodzi o wspólne doświadczenie i przewietrzenie głów, ale nie wystarcza na to, żeby ludzie zdążyli przejść od uprzejmości do rozmowy. Trzy dni bywają za długie, bo ostatni dzień zwykle się rozjeżdża.
Realnie dwanaście tygodni przed, a przy grupach powyżej stu osób i przy popularnych terminach wcześniej. Krótsze terminy są wykonalne, kosztują jednak więcej, bo wybór ośrodków jest mniejszy, a ich stawki wyższe.
Tak i często wychodzi taniej. Atrakcja jest narzędziem, nie celem. Gdy cel brzmi „dwa działy mają zacząć ze sobą rozmawiać", to zadanie wymagające współpracy między nimi zrobi więcej niż każdy tor gokartowy w okolicy.
Potraktuj to jako informację. Problem frekwencyjny to inna sprawa. Część niechęci bierze się z wcześniejszych wyjazdów, na których ludzie czuli się niezręcznie. Program, w którym da się uczestniczyć bez wychodzenia przed szereg i bez alkoholu, zmienia tę statystykę szybciej niż apel o obecność.
Gdy taki jest zakres, tak. Część firm woli, żeby prowadził ktoś z ich strony, a ja przygotowuję scenariusz i pracuję z tą osobą przed wyjazdem. Oba warianty działają i różnią się kosztem oraz tym, ile kompetencji zostaje po waszej stronie.
Nie ankietą zadowolenia wypełnianą w autokarze. Sprawdź po miesiącu, ile ustaleń z wyjazdu weszło w życie i czy pojawiły się kontakty między ludźmi, którzy wcześniej ze sobą nie rozmawiali. Obie rzeczy da się policzyć i obie da się pokazać zarządowi.
Nie wiesz od czego zacząć?